Promem do Norwegii – rejs na pokładzie Fjord Line

Na mostku kapitańskim panuje cisza i skupienie. Thomas, nawigator, pokazuje nam radar pełen zielonych kropek. Większość z nich to zwykłe szumy, ale możemy też dostrzec kontenerowiec, który widzimy również przez szybę na horyzoncie. Ma on także cyfrowy nadajnik, dzięki któremu można sprawdzić, co to za jednostka, skąd jest i jak się nazywa. Prom płynie w kierunku słońca z prędkością dwudziestu węzłów. Chcąc sobie wyobrazić, jak to szybko, proszę o przeliczenie na kilometry na godzinę. Thomas uśmiecha się i mówi, że to niecałe czterdzieści. Jestem zaskoczona, bo kiedy brakuje punktów odniesienia na pełnym morzu, a statek pruje fale, wydaje się, jakbyśmy płynęli o wiele szybciej. Nie codziennie ma się możliwość wizyty na mostku, więc zadajemy mnóstwo pytań, na które nawigator odpowiada cierpliwie. Okazuje się, że prom to szalenie interesująca maszyna!

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Wybierając się na wakacje do Norwegii, decydujemy się na trasę przez Danię. Na zaproszenie założonej w 1993 roku norweskiej firmy przewozowej Fjord Line płyniemy z duńskiego portu w Hirtshals do Stavanger, gdzie rozpoczynamy norweską, główną część podróży. Nasz nocny rejs odbywa się na pokładzie MS Stavangerfjord, jednej z dwóch (obok MS Bergenfjord) jednostek, która obsługuje trasę pomiędzy Hisrtshals a Stavanger i Bergen, a także drugą, krótszą, pomiędzy Hirtshals i Langesund w południowej Norwegii, którą z kolei wracamy z powrotem do Danii. Mamy więc możliwość dokładnego sprawdzenia komfortu podróży tym promem.

MS Stavangerfjord zwodowany w swój pierwszy rejs popłynął w lipcu 2013 roku. Ma długość 170 metrów i szerokość 27,5 metra. Na jego pokładzie znajduje się 370 kabin w różnym standardzie. Zabiera 1500 pasażerów i około 600 samochodów. Jego maksymalna prędkość to 21,5 węzła.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Początki nie są łatwe. Dojeżdżamy do Hirtshals i… trochę się gubimy. Podążamy za znakami z napisem Fjord Line (z Hirtshals wypływają także promy innych przewoźników, a każdy ma swój terminal) i docieramy do budynku, który przeznaczony jest dla pasażerów pieszych. Miła pani z obsługi informuje nas, że trzeba było zjechać wcześniej w bok, gdzie znajdował się napis check-in. Minęłyśmy go, ale ponieważ nie było tam loga naszego przewoźnika, pojechałyśmy dalej. Zawracamy więc i podjeżdżamy do bramki. Odprawa zaczyna się godzinę przed odpłynięciem promu, ale my jesteśmy o wiele wcześniej, mimo to nie musimy czekać długo, bo bramki wkrótce się otwierają. Podaję panu z obsługi naszą rezerwację i dokumenty tożsamości, i za chwilę dostaję folder z kartami do kajuty oraz voucherami na posiłki, a także zawieszkę na szybę z napisem Stavanger (ten sam prom płynie potem dalej do Bergen, więc trzeba odpowiednio poustawiać samochody) i numerem linii, na której mamy się ustawić. Tutaj możemy zgasić silnik i czekać, aż przypłynie prom.

