Na równiku, czyli szybka powtórka z geografii

Na poboczu drogi, po obu jej stronach, stoją wielkie ciężarówki z kontenerami. Wczesnym popołudniem cienia jak na lekarstwo, więc kierowcy w poszukiwaniu ochrony przed prażącym słońcem chowają się w prześwitach pod potężnymi naczepami. Niektórzy wylegują się na gołej ziemi, inni opierają plecy o ogromne opony swoich pojazdów. Nie mają nic lepszego do roboty. Czekają. Przejechali już setki kilometrów, prawdopodobnie rozpoczynając podróż w porcie w Mombasie. Po tablicach rejestracyjnych można poznać, że są z Kenii. Zbierają się w tym miejscu by wspólnie przekroczyć leżącą około dwadzieścia kilometrów dalej granicę Ugandy z Demokratyczną Republiką Konga. Tymczasem ich oczekiwanie urozmaica mała zielona terenówka zatrzymująca się przy drodze, z której wysiadają dwie osoby. Kierowca jest wysokim czarnoskórym Ugandyjczykiem. Pasażerka to biała turystka. Mzungu. Kierowcy ożywiają się nieco na tę odmianę, jeden nawet wstaje i podchodzi, by się przywitać. Kilka par oczu obserwuje, jak dziewczyna zbliża się do okrągłego, przybrudzonego pomnika i zaczyna fotografować. Dla nich fakt, że od kilku godzin ucinają sobie drzemkę dokładnie na równiku nie robi wielkiego wrażenia, ale dla niej to prawdziwa atrakcja.

Równik

Zarówno w podstawówce jak i w liceum miałam szczęście do nauczycielek geografii, i to na pewno w dużym stopniu dzięki nim tak lubiłam ten przedmiot. Być może również dlatego w głowie utkwiły mi tak przydatne w codziennym życiu rzeczy, jak informacje o sile Coriolisa. Ręka w górę, kto pamięta, z jakim zjawiskiem jest ona związana?

Nie wdając się szczegółowo w naukowe zawiłości chodzi o to, że na skutek działania siły Coriolisa tor obiektów poruszających się na półkuli północnej zakrzywia się w prawo, a na półkuli południowej w lewo. Idąc dalej, pod wpływem tej samej siły cyklony na północnej półkuli obracają w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, a na południowej – zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W mniejszej skali ma to też wpływać na kierunek wirowania wody wypływającej ze zlewu czy wanny w podobny sposób jak na cyklony. Czy tak jest w rzeczywistości?

Wysiadając z zielonej terenówki obok przykurzonego pomnika oznaczającego równik wiem, że nie będzie mi tutaj dane sprawdzić empirycznie, w którą stronę kręci się woda. Bo niby skąd na tym pustkowiu, na którym zatrzymują się wyłącznie TIR-y zmierzające do Konga, wziąć miskę z wodą, dziurą i korkiem potrzebne do przeprowadzenia eksperymentu? Tego typu doświadczenia robią miejscowi w bardziej turystycznych punktach na równiku. Osoba demonstrująca efekt Coriolisa w miednicy jest dobrze przygotowana, by zadowolić ciekawych nauki turystów przyglądających się całej zabawie. A nazywam to zabawą, bo to, w którym kierunku będzie wirować woda wypływająca z miski (czy też ze zlewu, wanny lub toalety) zależy dużo bardziej od sposobu nalewania jej do naczynia, a także od nie-symetrii odpływu. Czyli już wlewając wodę do naczynia nasz lokalny eksperymentator robi to tak, by na półkuli południowej zakręciła mu się zgodnie z wskazówkami zegara a parę kroków na północ od równika – przeciwnie. Wiadomo, że spełniając oczekiwania przybyszy podniesie szansę tego, że wrzucą mu garść monet do kieszeni.

Czy oznacza to, że pamiętany z lekcji geografii efekt Coriolisa to stek bzdur? Oczywiście, że nie! Coriolis działa, jak należy, ale jego wpływ najłatwiej zauważyć w dużej skali. Takie maleństwo jak miska czy umywalka są za małe, by zaobserwować dokładne działanie tej siły, w dodatku inne czynniki, takie jak niesymetryczny odpływ czy początkowy ruch wody przy nalewaniu, są dużo silniejsze i ją maskują. Więc w rzeczywistości może być odwrotnie, niż zakłada efekt Coriolisa. Mimo to kilka tygodni później testuję odpływ zlewu w moim pokoju na Zanzibarze – na półkuli południowej. Woda wiruje zgodnie ze wskazówkami zegara. Czyli niby tak, jak powinna :)

Równik

Równik. Niewidoczna linia dzieląca kulę ziemską na pół. Granica przepasająca glob. Kreska na mapie oznaczona cyferką zero. Ma w sobie jakąś magię. Stanięcie na równiku jest jednym z moich podróżniczych marzeń. Stanięcie w rozkroku, tak aby jedna noga była na półkuli północnej, a druga na południowej. Zatrzymanie się tak na chwilę. Niby nic, ale…

Sam równik przekraczam kilka razy w życiu lecąc do i z Kenii, a także z Zanzibaru do Ugandy. Przekraczam go także drogą lądową jadąc z Nakuru do Kakamega i z powrotem. Jednak publiczny autobus do Kakamega nie zatrzymuje się oczywiście w punktach będących atrakcją turystyczną, więc przemykamy przez równik tak, że nawet tego nie zauważam. Zatem dopiero w Ugandzie mam możliwość spełnienia swojego marzenia. I to dwukrotnie!

