Chillout w Cabarete

21 grudnia 2010      

Wpis w kategoriach: Dominikana, Z podróży | Tematy: ,

Cabarete jest mekką wszelkiej maści surferów, windsurferów, kitesurferów i innych takich. Samo miasteczko szczególnie ciekawe nie jest, bardzo międzynarodowe, bez trudu można dogadać się po angielsku, co przykładowo w Las Terrenas nie zawsze było możliwe. Plaża – też pięknością nie grzeszy. Zero palm i pocztówkowych widoków zapierających dech w piersiach. Pełno kite’ów na horyzoncie…

Cabarete
Spotykamy tutaj ludzi z każdego zakątka globu. Danny z Londynu zainwestował tu w cały budynek i podnajmuje mieszkania. Rob, u którego mieszkamy, jest jednym z jego lokatorów. Ma 21 lat i jest Holendrem pomieszkującym po kilka lat w różnych częściach świata, a na Dominikanie zajmuje się kręceniem filmów i pracuje w sklepie ze sprzętem surfingowym.

Bridget przyjechała z Kanady i pracuje w barze. Chris z Waszyngtonu sprzedał wszystko, co miał i przyjechał tutaj do pracy jako kelner. Poznajemy też dwóch szesnastoletnich Szwedów, których nie interesuje nic poza deską surfingową. Jest Corey z Nowego Jorku. I nawet Witek z Polski! Wszyscy zadowoleni z decyzji przeniesienia się tutaj.

Dzisiaj odpoczywamy po wczorajszej imprezie. Opalamy się na plaży. Podjadamy typowe dominikańskie jedzenie – pieczonego kurczaka z ryżem i sosem z fasoli. Spacerujemy i podglądamy kitesurferów. Wracamy do domu. Gramy w Modern Warfare II. Totalne lenistwo… Przyzwyczajenie się mogłoby być niebezpiecznie, więc jutro ruszamy dalej w trasę. Tym razem na celowniku Jarabacoa.

Podobne wpisy:

    Z Las Terrenas do Cabarete Po dzisiejszym dniu zdecydowanie mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o lokalny transport dominikański, to najważniejsze atrakcje mam już za sobą....
    Salto El Limón Jeśli chodzi o wielkość, daleko mu chociażby do Niagary. Ale wodospad El Limón jest położony tak pięknie, że wynagradza to...
    Atlantic City Podobno kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości. I na odwrót. Nie mogę tego niestety potwierdzić....
    Juan Dolio Końcówka podróży po Dominikanie to czas odpoczynku i relaksu. Trochę kraju już zobaczyłyśmy i nawet miejscowi dziwią się, że byłyśmy...

Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)

Komentarze: 4 do “Chillout w Cabarete”


  1. Mira pisze:

    Mam nadzieję, że aż tak bardzo Ci się tam nie spodoba i wrócisz do nas!!!

  2. Ewa pisze:

    Nie, spokojnie, nawet jeśli mi się podoba to i tak wracam :D

  3. Ajka pisze:

    pieknie! :)
    Ewa Ewa zrobiłam TO dziś, jestem wolna!! :)

  4. Ewa pisze:

    Brawo! Trzymam kciuki! :)

Zostaw ślad, skomentuj, zapytaj...

Chcesz zdjęcie przy swoim komentarzu? Załóż konto w darmowym serwisie Gravatar. To proste!

Przerwa na reklamę

Polecam

Peron4

Blogi podróżnicze

Kategorie

Prawa autorskie

Wszystkie teksty, zdjęcia i filmy na blogu są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej. Jeśli chcesz je wykorzystać, proszę zapytaj o zgodę.