Czego nie widać z dołu? Kubańskie punkty widokowe

Patrząc z góry widzi się więcej. Wzrok sięga dalej. Zmienia się perspektywa – trudniej dostrzec szczegóły, ale łatwiej zarejestrować ogół. Z góry widzi się to, czego z dołu często nie widać. Dachy domów i to, co się na nich znajduje. Plany miast. Rozległe krajobrazy. Na Kubie wielokrotnie wspinam się na tarasy na szczycie budynków, by rzucić okiem na otoczenie. Z zachwytem podziwiam też okolice z różnych punktów widokowych. Zbieram do fotograficznej kolekcji najciekawsze widoki. Oto ona!

Hawana

Wycieczkę po Kubie zaczynamy w Hawanie. Tutaj, w czasie spaceru po mieście, trzykrotnie wjeżdżam na dachy budynków by spojrzeć na stolicę kraju z góry. Najbardziej podoba mi się kolorowy widok z domu przy Plaza Vieja, ale najbardziej poruszający jest ten z tarasu na szczycie hotelu Inglaterra, na którym widać, jak zniszczone jest miasto. Odrapane kamienice i prowizoryczne nadbudówki, wszystko to rozpaczliwie woła o remont. Tylko skąd wziąć na niego pieniądze?

Hawana

Nie jest dane mi nacieszyć się widokiem z tarasu hotelu Ambos Mundos, w którym pomieszkiwał Ernest Hemingway. Skutecznie utrudnia to ulewa, jaka zastaje nas, kiedy docieramy w te okolice. Ale podążając śladami pisarza trafiam na inną przepiękną scenerię – to, co widział on ze swojego domu Finca Vigia. A dokładniej, z gabinetu. Bujny, zielony las i ukochana Hawana w tle.

Hawana

Jeden z najpiękniejszych kubańskich pejzaży ukazuje się moim oczom kiedy wyjeżdżamy do Doliny Viñales. To tutaj zatrzymujemy się w punkcie widokowym na panoramę Mogotów. Te skalne ostańce porośnięte bujną roślinnością wyglądają jak żywcem wyjęte z jakiejś bajki. Są częścią pasma górskiego Sierra de los Órganos, powstały w jurze pod wpływem erozji, która pozostawiła potężne pagórki o charakterystycznym kształcie.

Mogoty

Przepiękny, rozległy krajobraz podziwiam także w okolicach innej doliny – Valle de los Ingenios, czyli cukrowego centrum Kuby. Robimy tu krótki przystanek by popatrzeć na soczyście zielone pola, na których niestety coraz mniej rośnie trzciny cukrowej.

Dolina Cukrowni

Dolina Cukrowni prezentuje się jeszcze ciekawiej nie z punktu widokowego, lecz z wieży na posiadłości Manaca Iznaga. Trzeba się tu wspiąć po wąskich schodkach, ale warto. U moich stóp widzę pomalowaną na żółty kolor hacjendę, w tle niewysokie góry a pomiędzy nimi kiedyś ciągnęły się plantacje.

Dolina Cukrowni

Przecudowny jest też widok ze szczytu wieży muzeum miejskiego Trinidadu – dawnej cukrowej stolicy Kuby. To moje ulubione zdjęcie z Kuby. Miasto z brukowanymi uliczkami, pełne niewysokich, kolorowych domów krytych czerwoną dachówką, żółta wieża klasztoru franciszkanów, zielone palmy i góry w tle…

Trinidad

Sancti Spiritus (czyli Duch Święty) to jeden z kolejnych przystanków na naszej trasie przez Kubę. Do miasta wchodzimy przez jeden z najstarszych kubańskich mostów, za którym naszym oczom ukazuje się pomalowany na niebiesko kościół. Wspinam się na wieżę, by jak zwykle rzucić okiem na miasto z góry. Przyjeżdża tu stosunkowo niewielu turystów. Omijają oni to miejsce skuszeni przez słynny Trinidad. Ciężko jednak odmówić Sancti Spiritus uroku.

