20 listopada 2009
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Z podróży | Tematy: Bangkok, buddyzm, Khao San Road, świątynia, życie codzienne
Drugi dzień zwiedzania Bangkoku to takie mniejsze, ale też ciekawe atrakcje. Zaczynam od Złotej Góry. Góra polega na tym, że została usypana z ziemi i wsparta cegłami, bo kiedy budowano tutaj stupę, to ziemia się pod nią osunęła. No to usypali górkę. Na górze stoi złocista budowla, w środku oczywiście pełno Buddów. Ale widok z góry na Bangkok bardzo fajny. No i przyjemna atmosfera, mało turystów.

Ze Złotej Góry schodzę na dół do Wat Saket, czyli całkiem przyjemnej świątyni, wyróżniającej się tym, że w środku stoi pozłacana statuetka stojącego Buddy i kilkadziesiąt mniejszych statuetek siedzącego bądź stojącego Buddy :) Mimo to jest przyjemna. Pewnie dlatego, że mało turystów. Przy okazji, podoba mi się ta architektura z dachami zrobionymi z kolorowych dachówek. Urocze to jest, naprawdę.
Kolejny punkt dnia to wioska (w środku miasta, żeby nie było), w której produkuje się ręcznie misy dla mnichów buddyjskich. Możliwości produkcyjne wynoszą jedną miskę na osobodzień. Okolica taka, że nie powiedziałabym, że to Bangkok, bo zabudowa niziutka i ciasna. Z ulicy do wioski prowadzi jeszcze węższa uliczka, taki zaułek wręcz. Kluczę chwilę po okolicy. A tam kilka stoisk, gdzie panowie siedzą i stukają w te miski. Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk… Fascynujące to to nie jest. Ruszam dalej.
Do kolejnej świątyni idę wzdłuż ulicy, przy której są sklepy z Buddami. Strasznie zabawnie to wygląda – można sobie kupić Buddę. Od małej statuetki po wielką statuę. Wszystko firmowo zafoliowane! Albo plastikowe kwiaty lotosu. Kombinuję, czy rodzicom nie kupić takiego trzymetrowego do ogródka :)
Kolejna świątynia, Wat Suthat to w końcu miejsce, gdzie mogę naprawdę w pełni poczuć atmosferę religijną. Architektura świątyni jest oczywiście piękna. W środku oczywiście złoty Budda. A przed Buddą siedzi tłum osób, które idealnie w tym samym rytmie śpiewają pieśni (mantry?). Niesamowite. Idę też dookoła świątyni, gdzie w pawilonie stoją kolejne statuetki Buddy. I tutaj kolejna miła niespodzianka – mam okazję zobaczyć, jak wygląda renowacja takich statuetek. Twarz Buddy zasłonięta jest pomarańczową płachtą, ale nikt nie zna na tyle dobrze angielskiego, żeby mi wytłumaczyć, dlaczego. Pani z pędzelkiem maluje Buddę na złoto. Pan wypełnia zagłębienia w Buddzie jakąś złotawą pastą, do której inna pani przyczepia szklane ozdoby, które chwilę wcześniej pocięła na kawałki. Tak powstaje odnowiony złoty Budda.

Ze świątyni ruszam znowu na Khao San Road, gdzie buszuje Maja z Tomkiem. Po drodze mijam jeszcze Pomnik Demokracji, o którym przewodnik mówi, że jest w stylu art deco, a według mnie – biorąc pod uwagę rzeźby na jego dole – jest bardziej socrealistyczny. No ale ja się nie znam na sztuce.

Na Khao San jeszcze trochę zakupów (ile można… okazuje się, że można :), jeszcze trochę masażu (uzależniłam się chyba) i wracamy do domu. Dzisiaj polska impreza!
Podobne wpisy:
-
Targ, węże i złoty Budda Wstajemy z rana, przed wschodem słońca. Przespałam całą noc jak kamień, więc jestem wyspana. Szybko się zbieramy i ruszamy na...
Bangkok pod znakiem złotego Buddy Z perspektywy czasu sprawa nie wydaje się już tak poruszająca, jak na początku… ale nadal pamiętam te zastępy złotych figurek...
Sarnath – tam nauczał Budda Późne popołudnie, a żar leje się z nieba. Nieco osłabiona po porannych problemach zdrowotnych (towarzyszący nam na wycieczce lekarze stwierdzają,...
Bangkok w pigułce Dzień zwiedzania. Można go podzielić na kilka etapów: etap pierwszy to etap Buddy. Drugi – etap europejski. Trzeci – hmm…...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)






Piękne ujęcie świątyni:palmy,zielona linia żywopłotu, biały parkan i piękne kolorowe dachy fantazyjnie zwieńczone złoconymi elementami. Nawet niebo i obłoki sprzyjają fotografowi.
A palmy to rosną w “statywach”, czy mają tak idealne pnie??