Podróżuj świadomie i odpowiedzialnie… także z biurem podróży!

Biura podróży niesamowicie ułatwiają podróżowanie, szczególnie tym, którzy nie chcą, nie mają czasu czy ochoty sami planować swoich wyjazdów. Lubię jeździć na własną rękę, ale zdarza mi się też czasem wykupić gotową ofertę. W takim przypadku moim obowiązkiem jest zapłacić, spakować walizkę i stawić się na czas na zbiórkę. Czy tylko? Nie! prawda jest taka, że jeżdżąc na zorganizowane przez biuro wakacje mamy ogromny wpływ na to, jak te wakacje będą wyglądać, a także na to, jakie będzie oddziaływanie nas samych na miejsca i ludzi, których odwiedzamy.

Zdarza się, że ludzie krytykują turystykę zorganizowaną za to, że jest nieekologiczna, nieodpowiedzialna i nieświadoma. Absolutnie się z tym nie zgadzam! Będąc klientem biura podróży również można, a nawet powinno się, podróżować odpowiedzialnie. Jak to zrobić? Możliwości jest wiele, nawet mała zmiana przyzwyczajeń, niewielkie kroczki, drobne działania – to wszystko się liczy! Poniżej kilka pomysłów i przykładów tego, jak podróżować świadomie z biurem podróży. Przed następną wycieczką czy wczasami spróbuj pomyśleć i wprowadzić je w życie!

Hotel w Kenii
1. Wybieraj hotele należące do lokalnych firm
Doskonale znamy duże sieci hotelowe należące do międzynarodowych koncernów. Z reguły mają one ugruntowaną pozycję na rynku i określony standard – niezależnie od tego, czy jesteśmy na Majorce czy Dominikanie, wiemy czego po takim sieciowym hotelu można się spodziewać. Łańcuchy hotelowe zatrudniają miejscowych, dając im pracę, ale niestety często jest tak, że zyski transferowane są za granicę i nocując w takim hotelu nie wspomagamy lokalnej gospodarki tak, jak robilibyśmy to wykupując pobyt w miejscu należącym do firmy zarejestrowanej w danym kraju. Dlatego jadąc na wczasy, zanim zdecydujesz się na hotel, poszukaj o nim informacji w internecie, zwracając uwagę nie tylko na jakość, wielkość pokoi i ofertę wyżywienia, ale także na to, czy nie należy do jakiejś wielkiej sieci hotelowej.

Jeżeli masz taką możliwość, staraj się również jadać w lokalnych knajpkach. nie tylko dają one możliwość spróbowania miejscowej kuchni, ale także wydając w nich pieniądze wspierasz po raz kolejny gospodarkę danego kraju.

Michał, autor bloga Rodzinne podróżowanie, który kilkukrotnie jeździł na wakacje z biurem, zwraca uwagę:

Z mojej perspektywy wygląda to tak, że w zasadzie nie ma znaczenia czy jadę z biurem, czy wyjazd organizuję samodzielnie. Mając taki a nie inny pomysł na wyjazd wspieram lokalną przedsiębiorczość – korzystam z lokalnych wypożyczalni samochodów, kupuję produkty (zwłaszcza takie jak oliwki, wina, oliwę) bezpośrednio od lokalnych producentów, itp.

Sławek i Asia z bloga Podróże po Europie uważają podobnie:

Często korzystamy z miejscowych firm i biur turystycznych w celu organizacji krótszych, jedno lub dwudniowych wycieczek, podczas dłuższego pobytu. Staramy się korzystać z firm miejscowych, które są dobrze osadzone w lokalnych realiach i pozwolą na zobaczenie większej ilości fajnych miejsc. Taki wyjazd to czysta sytuacja win-win, my możemy poznać lepiej odwiedzane miejsce, a nasze pieniądze zostają w lokalnym krwiobiegu.

Obiad w Hiszpanii
2. Oszczędzaj
Kiedy jesteśmy u siebie, często staramy się nie zużywać zbyt dużo wody, oszczędzamy prąd… Czemu tak często zapominamy o tym na wakacjach? Wielokrotnie spotykam się z podejściem, że przecież zapłaciłem za to. Tak, ale to nie znaczy, że wakacyjny wojaż zwalnia nas z obowiązku dbania o naszą własną planetę!

Dlatego nawet na wczasach zakręcaj wodę w kranie, kiedy myjesz zęby. Wyłączaj klimatyzację, gdy wychodzisz z pokoju. Gaś telewizor, kiedy nie oglądasz telewizji. Nakładaj na talerz tylko tyle, ile jesteś w stanie zjeść. Pomyśl, ile jedzenia marnuje się przez tych wszystkich, którzy biorą ogromną ilość do stołu, a potem tego nie zjadają, a resztki trzeba wyrzucić.

Nie wymagaj również, by codziennie zmieniano pościel i ręczniki. Nie znam osoby, która w domu pierze prześcieradło po jednej przespanej nocy. Taka decyzja ma ogromny wpływ na środowisko, zmniejsza zużycie chemikaliów i ich odpływ do środowiska. Drobne kroki, a jak ważne!

Ola, autorka bloga Trzydziestka z VATem, która często jeździ na wakacje zorganizowane przez biura podróży, podsumowuje:

Turystyka zorganizowana przez biura podróży zwalnia od myślenia. Z tych codziennych rzeczy: to że zapłaciliśmy za wycieczkę nie zwalnia nas z oszczędzania wody w hotelu czy wyłączania klimatyzacji jak idziemy na plażę, tudzież wymaganie od kierowcy autokaru żeby czekając na grupę włączył klimę przynajmniej 15 minut wcześniej.

