17 kwietnia 2010
Wpis w kategoriach: Kambodża, Ze świata | Tematy: Angkor, ludzie, Siem Reap, życie codzienne
6 spośród 14 milionów mieszkańców Kambodży jest jeszcze dziećmi – tyle osób nie ukończyło osiemnastego roku życia. Wśród nich półtora miliona to dzieci poniżej piątego roku życia. Wszystkie dzieci, które spotykam w Kambodży są uśmiechnięte. Ich duże, ciemne oczy są zawsze radosne, bardzo często pomimo biedy, w jakiej przyszło im żyć. To naprawdę niesamowite!

Niektóre z dzieciaków są nieśmiałe. Często jednak machają, podbiegają. Nierzadko próbują coś sprzedać. Tak jak na przykład te w Angkorze. Noszą ze sobą torebki, z których wyjmują zestawy pocztówek i namawiają, by kupić je za dolara. Pokazują, prezentują. Opowiadają, że uczą się angielskiego w szkole. Inne sprzedają świeże owoce. 45% kambodżańskich dzieci pomiędzy piątym a czternastym rokiem życia pracuje.

Ogromnym problemem w Kambodży jest seksturystyka, która wykorzystuje dzieci. Uderza mnie to od razu na przejściu granicznym pomiędzy Tajlandią a Kambodżą w Poi Pet. Duży plakat ze zdjęciem kajdanek i podpis Turysto! Prosimy, nie wykorzystuj naszych dzieci! Potem widzę więcej podobnych plakatów, z których wiele ostrzega, że za seksualne wykorzystywanie dzieci grozi więzienie. Wiszą w hostelach, knajpkach, wszędzie tam, gdzie są turyści.
Nie znalazłam danych na temat tego, ile dzieci jest wykorzystywanych w Kambodży, ale 35% spośród wszystkich prostytutek w tym kraju ma mniej niż 17 lat. Wiele z nich zostało sprzedanych przez swoich rodziców, którzy nie mogli związać końca z końcem. Kambodża jest jednym z najbiedniejszych krajów Azji.

Około 90% kambodżańskich dzieci jest zapisanych do szkół. Według oficjalnych statystyk, tylko trochę mniej rzeczywiście do nich chodzi i się uczy. Niektóre rodziny odsyłają synów do klasztorów buddyjskich, gdzie także można zdobywać wiedzę. Jednak ta droga jest zamknięta dla dziewczynek. Młodzi mnisi są najczęściej dość nieśmiali, ale ciekawi świata. W Siem Reap rozmawiamy z grupką młodych chłopców, którzy łamanym angielskim dopytują się jak to jest tam, skąd przyjechałyśmy

Jadąc do Kambodży warto wziąć ze sobą z domu trochę kolorowych reklamowych długopisów. Jeśli ktoś ma miejsce, to też zeszytów. Właśnie dla tych dzieci. Na pewno im się przydadzą. Słodycze też są przez nie uwielbiane. To dla nas często nieduży wydatek, a dla nich – mnóstwo radości.
Podobne wpisy:
-
Tam dom mój, gdzie woda O niesamowitym jeziorze Tonle Sap wspominałam już przy opisie jednego z ważniejszych, o ile nie najważniejszego święta w Kambodży, czyli...
Drogą błotnistą, drogą polną… drogą przez Kambodżę Najświeższe informacje, jakie udało mi się znaleźć, dotyczące dróg w Kambodży pochodzą z 2004 r. Wówczas to kraj ten dysponował...
Angkor Wet i inne mokre świątynie Zrywamy się z łóżek przed 5:00 bo o 5:15 jesteśmy umówione z naszym tuk-tukowcem, który podwiezie nas i wypożyczone rowery...
Ludzie z olśniewającego kraju Sri Lanka w sanskrycie oznacza olśniewający kraj. Może to dlatego mam wrażenie, że Lankijczycy to naród ciągle uśmiechnięty – kto...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)






A wszystkie dzieci i tak ciągle się uśmiechają… Starają się i wg . Tak, są naprawdę niesamowite ;)
Jadąc tam będę pamiętała o czym napisałaś! Szkoda, że tylko w ten sposób możemy pomóc.
Ania, masz rację!
Mamo, koniecznie. Pamiętasz, podobnie było w Indiach… dzieci prosiły np. o szampon. Nie zapomnę, jak się cieszyły z tych szamponików i mydełek hotelowych…