Ms Stavangerfjord zjawia się przy nabrzeżu z dziesięciominutowym opóźnieniem, które potem zostanie nadrobione, tak że do Stavanger dopływamy o czasie. Obsługa sprawnie wpuszcza kolejne samochody na pokład. Wjeżdżamy i my. Zgodnie z informacją na zawieszce zaciągamy hamulec ręczny i zostawiamy auto na biegu. W trakcie rejsu nie wolno wchodzić na pokład samochodowy, więc zabieramy najpotrzebniejsze rzeczy i idziemy do kabiny na ósmym pokładzie. Noc spędzimy w standardowej kabinie zewnętrznej z widokiem na morze. Jest ona czyściutka i wystarczająco przestronna dla dwóch osób. W suficie dostrzegamy wyciągane kolejne dwa łóżka, więc mogłyby się tu teoretycznie zmieścić cztery osoby, choć wówczas mogłoby być troszeczkę ciasno. Po lewej stronie mamy łóżko, a po prawej sofę, na której można siedzieć, zanim rozłoży się drugie łóżko, póki co schowane w ścianie. Pomiędzy nimi znajduje się stolik nocny z gniazdkami, do których można podłączyć chociażby ładowarkę do telefonu. Jest też nocna lampka pozwalająca czytać w taki sposób, by nie przeszkadzać śpiącej na sąsiednim łóżku osobie.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Kabina wyposażona jest także w mały, płaski telewizor, toaletkę z lustrem, taboret, wieszaki i półkę na rzeczy. W kabinie zamontowana jest klimatyzacja i ogrzewanie, które działają bardzo wydajnie – jak trzeba, to szybko schładzają powietrze, ale kiedy przez przypadek włączam ogrzewanie, to równie szybko robi się gorąco. Jest też niewielka łazienka z umywalką, toaletą i prysznicem. Jestem absolutnie zachwycona ciśnieniem wody – bałam się, że na tak dużym statku może ledwie kapać, a okazuje się, że strumień jest naprawdę mocny. Każdy pasażer dostaje komplet pościeli oraz ręcznik.

Oprócz dwuosobowych kabin zewnętrznych, na promie znajduje się jeszcze dziewiętnaście innych standardów kabin w różnych cenach. Podróżni mają ogromny wybór – od wygodnych foteli lotniczych, poprzez dwu- i czteroosobowe kabiny wewnętrzne i zewnętrzne, kabiny rodzinne, kabiny przystosowane dla niepełnosprawnych, po przestronne, luksusowe apartamenty z widokiem na morze podobnym do tego, jaki ma kapitan na mostku.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Zostawiwszy rzeczy w kabinie, idziemy na kolację. Na pokładzie MS Stavangerfjord można zjeść w znajdujących się na siódmym pokładzie restauracjach Commander Buffet (ze szwedzkim stołem), Grieg Brasserie (à la carte) i Oasis Garden Cafe (bistro z przekąskami). My udajemy się do tej pierwszej, gdzie obsługa z uśmiechem przydziela nam stolik na samej rufie, z fantastycznym widokiem przez okno. Podoba mi się wystrój restauracji z jednym małym wyjątkiem – plastikowej palmy na samym środku części z panoramicznym oknem. Największe wrażenie robi na mnie sam bufet, gdzie do wyboru mamy szeroki wachlarz zimnych i ciepłych dań, począwszy od łososia na kilka różnych sposobów, przez sery, wędliny, warzywa, sałatki, zupę, owoce morza, aż po różnorodne dania na ciepło i desery. Wybór napojów także jest spory: woda, herbata, kawa, soki, napoje gazowane, wino i piwo. Wszystko jest opisane po angielsku, więc wiemy, co jemy. Osoby z nietolerancją glutenu mają pieczywo bezglutenowe, dla osób, które nie tolerują laktozy jest z kolei mleko, które jej nie zawiera. Próbuję kilku potraw, w tym moich ulubionych krewetek i nic mnie nie rozczarowuje!