Karolina, która niedawno wybrała się na zorganizowany rejs po wyspach greckich i pisze blog Moja Australia, dodaje:

Po wyjściu z hotelu gaszę światło i wyłączam klimatyzację i nie proszę o zmianę ręczników każdego dnia. Staram się trzymać jako taki porządek w pokoju, żeby pokojówki nie musiały mieć wiele do sprzątania. Przy opcji bufetu, nakładam na talerz tyle ile zjem, nie nakładam porcji dla całej armii. Wyjeżdżając do krajów, w których targowanie jest dozwolone, daję zarobić miejscowym. Nie targuję się, aż cena spadnie poniżej do prawie zera. Staram się być życzliwa i uśmiecham się do miejscowych, nie chcę, żeby w jakikolwiek sposób myśleli, że się różnimy.

Ekologiczna wycieczka po lasach namorzynowych w Kenii
3. Pomyśl, gdzie chcesz wykupić wycieczkę
Wielu turystów będąc za granicą chce nie tylko poleżeć na plaży, ale też coś pozwiedzać. Niektórzy robią to na własną rękę, inni wolą, by za nich coś zorganizować. Będąc na wakacjach mamy zawsze możliwość skorzystania z różnego rodzaju wycieczek fakultatywnych, które możemy wykupić u rezydenta, czyli przedstawiciela biura podróży, w hotelu, albo poza nim (w przyulicznych biurach czy nawet na plaży!). Do tego tematu należy podejść z wielką uwagą.

Wiele osób myśli, że wykupując tzw. fakultety u rezydentów nabijają im kabzę, a miejscowi nic z tego nie mają. Nie jest to do końca prawdą. Oczywiście wycieczki rezerwowane u przedstawiciela biura bywają droższe, gdyż biuro musi na nich zarobić. Jednakże to biuro nie jest prawie nigdy organizatorem takich wycieczek – od tego ma swojego lokalnego kontrahenta, agencję zajmującą się tego typu rzeczami. I ta agencja bierze odpowiedzialność za wycieczkę, zatrudnia przewodnika i kierowcę, opłaca wstępy, płaci ubezpieczenie i, co ważne, płaci podatki!

W wielu miejscowościach funkcjonują również oficjalne biura turystyczne, które działają legalnie i również dają pracę miejscowym oraz płacą podatki. Jednak trzeba uważać na osoby oferujące nam wycieczki nieoficjalnie, gdzieś na rogu ulicy czy na plaży – nierzadko zdarza się, że są one nieubezpieczone, nie mają licencji i nie rozliczają się z fiskusem. Przecież dużo niższa cena musi z czegoś wynikać! Dlatego też nie każda wycieczka wykupiona u tzw. lokalesa jest dobrym pomysłem.

Natalia, autorka bloga Zapiski ze świata, która kiedyś jeździła z biurem jako turystka, a teraz pracuje jako pilotka, zdecydowała się na wykupienie wycieczki w lokalnej agencji:

Będąc w Dubaju, zdecydowałam się na wykupienie od lokalnej firmy jednodniowego rejsu z Khasab, małego miasteczka w Omanie. Co wyjątkowego mogło nas spotkać w trakcie całodniowego pływania wśród fiordów i bezkresnego pustkowia? Delfiny! Dzikie delfiny, pływające żywo i żwawo w swoim naturalnym środowisku. Nie było pokazów tresury, nie było pływania ani nurkowania z delfinami (było później, w bezpiecznej zatoczce bez ich towarzystwa), ale widok takiego jednego czy drugiego delfina, płynącego tuż przy burcie naszej kilkuosobowej łódki, albo skaczącego niedaleko, był najlepszym, jaki mogłam sobie wyobrazić! Nikt nie ucierpiał, wszyscy byli zadowoleni!

Delfinarium w Bułgarii
4. Wybieraj wycieczki fakultatywne świadomie
Inną kwestią jest to, na jakie wycieczki czy dodatkowe atrakcje decydujemy się w czasie wakacji. Przed wykupieniem danego fakultetu zastanówmy się, czy jest on naprawdę w porządku. Czy zwierzęta nie są tam wykorzystywane dla uciechy ludzi? Czy nie truje on nadmiernie środowiska? Czy w ich trakcie podchodzi się z szacunkiem do miejscowych, a nie robi się z nich ludzkiego zoo? Coraz głośniej mówi, że jazda na słoniach to męczenie tych zwierząt, tak jak wizyty w delfinarium z pokazami. Podobnie wygląda sprawa z kobietami o długich szyjach w Tajlandii, gdzie stanowią one atrakcje turystyczną. Starajmy się unikać takich wycieczek podczas własnych podróży.

Przeglądając programy wycieczek fakultatywnych warto też zwrócić uwagę, czy są na liście wycieczki wspierające lokalne społeczności czy inicjatywy. Niektóre biura podróży mają już je w ofercie. Często są one specjalnie oznaczone. Część dochodu z takich wycieczek przeznaczana jest na wsparcie rozwoju danej okolicy, budowę infrastruktury, rozwój edukacji czy ochronę środowiska. Takie wycieczki są nie tylko ciekawe, ale poprzez ich wykupienie możemy przyczynić się do polepszenia sytuacji w danym regionie, gdzie wypoczywamy.