Sancti Spiritus

Jadąc dalej na wschód zatrzymujemy się w mieście Holguin. Nasz pierwszy przystanek tutaj to Wzgórze Krzyża (Loma de la Cruz), z którego rozciąga się fantastyczna panorama miasta. Doskonale widać stąd, jak symetryczne i geometryczne jest Holguin, z ulicami przecinającymi się pod kątem prostym. Ze wzgórza w dół (lub, jak kto woli – z miasta na wzgórze) prowadzi 458 schodów.

Holguin

Po drugiej stronie wzgórza majaczą w oddali wody Oceanu Atlantyckiego. Dominuje nad nim pojedyncze wzniesienie w kształcie kowadła widoczne z zatoki Bariay. Uważa się, że to tutaj przybył Krzysztof Kolumb 28 października 1492 roku i pierwszy raz postawił stopę na kubańskiej ziemi. W swoich dziennikach wspomina on o tym charakterystycznym wzgórzu.

Holguin

Ale, ale! Mieszkańcy położonego na wschodnim koniuszku wyspy miasta Baracoa twierdzą, że Kolumb wylądował właśnie tam, a nie w okolicach Holguin. Oni tez mają wzgórze w kształcie kowadła – tak się ono zresztą nazywa – El Yunque. Doskonale widać je z hotelu El Castillo mieszczącego się w pozostałościach dawnego hiszpańskiego fortu.

Baracoa

Wspinając się do hotelowych zabudowań podziwiać można panoramę samego Baracoa. W oczy rzuca się od razu, że miasto to jest sporo uboższe od odwiedzonych wcześniej Hawany, Trinidadu, Sancti spiritus czy Holguin. Chociaż leży nad zatoką, Baracoa nie ma nawet ładnej plaży. Mimo to lubię to miejsce, ma w sobie jakiś urok, który trudno wyjaśnić racjonalnie.

Baracoa

Z Baracoa nasza trasa wiedzie ku Santiago de Cuba. Po drodze zatrzymujemy się w szczególnym punkcie widokowym. Rozciągający się z niego widok, obiektywnie rzecz biorąc, nie jest ładny. Jest natomiast dość interesujący z innego względu. Oto będąc na Kubie patrzymy w oddali na kawałek amerykańskiej ziemi. To zatoka Guantanamo i gdzieś tam leży nad nią amerykańska baza wojskowa.

Guantanamo

Teren został wydzierżawiony Amerykanom w 1903 roku, a umowa, którą wtedy podpisano, daje im nieograniczone prawo do korzystania z niego do czasu, gdy obie strony zdecydują się na jej zerwanie. Kuba wielokrotnie podkreślała, że nie chce Amerykanów na swojej ziemi, ale Stany Zjednoczone nie kwapią się do rozwiązania umowy, stąd ich ciągła obecność w tym miejscu. Oficjalnie dzierżawa kosztuje ich cztery tysiące dolarów rocznie, jednakże porewolucyjna Kuba nie przyjmuje amerykańskich czeków. Ciekawostką jest to, że w Guantanamo znajduje się jedyny McDonalds na wyspie.

Guantanamo

W naszej podróży docieramy wreszcie do Santiago de Cuba – drugiego po Hawanie największego miasta Kuby. Jednym z pierwszych miejsc, które odwiedzamy, jest zamek San Pedro de la Roca, znany też jako Castillo del Morro, od 1997 r. znajdujący się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Z twierdzy rozciąga się bardzo ładny widok w kierunku miasta z zatoką Santiago na pierwszym planie.

