Kończy się czerwiec, drugi kwartał 2010 r., przyszedł zatem czas na maleńkie podsumowanie. O co pytaliście tym razem? Po odpowiedzi na pytania typu: co robić, co zobaczyć lub co zwiedzić w Lizbonie, w Brugii, w Mediolanie, w Kijowie, w Asuanie, na Rodos czy w Agadirze już teraz odsyłam do odpowiednich postów na blogu. Dziś pierwsza porcja odpowiedzi na mniej standardowe pytania. Muszę się Wam przyznać, że co kwartał to nowe ciekawostki, ale w tym widać, że wiosna była…
czytaj dalej
Wpisy z miesiąca: Czerwiec 2010
Bo pytać to trzeba umieć…
29 czerwca 2010 | Komentarze: 4
Wpis w kategoriach: Patykiem pisane | Tematy: odpowiedzi, pytania
Dzień wolny
25 czerwca 2010 | Komentarze: 6
Przyznaję się oficjalnie i bez bicia. Pracując normalnie w biurze nie doceniałam weekendów. To przecież aż dwa dni wolnego w tygodniu, kiedy można pozałatwiać mnóstwo spraw, pojechać gdzieś, pobyczyć się. A od czasu do czasu dobrać sobie poniedziałek lub piątek i przedłużyć labę do trzech dni. Niesamowite!
Drogie korpoludki! Cieszcie się ze swoich unormowanych (w miarę ;) godzin pracy i dwóch dni wolnych od pracy w tygodniu. Nie wszędzie tak jest…
Dzisiaj miałam pierwszy dzień wolny od dwóch tygodni. I jedyny w tym tygodniu. Ogólnie praca jest taka, że mamy tutaj tylko jeden dzień bez pracy tygodniowo. I to też nie do końca, bo klienci nie wiedzą o tym, a mając mój telefon dzwonią też w te dni. Takie życie, nie można nie odebrać. Na szczęście dzisiaj były to drobnostki, które da się przez telefon załatwić.
Policzyłam sobie, że do końca października będę miała jeszcze 18 takich dni. To wbrew pozorom nie jest dużo. Trzeba je więc wykorzystywać efektywnie :) W planie za tydzień jest przejażdżka po zachodniej części Algarve. Potem na pewno ponowna wizyta w Sewilli i rejs łódką po grotach Lagos. Dokładny plan jeszcze w przygotowaniu…
Dzisiaj, ponieważ to był pierwszy raz i naprawdę potrzebowałam relaksu, zaczęłam od niewielkiego sprzątania (po którym już nie ma śladów, bo trzeba było poprzerzucać trochę papierów po telefonie od klienta ;), a potem pojechałam na wielkie zakupy.
Pogoda na szczęście sprzyjała i sprzątaniu i zakupom, bo od rana niebo było zachmurzone. Budząc się trochę się zmartwiłam, bo kurka, pierwszy dzień wolny, a pogoda płata figle. Ale czasu nie zmarnowałam i w ten sposób pokupowałam sobie najważniejsze rzeczy, których mi jeszcze brakowało, albo takie które się już kończyły. Na przykład małą bazylię. Coraz bardziej swojsko się robi w mieszkanku.
Po zakupach zdrzemnęłam się pół godziny, a potem otworzyłam oczy i zobaczyłam, że się przejaśnia. Cudownie! Spakowałam rzeczy, wskoczyłam w bikini i poszłam odpoczywać na plażę. W końcu będąc w Algarve od jakiegoś czasu trzeba się choć odrobinkę opalić. Słoneczko przygrzało przyjemnie. Wracając z plaży mijałam grupki rozradowanych wynikiem meczu Portugalczyków. Oni to się potrafią cieszyć z wygranej! Mam nadzieję, że zajdą w tym roku na sam szczyt, to będzie pięknie!
A wieczorem wybieram się znowu nad ocean. Tutejsza plaża jest piękna, położona pomiędzy malowniczymi klifami. Idę więc na zachód słońca z aparatem i statywem. Może uda się zrobić jakieś przyjemne foty.
PS. Wiecie, że leżenie na plaży też jest męczące? Niby nie powinno być, bo to w końcu właśnie leżenie, ale jednak oczy trochę się kleją, wołając o drzemkę. Dobranoc ;)
Wpis w kategoriach: Z pamiętnika rezydentki |
Sewilla
23 czerwca 2010 | Komentarze: 11
Stolica Andaluzji ma coś wspólnego z Kairem – jest w niej niesamowicie gorąco. Dzisiaj było ponad 40 stopni w cieniu. To pewnie dlatego w ciągu dnia miasto zamiera. Po ulicach szwendają się tylko niewielkie grupki spoconych i zmęczonych upałem turystów. Nawet kierowcy dorożek się gdzieś pochowali, zostawiając swoje pojazdy sam na sam z końmi.
