23 lutego 2010
Wpis w kategoriach: Kambodża, Tajlandia, Ze świata | Tematy: Bangkok, sklep
W Bangkoku nie ma chyba ulicy, przy której by go nie było. Podobnie w innych miastach i miasteczkach w Tajlandii. Mam wrażenie, ze stojąc w dowolnym miejscu na chodniku, zawsze przynajmniej jedno jego logo jest w zasięgu wzroku. A czasem nawet dwa, bo potrafią znajdować się dwa naprzeciwko siebie, po obu stronach ulicy. McDonald’s? Nie tym razem. To 7-Eleven, najpopularniejszy sklep w Tajlandii.

Pierwszy sklep 7-Eleven (wówczas jeszcze pod marką Tote’m) powstał w USA w 1927 r., nazwę zmieniono w 1946 r., ponieważ markety były otwarte od 7 rano do 11 wieczorem. Obecnie na świecie działa niemalże 30 000 sklepów pod tym szyldem. Niewiele osób pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że w tej chwili (od listopada 2005 r.) amerykańskie 7-Eleven, Inc. jest pośrednio kontrolowana przez japońską firmę Seven & I Holdings Company. Ach, ta globalizacja :)
Wracając do Tajlandii… Pierwszy 7-Eleven otwarto tu w 1989 r. W 2005 r. świętowano otwarcie trzytysięcznego sklepu. Obecnie, wg. strony korporacyjnej, Tajlandia może poszczycić się tym, że ma 5 270 7-Eleven, czyli więcej niż USA, Kanada, Meksyk i Australia razem wzięte. Więcej (12 553!) jest ich tylko w Japonii. Nie ma się więc co dziwić, że nietrudno natknąć się na logo 7-Eleven na ulicach Bangkoku. Albo raczej trudno się nie natknąć ;)

No dobrze, a co 7-Eleven oferuje podróżnikowi? Okazuje się, że całkiem fajne rzeczy. Przede wszystkim wyobraźcie sobie, że idziecie zalaną słońcem ulicą przy 35-40°C (w cieniu :). Jak dla mnie wejście do w pełni klimatyzowanego sklepu i pokręcenie się pomiędzy półkami to świetny sposób na odpoczynek od upału i ochłodę. Choć pewnie nie wszyscy lubią dramatyczne skoki temperatury… Wtedy można stanąć na zewnątrz, tuż przy drzwiach, tak, żeby z każdą wchodzącą lub wychodzącą osobą poczuć orzeźwiający powiew chłodnego powietrza. Sprawdzone!
Do tego dochodzi wybór produktów. Coś do picia przede wszystkim – cała lodówka różnego rodzaju soków owocowych, napoje, coca-cola itp. Dla tych, co wolą nie pić w upale produktów z lodówki, są też takie w temperaturze pokojowej (klimatyzowanej ;). I dla mnie mistrzostwo, czyli przepyszne napoje mleczne!
Jeśli chodzi o przekąski, to ciężko uświadczyć w takim sklepie typowo tajskich produktów, więc dla osoby, która chwilowo zmęczona jest lokalną kuchnią (zdarzało mi się), to miejsce jak znalazł. Mają pyszne tosty z tuńczykiem, które można jeść na zimno lub na ciepło. Zapakowane świetnie nadają się jako prowiant na podróż.
A tak przy okazji globalizacji to w Kambodży nie ma żadnego sklepu 7-Eleven. Podobnie jak żadnego wspomnianego na początku McDonald’sa. Ani jednej sztuki tego ani tego. Jest za to KFC, który – podobnie jak w Tajlandii – serwuje jako dodatki zarówno frytki, jak i ryż. Smacznego :)
Podobne wpisy:
-
Świat z tuk-tuka Jeszcze przed podróżą, kupujemy bilety na samolot do Bangkoku. Przeszukując internet w poszukiwaniu dobrych okazji trafiamy na super ofertę w...
Królewskie atrakcje Bangkoku Przepełniony turystami, przeciskanie się wśród których odbiera całą przyjemność z podziwiania królewskich zabudowań? Kiczowaty, kolorowy, pełen dziwnych ozdóbek? Zupełnie bez...
Bangkok pod znakiem złotego Buddy Z perspektywy czasu sprawa nie wydaje się już tak poruszająca, jak na początku… ale nadal pamiętam te zastępy złotych figurek...
Trzecia płeć Siedzimy niecierpliwie na ciemnej widowni wypełnionej w jednej czwartej. Pomiędzy krzesełkami ustawione są stoliki, na stolikach zielonkawe lampki bladym światłem...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)






Jutro rano, gdy przed praca zatrzymam sie w 7eleven, by jak zwykle kupic kawe i marble cake na sniadanie to wyobraze sobie, ze po wyjsciu znajde sie w Bangkoku ;)
Dobrze mieć bujną wyobraźnię :) szczególnie, że tam teraz pełnia lata. W sumie ja w tej chwili nawet bardziej tęsknię za tymi rozgrzanymi ulicami, niż klimatyzacją w sklepie ;)
Spotkana w Tajlandii Japonka powiedziała mi, że 7-eleven jest japońską korporacją. Nie chciało mi się wierzyć, ale poniekąd miała w takim razie rację. No i zapomniałaś dodać, że w 7-eleven, jest pyszne tanie wino :D Wyglada jak piwo, jest trochę od niego tańsze, ale za to całkiem smaczne. No i jak białaś je kupuje, to przy kasie dziwnie sie na niego patrzą… ale co tam. Kto tanie pije, ten wiecznie żyje :D
Gart, macie u ciebie w 7-eleven te winka? :D Próbowałes?
@olo
zadnego alkoholu nie ma w amerykanskich 7-eleven, wiec i wina brak :(
Azjatyckim akcentem jest to, ze moich okolicach praktycznie wszystkie 7-11 naleza do Hindusow, oni tez w nich pracuja, ciezko spotkac bialasa za lada, a o czarnym mozna zupelnie zapomniec :)