15 lipca 2010
Wpis w kategoriach: Z pamiętnika rezydentki |
Jak byłam mała, to na wakacje jeździłam z rodzicami nad nasze polskie Morze Bałtyckie, do Dźwirzyna. Przyjemne to były wczasy i mam stamtąd jedne z najfajniejszych wspomnień z dzieciństwa. Tradycja była taka, że każdego dnia wcześnie rano mama budziła tatę i mnie, i tata zabierał mnie na spacer na plażę o poranku. Ale żeby dojść do plaży, trzeba było jeszcze przejść przez cudownie pachnący żywicą las sosnowy!

A na plaży szukałam bursztynków. Niestety nigdy nie udało mi się żadnego znaleźć, mimo, że razem z tatą byliśmy jednymi z pierwszych gości na brzegu i jeśli w nocy morze wyrzuciło jakiś pomarańczowy kamyczek, to teoretycznie mieliśmy największą szansę na niego trafić. I oczywiście zbierałam muszelki. Takie nadbałtyckie, malutkie białe albo bladoróżowe muszlątka. To zostało mi do dziś…
W domu w Warszawie zostawiłam kilka moich ulubionych muszli, zbieranych na plażach w różnych krajach – z poprzedniego pobytu w Portugalii, z Maroka czy z Tajlandii. I moją ulubioną muszelkę z Nowego Jorku. Przywiozłam ją z Rockaway Beach. Szukałam muszli zakręconej i taką właśnie udało mi się znaleźć. Przywołuje wspomnienia fajnych wakacji za oceanem :)
Dzisiaj wracając z Sewilli wstąpiłam na chwilę na Isla Canela, leżącą tuż przy granicy z Portugalią. Chciałam w końcu zobaczyć, jak wygląda ujście Gwadiany do Oceanu Atlantyckiego, czyli miejsce, gdzie kończy się Hiszpania. Oczywiście spacer skończył się zbieraniem muszelek – będą ozdabiały mój apartament w Praia da Rocha.
Za to sama granica hiszpańsko – portugalska jest mało widowiskowa. Płaska, rozległa, pomarańczowa plaża z jednej strony, rzeka i krzaki z drugiej. Myślałam, ze może chociaż będzie ciekawy widok na most, którym przejeżdża się przekraczając granicę, ale niestety był za daleko. Powyżej macie fotkę z końcówki Hiszpanii (ujście Gwadiany miałam za plecami).
PS. W zasadzie to powinnam wrzucić opis wizyty w Sewilli, bo naprawdę jest o czym pisać, ale sił nie mam po tych wszystkich wrażeniach. Sewillą zajmę się bliżej weekendu. Wspomnę teraz tylko, że poznawanie miasta z Anią było genialnie!
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)








A dzis…Isla Cristina!!!:)
I czekam na kolejny termin przyjazdu do Sewilli…troche jeszcze zostalo do zobaczenia:)
Virgen del Carmen było super! :)
Ale Ania, teraz Twoja kolej na wizytę w Algarve!
Chciała bym zoaczyć te muszelki, może robisz zdjęcie?
Całuski.
Ciociu, a nie lepiej przyjechać i obejrzeć na żywo? :)
eee wydaje mi się że niebawem kto inny Cię nawiedzi… nawet mam na to jakieś “kwity” ;-) cholera niczym IPN :D
Dobrze, dobrze Braciszku! Byle więcej takich “kwitów” :) Moje drzwi stoją otworem :)
Sprzątaj dziecko sprzątaj, NIK Cię odwiedzi….
Posprzatalam… w miare ;)