Dwa światy

1 maja 2010         

Wpis w kategoriach: Belgia, Z podróży | Tematy: , , , , , ,

Przeglądam zdjęcia z dzisiejszego dnia i nie do końca mogę uwierzyć, że jeszcze rano byłam w Brukseli, w dodatku w tej „europejskiej” części. Te szklane domy. Kiedy to było? Czy na pewno dzisiaj? A może rok temu…? Tutaj, w Brugii, świat wygląda zupełnie inaczej. Domki jak z bajki, brukowane uliczki pełne kwiatów, kolorowy lunapark. Cisza i spokój.

Brugia
Wstajemy rano na luzie, bo nigdzie nam się nie spieszy. Dzień rozpoczynamy od spaceru po najbliższej okolicy, czyli starówce brukselskiej. Na pierwszy ogień idzie Manneken Pis, jeden z symboli Brukseli. Figurka ma może ze dwadzieścia centymetrów i szału nie robi, ale jej odhaczenie na trasie porządnego turysty jest obowiązkowe. Zaliczamy go i my. Tym razem jest goły – pamiętam, że jak oglądałam do w 2003 r., to był ubrany.

Manneken Pis

Spod sikającego malca idziemy na rynek czyli Grand Place (wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO). Byliśmy tu wczoraj wieczorem, w nocy wyglądało ładnie, w dzień wygląda niesamowicie. Na środku placu, gdzie w nocy rozsiedli się młodzi ludzie popijający browary, za dnia rozkłada się wielkie stoisko z kwiatami. Nad placem otoczonym ciekawie zdobionymi budynkami góruje niesymetryczna bryła ratusza.

Grand Place

Z Grand Place idziemy dalej w kierunku starej giełdy, a stamtąd zagłębiamy się w uliczki Brukseli. Na pierwszy ogień idzie rejon azjatycki, czyli skrzyżowanie ulic z całkiem spora ilością sklepów chińskich. Potem zaglądamy do zagłębia barowego Saint Géry, a do domu wracamy przez dzielnicę gejowską.

Saint Géry

Po powrocie zabieramy bagaże i odnosimy je na dworzec, żeby zostawić w przechowalni, a potem Bartek z Liwią podrzucają nas w okolice ronda Schumana, gdzie znajdują się budynki Unii Europejskiej. Wędrujemy sobie to tu, to tam od siedziby Komisji Europejskiej po siedzibę Parlamentu, po drodze zahaczając o dwa różne parki, całkiem przyjemne. A potem już prosto na dworzec, skąd łapiemy pociąg do Brugii.

Bruksela

Podróż pociągiem trwa godzinę i dwie minuty. Na dworcu w Brugii czeka już na nas Johan, nasz gospodarz z couchsurfingu. W drodze do domu Johan wspomina, ze ma bardzo małe mieszkanie. Już to widzę – ze trzydzieści metrów pewnie, może być ciasno. Chwilę później wchodzimy do trzypokojowego domu z ogródkiem. Na oko – z sześćdziesiąt metrów. Rzeczywiście, maleństwo… Johan proponuje kawę. Trochę rozmawiamy, ale niezbyt długo, bo Johan ma na popołudnie zaplanowaną wizytę w operze, a my postanawiamy iść na spacer po mieście.

Do historycznego centrum Brugii mamy niedaleko. Plan jest taki, żeby pokręcić się trochę bez celu po mieście, zrelaksować się i rozejrzeć. Żadnego ciśnienia na zwiedzanie. Ale samo takie buszowanie po uliczkach to już jest tak naprawdę zwiedzanie. Każdy zaułek, każda boczna ulica w centrum Brugii to kolejne odkrycie i kolejny powód do zachwytu. To miasto ma naprawdę nieprzeciętną atmosferę. I lodziarnie, które zdecydowanie nie są samoobsługowe :)

Brugia

Przechodzimy przez środek miasta, nie pomijając dwóch najważniejszych placów czyli Makrtu i Borgu. Przy Markcie stoi wieża, na którą chcemy wejść, ale zamykają nam ją tuż przed nosem. Trzeba jutro pamiętać, że otwarta jest tylko do 18:00. Potem szwendamy się dalej po mieście, podążając z grubsza w kierunku południowym. Zaglądamy do sklepów ze słodyczami, których wszędzie pełno. Co chwilę odkrywamy nowe miejsca, ciekawe zakątki, do których pewnie nie uda nam się już trafić kolejny raz.

Markt

Aż w końcu docieramy do wesołego miasteczka. Na południowym krańcu starówki brugijskiej rozłożył się pełnowymiarowy lunapark. Jest tu wszystko: rollercoastery, zamek strachu, karuzele, samochodziki, strzelnica, labirynt i mnóstwo innych atrakcji. Jako wytrawny strzelec, wygrywam dla Klary brelok do kluczy z żółtą kaczką. A zwieńczeniem zabawy w lunaparku jest przejażdżka diabelskim młynem. Wysooooko… ale dla tych widoków warto wydać 3 euro.

Brugia

Po wyszaleniu się jak dzieciaki w wesołym miasteczku idziemy zaznać trochę kultury. Jeden z couchsurferów, którzy nie mogli nas przyjąć, zaproponował spotkanie na koncercie miejscowych kapel rockowych. Idziemy więc na umówione miejsce, a Klara wysyła Jensowi smsa, że czekamy. Jednak ten się nie odzywa, a muzyka jest w sumie taka sobie, zatem postanawiamy wrócić kulturalnie do domu, żeby odpocząć przed jutrzejszym dniem.

Podobne wpisy:

    Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj Nie wiem, kto u dystrybutora filmu w Polsce wpadł na tak genialny pomysł, żeby przetłumaczyć tytuł In Bruges (tłumaczenie dosłowne:...
    Belgijska logistyka Belgia żegna nas deszczem. Pada od samego rana. Przydają się foliowe peleryny, które kupiła Klara jeszcze przed wyjazdem. Leje w...
    W Brugii Sam początek filmu In Bruges (nie mogę się przekonać do używania polskiego tytułu :) Ray i Ken przyjeżdżają do miasta....
    Bruksela – intro Trafiłam na weekend majowy do Brukseli – symbolu zjednoczonej Europy, a jednocześnie Belgii rozdartej pomiędzy Flamandów a Walonów. Wczoraj czytałam...

Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)

Komentarze: 2 do “Dwa światy”


  1. Michal pisze:

    Brugia to rzeczywiscie ciekae miasto ale nie wiem czy wiesz ze wiele z tych udynkow nie pochodzi ze sredniowiecza a ejest wytworem czasow nowozytnych tylko zostaly zrobione tak zeby wygladac na sredniowieczne

  2. Ewa pisze:

    To coś jak nasza warszawska starówka :)

    Ale też nie do końca jest tak, że tu wszystko zostało odbudowane czy wybudowane na nowo, spora część miasta jest naprawdę stara :)

Zostaw ślad, skomentuj, zapytaj...

Chcesz zdjęcie przy swoim komentarzu? Załóż konto w darmowym serwisie Gravatar. To proste!

Przerwa na reklamę

Kategorie

Prawa autorskie

Wszystkie teksty, zdjęcia i filmy na blogu są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej. Jeśli chcesz je wykorzystać, proszę zapytaj o zgodę.