Tati i Michał z bloga Poszli-pojechali, którzy jakiś czas temu odwiedzili Maroko z biurowym last minute podsumowują:

W podróżowaniu z biurem podróży, wbrew pozorom, nie ma nic złego – a przy niektórych destynacjach wręcz wskazane, bo oszczędza mnóstwo czasu i pieniędzy. Jadąc z biurem podróży, wybieramy ofertę zakwaterowania tylko ze śniadaniem, by móc jeść na mieście w lokalnych knajpkach i nie być przywiązanymi do kuchni hotelowych. Unikamy wycieczek szkodzących środowisku i społeczności – oglądanie życia wiosek, wycieczki po slumsach, odwiedzanie sierocińców dla słoni i świątyni tygrysów. Wolimy obserwować zwierzęta w parkach narodowych, a życie ludzi – spacerując ulicami miast, w których się znajdujemy. Takie spacery pozwalają nie tylko otrzymać autentyczny obraz miasta, ale i kupić ciekawe pamiątki. Zazwyczaj kupujemy przyprawy, wyroby rzemieślników z ulicy, talerze.

Pamiątki z Cypru
5. Kupuj lokalne pamiątki
Unikajmy obkupowania się w sklepach z pamiątkami w bibeloty made in China. No chyba, że jesteśmy w Chinach ;) W każdym kraju można bez problemu znaleźć charakterystyczne dla niego rękodzieło, produkty spożywcze czy przedmioty codziennego użytku. W ten sposób przywieziemy do domu nie tylko dobre wspomnienia i piękną pamiątkę, ale też świadomość, że po raz kolejny wsparliśmy miejscowych i ich gospodarkę!

Ela, która z biurami podróży zwiedziła już Egipt, Maroko, Gambię i Fuerteventurę a o swoich wojażach pisze na blogu Fashion Voyager, wspomina:

Na miejscu przecież to ja decyduje co robię, co zobaczę i gdzie zjem – zawsze szukam małych knajpek, w których przebywa dużo tubylców. A pamiątki? Już dwa lata cała wiosnę i zimę chodzę w moich ręcznie robionych marokańskich butach – są nie do zdarcia!

Mali Kenijczycy
5. Nie rozdawaj na lewo i prawo
Pisałam kiedyś o tym, dlaczego rozdawanie dolarów, cukierków czy długopisów dzieciakom i dorosłym w obcych, ubogich krajach nie jest najlepszym pomysłem. Janina Ochojska doskonale podsumowuje to w swojej nowej książce, wierząc, że Celem pomocy nie jest uspokojenie naszych sumień. To absolutna prawda! Dlatego też zastanówmy się dwa razy jakie konsekwencje, oprócz polepszenia własnego samopoczucia, będzie miało danie dolara zakatarzonemu dziecku wyciągającemu rączkę do turystów. Czy nie nauczy go to, że turyści dają ? Czy nie nauczy, że łatwiej wyciągać rękę zamiast iść do szkoły i do pracy? Czy nie nauczy wreszcie dorosłych, że mogą wykorzystywać biedę, wiek czy kalectwo do zdobycia pieniędzy, napędzając w ten sposób żebraczy przemysł?

Diana, która razem z Damianem prowadzi blog Romantic vagabonds, opisuje swoją pierwszą wycieczkę zorganizowaną:

My kilka razy byliśmy na objazdówkach z biurem podróży, a najmilej pamiętamy tę pierwszą – do Maroka. Mieliśmy ogromne szczęście, bo trafiliśmy na fantastycznego pilota, który nie tylko o nas bardzo dobrze dbał, ale miał również dar do przekazywania najróżniejszych informacji i opowiadania ciekawych historii o kraju. Możemy stwierdzić, że nasz pilot, przygotował nas do samodzielnego podróżowania, a swoją pracę wykonał nie tylko lojalnie w stosunku do biura podróży i nas turystów, ale także w stosunku do mieszkańców – po trzech latach znów pojechaliśmy do Maroka, tym razem bez biura i np. już nie rozdawaliśmy dzieciom cukierków, które pomimo tego że pyszne, to jednak psują ząbki i przyczyniają się do cukrzycy.

Kubanki z Hawany
7. Szanuj kraj i jego mieszkańców
Nigdy nie powinniśmy zapominać o tym, że będąc na wakacjach w jakimś kraju jesteśmy tam gośćmi! Dlatego też zachowujmy się jak goście, godnie reprezentując swój naród i siebie samych. Wiadomo, że na wczasach często chcemy pozwolić sobie na więcej luzu, na relaks, ale nie znaczy to, że powinniśmy upijać się do nieprzytomności i biegać nago wokół basenu. Swoim zachowaniem wystawiamy świadectwo sobie samym , ale niestety także innym naszym rodakom.

Drugą ważną kwestią jest szacunek do miejscowych. Nie używajmy wobec nich pogardliwych określeń, nie wyżywajmy się na nich kiedy coś drobnego się popsuje czy nie działa, nie wykorzystujmy tego, że jesteśmy od nich zamożniejsi, do pokazania kto tu rządzi. Krzykiem wiele nie zdziałamy, uśmiechem – o wiele więcej jesteśmy w stanie załatwić. Szanujmy także ich zwyczaje i mentalność. Jadąc do kraju arabskiego nie narzekajmy na śpiewy muezina kilka razy dziennie. Jadąc do Afryki nie przejmujmy się tym, że wszyscy pracują powoli. Jadąc na południe Europy przyzwyczajmy się do tego, że zaraz nie zawsze znaczy, że coś za moment zostanie załatwione. Nie we wszystkich krajach ludzie funkcjonują tak jak my w Polsce.