Równik

Pierwszy przystanek to właśnie okolice Parku Narodowego Królowej Elżbiety. To tutaj nie ma nikogo poza wypoczywającymi przy drodze kenijskimi kierowcami ciężarówek. Drugi raz na równiku zatrzymujemy się wracając z tropienia goryli drogą z Kabale do Kampali. Miejsce zwane szumnie Equator City znajduje się jakieś siedemdziesiąt kilometrów przed stolicą. I chociaż jest tu już o wiele bardziej turystycznie, to nadal określenie „city” wywołuje uśmiech na twarzy, bo zamiast miasta widzę jedynie kilka sklepików z pamiątkami. I oczywiście dwa pomniki wyznaczające równik po obu stronach drogi. Cieszę się jednak z tych straganów, bo wreszcie mam możliwość kupienia w Ugandzie magnesu na lodówkę dla rodziców, za którym rozglądałam się od przyjazdu do Ugandy. Na magnesie oczywiście równikowy pomnik.

Równik

Zaopatruję się w magnes, wypijam pyszną herbatę z dodatkiem ziół i nawet nie próbuję rozglądać się za kimś, kto przeprowadziłby doświadczenie z wodą, bo wiem, jakie byłyby jego efekty. Wskakujemy do zielonej terenówki, przekraczamy równik i oto znowu jesteśmy na półkuli północnej. Niby nic, a jednak…

W którym kierunku kręci się woda wypływająca z Waszych umywalek? Mieliście kiedykolwiek okazję być na półkuli południowej? Albo stanąć na równiku?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



26 komentarzy

  1. yy nie wiem? odpalam posta, bo wiem, że na pewno nam tam na pytanie odpowiesz :)

  2. Super, gratuluję :) Nic tylko skreślać dalej!

  3. Dobra, zadanie na dziś z tą wodą :D

  4. Na Bali sprawdzałam i rzeczywiście krecila się w inną niż w moim zlewie.

  5. spełnianie marzeń zawsze spoko, gratuluję :) sama chętnie bym stanęła na równiku. lecę czytać post :)

  6. Efektu Corliolisa zapomnieć się nie da :)

  7. To nie jest nic. To jest zdecydowanie „coś” :) Sam z chęcią stanąłbym jedną nogą na półkuli północnej, a drugą na południowej tak jak Ty :)

  8. balkanyrudej pisze:

    Kurcze – byś na RÓWNIKU :) To jest coś. Człowiek się o nim uczył, oglądał na mapie, ale jakoś nie myślał, że kiedykolwiek na nim stanie (w każdym razie nigdy nie pojmowałam go w takich kategoriach). I też muszę przyznać, że nauczycielki geografii trafiały mi się przez cały okres edukacji naprawdę świetne. Za co im szczerze dziękuję, bo teraz człowiek nieco lepiej orientuje się w świecie i przestrzeni :)

  9. Pamiętam jaką atrakcją było dla mnie Greenwich, więc RÓWNIK to dopier musi być coś :D

  10. Tatiana pisze:

    Dobra, pamiętałam mgliście ale przez takie historie wiedza utrwala się łatwiej. Teraz będę pamiętać :) Nie mam twardo sprecyzowanego marzenia by stanąć na równiku, ale prawdopodobnie też nie odmówię sobie okazji i przyjemności by zrobię dokładnie takie same zdjęcie

  11. Monika pisze:

    Też sprawdzałam w Ekwadorze, gdzie po raz pierwszy przekraczałam równik.
    Pamietam też z parku, że much rósł po innego stronie drzew :)

  12. Agnieszka pisze:

    Właśnie uświadomiłaś mi, że nie. Nie byłam na półkuli południowej! Najbardziej na południe byłam w Singapurze. Niby prawie na równiku, ale jednak nie całkiem.
    Ale nie o tym chciałam. Ewo, czy ty planujesz napisać coś dłuższego? Bo rzadko kto z blogerów posługuje się tak literackim językiem! Super jesteś!

    • Ewa pisze:

      Dzięki! I pomyśleć, ze w podstawówce moja nauczycielka polskiego obniżała mi oceny z wypracowań za – jak to sama napisała pod jednym z nich – „podknięcia stylistyczne” :) A tak na serio to moje to taka zwykła pisanina dla przyjemności, nie wiem czy znalazłoby się materiału i wystarczyłoby mi umiejętności, by napisać książkę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!