Przystanek Berlin

28 maja 2010         

Wpis w kategoriach: Niemcy, Z podróży | Tematy: , , , ,

Przystanek w drodze powrotnej z Majorki wypada w Berlinie. Docieramy tam z Heleną wczesnym popołudniem, a pociąg do Warszawy jest dopiero o 16:29. Dlatego postanawiamy skorzystać z tej odrobiny wolnego czasu w stolicy Niemiec, żeby zobaczyć to i owo. Berlin mnie zaskakuje, zupełnie inaczej go sobie wyobrażałam. Chociaż nie powala na kolana, to jest na tyle przyjemnym miastem, że nieomal spóźniamy się na nasz pociąg. Uwierzcie, bieg z bagażami spod Bramy Brandenburskiej na Dworzec Główny to dość wyczerpujące ćwiczenie fizyczne…

Hauptbahnhof
Nasz samolot ląduje na lotnisku Berlin-Schönefeld. Bilet na pociąg podmiejski z lotniska na Hauptbahnhof, czyli Dworzec Główny, kosztuje niecałe 3 euro i jest potem jeszcze ważny przez 2 godziny na inne środki komunikacji miejskiej. Trzeba pamiętać o skasowaniu biletu na peronie. Podróż do centrum trwa około pół godziny. W końcu wysiadamy na ogromnym Dworcu Głównym – kilka pięter, mnóstwo peronów, tory wychodzące we wszystkich kierunkach… Trochę przytłaczające miejsce.

Z dworca nie jest daleko do Reichstagu, czyli gmachu parlamentu Rzeszy. Żeby nie było zbyt łatwo, to sam niemiecki parlament nazywa się Bundestag. Budowa gmachu rozpoczęła się w 1884 r., a ukończono ją dziesięć lat później. Burzliwa jest historia budynku: pożar, bombardowania w czasie wojny, zatknięcie flagi na szczycie przez żołnierzy Armii Czerwonej, wysadzenie w powietrze kopuły, odbudowa w odmiennej formie, niż pierwotnie, a w końcu przebudowa i ponowne dodanie szklanej kopuły. Można ją zresztą zwiedzać, ale nie decydujemy się na to, bo kolejka do niej jest jak po mięso.

Reichstag

Spod Reichstagu wędrujemy więc w kierunku Bramy Brandenburskiej. To sporych rozmiarów budowla, którą skonstruowano w drugiej połowie XVIII w. Pod koniec stulecia na szczycie bramy umieszczono kwadrygę powożoną przez boginię Wiktorię. Na chwilę do Paryża zwinął ją Napoleon, ale musiał oddać, jak go obalono. Po wybudowaniu muru berlińskiego Brama Brandenburska znalazła się dokładnie pośrodku obszaru granicznego i nie było do niej dojścia. Po upadku muru bramę otwarto uroczyście. Dziś jest symbolem pokoju i wolności.

Brama Brandenburska

Po przekroczeniu bramy ruszamy na spacer ulicą Pod Lipami (Unter den Linden). Ta jedna z głównych alei Berlina zawdzięcza swoją nazwę kilku rzędom lip rosnących po obu jej stronach i na środkowym pasie oddzielającym jezdnie. Ulica wygląda sympatycznie – tym bardziej, że liście lip są jeszcze soczyście zielone. To taka świeża wiosenna zieleń. Spacer w takim otoczeniu jest naprawdę przyjemny.

Unter den Linden

Na tyle przyjemny, że można zapomnieć o pociągu…

Podobne wpisy:

    Przystanek La Vega Znowu w drodze. I to cały dzień. Tym razem nie składa się nam tak idealnie, jak podczas przejazdu do Las...
    Gorący Kair Siedzimy sobie z Rafałem na dworcu Ramsis i czekamy, aż otworzą kasy, żeby kupić sobie na następny dzień bilet na...
    Po dwóch stronach Bosforu Drugi dzień wycieczki do Stambułu to taka mieszanka. Europa miesza się z Azją, Morze Czarne z Morzem Marmara, dywany ze...
    Mediolańskie atrakcje Dzisiejszy dzień w Mediolanie upływa nam w dużej mierze na zwiedzaniu kościołów, które Magda wyszukała jako miejscowe atrakcje turystyczne. Dla...

Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)

Zostaw ślad, skomentuj, zapytaj...

Chcesz zdjęcie przy swoim komentarzu? Załóż konto w darmowym serwisie Gravatar. To proste!

Przerwa na reklamę

Kategorie

Prawa autorskie

Wszystkie teksty, zdjęcia i filmy na blogu są mojego autorstwa, chyba, że zaznaczono inaczej. Jeśli chcesz je wykorzystać, proszę zapytaj o zgodę.