Agnieszka, autorka bloga Wolnym krokiem, która kilkukrotnie wyjeżdżała z biurem podróży, zwraca uwagę:

Nawet jak jedziemy na wczasy do hotelu, to zawsze uczymy się kilka słów w języku kraju, do którego jedziemy. Przecież nic trudnego, a zawsze pojawia się uśmiech na twarzy u obsługi, kiedy odezwiemy się w ich języku.

Podobnie uważa Ania z bloga Podróże szczęściary, która z biurem podróży trzykrotnie odwiedziła Egipt, raz Tunezję a wkrótce wybiera się do Turcji:

Najważniejszą według mnie rzeczą podczas wczasów z biurem podróży jest szacunek dla pracowników hotelu, których niestety część turystów traktuje jak służbę. Czasami wystarczy się uśmiechnąć, odpowiedzieć na ich lokalne dzień dobry, to w jakimś stopniu zmieni również ich nastawienie do nas. Warto też pamiętać o dbałości o miejsce, do którego przyjeżdżamy, nie śmiecić na plaży, nie niszczyć koralowców – to tylko podstawy, ale część przyjezdnych niestety o nich zapomina.

I przede wszystkim nie bójmy się ludzi, rozmawiajmy z nimi, pokażmy, że ich kraj i kultura nas interesują. Dobry przykład daje Agnieszka, pisząca blog Zależna w podróży, która jakiś czas temu podróżowała z mamą po Jordanii:

W czasie objazdowych wycieczek często kwaterowani jesteśmy w hotelach na pograniczu miasta, bez możliwości poznania lokalnej specyfiki. W Ammanie wraz z mamą postanowiłyśmy odłączyć się od grupy, gdy ta wracała do hotelu i wróciłyśmy tam później taksówką. W międzyczasie przeszłyśmy przez centrum miasta, zrobiłyśmy zakupy na lokalnym targu, weszłyśmy do kilku sklepów i zjadłyśmy obiad w budce ze street foodem. W czasie dwutygodniowej wycieczki te 3 godziny opowiedziały nam o Jordanii najwięcej. Zachęcam – nie bójmy się obcych miejsc i dajmy upust własnej ciekawości.

Sami widzicie, że wystarczy kilka drobnych gestów, niewielka zmiana przyzwyczajeń, trochę dobrych chęci i można naprawdę sporo osiągnąć. Warto podróżować odpowiedzialnie i świadomie, by nie niszczyć świata, który poznajemy. By nasze dzieci mogły się również cieszyć jego pięknem!

Często zdarza się Wam podróżować z biurami podróży? Staracie się wtedy zachowywać odpowiedzialnie? Znacie może jeszcze inne sposoby, macie może jeszcze inne pomysły, jak to robić?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

66 komentarzy

  1. Ola napisał(a):

    O własnie, zapomniałam o ręcznikach. W większości hoteli są nawet informacje o tym, że jeśli chcemy zmiany ręcznika to żeby zostawić je na podłodze. Zawsze pilnuję, żebyśmy je wieszali jak nie sa brudne. I tak np w europejskich hotelach zasada jest przestrzegana, ale w Egipcie zmieniają codziennie bez znaczenia gdzie je zostawimy :-(
    A co do szacunku innych kultur… no cóż ludzie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Od komentowania w krajach arabskich karnacji oczywiście po polsku, do żądania w Izraelu kotleta schabowego. Pan chciał być bardzo dowcipny i w każdej restauracji pytał o tego schabowego, co stawiało w negatywnym świetle i jego, i całą grupę z pilotem na czele, który akurat zachowywał się bez zarzutu. Ale o zachowaniach rodaków na wycieczkach to można elaborat napisać…

    Ewa, super ujęłaś temat. Tekst powinien leżeć wydrukowany w każdym biurze podróży.

    • Ewa napisał(a):

      Dziękuję Ci Ola za te dodatkowe ważne słowa komentarza! Nie mam wiele do dodania, sporo zależy od nas samych a z sytuacją w Egipcie… cóż, ja bym poprosiła na recepcji pewnie o nie wymienianie ręczników codziennie. Jeśli egipscy hotelarze sami nie pomyślą o tym to może my jako turyści powinniśmy ich trochę naciskać? Jedna osoba wiele nie zmieni, ale może zachęci kolejne i kolejne i kolejne…?

