Od Aleksandrii do Kairu

6 czerwca 2010      

Wpis w kategoriach: Egipt, Z podróży | Tematy: , , , ,

Bliżej końca wycieczki oznacza wolniejsze tempo. Czujemy się, jakbyśmy byli tu w Egipcie już od jakiegoś miesiąca. Upał zelżał, nawet po powrocie do Kairu temperatura nie przeszkadza tak, jak na początku. Jedyne, co po Aleksandrii daje się bardziej we znaki to tłum i hałas. Nad morzem było jakby spokojniej. Bardzo wakacyjna atmosfera.

Aleksandria
Poranek w Aleksandrii zaczynamy od dłuuuuugiego wstawania. Kiedy już udaje nam się osiągnąć pozycję pionową jest późne przedpołudnie. Trzeba wykorzystać ostatnie chwile w mieście i zajrzeć do miejscowej biblioteki. Chodzą słuchy, że dość ciekawe miejsce. I rzeczywiście. Wstęp kosztuje jedyne 10 funtów. Torby i plecaki trzeba zostawić w szafeczce. Do szafeczek kolejka jak po mięso, więc Rafał proponuje zwiedzanie turami. Pierwsza tura – zwiedzam ja, druga tura – zwiedza on.

Biblioteka wspaniała. Nasza Narodowa to przy niej niestety dno i pięć metrów mułu. BUW, sorry, ale nawet ze swoim ogródkiem na dachu też do pięt nie dorasta aleksandryjskiej. Elegancko zaaranżowana przestrzeń, kilka poziomów, drewniane wykończenia. Cisza, spokój, mnóstwo książek… ludzi też całkiem sporo, ale giną w tej przestrzeni. Klimatyzacja ustawiona wręcz idealnie.

Biblioteka aleksandryjska

Z Aleksandrii do Kairu przybywamy po południu. Dość szybko znajdujemy hotel i wyruszamy do muzułmańskiej części miasta na zakupy. Rafał z jakimś lokalnym sprzedawcą montują elegancką sziszę, a mi się w końcu udaje znaleźć jakieś pocztówki, które nie wyglądają, jakby były wydrukowane jeszcze za czasów Nassera. Tylko na znaczkach gość chce zarobić 100% więc kupno znaczków zostawiamy na później.

Szczerze mówiąc, dzisiejsze popołudnie mnie wykańcza. Ten nieopanowany tłum, przepychanie się, kakofonia klaksonów, nawoływanie, że good price, za darmo i Doda Elektroda, ciągnięcie do sklepu i nie reagowanie na nie… jakoś za dużo tego wszystkiego dzisiaj.

Kair

Dodatkowo nokautuje mnie przepychający się przez gawiedź chłopak z jakimś wózkiem, więc mam teraz na udzie pięknego fioletowego sińca. Dobrze, że tylko to, bo nawet przechodzenie przez ulicę dziś przypomina mi bardziej rosyjską ruletkę niż wcześniej. Wcześniej to było tylko w miarę kontrolowane przebieganie między samochodami.

A może to tylko chwilowe zmęczenie materiału…

Podobne wpisy:

    Od Abu Simbel do Aleksandrii Hmm… Może ktoś z tu obecnych umie wyjaśnić ideę konwoju do Abu Simbel w Egipcie? Wyrusza toto o 4:00 nad...
    W koptyjskiej części Kairu Zanim islam rozprzestrzenił się w Egipcie, chrześcijaństwo było tu dominującą religią w IV-VI w. Mówi się, że zaszczepił ją w...
    Dach nad głową: Egipt Piszecie do mnie czasami maile z prośbą, żeby polecić jakiś hotel, hostel czy inną noclegownię w różnych miejscach. Podróżując nie...
    Kolejowy Ramzes Jeśli gdzieś nie można robić zdjęć, to ja na pewno o tym nie wiem i beztrosko wyciągnę aparat, pstryknę, a...

Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)

Komentarze: 4 do “Od Aleksandrii do Kairu”


  1. Mira pisze:

    Siniak naprawdę wielki!!! Zrób sobie kompot śliwkowy:)

  2. Ewa pisze:

    Lepiej śliwowicę ;)

  3. Gosia pisze:

    Aaaaaa i obowiązkowo trzeba było zahaczyć o pólnocne wybrzeże jest cudowne zero turystów nie ma naganiaczy, oaza spokoju i piękna plaża :D

  4. Ewa pisze:

    Nie ma naganiaczy? Wierzyć się nie chce ;)

Zostaw ślad, skomentuj, zapytaj...

Chcesz zdjęcie przy swoim komentarzu? Załóż konto w darmowym serwisie Gravatar. To proste!

Przerwa na reklamę

Polecam

Peron4

Blogi podróżnicze

Kategorie

Prawa autorskie

Wszystkie teksty, zdjęcia i filmy na blogu są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej. Jeśli chcesz je wykorzystać, proszę zapytaj o zgodę.