Santiago de Cuba

Jednakże w Santiago de Cuba to zupełnie inny widok przykuwa moją uwagę. Zwiedzanie miasta kończymy wizytą na tarasie Hotelu Casa Granda. Sącząc zimne, orzeźwiające mojito cieszymy oczy widokiem na plac-park Cespedesa. Po jego drugiej stronie widać najstarszy dom na Kubie, należący kiedyś do hiszpańskiego konkwistadora Diego Velazqueza. Dalej ciągną się kolejne zabudowania aż do wód zatoki. Obrazu dopełniają niewielkie góry w tle. Idealne zakończenie dnia…

Santiago de Cuba

Czy są wśród Was fani punktów widokowych i panoram? Jak podobają się Wam kubańskie widoki? Który jest najładniejszy?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

29 komentarzy

  1. Kasia Zajkowska napisał(a):

    ja bardzo lubię patrzeć na świat z góry;-) zdecydowanie wieża w Trinidadzie ;-)

  2. Julia Raczko napisał(a):

    Wszystkie super! I taka inna Kuba od tej którą ja widziałam :)

  3. Marta napisał(a):

    Ale piękne widoki! I te kolory! Zdecydowanie jestem fanką wszelkich punktów widokowych. Zawsze jak jestem w nowym miejscu to usilnie szukam miejsc, gdzie można się wdrapać albo wejść i zobaczyć dane miejsce z innej perspektywy. :)

  4. Olka Zagórska-Chabros napisał(a):

    Takie wpisy to ja lubię, bo ze zwiedzania miast najbardziej lubię wyszukiwać punkty widokowe :)

  5. CzajkaPodroze napisał(a):

    Do mnie najbardziej przemawia widok w kierunku miasta z zatoką Santiago. Pięknie

  6. Ela Bieniecka napisał(a):

    A ja dalej o niej marzę… :D

  7. Evi Mielczarek napisał(a):

    Punkt widokowy w Trinidadzie to mój absolutnie ulubiony! Ale fajny też był ten z tarasu Ambos Mundos, wielka szkoda, że Ci deszcz wtedy dokuczał :(

  8. harryleepl napisał(a):

    Tylko czy te rozpaczliwe wołanie o remont nie nadaje takiego klimatu Hawanie? Wydaje mi się, że to miejsce mogłoby sporo stracić gdyby stało się lśniące i błyszczące ;)

    Swoją drogą, niektóre górskie krajobrazy całkiem całkiem!

    • Ewa napisał(a):

      Nadaje, jak najbardziej! Pytanie tylko, gdzie jest granica, bo jak się nie zadba o budynki to one niedługo po prostu się rozsypią i będzie po klimacie :/

  9. Zdjęcia dobrze pokazują ten gorący klimat. I kto by przypuszczał, że jest mi zimno w stopy, kiedy czytam ten wpis. Jeszcze bardziej wyczekuję prawdziwie ciepłych dni. Dzięki!

  10. Dominika napisał(a):

    Zdecydowanie Sancti Spiritus. Zdjęcie mistrzowskie. Sama lubię panoramy, ale dużo zależy od światła i dobrego kadrowania, żeby uchwycić ich piękno. Dobra robota! :)

  11. Marta napisał(a):

    Wpis absolutnie w czas, bo właśnie tam się wybieramy! Z góry Kuba wygląda zupełnie inaczej, niż ją sobie wyobrażam i trochę mnie to przeraża, bo tak bardzo przypomina karaibską stronę Panamy….

    • Ewa napisał(a):

      Marta, jeśli potrzebujesz jakichś inspiracji lub informacji to pisz. Kuba jest piękna niezaprzeczalnie. A czemu karaibska strona Panamy jest przerażająca?

  12. Trinidadu wygrało. Już już chciałam pisać, że niestety Kuba nie jest w stanie mnie zachwycić, ale to zdjęcie zachwyca. Tylko to może fotografka zachwyca, a nie wyspa ;)

  13. Ta fotka hacjendy na plantacji wygląda jak żywcem wyciągnięta z serialu „Narcos” o Escobarze :)

  14. dorota napisał(a):

    Cudowne krajobrazy :) Nie przypuszczaliśmy, że jest tam tak pięknie. Pozdrawiamy!

  15. ewladyslawowo napisał(a):

    Śliczne widoki :) a nawet i właściwa pora z wpisem. Może ktoś skorzysta?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!