    • Sławek napisał(a):

      Niestety, w Europie często tego nie przestrzegają :(

  2. Ania Jastrzębska napisał(a):

    Bardzo popieram inicjatywę! Już siadam do lektury :)

  3. Piotrek Michalski napisał(a):

    bardzo fajnie napisane, ja bym jeszcze dorzucił może szukanie lokalnych wydarzeń? Czasem są jakieś festiwale, drobne koncerty, tańce, albo jeszcze inne atrakcje :)

  4. Random Travel Stories napisał(a):

    Dobry tekst. Dodam, że tak naprawdę wyjazd z biurem podróży może być dużo bardziej odpowiedzialny i pro-ekologiczny niż ekstremalny bacpacking na pokaz. Backpackerzy lubia sie wywyższać i odcinać wyraznie od „turystów”, bo przecież oni podróżują taniej, pełniej, bardziej autentycznie. W rzeczywistosci czesto polega to na urzadzaniu popijaw w hostelach (ktore wcale nie są eco-friendly), śmieceniu na potęgę, wchodzeniu wszędzie z butami i wykłócaniu się z lokalsami o każdy grosz. Warto sobie zadać w takim razie pytanie czy nie bardziej odpowiedzialnym podróżnikiem jest ten, kto jeździ do odseparowanych kurortów (zachowujacych miedzynarodowe standardy jesli chodzi o ochrone srodowiska i nieingerowanie w lokalny krajobraz), płaci uczciwe ceny wspierając lokalne biznesy i nie pcha sie tam, gdzie moze tak naprawde bardziej zaszkodzic niz pomoc mieszkancom.

    • Daleko niedaleko napisał(a):

      Dlatego właśnie ja nie lubię tych narzucanych przez niektórych podziałów typu podróżnik a turysta, backpacker a wczasowicz… pracując w branży turystycznej niejednokrotnie spotykam sie ze wczasowiczami ciekawymi świata, lokalnych zwyczajów, ludzi… chciałabym po prostu by było ich więcej :)

  5. oto ja napisał(a):

    Należy Ci podziękować za świetny, rzeczowy wpis.
    Ola proponuje Twój tekst w każdym biurze podróży. Dodałabym tylko, że każdy turysta powinien otrzymać te informacje i obowiązkowo się z nimi zapoznać.
    Jestem turystką jeżdżącą z biurem podróży, natomiast już na miejscu coraz chętniej samodzielnie zwiedzam. Patrząc na turystykę z mojego punktu widzenia raczej zastanawiałam się nad wysiłkiem ludzi pracujących w hotelach. Natomiast nie analizowałam jej pod kątem rozwoju lokalnych przedsiębiorców.
    Dałaś do myślenia i być może do zrewidowania niektórych zachowań – oczywiście ci świadomi to zrobią. Gorzej z tymi co to się czują panami świata …..

    • Ewa napisał(a):

      Dziękuję! Cieszę się, że wpis Tobie się przydał. Uważam, że ludzie nie są z gruntu źli, może jak im się zwróci na coś uwagę to chociaż niektórzy zmienią swoje podejście ;)

  6. Ewelina Malina napisał(a):

    Bardzo trafny tekst. Zanim zaczęłam podróżować na własną rękę, wybrałam się kika razy na all inclusive. Niestety nie mogę pojąć zwierzęcego zachowania ludzi – płacę to wymagam …litry wylanego alkoholu albo marnowanie jedzenia – najlepiej nałożyć górę na talerz i połowę odłożyć na bok, bo się odwidziało :O

  7. Kornelia S-p napisał(a):

    No dużo osób uważa, że jeżdżąc z biurem p. zwalnia od wszystkiego, płacisz chcesz mieć, możesz korzystać ponad normę (np. wodę), smutne to :(

  8. Michał napisał(a):

    Genialny wpis. Dużo prawdy. Trzeba to pokazywać jak największej liczbie turystów ;)

  9. Romantic Vagabonds napisał(a):

    Świetny i mądry wpis wyszedł! Super pomysł, gratulujemy! :)

  10. Bardzo fajny tekst! Ja jeszcze dodałabym o możliwości kupowania wycieczek fakultatywnych – nie zawsze od rezydenta. Wbrew ogólnej niechęci podróżników do biur podróży czasami wycieczka z biurem wychodzi korzystniej cenowo, a można trafić na przewodników i pilotów, którzy mogą znać też fajne miejsca (i anegdoty!) poza tymi najbardziej tłocznymi.

    • Ewa napisał(a):

      O tak! Na Korfu mieliśmy nasze biuro współpracowało z super przewodniczką, panią Anną, która mieszka tam od lat, zna wyspę na wylot, mnóstwo ciekawostek i anegdotek i nikt nigdy nie wrócił z tej wycieczki niezadowolony!

  11. Monika napisał(a):

    chyba najlepszy post jaki dziś przeczytałam! Wciąga i fajnie tak zobaczyć inny punkt widzenia (ja, jako osoba antyyyyy zorganizowanym wycieczkom) powiem Ci, że nawet trochę mnie przekonałaś;) ale i tak wolę poznawać lokalsów i sama odkrywać a nie siedzieć na kupie z turystami.

    „Celem pomocy nie jest uspokojenie naszych sumień” – bardzo dobry cytat, ja to zrozumiałam po 2 latach w Maroko;)

    • Ewa napisał(a):

      Hahahah ma się ten dar przekonywania! :D a tak na serio ja nie chcę nikogo przekonywać do jazdy z biurem czy bez, bo to zależy od indywidualnych preferencji. Jedni mają czas i uwielbiają planowanie, inni wolą z różnych względów zdać się na biuro. I jedno i drugie jest okej. Ale chodzi o to, że żadna podróż nie powinna zwalniać z myślenia ;)

  12. Asia/ Lisy w drodze napisał(a):

    Zdarzyło mi się podróżować z biurem podróży, ale tak naprawdę ta „organizacja” ograniczała się do czarteru i hotelu, a na miejscu decydowaliśmy się nad sposobem spędzenia wolnego czasu. Częściej za to zdarzało nam się na miejscu, podróżując samodzielnie, skorzystać ze sprawdzonego biura, które delegowało swojego sprawdzonego przewodnika, a bez którego dana wyprawa nie mogłaby mieć miejsca, byłaby niebezpieczna lub nawet – o dziwo – byłaby droższa.

