Garść informacji praktycznych o Norwegii samochodem

Pomysł wyjazdu samochodem do Norwegii zrodził się zupełnym przypadkiem, kiedy na blogowym fanpage na Facebooku wrzuciłam filmik pokazujący piękno Norwegii. Monika, autorka bloiga Amused Observer skomentowała, że chciałaby pojechać tam samochodem, ma własne auto i tylko brakuje towarzysza. Odpowiedziałam, że ja chętnie. I tak od słowa do słowa postanowiłyśmy wybrać się do Norwegii na niemalże miesiąc. W czasie podróży na bieżąco robiłam notatki, które teraz mogę przelać na blog w formie postu pełnego praktycznych wskazówek!

Norwegia samochodem praktycznie

Formalności wjazdowe do Norwegii
Norwegia nie należy do Unii Europejskiej, ale znajduje się w strefie Schengen. Można do niej wjeżdżać na podstawie dowodu osobistego. Oczywiście jeśli ktoś chce zabrać paszport, to także nie ma problemu. Na granicach lądowych ze Szwecją nie ma żadnych kontroli (granicę można przejechać bez zatrzymania), natomiast przy wjeździe do Norwegii promem z Danii przeprowadzana jest kontrola dokumentów (a czasem też samochodów, my akurat unikamy kontroli, ale kierowca busa na polskich tablicach rejestracyjnych poproszony został o zjechanie na bok i pokazanie tego, co przewozi). Jeśli chodzi o samochód, to wymagane są dowód rejestracyjny i standardowe ubezpieczenie. Honorowane jest polskie prawo jazdy.

Mimo znajdowania się w strefie Schengen, Norwegia nie należy do europejskiej unii celnej, dlatego należy zwrócić uwagę na limity towarów, które można wwieźć na jej terytorium. I tak, jeśli chodzi o alkohol, to można zabrać ze sobą litr mocnego alkoholu, trzy litry wina i dwa litry piwa. Jeśli nie zabieramy mocnego alkoholu, można wziąć w zamian więcej wina lub piwa. Jeśli dodatkowo chcemy wwieźć papierosy (200 sztuk), to limit alkoholu maleje: litr mocnego, półtora litra wina i dwa litry piwa. Tutaj też można zamieniać ilość mocnego alkoholu z winem i piwem. Zabroniony jest wwóz alkoholu powyżej 60%. Aby wwieźć wino lub piwo, trzeba mieć ukończone 18 lat, dla alkoholu powyżej 22% minimum wiekowe to 20 lat. Dokładne wyliczenia ilości alkoholu i papierosów oraz różnych kombinacji można sprawdzić (po angielsku) na stronie norweskiego urzędu celnego.

Można zabrać ze sobą żywność, ale uwaga – zabronione jest wwożenie do Norwegii ziemniaków.

Prom Fjord Line

Transport
Naszym środkiem transportu jest samochód. Wyjeżdżamy z Poznania. Jest kilka możliwości, by dostać się do Norwegii z Polski. Najpopularniejsze są dwie trasy: promem do Szwecji i dalej przez Szwecję do Norwegii lub przez Niemcy i Danię i dalej promem do Norwegii. My decydujemy się na opcję, która z naszego punktu widzenia wydaje się dużo bardziej praktyczna – jedziemy przez Niemcy i Danię, a następnie w Hirtshals wjeżdżamy na prom Fjord Line (cena od 191 euro / 815 złotych za samochód i kabinę dwuosobową wewnętrzną, mniej będzie, jeśli zdecydujemy się na fotele lotnicze, ceny są dynamiczne i zmieniają się w zależności od sezonu i popytu, więc najlepiej skorzystać z kalendarza niskich cen, nocny prom płynie 10,5 godziny), którym docieramy do Stavanger. Chcąc zobaczyć zachodnią część Norwegii, w szczególności fiordy, uznajemy, że ta trasa jest dużo lepsza – wyjeżdżając bardzo wcześnie rano z Polski można bez problemu w jeden dzień przejechać przez Niemcy i Danię (doskonałe drogi, przyjemna jazda prawie cały czas autostradami), a następnie przenocować na promie i rano rozpocząć podróż po Norwegii w Stavanger. Bilety na prom kupuje się na stronie internetowej przewoźnika, w tym momencie można też wybrać dodatkowe opcje, takie jak standard kabiny czy posiłki. Na odprawie w Hirtshals należy stawić się na godzinę przed wypłynięciem promu. Trzeba pamiętać, że parkując auto na pokładzie samochodowym należy zostawić je na biegu i z zaciągniętym hamulcem ręcznym. W czasie rejsu nie ma wstępu na pokład samochodowy, dlatego od razu trzeba zabrać ze sobą wszystko, co będzie nam potrzebne. Na promie znajdują się między innymi bar i restauracje, sklep bezcłowy czy mały salon gier, więc jest co robić. Nad ranem z kolei miły głos budzi nas odpowiednio wcześnie, by móc się ogarnąć i na czas zejść do samochodu, żeby zjechać z promu.

Druga możliwość to prom ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji, a następnie przez Szwecję do Norwegii – tę trasę można polecić, jeśli chce się dotrzeć do południowo-wschodniej części Norwegii lub na sam jej północny koniuszek, omijając wszystkie piękne miejsca po drodze (drogi w Szwecji są nieco łatwiejsze do jazdy a benzyna odrobinę tańsza). Z Polski do Szwecji można dostać się promami Unity Line (około 650 złotych za samochód z dodatkowym pasażerem, prom dzienny lub nocny, płynie około 7,5 godziny, dodatkowo łóżko w kabinie wewnętrznej od 210 złotych za dwie osoby) oraz Polferries (około 550 złotych za samochód z dodatkowym pasażerem, prom dzienny lub nocny, płynie 6,5 lub 7,5 godziny, cena łóżka w kabinie od 195 złotych za dwie osoby). Chcąc dotrzeć do Stavanger przez Szwecję musimy się natomiast liczyć z tym, że dojazd z Ystad do Stavanger zajmie nam co najmniej 14 godzin, do tego czasu należy jeszcze doliczyć przerwy i przystanki, więc w praktyce należałoby liczyć dwa dni.