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Kolacja w formie bufetu kosztuje 310 koron duńskich (mniej więcej 176 złotych) od osoby i za tę cenę można najeść się do syta. Decydując się na posiłek, warto zarezerwować go przy wykupywaniu miejsca na promie, a najpóźniej 24 godziny przed wypłynięciem. Możliwe jest też zgłoszenie się na miejscu, ale nie ma wówczas pewności, że będzie dostępne miejsce. Stolik dostaje się na półtorej godziny, obsługa wskazując nam miejsce, daje także karteczkę, na której zaznaczone jest, do której godziny należy opuścić restaurację.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Po kolacji ruszamy do recepcji, gdyż Fjord Line zaprasza nas na zwiedzanie promu. W pierwszej kolejności recepcjonista prowadzi nas na mostek kapitański, po drodze udzielając odpowiednich instrukcji – mamy zachowywać się cicho, a kiedy obsługa poprosi nas o jego opuszczenie – musimy natychmiast wyjść. Nic takiego się jednak nie dzieje, a nawigator, który wita nas na mostku, poświęca nam naprawdę dużo czasu. Okazuje się, że obsługa tak wielkiego promu jest praktycznie w całości zautomatyzowana. Pokładowy komputer wie, dokąd, którędy i z jaką prędkością ma płynąć. Oczywiście w każdej chwili można przełączyć się na sterowanie ręczne, ale z reguły przez większość czasu na otwartym morzu praca na mostku sprowadza się do kontroli automatyki. Dopiero przykładowo manewrowanie pomiędzy wysepkami w Norwegii czy cumowanie przy nabrzeżu wymaga sterowania przez doświadczonego członka załogi. Jestem pełna podziwu dla ich umiejętności kierowania tak dużym statkiem.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Kiedy kończą nam się pytania, Ralf, nasz przewodnik po promie zabiera nas na jego drugi koniec – na rufę. Mamy tu otwarty pokład, gdzie można posiedzieć na zewnątrz. Tutaj też znajduje się pokładowy hotel dla zwierząt – w podróż bez problemu można zabrać czworonogi, jednak na czas rejsu zostawiane są one właśnie tutaj, a nie w kabinie. Na rufie zlokalizowane jest też lądowisko dla helikopterów. Jest ono wykorzystywane w przypadku konieczności transportu chorego do szpitala, ale także udostępniane norweskiej armii do ćwiczeń, o czym pasażerowie są odpowiednio wcześniej informowani.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Stojąc na zewnątrz spoglądam w górę, w kierunku czerwonych kominów promu, na których widnieje dumny napis Powered by LNG, czyli Zasilany LNG. LNG to skroplony gaz ziemny, składający się głównie z metanu, który nie jest toksyczny i o wiele bardziej bezpieczny, niż LPG. Jest też o wiele bardziej ekologiczny od stosowanej powszechnie ropy: jego spaliny są wolne od sadzy więc z komina nie unosi się widoczny dym. Zastosowanie LNG pozwala na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o ponad 20% w porównaniu do silników wysokoprężnych, a tlenków azotu aż o ponad 90%. Mniejszy jest też poziom hałasu, co przekłada się na komfort podróży. MS Stavangerfjord i MS Bergenfjord są pierwszymi i największymi statkami pasażerskimi zasilanymi tym paliwem.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Schodzimy z powrotem na pokład siódmy, przechodzimy przez czyściutką kuchnię i idziemy w kierunku dziobu. Nasz przewodnik zabiera nas do części rozrywkowej. Znajduje się tam Fjord Lounge, czyli przestronny bar, gdzie przy drinku można posłuchać muzyki na żywo i trochę się zrelaksować. Nieopodal znajduje się sportowy bar Pier42 serwujący napoje i przekąski, w którym na dużym ekranie można oglądać różnego rodzaju wydarzenia sportowe. Zaglądamy też do małego pomieszczenia z automatami do gry. Także dzieci nie będą nudzić się na pokładzie MS Stavangerfjord – obsługa zapewnia miejsce do zabaw i animacje, takie jak poszukiwanie skarbu, malowanie twarzy, konkursy i filmy dla najmłodszych. Osoby chcące zrobić zakupy mają z kolei do dyspozycji spory sklep bezcłowy na rufie szóstego pokładu oraz niewielki sklepik przy recepcji. Prom dysponuje także salami konferencyjnymi (na krótszej trasie pomiędzy Langesund a Hirtshals otwarte są one dla osób, które nie wykupiły kabin – jest ich sporo, gdyż prom płynie wówczas za dnia, a rejs trwa tylko pięć godzin).

