9 kwietnia 2010
Wpis w kategoriach: Włochy, Z podróży | Tematy: Alpy, góry, jezioro, Maggiore, Mediolan, pociąg, Stresa, transport
Verbania to mała włoska miejscowość w Alpach, całkiem niedaleko granicy ze Szwajcarią. Dziura jakich mało. Zawsze staram się w odwiedzanych miejscach dostrzec coś pozytywnego, nawet, jeśli na pierwszy rzut oka wydają się mało ciekawe. Tutaj poniosłam kompletną porażkę. Niektóre dziury mają jeszcze jakiś swój urok dziurowatości. Verbania nie ma absolutne nic. Zero. To esencja beznadziejnosci.

Wstajemy z Magdą całkiem nie rano i ruszamy na Stazione Centrale. Odstawszy swoje w długaśnej kolejce udaje nam się w końcu kupić bilet powrotny do Stresy (6,05 euro od osoby w jedną stronę), bo taka była ostateczna decyzja, że jedziemy nad jezioro Maggiore. Znajdujemy peron drugi na stacji, która ma ich 27, wsiadamy do całkiem normalnie wyglądającego pociągu i ruszamy.
Konduktorka sprawdza bilety i tutaj pierwsza niespodzianka. Mówi do nas, ze coś jest nie tak. Ale co, nie rozumiemy, przecież bilet jak trzeba, z Mediolanu do Stresy, druga klasa. W końcu pani załapuje, że my nie mówimy po italiano i tłumaczy łamanym angielskim, że trzeba było bilet skasować na stacji. Szkoda, że nikt nam nie powiedział.
Podróż do Stresy trwa około godzinę, więc przysypiamy w pociągu. Kiedy dojeżdżamy na miejsce, drzwi nie chcą się otworzyć. Mówię więc do Magdy, żebyśmy przeszły do drzwi na drugim końcu wagonu i tam spróbowały wysiąść. Myślę, że idzie za mną. Drugie drzwi też nie chcą się otworzyć, ale w międzyczasie Magda otwiera pierwsze i wysiada. Ja jadę dalej. Do tej nieszczęsnej Verbanii.
Konduktorka tłumaczy mi, że powinnam tam wysiąść i poczekać na pociąg powrotny. Za godzinę. Magda czeka w Stresie. W stresie chyba nie, bo mamy niezły ubaw :) Postanawiam pospacerować po mieścinie, ale okazuje się, że z jednej strony kamieniołom, z drugiej droga wzdłuż zagrodzonego wysokim płotem pola golfowego i nic poza tym. Idę wzdłuż drogi, idę, idę… I nic. To wracam. Kupuję bilet za 1,40 euro i czekam na pociąg na peronie. Opalam się na ławce.
W końcu nadjeżdża pociąg i spotykam się z Magdą na peronie. Stresa jest bardzo przyjemnym miasteczkiem nad jeziorem Maggiore. Podoba mi się ten klimat. Tutaj palmy i ciepło, po drugiej stronie wysokie szczyty Alp pokryte śniegiem. Wzdłuż ulicy stoją wypasione hotele, ale mam wrażenie, że są puste. W ogóle nie ma tłumów, sezon wypoczynku mediolańczyków chyba jeszcze się nie zaczął.

Idziemy wzdłuż brzegu jeziora w kierunku uroczych wysepek. Kiedy na jedną z nich pada cień chmury, a dookoła świeci słońce, wyspa wygląda, jakby ktoś klątwę na nią rzucił. Kiedy jednak wychodzi słońce i nad nią, zaczyna prezentować się całkiem ładnie.

Po jeziorze zasuwają łódki, które dowożą garstki turystów na te wysepki. Jest też jedna, czy dwie żaglówki, ale tak poza tym to cisza i spokój. Przyjemna miejscowość, ale te półtorej godziny (dla Magdy dwie i pół ;) to wystarczająca ilość czasu.

Podobne wpisy:
-
Indyjskie pociągi Pociąg spóźnia się kilka godzin. Wyczerpanie organizmu wysoką temperaturą i zwykłe zmęczenie daje się we znaki kiedy tak stoimy na...
Od Abu Simbel do Aleksandrii Hmm… Może ktoś z tu obecnych umie wyjaśnić ideę konwoju do Abu Simbel w Egipcie? Wyrusza toto o 4:00 nad...
Asuan W Asuanie nie ma tak łatwo z internetem. Najprościej było w Luksorze – tam WiFi mieliśmy w hotelu, ale w...
Gorący Kair Siedzimy sobie z Rafałem na dworcu Ramsis i czekamy, aż otworzą kasy, żeby kupić sobie na następny dzień bilet na...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)






no przygoda przednia ;)