Niech żyje rewolucja?

Po przestronnym placu, nad którym dominuje betonowy monument, spaceruje kilkoro turystów pozujących do zdjęć z podobiznami bohaterów kubańskiej rewolucji – Ernesto Che Guevarą i Camilo Cienfuegosem. Poza nimi hula tu tylko wiatr. Na skraju placu zatrzymuje się kolejny autokar i kilka starych amerykańskich krążowników szos, z których wysiadają kolejni wycieczkowicze ginąc od razu w wielkiej betonowej przestrzeni placu, na którym odbywają się najważniejsze państwowe uroczystości. Twarze Che i Cienfuegosa spoglądają na nich z dwóch brudnych, szarych bloków, w których mieszczą się jakieś ministerstwa. Stojąc na środku obracam się wokół własnej osi, próbując ogarnąć wzrokiem hawański Plac Rewolucji. Nasza przewodniczka śmieje się, że musimy zrobić tu ładne zdjęcia, bo będą one sprawdzane przy wylocie i jak ktoś nie będzie mógł się pochwalić ładną fotografią to rewolucyjne siły mogą mu sprawić niemałe kłopoty.

Plac Rewolucji w Hawanie

Kubańscy rewolucjoniści triumfowali 1 stycznia 1959 roku obalając dyktaturę rządzącego od 1952 roku Fulgencio Batisty. Przez siedem lat jego reżim stał się marionetką USA, jednocześnie tłumiąc wszystkie wewnętrzne protesty, prześladując związki zawodowe i mając w głębokim poważaniu dobrobyt zwykłych obywateli. Zatrwożony stanem kraju i kierunkiem, w którym zmierzał, młody prawnik Fidel Castro jeszcze w tym samym roku podjął działania, które doprowadziły do obalenia dyktatury i wprowadzenia nowych władz. Świętując zwycięstwo nad Batistą Kubańczycy nie przeczuwali zapewne, że tak naprawdę wpadają z deszczu pod rynnę.

Muzeum Rewolucji w Hawanie

Jest takie powiedzenie, że to zwycięzcy piszą historię. Mam je w pamięci, kiedy zwiedzam hawańskie Muzeum Rewolucji, kolejny po Placu Rewolucji obowiązkowy przystanek na trasie po Hawanie. Sporo tu propagandy, jak na przykład w tzw. Zakątku Kretynów prezentującym karykatury Batisty, Ronalda Reagana, George’a Busha seniora i juniora. Ale gabloty pełne są też autentycznych pamiątek po czasach rewolucyjnych, a spacer przez kolejne salki to intensywna lekcja historii.

Muzeum Rewolucji w Hawanie

26 lipca 1953 roku to data niezwykle ważna w historii Kuby. Tego dnia młodzi i niedoświadczeni członkowie organizacji Fidela Castro postanowili zaatakować koszary Moncada w Santago de Cuba próbując zdobyć broń do walki z dyktaturą. Atakujący ponieśli jednak sromotną klęskę, gdy stacjonujący w koszarach żołnierze podnieśli alarm. Grupę szybko rozbito, kilkoro opozycjonistów straciło życie, wielu aresztowano i torturowano. Do więzienia trafił sam Fidel Castro.

Koszary Moncada

Fasada żółtego budynku koszar Moncada pełna jest dziur, rzekomo po kulach wystrzelonych w czasie ataku rewolucjonistów. Nie są one jednak autentyczne, gdyż po incydencie przeprowadzono remont. Widziane dzisiaj dziury powstały już po dojściu Fidela do władzy, by upamiętnić ten dzień, kiedy pierwszy raz wystąpiono zbrojnie przeciwko reżimowi Batisty.

Koszary Moncada

Po wejściu do środka przechodzą mnie dreszcze, jest to jednak tylko efekt ekstremalnie silnej klimatyzacji. Potem jednak wędrując przez kolejne sale z wystawą prezentującą historię Kuby przed rewolucją i opis ataku oraz tego, co działo się potem, dreszcze pojawiają się po raz kolejny. Szczególnie w niewinnie wyglądającej sali przesłuchań i tortur. W tym miejscu człowiek zaczyna sympatyzować z rewolucjonistami.