    • Ewa napisał(a):

      Dobry przewodnik to świetna sprawa! Wiadomo, fajnie jest odkrywać coś samemu ale dla mnie czytanie przewodników, by dowiedzieć się czegoś więcej o jakimś miejscu czy zwyczajach jest nudne, wolę z kimś porozmawiać…

  13. Michał napisał(a):

    W 100% popieram inicjatywę odpowiedzialnego podróżowania, powiem więcej, wydaje mi się, że o pewnych rzeczach powinniśmy pamiętać zawsze, a nie tylko przy okazji, bez względu na to, czy mówimy o oszczędzaniu wody, prądu, złym traktowaniu zwierząt czy marnotrawstwie jedzenia. Niestety, to wymaga wysiłku, a czasem łatwiej nie myśleć, fajnie więc, że zwracasz uwagę na ten problem:-).

    • Ewa napisał(a):

      Masz rację, ale w podróży łatwiej nam o tym zapomnieć. Marnujemy jedzenie „bo przecież zapłaciłem za ol inkluzif”, karmimy dzikie zwierzęta „bo ta małpka tak słodko pozuje do zdjęcia” itp. Dziękuję za miłe słowa!

  14. Fajnie przedstawiony temat, co ważne przebywanie w hotelach nie zwalnia z myślenia, a co mnie dziwi na niektórych wyjazdach ludzie jakby o tym zapominają. Czasem warto pojechać z biurem podróży ale duża przyjemność jest z organizowania samemu sobie wyjazdu i zwiedzania własnym tempem.

  15. Maria napisał(a):

    Bardzo mi się podoba ten wpis :D Super się czyta :D

  16. hegemon napisał(a):

    Idea turystyki zrównoważonej bardzo powoli przebija się do świadomości na polskim rynku i dotyczy to nie tylko turystów, ale i biur podróży oraz właścicieli miejsc noclegowych. Ostatnio prowadziłem zajęcia z „turystyki zrównoważonej” i spotkałem się ze średnim zrozumieniem, szkoda :(

  17. Bardzo podoba mi się ten wpis, bo pokazuje też jedną ważną rzecz, że jadą z biurem podróży nie jestem gorszej kategorii, bo ostatnio mam wrażenie, że tylko liczysz się w zwiedzaniu świata, jak jedziesz autostopem z 1 plecakiem na pół roku. I za ten tekst bardzo Ci dziękuję!

    • Ewa napisał(a):

      Ależ ja stanowczo protestuję przeciwko podziałom na linii dobry podróżnik – zły turysta. Uważam, że i wśród jednych i drugich są jednostki potrafiące docenić piękno świata przy jednoczesnym szacunku do innych kultur i miejsc. W obu grupach zdarza się też odwrotnie. Zresztą co to w ogóle za pomysł na podziały? Podróż to podróż, a jak się ją zorganizuje to juz kwestia wyboru. Ja sama raz jeżdżę na własną rękę, innym razem z biurem :)

  18. Ppp napisał(a):

    Ad 1 – Chciałbym przypomnieć, że mieszkamy w Polsce, gdzie wiekszość ludzi jest stosunkowo biedna. Jak już ktoś, po kilku latach oszczędzania, zbierze pieniądze na taki wyjazd, jedzie tam, gdzie go stać. Poza tym niezbyt doświadczony turysta może się po prostu obawiać wynajmować pokój z nieznanym hotelu, nie należącym do sieci.
    Ad 2 – Zgoda. Swoją drogą, nie wiem, jakbym miał się odzwyczajać od zakręcania wody przy myciu zębów, skoro “od zawsze” ją zakręcam.
    Ad 3 – Na wycieczki jeżdzę sam, warunkiem jest oczywiście istnienie lokalnej komunikacji zbiorowej.
    Ad 4 – Racja, tylko nie każdy się orientuje w takich szczegółach. A poza tym przypominam o punkcie pierwszym, czyli pieniądzach! Cos, co ma “eko” w nazwie, nie musi być faktycznie “EKO”, ale za to jest droższe.
    Ad 5 – Nie kupuję pamiątek.
    Ad 6 – Pełna zgoda.
    Ad 7 – Zgoda, ale szacunek powinien być obustronny. “Zaraz” może oznaczać kilkanaście minut, ale nie pół dnia – kto tego nie wie, sam sobie jest winien, jak klient to adekwatnie skomentuje i wyjdzie z lokalu.
    Pozdrawiam.

    • Ewa napisał(a):

      Ad 1 – ale przecież rodzinne lokalne hotele wcale nie muszą byc droższe od sieciowych. Poza tym ja nie mówie o szukaniu hotelu na własną rękę tylko wybraniu z katalogu biura podróży – one też mają w ofercie tego typu miejsca.
      Ad 2 – To super! Niestety nie wszyscy tak robią ;)
      Ad 7 – no to jest właśnie kwestia oczekiwań, ale trzeba być świadomym, że w innych krajach ludzie mogą mieć inne podejście do życia/czasu :)
      Pozdrawiam również!