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Zwiedziwszy prom, wracamy do kabiny i układamy się do snu. Łózko jest wygodne, a hałas pracującego silnika rzeczywiście niewielki i nie przeszkadzający w zaśnięciu. Nastawiamy budzik, ale godzinę przed przybiciem do portu w Stavanger słyszymy także zapowiedź przez interkom, informującą o tym, że zbliżamy się do celu. Pakujemy się i idziemy na śniadanie do Commander Buffet. Wybór znowu jest ogromny: pieczywo (także bezglutenowe), wędliny, ryby, sery, jajka na kilka sposobów, mleko i różne płatki, warzywa, owoce… dla każdego coś się znajdzie. Wszystko oczywiście ładnie zaprezentowane. Koszt śniadania to 135 koron duńskich (około 77 złotych). Najadłszy się, schodzimy na pokład samochodowy, który otwarty zostaje pół godziny przed dopłynięciem na miejsce. Wyjazd z promu idzie sprawnie i po chwili wjeżdżamy do Norwegii.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Powrót z Norwegii na trasie z Langesund do Hirtshals odbywamy na pokładzie tego samego promu. Odprawa idzie sprawnie, podobnie wjazd na statek. Po zaparkowaniu auta zapamiętujemy, na którym pokładzie stoi i ruszamy do kabiny, gdzie zostawiamy rzeczy, zanim pójdziemy na obiad, serwowany w tej samej restauracji, co kolacja i śniadanie na poprzednim rejsie. Wybór, co już nie zaskakuje, jest ogromny, a dania smakują wyśmienicie. Koszt obiadu to 205 koron duńskich (około 116 złotych). Rejs z Langesund do Hisrtshals trwa wprawdzie tylko pięć godzin, ale kabina mimo wszystko jest wygodna, szczególnie, że jesteśmy zmęczone po podróży i małej imprezie, na którą byłyśmy zaproszone ostatniej nocy. Dlatego zaraz po obiedzie chowamy się w kabinie, by trochę się zdrzemnąć w czasie rejsu. Podobnie jak na trasie do Stavanger, godzinę przed przypłynięciem do celu obsługa informuje o tym fakcie przez głośniki. Mamy mały problem ze znalezieniem auta, bo obie pamiętamy, że parkowałyśmy go na piątym pokładzie, jednak okazuje się, że była to rampa, która podniosła się do góry i teraz samochód odszukujemy na pokładzie numer sześć. W Hirtshals jesteśmy o czasie.

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Muszę przyznać, że oba rejsy odbywają się zupełnie bezproblemowo. Mimo niewielkiego opóźnienia wypłynięcia z Hirtshals do Stavanger dopływamy punktualnie. Kabina jest bardzo wygodna, a sen niezakłócony przez hałasy. Posiłki na promie są bardzo smaczne, w dodatku wybór jest ogromny – niestety tym, co może trochę odstraszać, są ich stosunkowo wysokie dla Polaków ceny. Płatny jest także dostęp do bezprzewodowego internetu na pokładzie. Obsługa na każdym etapie jest przesympatyczna. Podsumowując, komfort podróży Ms Stavangerfjord jest bardzo wysoki. Dla osób, które chcą własnym autem odwiedzić zachodnią Norwegię, Stavanger, Bergen i fiordy trasa przez Danię jest dobrym pomysłem, a jej przedłużeniem jest właśnie przeprawa promowa obsługiwana przez Fjord Line, którą z czystym sercem mogę polecić!

MS Stavangerfjord z Fjord Line

Ceny rejsów zmieniają się dynamicznie w zależności od sezonu i popytu (podobnie jak ma to miejsce w liniach lotniczych), ale z Hirtshals do Satavnger płaci się od 191 euro (815 złotych) za samochód i kabinę dwuosobową wewnętrzną, mniej będzie, jeśli zdecydujemy się na fotele lotnicze. Z kolei rejs z Langesund do Hirtshals to wydatek nawet tylko 49 euro (210 złotych) za samochód i dowolną ilość pasażerów, jeśli trafi się na ceny promocyjne. Najlepiej skorzystać jest z dostępnego na stronie przewoźnika kalendarza niskich cen. Warto też wspomnieć, że oprócz tras Hisrtshals-Stavanger-Bergen i Hirtshals-Langesund Fjordline obsługuje także połączenia na trasach Hirtshals-Kristiansand, a także Strömstad–Sandefjord.

Lubicie pływać promami? W czasie nocnego rejsu chętniej zdecydowalibyście się na fotele lotnicze, czy wybralibyście kabinę? Mieliście okazję podróżować na pokładzie któregoś z promów Fjord Line?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



55 komentarzy

  1. Iza napisał(a):

    Niemal co roku pływamy promami na wyspy greckie. Uwielbiam!

  2. Aleks napisał(a):

    Mój pierwszy raz był na Malcie:p

  3. Kinga napisał(a):

    Też płynęłam promem tych linii do Norwegii ;) Są spoko!