Jeśli chodzi o powrót, to naszą podróż po Norwegii kończymy w Larviku, a stąd już blisko do Langesund, skąd również pływają promy Fjord Line do Hirtshals (ceny dynamiczne, od 49 euro / 210 złotych za samochód i dowolną ilość pasażerów, 4,5 godziny w ciągu dnia, więc kabina nie jest niezbędna), skąd przez Danię i Niemcy wygodnie wracamy do Poznania.

Prom Fjord Line

Nasza trasa w Norwegii prowadzi ze Stavanger do Kjerag, następnie pod Preikestolen i do Bergen, skąd ruszamy w kierunku Geiranger. Stamtąd jedziemy dalej na północ, przejeżdżając Drogę Trolli i jeszcze dalej, przekraczamy koło podbiegunowe i docieramy na Lofoty. Spędziwszy tam kilka dni, ruszamy dalej na wyspy Vesterålen, skąd przez Szwecję wracamy do Oslo i Larviku. Naszą dokładną trasę można zobaczyć na mapce poniżej (niedługo postaram się wrzucić mapkę interaktywną). W sumie przez dwadzieścia dziewięć dni przejechałyśmy 7811 kilometrów (licząc od Poznania do Poznania). Za benzynę zapłaciłyśmy:

  • 221 złotych,
  • 91 euro,
  • 753 korony duńskie,
  • 3520 koron norweskich,
  • 1197 koron szwedzkich.

Daje to w sumie wydatek w wysokości 3115 złotych.

Roadtrip Norwegia 2018

Jeśli chodzi o jazdę samochodem po Norwegii, to nie jest ona zbyt trudna i moim zdaniem należy do przyjemnych, ale należy pamiętać o kilku ważnych rzeczach:

  • Drogi są dobrej jakości, ale często jednopasmowe i kręte, a czasem też strome. Na mniej popularnych trasach można spodziewać się dość wąskich dróg, a czasem też zwierząt na nich. Oznaczenia na trasie i oznakowanie jest bardzo dobre. Ruch, szczególnie poza miastami, z reguły nie jest duży.
  • Co jakiś czas przy drodze można spotkać parkingi z miejscami na piknik, a czasem również z bezpłatnymi toaletami.
  • Na odcinkach o dużym nachyleniu znaki przypominają o redukcji biegów. Należy nauczyć się hamować silnikiem, by oszczędzać hamulce przy stromych zjazdach.
  • Ograniczenie prędkości na terenie zabudowanym wynosi 50 km/h, a poza terenem zabudowanym – 80 km/h. Bardzo rzadko można trafić na znaki podwyższające limit (na przykład na autostradzie z Oslo na zachód aż do 110 km/h na niektórych odcinkach), częściej jednak trafiają się znaki, które ten limit obniżają.
  • Warto przestrzegać ograniczeń prędkości – mandaty w Norwegii są bardzo wysokie.
  • Należy przez całą dobę mieć włączone światła mijania.
  • Obowiązek zapinania pasów zarówno z przodu, jak i z tyłu.
  • Limit alkoholu we krwi to 0,2 promila, ale oczywiście najlepiej sprawdza się zasada: piłeś – nie jedź.
  • W trakcie jazdy kierowca nie może używać telefonu komórkowego, chyba że posiada zestaw głośnomówiący. Zabronione jest nawet dotykanie palcem ekranu smartfona.
  • Pieszy ma zawsze pierwszeństwo, więc zbliżając się do przejścia należy zachować szczególną ostrożność i przepuścić podchodzące do niego osoby.
  • Na wyposażeniu samochodu musi znaleźć się trójkąt ostrzegawczy, natomiast nieobowiązkowe, choć zalecane, są apteczka i gaśnica.
  • Bieżnik opony musi mieć grubość co najmniej 1,6 milimetra, w przypadku opon zimowych – 3 milimetry. Wybierając się do Norwegii zimą, warto doczytać przepisy związane z używaniem łańcuchów i opon z kolcami.
  • Na terenach o mniejszej gęstości zaludnienia, szczególnie w północnej części Norwegii, stacje benzynowe mogą być od siebie znacznie oddalone, dlatego warto tankować już wtedy, gdy ma się połowę baku pustą.
  • Cena benzyny bezołowiowej 95 waha się od 14,99 koron do 17,00 koron za litr. Potrafi zmienić się w ciągu dnia na tej samej stacji nawet o kilka dziesiątych korony. Nie zaobserwowałyśmy reguły, by stacje któregoś koncernu były wyraźnie tańsze od innych. Na stacjach najłatwiej płacić kartą już przy dystrybutorze, niektóre stacje mają wyłącznie taką opcję, inne posiadają też kasę, w której można zapłacić gotówką. Na terenie Norwegii za benzynę zapłaciłyśmy w sumie 3520 koron.
  • Na zachodnim wybrzeżu Norwegii popularnym środkiem transportu są promy – przeprawy promowe eliminują konieczność objeżdżania fiordów. Na popularnych trasach pływają dość często, nawet co pół godziny. Ceny zależą od długości trasy – na różnych odcinkach płaciłyśmy od 116 do 180 koron. W sumie za przeprawy promowe (nie licząc promu na Lofoty) zapłaciłyśmy 986 koron.
  • Na Lofoty można dostać się lądem przez Narwik trasą E10 lub jednym z trzech połączeń promowych: z Bodø do Moskenes, ze Skutvik do Svolvær lub z Bognes do Lødingen. To pierwsze połączenie jest najdroższe, z kolei na trzeciej trasie promy pływają najczęściej i nie potrzeba wcześniej rezerwować biletu, w przeciwieństwie do pierwszych dwóch tras. Rozkład, cennik i kontakt do rezerwacji (po angielsku) znaleźć można na operatora promów Torghatten Nord. My za prom z Bognes zapłaciłyśmy 321 koron.
  • W Norwegii przejazd niektórymi tunelami, mostami czy odcinkami dróg jest płatny. Najczęściej opłaty pobierane są automatycznie, tylko raz zdarzyła nam się konieczność opłaty kartą na bramkach (tunel przed Drogą Atlantycką – 138 koron).
  • Parkingi w miastach, a także przy niektórych atrakcjach turystycznych, są płatne. Najdroższe jest parkowanie w Oslo – w ogóle odradzam wjazd do miasta samochodem. W centrum za pół godziny postoju płaci się 45 koron. Za parking pod Kjerag i Preikestolen płaciłyśmy po 200 koron, w Stavanger zapłaciłyśmy w sumie 88 koron, a w Bergen – 108 koron.

