21 listopada 2009
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Z podróży | Tematy: Bangkok, Banyan Tree, hotel, Vertigo Bar, zachód słońca
Zatoczyliśmy pełne koło, w Bangkoku rozpoczęła się nasza podróż i w Bangkoku się kończy. Podobnie jak pierwszego dnia, rano (ok, w południe, obudzeni po imprezie) wyruszamy na rejs tramwajem wodnym po rzece Chao Phraya, aż na jej druga stronę. Tam dajemy sobie trochę czasu na pobuszowanie po markecie, a potem wracamy na nasz brzeg i jedziemy po raz ostatni na Khao San Road. I znowu – ostatni masaż tej podróży. Ostatnie zakupy. I jeszcze jedna atrakcja na koniec…

Wpadamy szybko do domu, żeby się przebrać – zakładamy długie spodnie, zakryte buty i o zachodzie słońca ruszamy do hotelu Banyan Tree, który na szczęście jest niedaleko. Tam wjeżdżamy windą na 59 piętro i dalej już schodami wspinamy się na szczyt wieżowca. Widok naprawdę daje radę. Niebo jest nieco zachmurzone, ale spomiędzy chmur przebija czerwonawe światło. Wysoko nad głowami wisi rogal księżyca i mocno świeci Jowisz. Innych gwiazd nie widać. Za jasne niebo – to przez światła Bangkoku z jednej strony, przez cienki welon chmur z drugiej.

W barze Vertigo zamawiamy przepyszne drinki i delektujemy się widokiem. Mnie zachwyca wysokość! Z okolicznych budynków tylko jeden niedaleko wydaje się wyższy, ale wygląda, jakby nie miał na szczycie żadnej restauracji. Aha, żeby była jasność – ten bar jest tak zupełnie na szczycie, na tyle, że nad głowami mamy tylko niebo. Nie ma sufitu. Siedzimy na dachu. Bosko!
A po drinku powrót do domu, dopakowanie się, prysznic i niedługo ruszamy na lotnisko. Wracamy do domu. Ale ja tu jeszcze wrócę :)
Podobne wpisy:
-
Bangkok z 61. piętra Jeśli mogę wejść wysoko – to wejdę. Bo widoki z góry są zawsze ciekawe, świat z wysokości wygląda zupełnie inaczej...
Tajlandia na do widzenia Prawy foka szot, lewy hals, zwrot przez sztag i jeszcze parę innych tego typu wyrażeń. Nie podejrzewałam nigdy, że będę...
Bangkok pod znakiem złotego Buddy Z perspektywy czasu sprawa nie wydaje się już tak poruszająca, jak na początku… ale nadal pamiętam te zastępy złotych figurek...
Jedna noc w Bangkoku Jesteśmy w Bangkoku. Miasto jest ogromne! Póki co chłonę je wszystkimi zmysłami: wzrokiem, zapachem, smakiem, dotykiem, słuchem… Jest wspaniale! Z...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)






Ewa, dziękuję za Twoje relacje z podróży do Azji.Dzięki nim podróżowałam razem z Wami(to nic,że wirtualnie)
Ja przez przypadek odkryłam ten blog, i czytam go od początku, mam zamiar wszystko przeczytać;) Póki co bardzo mi się podoba tylko czuję niedosyt zdjęć, mogłoby być ich troszkę więcej ;)
Fakt, na poczatku bylo mniej zdjec, potem powinno Ci sie bardziej podobac :) Tym bardziej, ze z podrozy ciezko wrzucac zdjecia czasem, bo internet bywa straaaasznie wolny. Ale staram sie :))
Ciesze sie, ze sie podoba ogolnie i oczywiscie zapraszam do czytania i dyskusji! Pozdrawiam z Birmy!