18 sierpnia 2010
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Ze świata | Tematy: Phuket, świątynia, wierzenia, zwyczaje
Phuket – tajska wyspa zjedzona ponoć przez turystykę. Wśród turystów masowych ceniona jako miejsce podróży, z tego też powodu omijana przez wiele osób podróżujących na własną rękę. Kierując się takimi właśnie zasłyszanymi opiniami omijamy z Agą w czasie naszej podróży Phuket… no nie szerokim łukiem, bo wskutek takiego, a nie innego rozkładu jazdy autobusów i pływania łodzi jesteśmy zmuszone spędzić na wyspie kilka godzin. Spacerując bez celu odkrywamy bardzo ciekawe miejsce, bardziej chińskie, niż tajskie w swoim charakterze…

Świątynia Put Jaw, bo to o niej mowa, jest najstarszą chińską świątynią na wyspie Phuket. Została wybudowana około 200 lat temu. 100 lat później ogień stawił dużą część budowli, więc dokonano jej renowacji.

Miejsce poświęcone jest chińskiej bogini miłosierdzia Kuan Yin. W środku można znaleźć sporo przyrządów służących do przepowiadania przyszłości, takich jak dwie drewniane kostki, które upuszczone na ziemię odpowiadają na zadane pytanie tak lub nie w zależności od tego, w jaki sposób upadną. Innym sposobem jest potrząsanie puszki z patyczkami do momentu, aż jeden z nich wypadnie. Patyczki są numerowane, a w sąsiedniej sali można znaleźć kawałki papieru z przepowiedniami przypisanymi do danego wylosowanego patyczka.

Atmosfera wewnątrz świątyni jest niezwykle przyjemna. Oczywiście miejsce wypełnione jest po brzegi kolorowymi figurkami, świecami, kwiatami i owocami przyniesionymi tutaj w darach. Podobają mi się też misy wypełnione piaskiem i popiołem, w które wtyka się kadzidełka zapalane dla bogini.

Jeżeli więc podróżując po Tajlandii traficie na Phuket i będziecie tam mieć chwilę wolnego czasu, zajrzyjcie do Put Jaw, zapalcie kadzidełko, wylosujcie patyczek z przepowiednią… No i co z tego, że będzie po chińsku? Może ktoś kiedyś ją przetłumaczy :)
Podobne wpisy:
-
Komu w drogę, temu… różne środki transportu Z Ko Muk wydostajemy się bez trudu. Najpierw wrzucamy bagaże na przyczepkę motorka, a potem sami zostajemy podrzuceni skuterkami na...
Kolekcjonerzy szczęścia Bangkok targami i bazarami stoi. Większe, pełne turystów i mniejsze, wypełnione głównie mieszkańcami stolicy. Wszędzie tak samo ciasno, tłoczno, gwarno....
Khajuraho Gdybym zobaczyła je po Angkorze – prawdopodobnie nie zaimponowałyby mi. Ale oglądam je trochę wcześniej i wtedy zapierają dech w...
Przechadzka po gruzach Karnaku To najbardziej dobrane z miejsc (jakoś mi to nie brzmi, ale niech będzie, że tak się tłumaczy egipskie Ipet isut)...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)








Te owoce to prawdziwe? Tak bezkarnie je mozna zwinac z oltarzyka?;D
Prawdziwe, prawdziwe… zwinąć można, ale wiesz, takie podbieranie owocków może się skończyć (nie)miłosierną klątwą bogini… ;)
O kurde, prawda, 100 lat na zupkach chinskich:D
smacznego! :))))))
Ładne. Nie jestem ekspertem od azjatyckiej estetyki sakralnej, ale ładne. I kolorowe. :) Pozdrawiam!
http://www.7rano.com/prawdziwie-kamienny-dom/
Może nie na temat wpisuj, ale ciągle jesteś w Portugalii możesz zgłębić temat linka.
A może swoje zdjęcia zrobić :)
Pozdrawiam
@nawschod właśnie, kolorowe! To to odróżnia tę świątynię od tajskich świątyń buddyjskich, w tych drugich dominuje złoto! Złoto, złoto i złoto :)
@ujemny dzięki, to wprawdzie drugi koniec Portugalii ale dom ciekawy! Może kiedyś uda mi się tam dotrzeć :)
Nigdy nie pociągał mnie Orient ten daleki, bo BW to jak magnes, ale takie opisy zachęcają do podróży. pozdrawiam
Justyna, mnie z kolei wyprawy na Bliski Wschód dopiero czekają, ale z chęcią poznałabym i tę część świata! :)