Koszary Moncada

Fidel Castro opuścił więzienie w wyniku amnestii ogłoszonej przez władze. Mimo to nadal obawiał się o własne życie, w związku z tym razem ze swoim młodszym bratem Raulem uciekli do Meksyku, by się tam szkolić, podczas gdy pozostali na Kubie działacze szykowali rewolucję. Organizacja otrzymała oficjalną nazwę Ruch 26 Lipca.

Muzeum Rewolucji

Historię tę przybliżają mi kolejne gabloty hawańskiego Muzeum Rewolucji. Można tu obejrzeć zdjęcia, mapy, plany i rękopisy, a także starą broń i ubrania. Najważniejszy eksponat muzeum nie znajduje się w gablotach, lecz stoi na tyłach budynku. To jacht Granma, na pokładzie którego Castro wraz z innymi rewolucjonistami a także Che Guevarą, który przyłączył się do nich w Meksyku, wrócili na Kubę pod koniec 1956 roku by kontynuować marsz ku rewolucji.

Jacht Granma

Zaatakowani przez siły rządowe zaraz po dotarciu do kubańskiego wybrzeża rewolucjoniści musieli skryć się w górach Sierra Maestra. Zaczęli prowadzić walkę partyzancką, jednocześnie zdobywając poparcie coraz większej części społeczeństwa poprzez wspieranie rozwoju i edukacji oraz nawoływanie do przeprowadzenia reform. Batista, tracąc poparcie wewnątrz kraju, liczył na pomoc USA ale jego dawni sojusznicy odwrócili się od niego gdy zdali sobie sprawę, że do niczego już im się nie przyda. Rewolucjoniści odnosili kolejne zwycięstwa nad siłami rządowymi by w 1959 roku ogłosić ostateczna wygraną. Wkrótce na czele kraju stanął sam El Comandante Fidel Castro.

Hasła rewolucyjne

Od samego początku nowy przywódca wziął się ostro za reformy. Odebrano majątek obcokrajowcom, co dotknęło w dużej mierze Amerykanów, znacjonalizowano przemysł, zaczęto pracować nad poziomem edukacji, upaństwowiono służbę zdrowia, zaczęto rozbudowywać infrastrukturę. Nowy rząd zaczął zaprzyjaźniać się z innymi krajami socjalistycznymi, odwrócono się od Stanów Zjednoczonych. Ostateczne zerwanie stosunków z USA nastąpiło wskutek zorganizowania przez CIA zakończonej porażką inwazji w Zatoce Świń w 1961 roku.

Zatoka Świń

Do Zatoki Świń dojeżdżamy drogą prowadząca przez bagna, które między innymi przyczyniły się do klęski operacji. Choć ważne dla historii Kuby miejsce wieje nudą. Funkcjonuje tu niewielkie muzeum prezentujące broń, mapy i fotografie, a na zewnątrz stoją samolot i czołg. Muzeum ma za zadanie przybliżyć historię inwazji. Planem Amerykanów było wzniecenie antyfidelowskiego powstania na Kubie pod przykrywką buntu ludności. Do walki miały poderwać ich uchodźcy z wyspy wytrenowani przez amerykański wywiad, którzy mieli dotrzeć na Kubę właśnie przez Zatokę Świń. Cała operacja spaliła jednak na panewce, zaangażowania USA nie dało się ukryć, a całe to wydarzenie paradoksalnie wzmocniło jeszcze pozycję Castro.

Zatoka Świń

I tak Kuba zaczęła pogrążać się w socjalistycznej dyktaturze Fidela Castro. Słabo pamiętam, jak wyglądał socjalizm w Polsce, moje wspomnienia są niewyraźne. Dzięki moim rodzicom największym problemem, jaki mam w pamięci z końca tamtego okresu była konieczność używania brzydkich, jednakowych szarych zeszytów podczas gdy w sklepach pojawiały się już nowe, z kolorowymi okładkami. We wspomnieniach nie mam natomiast pustych półek sklepowych, kartek i kolejek. Myślałam, że zobaczę to na Kubie.