czytaj dalej
Wpis w kategoriach: Hiszpania, Ze świata | Tematy: katedra, kościół, Sewilla
Pomarańczowo
22 czerwca 2010 | Komentarze: 4
W Algarve jest tak, że jak się pójdzie do supermarketu, to można kupić pomarańcze. Duże, pomarańczowe (jakże by inaczej :) i jędrne. Innymi słowy, spełniające wszystkie normy Unii Europejskiej. A jak się pójdzie na targ to można znaleźć takie małe, pomarszczone, czasem zielonkawe pomarańczki. Zupełnie niewyględne. Ale pozory mylą!
czytaj dalej
Wpis w kategoriach: Portugalia, Ze świata | Tematy: Algarve, kuchnia, owoce
Nocny jeździec
21 czerwca 2010 | Komentarze: 10
To był dopiero drugi raz, ale już zdążyłam bardzo polubić te moje nocne powroty z lotniskowego dyżuru w niedzielę wieczorem. O tej porze na autostradzie nie ma już wielu samochodów, więc jedzie się przyjemnie i płynnie. Zresztą, na tej naszej autostradzie ogólnie raczej nie ma tłoku.
60 kilometrów z Faro do Praia da Rocha płynie bardzo miło. Muzyczka gra, chociaż późnym wieczorem trzeba czasami poskakać po stacjach, bo mają tutaj tendencję do mówienia (po portugalskiemu oczywiście), a ja wolę jak coś gra i śpiewa, ale ogólnie daje radę. Jest jakaś stacja, która puszcza hiciory z lat 80. i okolicznych. Więc dzisiaj w repertuarze był Peter Cetera, była Sandra, byli chłopcy z Genesis. Plus jacyś portugalscy artyści też.
I taka podróż pozwala się naprawdę zrelaksować. Szczególnie jest to przydatne przed jutrzejszymi spotkaniami informacyjnymi ;) Bo te są jeszcze cały czas dość stresujące. Zwłaszcza w nowych hotelach. W końcu jestem tutaj dopiero dwa tygodnie, a nauczenie się wszystkiego trochę trwa…
Dlatego też idę spać. Trzeba się porządnie wyspać, bo jutro długi i pracowity dzień. Dobranoc!
PS. Kto na ochotnika nagra mi i podeśle ze dwie fajne płytki, żeby było co słuchać w trakcie niedzielnego powrotu do domu? Tylko muszą być audio, bo Strzałeczka nie czyta mp3 :)
Wpis w kategoriach: Z pamiętnika rezydentki |
Wycieczka do stolicy
19 czerwca 2010 | Komentarze: 8
Jak sobie tak kiedyś wyliczyłam, aby w miarę zwiedzić Lizbonę, potrzeba tygodnia. Żeby nie było, napisałam wtedy tak oto:
Kilka dni temu dostałam wiadomość od koleżanki, która teraz studiuje w Porto, z prośbą o informacje, co ciekawego warto zobaczyć z Lizbonie, bo wybiera się tam na 2-3 dni. Arcytrudne pytanie! Uważam, że 2-3 dni na zwiedzanie Lizbony to zdecydowanie za mało.
A wiecie co, da się to “zrobić” w jeden dzień! A tak efektywnie to w 5 godzin. Witajcie w świecie masowej turystyki :)
Pojechałam sobie na taką wycieczkę fakultatywną. Wyjazd przed świtem, bo trzeba odebrać uczestników z kilku hoteli. Mogłam wiec się zdrzemnąć trochę w autobusie. Choć z drugiej strony, co to za sen? W Lizbonie byliśmy o 11:00. Zaczęliśmy od Belém – godzina czasu na klasztor Hieronimitów, następnie podjechaliśmy pod Torre de Belém i Pomnik Odkrywców. Później przejazd przez miasto i zwiedzanie autokarem aż do placu Rossio, gdzie dostaliśmy nieco ponad 2,5 godziny wolnego czasu. Oczywiście, żeby nie było, przewodnik bardzo fajnie opowiedział, co i gdzie można w tym czasie zobaczyć (tramwaje, dzielnica Baixa, Elevador de Santa Justa…)
I fajnie, znam to więc mogłam sobie trochę bezstresowo pospacerować po moim ukochanym mieście i pozałatwiać trochę spraw typu doładowanie konta internetowego w Vodafone :) Do tego trafiłam akurat na tydzień Makau w Lizbonie (tak, tej ich byłej kolonii) i na placu Rossio odbywał się całkiem miły pokaz: smoki, miecze, muzyka azjatycka. Było na co popatrzeć.

A potem o 16:00 zbiórka i do domu. I co? Nie da się? Pewnie, że się da!
PS. Napisalibyście, co tam w Polsce słychać… ;)
Wpis w kategoriach: Z pamiętnika rezydentki |

