20 lutego 2010
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Ze świata | Tematy: Bangkok, bazar, pamiątki, targ, targ amuletów, wierzenia, zwyczaje
Bangkok targami i bazarami stoi. Większe, pełne turystów i mniejsze, wypełnione głównie mieszkańcami stolicy. Wszędzie tak samo ciasno, tłoczno, gwarno. Można na nich kupić mydło i powidło, oryginalne podróbki markowych ciuchów i zegarków, słodycze, elektronikę i żywność. Ale jeden targ jest naprawdę wyjątkowy. To targ amuletów.

Żeby dotrzeć na miejsce, trzeba odnaleźć ulicę Maharat, niedaleko Wielkiego Pałacu. Już przy ulicy rozstawione są stoiska, gdzie na prowizorycznie skleconych stolikach leżą owe talizmany. Jednak by poczuć naprawdę niecodzienną atmosferę, trzeba zagłębić się w siatkę uliczek i przejść przykrytych prostym zadaszeniem. Nie jest tu tak tłoczno, jak na innych bazarach i tylko czasem trzeba się rozpychać łokciami, żeby przejść dalej.

Wchodząc na targ amuletów, znajdujemy się nagle w innym świecie. Z początku miałam wrażenie, że rzeczywiście ludzie przychodzą tutaj kupić szczęście. W końcu po co nosi się przy sobie talizmany? Dla ochrony, dla miłości, dla zdrowia… Taki amulet powinien mieć jakieś magiczne, nadprzyrodzone właściwości. Tymczasem największa moc, jaką odczuwam na tym targu to… moc pieniądza.

Okazuje się, że największy odsetek zaopatrujących się tutaj to kolekcjonerzy. Stoją oni przy stoiskach, gdzie w koszykach piętrzą się takie same na pierwszy rzut oka medaliki, tabliczki czy figurki. Wygrzebują okaz, który wydaje im się wyjątkowy, oglądają bacznie pod lupą, oceniają i albo odkładają, albo zaczynają się mocno targować. A ceny tych amuletów potrafią być naprawdę wysokie!

Ja swój amulet kupuję za grosze w jednej z bocznych uliczek, gdzie ceny okazują się być niższe niż w samym centrum kolekcjonerskiej gorączki. To prosta gliniana tabliczka z figurką przypominającą sylwetkę oświeconego Buddy. Nie wiem, czy przyniesie mi szczęście. Ot, zwykła pamiątka z Bangkoku.
Podobne wpisy:
-
Loulé Wróciłam właśnie z miasteczka Loulé i nadal nie mogę wyjść z podziwu. Nasłuchałam się wcześniej, że w soboty jest tam...
Bangkok w pigułce Dzień zwiedzania. Można go podzielić na kilka etapów: etap pierwszy to etap Buddy. Drugi – etap europejski. Trzeci – hmm…...
Kafelki, kafelki Nie zdziwcie się będąc w Lizbonie albo innym portugalskim miasteczku, kiedy stojąc na ulicy poczujecie się jak w łazience. Albo...
Targ, węże i złoty Budda Wstajemy z rana, przed wschodem słońca. Przespałam całą noc jak kamień, więc jestem wyspana. Szybko się zbieramy i ruszamy na...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)