  4. Łukasz napisał(a):

    Płynąłem promem na Korsykę – co prawda tylko 4 h ale zawsze to coś

  5. Anna napisał(a):

    Moje doswiadczenie promowe: 48h z Genui do Tangeru z 6 miesiecznym dzieckiem. Widok na morze byl, nawet mialam go dosyc. Ale ogolnie fajnie, sprawnie i z dzieckiem bardzo wygodnie. Mozna nawet z wozkiem po pokladzie spacerowac. Co do widokow, to nic specjalnego. Zaleta bylo ze moglismy odpoczac po podrozy do Genui i przed podroza Tanger- Agadir. A potem 4 miesiace mielismy samochod na miejscu i nie musielismy wynajmowac.

  6. Dominika napisał(a):

    Ja płynęłam na Borholm, a także z Rijeki do Splitu i dalej na wyspę Vis- wtedy cała noc a wschód słońca na Adriatyku był przepiekny :)

  7. Grażyna napisał(a):

    Wielokrotne ale w tym roku też wracałam Fjordline tym samym co Ty z Bergen do Hirtshals uwielbiam rejsy tą linią Fiord linią :D

  8. Paweł napisał(a):

    A my na Filipinach ;-) Krótko bo 3 godziny, ale chyba się liczy? ;-)

  9. Szymon napisał(a):

    prom rzeczny między Rumunią i Bułgarią. ale przynajmniej był międzynarodowy (chociaż pieczątki nie dostałem ;) ) – i kilka innych przepraw przez rzeki w Polsce, na Węgrzech i na Łotwie :)

  10. Dee napisał(a):

    Pływałam wielokrotnie promem przez kanał La Manche, gdzie musiałam zostawić auto i pójść na pokład dla pasażerów, ale nigdy nie spędziłam nocy w kajucie, a to wydaje mi się największą atrakcją, i oczywiście obiady. Jedyne, co mnie martwi to nie wiem jakby to przeżył mój żołądek, bo notorycznie choruję na morskie choroby.

    • Ewa napisał(a):

      Ja w sumie nigdy na chorobę morską nie cierpiałam, chociaż ostatnio na niedługim rejsie na poszukiwanie wielorybów zauważyłam u siebie, że nie najlepiej się czuję. Ale na dużym statku nie mam na szczęście żadnych problemów. Mam wrażenie, że kołysania tak bardzo na nim nie czuć, jak na mniejszych statkach…

  11. marinafurdyna napisał(a):

    Dla mnie takie statki są mega fascynujące, począwszy od tego – jak taki kolos może utrzymać się na wodzie (wiem, fizyka…), po to, jakie wielkie mogą być, jakie atrakcje zawierać i co oferować. Dosłownie mini miasteczka. Marzenie o byciu marynarzem jedanak ciągle gdzieś we mnie siedzi, chociaż teraz nie zdecydowałabym się rzucić wszystkiego i płynąć w otwarte morze. Na krótką wycieczkę jednak jak najbardziej!

    • Ewa napisał(a):

      Co do bycia marynarzem, to kiedyś przeszło mi przez myśl, by popracować trochę na takim wycieczkowcu wielkim. A co do fizyki, to jednak jakoś łatwiej mi ogarnąć, że statek płynie, niż że… samolot leci :D

  12. Jola napisał(a):

    TTLine do Szwecji (i z powrotem do Niemiec). Doswiadczenia podobne do Waszych. Poniewaz mam klaustrofobie, wiec wzielam kabiny z widokiem na morze:-)

    • Ewa napisał(a):

      Ja kiedyś płynęłam do Karlskrony w kabinie wewnętrznej. Nie mam klaustrofobii a i tak było trochę dziwnie. Jednak co okno to okno :D

  13. Patrycja napisał(a):

    Mamy… Płynęłam z Esbjerg do maleńkiego miasteczka w UK. Pyszne śniadanko, wygodna koja ale najlepszy był występ pana, który grał na gitarze i był człowiekiem orkiestrą, bo nagrywał akordy naciskając stopą rekorder, a potem grał puszczając to co nagrał i dogrywał kolejne sekwencje. Fascynujące doświadczenie. Podobnie jak sam pobyt w Brightling Sea.