Na trasie w Norwegii

W Norwegii działa tak zwany system AutoPASS, który odczytuje numery rejestracyjne samochodu wjeżdżającego na płatną drogę. Przed wyjazdem warto zarejestrować się na stronie AutoPASS, podając numer karty kredytowej. Przy przejeździe przez pierwszą bramkę, system powinien zablokować na karcie środki w wysokości 300 koron, odejmując od nich następnie opłaty za przejazdy kolejnymi odcinkami. Ceny wahają się od kilkunastu do kilkudziesięciu koron. Jeśli wyczerpiemy limit 300 koron, system zablokuje kolejny raz tę samą kwotę. Niewykorzystane środki powinny następnie zostać zwrócone na kartę. Na stronie internetowej można tez znaleźć mapkę pokazującą płatne drogi wraz z dokładnymi cenami. W naszym przypadku coś nie zadziałało (nie wiemy co) i AutoPASS – mimo rejestracji samochodu i karty kredytowej na stronie – nie zablokował żadnej kwoty. Nie jest to jednak problem, gdyż czujniki rozpoznają tablice rejestracyjne także niezarejestrowanych samochodów, a następnie do właściciela auta wysyłany jest rachunek – bez żadnych dodatkowych opłat za niezarejestrowanie pojazdu. W tej chwili czekamy na nasz rachunek, kiedy go dostaniemy – zaktualizuję informację o opłatach.

Wzdłuż wybrzeży, nad fiordami i przez tereny górzyste prowadzą drogi ze szczególnie malowniczymi widokami. Norwegia wyróżniła osiemnaście takich tras, oznaczając je jako Norweskie Szlaki Sceniczne. Przejeżdżamy kilkoma z nich (trasy Ryfylke, Geiranger-Trollstigen, Atlanterhavsvegen, Lofoten i Andøya) i muszę przyznać, że trudno czasem powstrzymać się od zatrzymywania co kilka kilometrów, by zrobić zdjęcia wspaniałych krajobrazów. Pełną liste tras wraz z mapkami i opisem znaleźć można na tej stronie internetowej.

Trollstigen

Zakwaterowanie
Naszym założeniem od początku jest nocowanie na kempingach. Nie mamy konkretnego planu zwiedzania Norwegii oprócz kilku głównych punktów, więc stawiamy na elastyczność i nie rezerwujemy nigdzie miejsc. Jeśli chodzi o ten sposób podróżowania, to jest to dla mnie pierwszy raz, więc nie mam porównania z innymi krajami (poza Szwecją w drodze powrotnej), ale muszę przyznać, że jakość norweskich pól kempingowych jest bardzo wysoka. Trafiają nam się różne miejsca – od malutkich, przytulnych pól namiotowych po ogromne kempingi wypełnione kamperami i spędzającymi w ten sposób wakacje Norwegami, przy czym tych ostatnich najwięcej znajdujemy na południu choć staramy się ich unikać. Poza jednym przypadkiem na Lofotach i dwoma pomiędzy Oslo a Larvikiem nigdy nie odjeżdżamy z kempingu odprawione z kwitkiem ze względu na przepełnienie.

Większość kempingów posiada recepcję działającą przez całą dobę, w niektórych jest ona zamykana o pewnej godzinie, ale nadal można rozłożyć namiot, a opłatę uregulować rankiem następnego dnia. W jednym z kempingów nie ma stałej recepcji, rozkładamy się, a właściciel przychodzi wieczorem zebrać opłaty. We wszystkich poza jednym możemy płacić kartą. Ceny podane poniżej obejmują rozstawienie namiotu na dwie osoby i zaparkowanie samochodu. Na niektórych kempingach ciepła woda pod prysznicem jest dodatkowo płatna (najczęściej trzeba mieć monety 10 koron). Wszystkie dysponują także płatnymi pralkami i suszarkami (także na monety). Wiele kempingów ma strony internetowe, jednak ceny na nich podane niestety nie zawsze są aktualne.

Kempingi w Norwegii, na których śpimy, to:

  • Haugen Hytteutleie & Camping: w bok od drogi Fv975 na trasie ze Stavanger lub Preikestolen przez Byrkjedal do Kjerag (około godziny jazdy na parking pod Kjerag, 36 kilometrów), 180 koron. Średniej wielkości kemping położony w dolince, my rozbijamy namiot nieopodal recepcji i placu zabaw więc jest trochę głośno, ale jak ktoś woli to można rozbić się głębiej. Przy budynku recepcji działa bezpłatne wifi, ale dość słabo. Prysznic z ciepłą wodą (2 kabiny) wliczony jest w cenę. do dyspozycji mała kuchnia z kuchenką i piekarnikiem, czajnikiem, stołem i lodówką.
  • Preikestolen Camping AS: przy Preikestolvegen, czyli drodze na parking przed szlakiem, około 4 kilometry od parkingu (5 minut jazdy), 280 koron. Ogromny, tłoczny kemping bez atmosfery, jego jedyną zaletą jest położenie nieopodal atrakcji turystycznej, jaką jest Preikestolen. Prysznice z ciepłą wodą w cenie, za to brakuje kuchni, dostępne jest tylko pomieszczenie, gdzie można umyć naczynia i ewentualnie zagotować wodę jeśli ma się własny czajnik elektryczny. Zaletą jest szybkie wifi, bezpłatne i działające na całym terenie.
  • Sundal Camping: przy drodze 551 z Oddy do Bergen u podnóża Parku Narodowego Folgefonna, nad fiordem (127 kilometrów do Bergen), 185 koron. Pięknie położony nad samą wodą, przy niewielkiej przystani. Nieduży – kilka chatek, kilka kamperów i namiotów. Z drugiej strony widok na góry i lodowiec. Prysznic z zimną wodą bezpłatny, za ciepłą trzeba zapłacić monetą (10 koron za 5 minut). Kuchnia wyposażona jest w kuchenkę, zlew i lodówkę. Wifi w cenie działa całkiem dobrze na terenie całego kempingu.
  • Gåsemyr Camping: przy drodze E39 pomiędzy Bergen a Geiranger, za miejscowością Skei (136 kilometrów, dwie i pół godziny jazdy do Geiranger), nieopodal Parku Narodowego Jostedalsbreen, 150 koron. Można tu płacić wyłącznie gotówką, właściciel zjawia się pod wieczór zebrać opłaty. Kemping jest bardzo czysty, malutki, spokojny i niezwykle urokliwy, położony nad jeziorkiem. Prysznic z ciepłą wodą w cenie, kuchnia z kuchenką i zlewem dostępna dla gości. Na kempingu nie ma wifi. Jedno z moich ulubionych miejsc.
  • Gudbrandsjuvet Camping: przy drodze numer 63 pomiędzy Geiranger a Trollstigen (47 kilometrów lub godziną i dwadzieścia minut za Geiranger, 22 kilometry lub pół godziny przed Drogą Trolli), 170 koron. Średniej wielkości, ale nie zatłoczony kemping leży nad niewielkim wodospadem i wąwozem, będącymi atrakcją turystyczną. Można rozbić namiot nad rzeką, bliżej kawiarni lub na wzniesieniu, obok domu właściciela. Cicho i spokojnie. Prysznic z ciepłą wodą w cenie, a w kuchni do dyspozycji kuchenka, zlew, naczynia, garnki i sztućce. Wifi bezpłatne, ale działa słabo.
  • Vikhammer Camping: w bok od drogi E6 pomiędzy Trondheim i Hell (16 kilometrów, czyli jakieś 20 minut za Trondheim), 240 koron. Duży i tłoczny – zatrzymujemy się tu tylko dlatego, że jesteśmy zmęczone długą jazdą, a to jeden z dwóch kempingów nieopodal miejscowości Hell, gdzie chcemy zajrzeć. Niby leży nad fiordem, ale nie ma bezpośredniego dojścia do wody. Prysznic z ciepłą wodą w cenie, w kuchni można korzystać z kuchenki i zlewu. Bezpłatne wifi jest niezbyt dobre.
  • Nordnes: przy drodze E6 z Trondheim do Narwiku, 615 kilometrów za Trondheim, 50 kilometrów za kołem podbiegunowym, 225 koron. Ten spory, ale spokojny kemping dysponuje prysznicami z bezpłatną ciepłą wodą, ale nie można czekać do późnego wieczora, bo niestety może się ona skończyć. W maleńkiej kuchni można skorzystać z kuchenki, zlewu, czajnika, garnka i patelni. Bezpłatne wifi działa nieźle na całym terenie kempingu.
  • Rystad Lofoten Camping: na wyspie Austvågøy, około 2 kilometry w bok od drogi E10 przez Lofoty, niecałe pół godziny jazdy od Svolvær na południe (27 kilometrów), 240 koron. Mały kemping położony jest nad wodą, na uboczu i ma fantastyczny widok na plażę i góry dookoła. Prysznic z zimną wodą, ciepła płatna 10 koron za 4 minuty. Dobrze wyposażona kuchnia (kuchenka, czajnik, naczynia, garnki, sztućce) dostępna dla gości, a bezpłatne wifi dobrze działa na całym terenie. Kolejny z moich ulubionych – podoba się nam na tyle, że zatrzymujemy się tu zarówno rozpoczynając pobyt na Lofotach, jak i wyjeżdżając z nich.
  • Moskenes Camping: na wyspie Moskenesøya, w miejscowości Moskenes na Lofotach, w prawo od drogi E10, 240 koron. Duży kemping z widokiem na morze, pełen kamperów i namiotów. W sezonie warto pojawić się dość wcześnie, by znaleźć dobre miejsce na rozbicie namiotu, gdyż częśc pola namiotowego jest niezbyt równa. Kuchnia za mała, jak na tak duży kemping, do dyspozycji jest kuchenka, dwa zlewy, kilka garnków, naczynia. Prysznic z ciepłą wodą w cenie. Bezpłatne wifi działa dobrze tylko przy recepcji.
  • Fredvang Strand- og Skjærgårdscamping: na wyspie Moskenesøya, na północ od miasteczka Fredvang na Lofotach, na plaży od strony północnej (7 kilometrów od miejscowości Ramberg przy E10), 200 koron. Piękne położenie kempingu wynagradza nieco fakt, że jego właściciele są niezwykle niesympatyczni. Prysznic kosztuje 10 koron za 4 minuty. W kuchni bezpłatnie można tylko umyć naczynia, korzystanie z kuchenki elektrycznej czy czajnika kosztuje 5 koron za pół godziny. Wifi jest bezpłatne, ale nie działa wcale.
  • Brustranda Sjøcamping: na wyspie Vestvågøy, przy drodze numer 815 na Lofotach, 17 kilometrów na północny wschód od miasta Leknes, 200 koron. Bardzo ładnie położony, średniej wielkości kemping, ale jest tu na tyle przestrzeni, że nie czuje się tłoku. Prysznic kosztuje 10 koron za 4 minuty,a le późniejszym wieczorem jest tylko zimna woda. Duża, dobrze wyposażona kuchnia (dwa stoły, dwie kuchenki, dwa zlewy, naczynia i garnki do dyspozycji). Bezpłatne wifi działa dość powoli.
  • Oppmyre Camping: na wyspie Langøya na Vesterålen, w bok od drogi numer 821 na trasie do miejscowości Stø, 220 koron. Jeden z najlepszych kempingów, mały, czysty i uroczo położony na cypelku z widokiem na morze i góry. Świetnie wyposażona kuchnia (stół, lodówka, kuchenka, czajnik, mikrofalówka, toster, ekspres do kawy, naczynia, garnki, sztućce), ogrzewany pokój telewizyjny, duża i wygodna łazienka z prysznicem i ciepłą wodą w cenie, wchodząc do pomieszczeń ogólnodostępnych trzeba zdejmować buty. Bezpłatne wifi najlepiej działa w okolicy recepcji i kuchni.
  • Midnattsol Camping Bleik: przy miejscowości Bleik na wyspie Andøya na Vesterålen, 210 koron. Średniej wielkości, ale dość zatłoczony i głośny kemping nadrabia pięknym położeniem nad długą, piaszczystą plażą w Bleik, z której przy bezchmurnym niebie w czasie letnich miesięcy można obserwować ruch słońca na niebie o północy. Ciepła woda pod prysznicem kosztuje 10 koron za 4 minuty. Dostępna jest mała kuchnia, a także bezpłatne wifi w okolicy recepcji.
  • Furustrand Camping: w miejscowości Tønsberg, w bok od drogi E18, 100 kilometrów (niecałe półtorej godziny) od Oslo, 250 koron. Dość duży i zatłoczony, choć być może ze względu na festiwal odbywający się w mieście. Ciepła woda pod prysznicem kosztuje 5 koron za minutę. Kuchnia nieźle wyposażona. Bezpłatne wifi.