Sklep na Kubie

Aby móc wypowiadać się o sytuacji Kubańczyków musiałabym w tym kraju spędzić więcej czasu. Mówi się o tym, że ludzie żyją w skrajnym ubóstwie, że w maleńkich klitkach muszą gnieździć się wieloosobowe rodziny, że nie ma wolności słowa, wszystko znajduje się pod kontrolą państwa, a wszelkie próby wyrażenia zdania odmiennego od jedynej słusznej prawdy kończą się dla śmiałków źle. W więzieniach siedzi więcej skazanych niż za czasów Batisty. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że wielu ludzi nadal darzy Fidela Castro szacunkiem. Według naszego kubańskiego przewodnika Carlosa wielu ludzi jest niezadowolonych z przeprowadzanych stopniowo przez obecnie rządzącego Raula Castro, młodszego brata Fidela, reform. Lista produktów sprzedawanych w przystępnych cenach na kartki robi się coraz krótsza. Internet, jeszcze do niedawna niedostępny dla zwykłego Kubańczyka, jest dzisiaj coraz popularniejszy, a na głównych placach kilku miast widzę ludzi ze smartfonami korzystających z miejscowego wifi. Wreszcie, krok po kroku, przywracane są stosunku ze Stanami Zjednoczonymi – w zeszłym roku ponownie otwarto amerykańską ambasadę w Hawnie, a całkiem niedawno Kubę odwiedził prezydent Barack Obama.

Kubańskie peso

Nie mi jest oceniać, w jakim kierunku pójdą teraz kubańska polityka i gospodarka. Wiele osób obawia się, że wskutek obserwowanych dzisiaj zmian Kuba straci swój unikalny charakter, a piękne rajskie plaże zostaną zalane przez szastających zielonymi Amerykanów.

Czy mamy jednak prawo chcieć, by Kuba pozostała socjalistycznym skansenem w imię naszych romantycznych wyobrażeń o kraju, w którym czas się zatrzymał?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

31 komentarzy

  1. Mirosława Serwicka napisał(a):

    Dzięki za przypomnienie pięknej przygody:)

  2. Agnieszka Ptaszyńska napisał(a):

    Uch, ciężki temat. Nom ciekawa

  3. Trzeba zobaczyć póki się nie zmieniła, a później niech się zmienia ;) tego i tak pewnie się nie zatrzyma

  4. Kasia Popławska napisał(a):

    Jeżeli mieszkańcom ma się żyć lepiej to nie możemy chcieć by pozostała taką jaką jest, ale tylko pod takim warunkiem. Mimo wszystko Kubańczycy są pogodni i optymistyczni, czego nam brakuje. Trzymam kciuki,żeby nie zmieniła się w komercyjny raj weekendowy dla Amerykanów!

    • Daleko niedaleko napisał(a):

      Zgadzam się co do ludzi! Boję się tylko, że jeśli zmiany nastąpią zbyt szybko to będą niekontrolowane i nie zawsze dobre. Może to dobrze, że następują stosunkowo powoli? Ludzie przyzwyczajają się do nowych warunków stopniowo?

  5. Agnieszka napisał(a):

    Bardzo lubię te Twoje „cięższe” teksty i cieszę się, że są!

    • Ewa napisał(a):

      Dziękuję! Choć mam wrażenie, że dużo mniej osób je czyta, ale sama lubię te tematy poruszać, więc takich tekstów raczej nie zabraknie…

  6. Ulek w Podróży napisał(a):

    Dzięki za informacje. Wybieram się na Kubę w listopadzie i wszystko teraz chłonę jak gąbka na temat tego kraju :)

  7. Połącz Kropki napisał(a):

    Chciałabym jeszcze zobaczyć „starą” Kubę zanim tak jak powiedziałaś zadepczą ją Amerykanie. Zmiany są nieuniknione, jestem ciekawa w jakim kierunku to pójdzie.