  19. Agata napisał(a):

    Przyjemnie się czytało.. bardzo fajny i mądry wpis. ja zazwyczaj korzystam z usług memotravel, nie jeżdzę na własną rękę, ale masz rację z tym wspieraniem lokalnych miejsc, sklepików, restauracji – będę namawiała męża na częstsze próbowanie miejscowych przysmaków i może wybranie własnie jedynie oferty ze śniadaniem. Jeśli chodzi o drugi punkt to jest to dla mnie oczywiste i naturalne i nie wyobrażam sobie np. zostawiać włączonego telewizora, gdy wychodze z pokoju i naiwnie wierzę, że wszyscy tak robią.

  20. follow the view napisał(a):

    Zgadzamy się całkowicie… Wielu „backpackerów”, których spotkaliśmy, bardziej było zainteresowane, gdzie jest najtańsze piwo niż poznawaniem kraju, do którego przyjechali… :( Do niektórych krajów jazda z biurem podróży jest też bardziej korzystna finansowo ;)

  21. Ciekawy głos w ważnej sprawie. Irytują mnie ci, którzy nie starają się by ich obecność przyniosła lokalnej społeczności zyski, nie tylko finansowe.

  22. Magnes z podróży napisał(a):

    Zgadzam się z Tobą. Też mnie to irytuje. Ja określam się jako turystkę, ale z otwartym umysłem na nowe miejsca i ludzi :) Czasami faktycznie z biurem wychodzi taniej np. Dominikana wyszła u mnie korzystniej.

  23. Su-Han Jarek napisał(a):

    racja.i ja tak mysle

  24. Sylwia Pietrzykowska napisał(a):

    Ja zazwyczaj staram sie na własna reke kupowac noclegi i loty , ale dwa razy kupilam hotel i nocleg+ wyżwienie w hotelu . Jeśli jest region gdzie na własną reke trudniej coś zwiedziać ( typu Egipt lub Maroko w tych miejscach bylam ) to wycieczki kupuje u lokalnych ludzi lub polaków mieszkajacych w danym regionie od lat bo taniej wychodzi niz z biurem.

  25. Rodzinka kutny.pl napisał(a):

    Wszystko jest dla ludzi chociaż naszej piątce jakbyśmy nie liczyli kosztów indywidualnie zawsze wychodzi taniej. Ale i z biurem podróży się zdarzało :) A co robimy i zobaczymy zależy tylko od nas samych…

  26. 321startdiy napisał(a):

    Ja do tej pory organizowałam wszystko na własną rękę, ale na dzień moje pragnienie odpoczynku jest tak duże, że po prostu wykupiłabym wycieczkę i odpoczęła :)

  27. T&M podróżniczo napisał(a):

    Podejrzewam, że doskonale wiesz, iż najczęściej sam organizuje sobie wyjazdy. Jednak raz na jakiś czas przychodzi moment, że chciałbym odpocząć i w jakiejś mierze (lot, transport, hotel) mieć zorganizowany wyjazd tak, abym to ja nie musiał sobie wszystkiego ogarniać. Od jakiegoś czasu odczuwam silne pragnienie wyjazdu odpoczynkowego i może coś się wyklaruje w przyszłym tygodniu ;)

  28. Agnieszka Blazowska napisał(a):

    Najważniejsze jest realizowanie swoich pasji. Czy to bedzie z biurem, z rodzicami, z przyjaciółmi, czy samemu – co to ma za znaczenie?

  29. Zofia Piegza Agdan napisał(a):

    Bardzo ciekawe przemyślenia, przeczytałam jednym tchem, łącznie z komentarzami :) Sporo z wniosków samej nasunęło mi się niejednokrotnie, choć w niektórych sprawach to „walka z wiatrakami”. Sądzę na przykład, że już nie odzwyczaimy dzieci, a nawet wielu dorosłych, od wyciągania ręki po datki. Oni znaleźli taki sposób na przetrwanie i pojedyńczy turyści nic tu nie zmienią. Ja akurat poza cukierkami dzieciom nie rozdaję pieniędzy, bo mnie na to nie stać. Mam dużą rodzinę i z każdego wyjazdu przywożę sporo prezentów. Kupując je, targuję się oczywiście, bo inaczej sprzedawcy zdarliby skórę z klienta. Ale targuję się tylko do ceny, która byłaby dla mnie do przyjęcia w Polsce. Uważam, że tak jest uczciwie. Jeżeli nie ma na nią zgody, rezygnuję. No i jeszcze mi się nie zdarzyło, aby nie biegł za mną sprzedawca i godząc się na moją cenę :) Nauczyłam się nie dawać zapłaty w banknocie, który wymaga wydania reszty. Staram się mieć odliczone, a jeżeli nie mam, to proszę, aby sprzedawca przygotował dla mnie resztę do wydania, a potem robimy „z ręki do ręki”. No cóż, oszukana raz czy dwa, nie dam się więcej nabierać.