Kemping Sundal

Wracając z wysp Vesterålen przejeżdżamy przez Szwecję. Tutaj nasze doświadczenia z kempingami są dość zróżnicowane. Pierwszy nocleg chcemy spędzić w okolicy miejscowości Jokkmokk, jednakże oba wielkie kempingi (Arctic Camp Jokkmokk i Skabram Camping) okazują się być zapełnione. Jedziemy więc dalej, aż do miejscowości Arvidsjaur, gdzie o północy trafiamy na duży kemping Gielas z zamkniętą recepcją. Wywieszona na drzwiach kartka mówi, że możemy się rozbić, a opłatę uregulujemy nad ranem, co też robimy. Kolejną noc spędzamy na kempingu w miejscowości Lillhärdal, który okazuje się być mały, a miejsca mimo to nie brakuje. Jeśli chodzi o szczegóły, to:

  • Camp Gielas: w miejscowości Arvidsjaur, znajdującej się na skrzyżowaniu dróg numer 94 i 95, 260 koron szwedzkich. Bardzo duży (od recepcji do pola namiotowego idzie się siedem minut!), pełen chatek i kamperów, ale ładnie położony nad jeziorkiem. Prysznice z ciepłą wodą w cenie, dostęp do podstawowo wyposażonej kuchni (kuchenka, zlew) również, bezpłatne wifi działa na terenie całego kempingu.
  • Lillhärdals Camping: przy trasie łączącej miejscowość Sveg z miejscowością Särna i dalej do granicy z Norwegią, w miejscowości Lillhärdals, 160 koron szwedzkich. Mały (zaledwie kilka kamperów, domków i namiotów) kemping, na którym jesteśmy jedynymi obcokrajowcami. Z reguły cichy i spokojny, choć my trafiamy na inaugurację jakiegoś miejscowego festiwalu – na szczęście po 23:00 robi się cicho. Prysznice z ciepłą wodą w cenie, do dyspozycji doskonale wyposażona kuchnia (kuchenka, mikrofalówka, lodówka, garnki, naczynia, sztućce). Wifi działa doskonale w okolicy recepcji.

Warto wiedzieć, że w Norwegii obowiązuje prawo dające możliwość rozbicia namiotu na jedną noc w dowolnym miejscu, pod warunkiem, że jest to 150 metrów od najbliższych zabudowań. W praktyce nie należy rozbijać się po prostu na prywatnym, ogrodzonym terenie. Ze względu na ukształtowanie terenu, czasem ciężko jest znaleźć odpowiedni kawałek gruntu, ale warto poszukać. Często widzimy namioty rozbite na lub przy plażach, szczególnie na Lofotach. Warto zasięgnąć wcześniej języka, czy w danym rejonie nie ma akurat zakazu używania grillów czy kuchenek kempingowych – takie obostrzenia mogą pojawiać się w miesiącach letnich w przypadku zagrożenia pożarem. Oczywiście rozbijając się na dziko nalezy pamiętać o zabraniu potem ze sobą wszystkich swoich śmieci.

Na kempingu

Wyżywienie
Jedzenie w Norwegii, zresztą jak wszystko inne, jest droższe, niż w Polsce – czasem tylko trochę, często kilkukrotnie. Z tego względu, mając do dyspozycji cały bagażnik, decydujemy się zabrać prowiant z Polski. W pudłach lądują torebki z ryżem, kaszą i makaronem, puszki konserw, dania instant, płatki owsiane, mleko, chleb, dżemy i przetwory, sosy, przyprawy, herbata, cukier, gorzkie czekolady i trochę innych drobiazgów. Mamy też małą kuchenkę gazową, więc możemy przygotowywać sobie ciepłe posiłki nawet na parkingach w przerwie podczas jazdy. Po powrocie okaże się, że zabrałyśmy za dużo – przede wszystkim ryżu i kasz, ale planując wyjazd wolałyśmy mieć więcej, niż żeby nam zabrakło. W trakcie wyjazdu kilka razy robimy też zakupy – głównie jajka, pomidory, paprykę, brzoskwinie lub morele, pieczarki, kiełbaski i łososia na grilla. Mówi się, że najtańsze supermarkety w Norwegii to Rema1000 i Coop, ale nie mamy dość samozaparcia, by porównywać ceny. Zresztą w małych miejscowościach często i tak jest tylko jeden sklep. Parę razy zdarza nam się też iść do knajpki, żeby coś zjeść (raczej coś specjalnego, na przykład stek z wieloryba lub burger rybny na Lofotach).

Przykładowe ceny produktów spożywczych w norweskich supermarketach:

  • pomidory: około 35-40 koron za kilogram
  • morele: 26 koron za pół kilo
  • jajka: 26-30 koron za 12 sztuk
  • łosoś – 140 koron za cztery kawałki
  • cydr – 30 koron za półlitrową puszkę

Jeśli chodzi o wodę, to nie ma potrzeby kupowania jej w Norwegii. Dobrze jest zabrać ze dwie butelki wielorazowego użytku, które można napełnić z każdego kranu – nawet w łazienkach przy parkingach. Także woda z płynących strumieni nadaje się do picia – tak radzę sobie podczas wędrówek, na przykład na Kjerag.

Knajpki, które odwiedzamy, to:

  • Fjellskål Fisk & Skalldyr: przyjemna restauracja nieopodal targu rybnego w Bergen, zdecydowałyśmy się zjeść tu, a nie na samym targu, gdyż różnica w cenie nie była duża, a o wiele przyjemniej było usiąść w niezatłoczonej restauracji. Filet z łososia kosztował 249 koron, a stek z wieloryba – 299 koron. Porcje naprawdę spore, bez problemu można się najeść do syta.
  • Anitas Sjømat: chyba najsłynniejsza restauracja rybna na Lofotach, położona na wysepce Sakrisøy nieopodal Reine, znana ze wspaniałych burgerów rybnych. Ceny zaczynają się od 159 koron, ale raz w życiu można sobie pozwolić na taki wydatek, bo jedzenie jest fantastyczne. Mój burger rybny z łososiem i krewetkami był absolutnie genialny!