  14. Plastika napisał(a):

    Taki rejs to dopiero coś :) Aż z zazdrością ogląda się zdjęcia! Pozdrawiam :)

  15. sandra napisał(a):

    Dziękuje Ewo za ten wyczerpujący wpis. Mam zamair w przyszłym roku popłynąć promem do Norwergii, wiec mam nadzije, że do tego czasu niewiele się zmieni :P

  16. Wracając z majówki w Stambule zdecydowałem się na rejs do Odessy na pokładzie UKRFerry Widzę po Twoich zdjęciach, że standard mojego statku był o wiele niższy, chociaż nie mogłem jakoś szczególnie narzekać. Prom zdecydowanie nie był napędzany LNG, od strony rufy nieźle cuchnęło spalinami. To był mój pierwszy raz na morzu. 27 godzin minęło całkiem w porządku, dawno się tyle nie naczytałem. ;)

  17. Paulina napisał(a):

    Mi od dawna snuje się plan przejechania autem z Polski do Norwegii, ale właśnie też widzę jak wiele połączeń promowych jest dostępnych. To jednocześnie ułatwienie, z drugiej strony zagwózdka, bo który wybrać, jak. Ale jedno wiem, że taka podróż promem to potrafi być jednak dużym ułatwieniem i dobrym momentem na odpoczynek dla kierowcy :-))
    Btw – myślałam szczerze mówiąc, że droższe są te promy ;-)) a tu w sumie miła niespodzianka!

    • Ewa napisał(a):

      Nie są właśnie aż tak drogie… chociażby ten Hirtshals-Langesund… 49 euro za samochód i dowolną liczbę pasażerów. Choc ten akurat płynie w dzień. A co do samochodu – to jest jednak mega praktyczne!

  18. Marcin napisał(a):

    Genialne! Nie ukrywam, że kiedyś w przyszłości chciałbym także wybrać się na taki wyjazd! Dzięki za serię bardzo konkretnych i rzeczowych informacji!

  19. Marta napisał(a):

    Dzięki za informacje!!!! Od kilku lat „wybieram” się na taki rejs i wybrać się nie mogę! Ale teraz namówię „starego” :D Nie ma bata :D

  20. Katarzyna Suwalska napisał(a):

    Z pewnością było to niesamowite doświadczenie – ja nigdy jeszcze nie miałam okazji płynąć promem, ale myślę, że czas najwyższy to nadrobić :)

  21. Fanka rejsów napisał(a):

    Od wielu lat pasjonuję się żeglarstwem i przynajmniej raz do roku wypływam w rejs, ale obieramy kierunki na południu Europy – Chorwacja, Grecja, Hiszpania. Ale od zawsze marzył mi się rejs wśród norweskich fiordów i twój post jeszcze bardziej mnie do tego zachęca. Pytanie praktyczne kiedy najlepiej wybrać się do Norwegii, chodzi mi o miesiąc, porę roku, aby dzień nie był za krótki i można było jak najwięcej zobaczyć i pogoda byłą znośna.

    • Ewa napisał(a):

      Ja polecam absolutnie lipiec, tak jak ja byłam. Chociaż już pod koniec maja były dni wystarczająco długie nawet na południu. Więc chyba od maja do września bym celowała :)

  22. mam na koncie parę promów rzecznych – Łotwa (z silnikiem od kosiarki :-D ), Węgry i jeden międzynarodowy: między Bułgarią i Rumunią na Dunaju :-D morskim jeszcze nigdy nie płynąłem! te do Norwegii wyglądają dość luksusowo, trochę jak nie promy, do których zdążyłem się przyzwyczaić

  23. podróżnik napisał(a):

    bardzo ciekawy artykuł

  24. fajnepodroze napisał(a):

    Zawsze marzyłem, żeby przepłynąć się takim promem. Pozazdrościć :)

  25. rebeka99 napisał(a):

    Fenomenalna podróż :)

  26. Jacek | fajnepodroze napisał(a):

    Fantastyczna przygoda :) Rejsy zawsze są spoko ;)

  27. Ppp napisał(a):

    Odnośnie pytania na koniec: zależy, co jest celem.
    Jeśli chodzi tylko o przepłynięcie 6-8 godzinnej trasy, to na upartego można się przemęczyć w fotelu – o ile przedtem i potem nie jedziemy gdzieś daleko.
    W pozostałych przypadkach i dłuższych trasach rejs powinien być przyjemnością, więc spanie w kabinie jest koniecznością.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!