  8. „Czy mamy jednak prawo chcieć, by Kuba pozostała socjalistycznym skansenem w imię naszych romantycznych wyobrażeń o kraju, w którym czas się zatrzymał?” – Moim zdaniem nie mamy prawa. Zmiany nie zawsze są złe, na pewno trudne. Jeśli w ich wyniku mieszkańcom będzie lepiej, to niech zachodzą. Polska też mogłaby zostać takim skansem ku uciesze turystów z Europy Zachodniej. Czy my jako mieszkańcy tego chcieliśmy? Nie sądzę. Liczę tylko, że Kuba nie upodobni się zbytnio do wielkich komercyjnych kurortów amerykańskich. :)

    • Ewa napisał(a):

      No własnie chodzi o to, by się w tych zmianach nie pogubić, by z jednego ekstremum nie popaść w drugie. Mam nadzieję, że wyjdzie to mądrze :)

  9. Villa Bohema napisał(a):

    Na Kubę powinien pojechać każdy. Taki must have szczególnie podróżnika. Słonecznie pozdrawiam :)

  10. Kuba to moje marzenie i też trochę się boję, że jak tam pojadę, to jej klimat zmieni się diametralnie, ale może nie? Może wszystko zostanie jak dawniej? Wszystko zależy od ludzi, ale z pewnością będzie tam więcej komercji, niestety.

  11. Tatiana napisał(a):

    Ja zawsze dostaję przysłowiowej gorączki, jak kolejne hordy turystów wyruszają do Azji, na Kubę, do Ameryki Południowej w poszukiwaniu autentyczności, walcząc jednocześnie o prawa człowieka, a z drugiej strony wspierając własną kasą niecne procedery na rzecz egzotycznego zdjęcia, które mogą przywieźć z wakacji.
    Może pewne rzeczy i tradycji znikną ale nie widzę powodu, dla którego inne kraje miałyby się zatrzymać w czasie, by turyści z Zachodu mogły przyjeżdżać na tydzień i potem opowiadać o swoich przygodach.

    • Ewa napisał(a):

      Mocno powiedziane, ale masz bardzo dużo racji Tati. Często mamy bardzo egocentryczne podejście w czasie podróży. Szukamy tej „autentyczności” myśląc, że tylko my możemy się rozwijać, a reszta świata ma stać w miejscu…

  12. Marta napisał(a):

    Od zawsze interesowała mnie historia Kuby i kubańskiej rewolucji. Bardzo fajnie jest przeczytać o tym u kogoś, kto na Kubie był i widział co nieco. Bardzo fajna opowieść – dzięki! :)

  13. Sroka napisał(a):

    Większość turystów i tak jeździ do odizolowanych od prawdziwych realiów kurortów. Nie mają szans zobaczyć jak wygląda rzeczywiste życie na Wyspie. A nie jest ono łatwe. Byłam w kubańskim domu, gdzie pracownicy fabryk gnieździli się w biedze na podłogach. W sklepach, gdzie w zeszycie był przydział na jajka (kartek tam chyba nie mają, wydaje mi się, że tylko w tych zeszytach gromadzą informacje o przydziałach). Dla mnie wyjazd sprzed paru lat był ogromną lekcją pokory i doceniania luksusów w jakich żyję na co dzień. I życzę Kubańczykom z całego serca, aby się uwolnili od tego, co jest teraz – oczywiście jeśli mają na to ochotę.

    • Ewa napisał(a):

      Nie wiem, jak wyglądały polskie kartki. Na Kubie każda rodzina ma faktycznie zeszycik, gdzie dostaje wpis jaki przydział wykorzystała. Wizyty w uboższych krajach są zawsze lekcją pokory i uważam, że każdy powinien nauczyć się, że nam wcale tak źle nie jest. I masz rację, jeśli Kubańczycy chcą zmian to oby były one dla nich jak najlepsze!

  14. Aneta napisał(a):

    Interesujący wpis :)

  15. Polka w podróży napisał(a):

    Na Kubę wyruszam w styczniu. Przeczytałam o niej sporo relacji, często sprzecznych. Nareszcie przekonam się na własnej skórze jak wygląda życie na tej wyspie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!