Obiad w drodze

Wybrane atrakcje
Nasz plan na Norwegię zakłada głównie zbliżenie się do natury i podziwianie pięknych widoków, a to wszystko ma się tutaj za darmo – czasem tylko trzeba zapłacić za parking. Idąc na wędrówkę należy pamiętać o odpowiednim obuwiu, najlepiej za kostkę, a także ubraniu – trzeba przygotować się na to, że pogoda może zmienić się dość szybko. W plecaku warto mieć też prowiant i wodę w butelce wielorazowego użytku – tę można nierzadko uzupełnić na szlaku ze strumienia. My wybieramy się na kilka wędrówek:

  • Kjerag: szlak do charakterystycznego kamienia wiszącego pomiędzy skałami nad fiordem Lysefjorden, minimum 5 godzin w dwie strony, nam razem z czekaniem w kolejce do zdjęcia zajmuje około 7 godzin, trudny i dość męczący, ale wart włożonego wysiłku. Parking kosztuje 200 koron.
  • Preikestolen: inaczej zwana Pulpit Rock, słynna na całym świecie ambona wznosząca się nad Lysefjorden, około 4 godzin w dwie strony, podejście momentami dość męczące, ale widoki piękne, miejsce bardzo popularne wśród turystów i w ciągu dnia idą tu tłumy. Parking kosztuje 200 koron.
  • plaża Bunes: piękna, dzika plaża na Lofotach, na wyspie Moskenesøya, by do niej dotrzeć trzeba najpierw przepłynąć promem z Reine do Vindstad (dwa-trzy rejsy dziennie, rozkład na stronie Reinefjorden, w szczycie sezonu trzeba być wcześnie żeby nie zabrakło miejsca), a następnie przejść około 40-60 minut w jedną stronę. Na plaży można tez zanocować na dziko.
  • plaża Kvalvika: kolejna dzika plaża na wyspie Moskenesøya, dojście do niej zajmuje około półtorej godziny z drogi za miasteczkiem Fredvang, ostatni odcinek w dół jest dość stromy, widoki naprawdę niezłe.
  • wzgórze Nubben: nieopodal miasteczka Ramberg na wyspie Flakstadøya, wejście na górę zajmuje około godziny, jest dość stromo, a na górze wieje mocno, ale widok na plażę Ramberg i okoliczne góry jest po prostu bajeczny!
  • Szlak Królowej: łączy miejscowości Stø i Nyksund na wyspie Andøya na Vesterålen, można zacząć w dowolnym z dwóch miast i przejść go przez góry w jedną, a wybrzeżem w drugą stronę, bądź też – przy niesprzyjających warunkach (tak jak kiedy my tam byłyśmy) wybrzeżem w obie strony. Mimo, że jest to najbardziej znany szlak na Vesterålen, spotyka się tu bardzo mało turystów.

Plaża Bunes

Poza tym decydujemy się odwiedzić kilka muzeów:

  • Muzeum Norweskich Konserw w Stavanger: 95 koron, nieduże aczkolwiek ciekawe muzeum upamiętniające rozwój przemysłu konserw rybnych w Stavanger, pokazuje proces przetwórstwa ryb od momentu złowienia do sprzedaży puszki.
  • Norweskie Muzeum Petrochemiczne: 120 koron (z biletem z Muzeum Konserw płaci się tylko połowę ceny), całkiem spore muzeum opowiadające o historii i realiach wydobycia ropy naftowej w Norwegii, interaktywne i bardzo pouczające.
  • Muzeum Wikingów Lofotr nieopodal miejscowości Bøstad na wyspie Vestvågøy na Lofotach: 200 koron, składa się z wystawy poświęconej Wikingom i znaleziskom archeologicznym z okolicy, rekonstrukcji domu przywódcy wikingów i innych atrakcji, takich jak rejs zrekonstruowaną wikińską łodzią czy rzucanie toporami do celu. Ciekawe, ale nie jestem przekonana, czy jest warte swojej ceny.
  • Muzeum – wioska rybacka Å w miejscowości Å na krańcu wyspy Moskenesøya na Lofotach: 100 koron, to bardziej mały skansen, niż muzeum, składa się z ośmiu zrekonstruowanych domów stojących w centrum miejscowości, takich jak piekarnia, poczta, przetwórnia ryb czy pawilon do przechowywania łodzi rybackich. Bardzo fajne, niestety brakuje dokładniejszych opisów po angielsku.
  • Muzeum Sztokfisza w miejscowości Å na krańcu wyspy Moskenesøya na Lofotach: 50 koron, prowadzone przez sympatycznego byłego rybaka, pokazuje co dzieje się z dorszem od momentu złowienia po wysyłkę za granicę, a także zmiany w przemyśle rybnym na Lofotach. Można tu też obejrzeć film dotyczący rybołówstwa na wyspach. Bardzo ciekawe miejsce!
  • Nusfjord na wyspie Flakstadøya na Lofotach: 75 koron, nie jest to typowe muzeum, tylko jedna z najstarszych wiosek rybackich na Lofotach, gdzie można zobaczyć zrekonstruowane pawilony na łodzie, sklep czy stelaże do suszenia dorszy. Po 18:00 wstęp jest bezpłatny.
  • Muzeum Kon-Tiki w Oslo: 120 koron, muzeum poświęcone norweskiemu podróżnikowi Thorowi Heyerdahlowi, który na tratwie Kon-Tiki przepłynął Pacyfik. Można tu zobaczyć nie tylko samą tratwę, ale też dowiedzieć się dużo o samym podróżniku i innych jego wyprawach. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia!

Bierzemy też udział w wielorybniczym safari organizowanym przez firmę Arctic Whale Tours, z którą przeżyłam już podobną przygodę w ubiegłym roku w Tromsø zimą. Rejs trwa kilka godzin i rozpoczyna się w miejscowości Stø na wyspie Langøya na Vesterålen. Łódź płynie w kierunku podwodnego kanionu Bleik, gdzie w sezonie letnim można zobaczyć kaszaloty spermacetowe. W drodze powrotnej przepływa się obok wysepki Anda, gdzie gniazdują tysiące ptaków, takich jak maskonury, kormorany czy alki zwyczajne. W poprzednich sezonach można też było zobaczyć foki, jednak ich populacja została zjedzona przez orki. Na pokładzie dostępna jest gorąca czekolada, kawa i herbata, a także serwowana jest pyszna i sycąca zupa rybna. Koszt takiego safari to 1200 koron od osoby.