    • Zofia Piegza Agdan napisał(a):

      Tak a propos cen i targowania. Byliśmy mężem w Izraelu i to był nasz pierwszy wyjazd poza Europę. To była istna szkoła życia turystycznego. Pewnego dnia mieliśmy czas wolny w Jerozolimie, na suku. Odeszliśmy gdzieś w bok i zgłodnieliśmy w końcu. Weszliśmy do takiej właśnie polecanej lokalnej knajpki prowadzonej przez wydawało się sympatycznego pana. Na ladzie leżały ciasta w rodzaju naszych drożdżówek, był automat do kawy, nie ekspres. Zamówiliśmy dwie białe kawy i dwie te właśnie niby drożdżówki. Nie było żadnego cennika, nie zapytaliśmy o cenę i to był nasz bląd. Kiedy przyszło do płacenia, pan zażądał 24 dolary!. Mąż myślał, że nie zrozumiał i kazał sobie to napisać na kartce. Było to samo… Wokół sami Arabowie, trochę strasznie się zrobiło i nie mieliśmy wyjścia, zapłaciliśmy 24 dolary. Nawet wydał nam resztę. I to były najdroższe drożdżówi, jakie jadłam w życiu :) Zdobyte doświadczenie bardzo potem przydało się w Meksyku, Maroku czy Egipcie :)

    • Daleko niedaleko napisał(a):

      Ja wiem, że walka z wiatrakami, ale nawet jeśli kilka osób po przeczytaniu tego tekstu pomyśli, może coś poprawi, to dla mnie już będzie to sukces. Czasem drobne rzeczy i kroczki też się liczą ;)

  30. tmpodrozniczo napisał(a):

    Moim zdaniem dobry tekst i trafny. Naprawdę mogę się zgodzić chyba z każdym punktem. Ba, nawet mogę napisać, że podróżując z biurem (a to rzadkość) czy bez biura to świadomie stosuje się do pewnych zasadach, odpowiedzialnej turystyki. Wyjazd z biurem wcale nie jest dla mnie ostatecznością. W dużej mierze sam organizuje sobie wyjazdy. Jednak czasami nadchodzi taki moment, że ma się po prostu ochotę, aby raz to ktoś za nas zorganizował wyjazd i zdjął z nas pewien niemały zresztą ciężar organizacyjny. A wówczas – my podróżujący możemy już się oddać odpoczywaniu i zwiedzaniu.

    • Ewa napisał(a):

      Dzięki! Oczywiście, że czasem liczy się wygoda i to, że ktoś nam wszystko ogarnie. Ale też nie zawsze musi tak być. Teraz lecę na Maderę z biurem, ale na miejscu już mam zarezerwowane auto i plan zwiedzania na własną rękę :) A przynajmniej lot bezpośredni, hotel w Funchal i transfer ogarnięty :)

  31. Jola G. napisał(a):

    Wszystko co zawiera artykuł jest jak najbardziej słuszne. Wraz z mężem podróżujemy od kilkunastu lat i prawie zawsze z biurami podróży. Niektóre podróże były ciekawsze, inne mniej ale wszystkie były dla nas niezapomniane. Moje spostrzeżenie do osób jeżdżących na zorganizowane wycieczki jest takie – czytajcie ofertę ze zrozumieniem i dowiedzcie się jeszcze z innych źródeł o miejscu do którego jedziecie. Nie będzie wtedy rozczarowań. Czasem czytając na stronie biura ocenę imprezy, zastanawiam się, czy byłam na tej samej wycieczce. Jednakże obserwuję, że coraz więcej podróżujących osób jest świadomych, odpowiedzialnych i oni mogą mieć wpływ na postawę innych. Drobny przykład: Chiny, maleńkie obiadowe talerzyki, większość potraw to gotowane warzywa. Grupa 4 osób robi o to awanturę w restauracji i ostentacyjnie wychodzi do amerykańskiej sieciówki na”M”. Postawa reszty grupy była po ich powrocie tak wymowna, że do końca wycieczki nie było już narzekania. Mam nadzieję, że to ich czegoś nauczyło lub chociaż skłoniło do refleksji.

    • Ewa napisał(a):

      Dziękuję! Doskonały przykład, pokazujący jaki możemy mieć wpływ na innych! Niech jedna osoba uświadomi kolejną, inna kogoś następnego i wierzę, że możemy choć trochę uczynić świat lepszym :)

  32. Weronika napisał(a):

    Szkoda, że nie znalazłam artykułu wcześniej, mogłabym pokazać moim znajomym którzy unikają biur podróży jak ognia. Chociaż opowiadam ich o swoich doświadczeniach to nie słuchają. Ja kiedyś też byłam samotnym wilkiem i wolałam sama wszystko organizować, ale w po kilku porażkach organizacyjnych poddałam się i uznałam – warto spróbować. Zachęcona opowieściami koleżanki poszłam do biura Soltrur koło krakowskiego rynku i poprosiłam o wymyślenie wycieczki. Powiedzialam jakie mam fundusze, oczekiwania, wątpliwości – i udało się. Zaproponowali mi wycieczkę do Rzymu. Nigdy tego wyjazdu nie zapomnę, może dlatego że nie wszystko było zorganizowane co do minuty i mieliśmy dużo czasu wolnego co pozwoliło mi bliżej zapoznać się z miastem :) Pięknym miastem z pięknymi ludźmi. Od tego czasu, wycieczki z nimi to dla mnie punkt obowiązkowy raz na rok.

  33. Grażyna Galwas napisał(a):

    dobry artykuł. Ja podróżuję już parę lat, ale nie zmiennie mnie szokuje kradzież kawałków raf koralowych , małych roślinek które często są pod ochroną , a nawet piasku z plaży.I jeszcze proszę nie kupujmy specyfików ze zwierząt i roślin które są pod ochroną. To naprawdę JEST POD OCHRONĄ .A kły nosorożca cudów nie zdziałają. pozdrawiam i życzę cudownego poznawania świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!