Muzeum Sztokfisza

Dodatkowe informacje
Walutą Norwegii jest korona norweska (NOK). Nie powinno być problemu z zakupem jej w kantorach w Polsce, ale wybierając się w podróż nie trzeba brać dużej ilości gotówki, gdyż niemalże wszędzie można zapłacić kartą (w niektórych miejscach nawet gotówka nie jest akceptowana – tak trafiło nam się w Oslo). Nie znaczy to, że nie należy zabierać gotówki wcale – wręcz przeciwnie, trochę zawsze warto mieć, czy to na niektóre malutkie kempingi, boczne, prywatne drogi czy wreszcie drobne na prysznic. Kurs korony norweskiej na początku sierpnia wynosi 1 PLN = 2,22 NOK, 1 NOK = 0,45 PLN.

W Norwegii obowiązuje język norweski. Występują dwa urzędowe standardy pisanego norweskiego (nynorsk – powszechny w południowo-zachodniej Norwegii i bardziej powszechny bokmål) oraz wiele dialektów, ale nie należy się tym przejmować, bo chyba każdy mieszkaniec Norwegii mówi również lepiej lub gorzej po angielsku, więc bez problemu dogadamy się w tym języku.

Choć Norwegia nie jest w Unii Europejskiej, to obowiązują tu takie same zasady roamingu, jak na jej terenie, dlatego kupowanie lokalnej karty sim nie ma sensu.

Norwegia jest ogólnie rzecz biorąc krajem bardzo bezpiecznym. Norwegowie często nie zamykają domów, gdy wychodzą. Zdarzało nam się zostawiać otwarte auto na kempingach, gdy szłyśmy na przykład pod prysznic i nigdy nie miałyśmy wrażenia, że coś może nam zginąć, ale oczywiście nie musi to być regułą.

Latem za kołem podbiegunowym w Norwegii słońce nie zachodzi w nocy, a bardziej na południu w godzinach nocnych robi się tylko trochę ciemno i na krótko. Warto o tym pamiętać i osoby, które mają problem ze snem mogą zabrać sobie opaskę na oczy. Ja na szczęście nie musiałam z niej korzystać nawet podczas białych nocy. Jeśli komuś przeszkadzają hałasy, można też zabrać zatyczki do uszu, chociaż ludzie na kempingach raczej starają się szanować ciszę nocną i komfort innych podróżnych.

Pamiątki są niestety dość drogie, chociaż można znaleźć tu dużo oryginalnych rzeczy (co nie znaczy, że nie kupimy także typowych bibelotów sprowadzanych z Chin). Kupując pamiątki spożywcze, lepiej zaopatrzyć się w nie w supermarkecie, niż w sklepach z pamiątkami – będzie trochę taniej.

Biała noc w Norwegii

Informacje są aktualne na sierpień 2018 roku. Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości dodatkowe informacje albo wiesz, że coś już jest nieaktualne, daj mi o tym znać w komentarzu poniżej. Dziękuję!

Lubicie długie wycieczki samochodem, czy wolicie inne środki transportu? Czy Norwegia jest na Waszej liście marzeń? A może już udało się Wam zawitać do tego pięknego kraju?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

42 komentarze

  1. Rafał napisał(a):

    Czy Norwegia jest warta takiej kasy za takie spartańskie warunki?

  2. Agnieszka napisał(a):

    Norwegia piękna. Byłam i jeszcze na pewno będę…

  3. Ewa napisał(a):

    Fajne te ,,dziurawe” pieniądze. ;)

  4. Sandra napisał(a):

    Ale obszerny wpis!! Super relacja i bardzo przydatna dla planujących podróż :)

  5. Anna napisał(a):

    Przeczytałam, urzekła mnie ta wedrówka a zdjęcia oglądałam na bieżąco!

  6. Linda napisał(a):

    Ślicznie tam, byłam dokładnie rok temu na rowerze wzdłuż :) piękne widoki, czysto i miło. Na pewno jeszcze wrócę.

  7. Jarosław napisał(a):

    Marzy mi się

  8. Marta napisał(a):

    Super post! Przyda sie na pewno w przyszlym roku! :)

  9. Kasia napisał(a):

    Moja ukochana Norge 💓 teraz wyprawa – już z rodziną

  10. Karolina napisał(a):

    Jak zwykle mega konkretne i przydatne informacje! Super trasę zrobiliście, marzy mi się właśnie taka objazdówka :) Super, że podajesz aktualne ceny. Faktycznie drożej niż w Polsce, ale po cenach na Nowej Kaledonii już nic mnie nie zaskoczy :D

  11. Paweł napisał(a):

    Dzięki za konkrety, dziś to rzadkość :)

  12. Anna napisał(a):

    W Norwegii byliśmy dwa razy, pierwszy raz od zachodu, drugi od wschodu. Chciałam tylko dodać, że jak już się jedzie przez Niemcy i Danię to można dalej pojechać samochodem przez most na Zelandię, z Zelandii przez most do Szwecji i potem na północ do Norwegii zwiedzając po drodze Malmo i Goteborg. Przejazd przez mosty niestety płatny – 240 koron każdy, ale za to jakie długie mosty!
    My akurat jechaliśmy promem ze Świnoujścia do Trelleborga, a potem już na północ do Oslo, dalej Bergen najdłuższym tunelem drogowym świata 24,5 km, z rondem i drogowskazami w tunelu, no i dalej najdłuższy i najładniejszy z licznych fiordów Sognefjord, lodowiec, drogę Trolli, udało nam się dotrzeć do Narwiku. Czas się kończył i trzeba było wracać do domu. Wracaliśmy przez Szwecję, Danię i Niemcy nie korzystając z promu tylko z mostów.
    Ponieważ na Nordkapp nie dojechaliśmy, wybraliśmy się po raz drugi przez Litwę, Łotwę, Estonię i Finlandię- tu odwiedziliśmy wioskę św. Mikołaja. W tych krajach obowiązuje euro, więc nie ma podwójnej wymiany pieniędzy. Z Nordkapp wracaliśmy przez Szwecję, tym razem promem z Nynashamn do Gdańska. GPS poprowadził nas centralnie przez Sztokholm, masakra. myślę, że lepiej byłoby zjechać z E4 dopiero za Sztokholmem. Nie zawsze warto ufać GPS .

    • Ewa napisał(a):

      Z tym GPS to prawda – nas chciał raz prowadzić małymi, krętymi drogami na północy Norwegii podczas gdy wystarczyło przejechać do Szwecji i piękna, prosta droga na południe szła z Kiruny. No ale słyszałam o ludziach, którzy do jeziora wjeżdżali, bo tak ich GPS poprowadził… nie można temu po prostu ślepo ufać :)

  13. nadia napisał(a):

    Wow! Ale konkretny post :) Dzisiaj z kolei szukałam samochodu na wynajem, bo mam do przejechania sporą trasę z Oslo na północ. A tunele są nieziemskie!

    • Ewa napisał(a):

      Tym tunelem do Bergen nie jechałam, ale na wybrzeżu, wzdłuż fiordów, krótszych tuneli jest całe mnóstwo, tak że w pewnym momencie aż się śmiałyśmy, że niespodzianka – kolejny tunel :) Jeśli jedziesz aż gdzieś w okolice Lofotów lub dalej, to pomyśl nad przejazdem przez Szwecję ;) Szerokiej drogi!

  14. Anna napisał(a):

    Za tunelami nie przepadam, mam lekką klaustrofobię, a w Norwegii tuneli dostatek, ale ten najdłuższy, Laerdaltunell warto zobaczyć, dzięki niebieskawo-żółtemu oświetleniu niektóre miejsca wyglądają jak groty z bajki…

  15. Agnieszka napisał(a):

    My mamy prywatnie Swifta! Ceglanego. Bardzo wygodnie się nim jeździ :) A co do jeżdżenia po Norwegii – to mój pierwszy kraj poza Polską, w którym prowadziłam samochód. Przyznam, że zupełnie inaczej niż u nas. Jakoś tak wszyscy wolno jeździli i ciężko było mi się do tego przyzwyczaić.

    • Ewa napisał(a):

      Ja byłam zaskoczona, jak ładowny jest ten mały w sumie samochodzik :) Mi też było ciężko, trzymanie kilometrami nogi na gazie w ten sposób, by nie przekroczyć 80 km/h było prawdziwym wyzwaniem!

  16. Natalia napisał(a):

    Skarbnica wiedzy! W Norwegii jeszcze nie byłam, ale gdybym się wybierała to napewno wrócę do tego wpisu!

  17. Sandra napisał(a):

    najtanszy sklep to Kiwi. Coop i Rema są najdrozsze. w kazdym sklepie są produkty First Price lub z logo danego sklepu, ktore sa najtansze, a tak samo dobre(placisz za produkt, a nie opakowanie). Mrozonki sa zwykle bardzo tanie, na pieczywo sa promocje(w coop 2 chleby za 24kr, w kiwi „chleb tygodnia” pieczony na miejscu duzo tanszy. jajka, ryz, kasze w podobnej cenie jak w Polsce. Warto zajrzec do tureckich/pakistanskich sklepow, gdzie zarowno owoce i warzuwa jak i produkty maczne sa bardzo tanie.
    Najtansze stacje benzynowe to te automatyczne. Zwykle w weekendy paliwo jest tansze. Najnizsze ceny sa w poniedzialki do godz.12 i srody/czwartki w zaleznosci od miejsca. Ceny moga sie wtedy roznic o 1-5 koron na litrze. W Norwegii namiot mozna rozbic gdziekolwiek-obowiazuje prawo swobodnego korzystania z natury.
    Namiot mozna rozbijac minimum 150 metrów od najbliższego zabudowania, a po 2 dniach należy uzyskać zgodę właściciela terenu. W górach lub na odległych obszarach nie potrzebujemy takiej zgody. Mozna zbierac grzyby i jagody i lowic ryby w morzu. Na rzekach i jeziorach trzeba miec wykupione pozwolenie.
    Kategorycznie nie mozna smiecic. Plastikowe butelki oddaje sie za kaucja w specjalnych automatach w marketach.
    Leki sa drogie. W przypadku wizyty u lekarza zwykle dostaje sie paracetamol na niemal wszystkie dolegliwosci ;) Takze warto zabrac ze sobą.
    Do kraju mozna wwieźć 200 papierosow na osobe, 1 litr mocnego alkoholu, 2 litry piwa, 1,5l wina. W sklepach spozywczych dostepne sa tylko piwo i cydr-do godz.18 od pon.-piat. i do 15.w soboty. Pozniej jedynie w knajpach. Mocniejsze alkohole dostepne sa tylko w sklepach Vinmonopolet w wiekszych miastach-aby skorzystac ze sklepu trzeba miec ukonczone 20lat. Nie kupimy alkoholu gdy jestesmy w towarzystwie nieletnich.
    Wode rzeczywiscie mozna pic z kranu niemal wszedzie. Sklepy spozywcze otwarte sa zwykle do godz.23.
    w kawiarniach zwykle mozna dostac darmową dolewkę kawy(lub w nizszej cenie)-wystarczy zapytać o PÅFYLL (uzupelnienie).

    • Ewa napisał(a):

      Dzięki wielkie za uzupełnienie! W szczególności jeśli chodzi o ceny benzyny – starałam się dostrzec jakieś reguły, ale nie wpadłabym na to, że w poniedziałki jest taniej. Choć odniosłam rzeczywiście wrażenie, że ranem ceny są niższe. Raz cena spadła wręcz na naszych oczach – tankowałyśmy za 14,99 NOK za litr, a kiedy odjeżdżałyśmy ze stacji, cena zmieniła się na 14,79 NOK! Pamiętam, jak rok temu byłam w Tromso, to najtańsza okazała się właśnie Rema 1000… Co do limitów, to ilość alkoholu zależy od tego, czy bierzemy papierosy czy nie, dlatego podałam link do strony, gdzie można to sprawdzić dokładnie. Kawy nie pijam, ale wierzę, że informacja o darmowej dolewce będzie cenna dla naprawdę wielu osób :)

  18. Marta napisał(a):

    Myśląc o Norwegii muszę przekręcić nazwę Twojego bloga- niedaleko-daleko :D Jedno z tych miejsc, które bardzo mi się podoba, jest do „zrobienia”, a jest zupełnie nie po drodze :D

  1. 14 sierpnia 2018

    […] podróży po Norwegii – Ewy – gdzie możecie przeczytać jeszcze bardziej szczegółowy post praktyczny o Norwegii oraz o naszym pobycie na fantastycznych wyspach […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!