18 lipca 2010
Wpis w kategoriach: Hiszpania, Z podróży | Tematy: Andaluzja, chrześcijaństwo, Giralda, Gwadalkiwir, katedra, Kolumb, Lista Światowego Dziedzictwa UNESCO, Plac Hiszpański, rzeka, Sewilla, świątynia, UNESCO, zwyczaje
Nie ma to jak poznawać miasto z kimś, kto je dobrze zna i lubi. Można trafić do miejsc, gdzie raczej z licencjonowanym przewodnikiem by się nie trafiło i usłyszeć naprawdę ciekawe historie. To zupełnie inaczej niż ekspresowe zwiedzanie zza szyby autokaru, napakowane suchymi faktami, o których przewodnik musi opowiedzieć. Mam więc szczęście, że poznałyśmy się z Anią, autorką bloga o Andaluzji przez Internet. Ania zaprosiła mnie w odwiedziny, więc nie mogłam nie skorzystać!

Środa po pracy – wsiadam w strzałeczkę i ruszam do Hiszpanii. Trasa do Sewilli jest prosta jak drut – cały czas jedzie się autostradą. W Algarve to A22, w Andaluzji zmienia się w A49. Do miasta docieram przed zachodem słońca, ale na miejscu nie jest już tak łatwo ze znalezieniem adresu. Na szczęście Ania zgarnia mnie spod Palacio de Congresos – budynku z charakterystyczną, wielką złotą kopułą, którą w nocy trochę trudno zauważyć, bo jest nieoświetlona. Wieczór mija szybko, wyruszamy jeszcze na małą kolację i idziemy spać, bo mamy ambitne plany na następny dzień.
W czwartek wstajemy o 8:00 czasu hiszpańskiego, więc dla mnie jest jeszcze 7:00 rano, ale to nie przeszkadza. Wyśpię się na emeryturze ;) Jestem nieco zaskoczona pogodą – zimno jak na Syberii… No, może nie aż tak, ale temperatura jest naprawdę przyjemna. Spacer po mieście w takich warunkach to sama przyjemność. Ale zaczynamy od śniadania w przesympatycznej kafejce Europa w centrum Sewilli. Na śniadanie opiekana kanapka – ja wybieram z szynką, pomidorem i oliwką, Ania bierze z masłem i pomidorem. Do tego kawa, żeby postawiła na nogi i świeżo wyciskany sok pomarańczowy. Pycha!

Po śniadaniu idziemy na podbój miasta. Ania prowadzi mnie wąskimi, malowniczymi uliczkami Sewilli w kierunku Gwadalkiwiru – rzeki, która przepływa przez stolicę Andaluzji. Nad rzeką stoi słynna sewilska arena walki byków – wchodzimy obejrzeć ją od środka. Wstęp kosztuje 6 euro, ale warto zobaczyć, jak to miejsce wygląda. Tego dnia wieczorem będzie się odbywała novillada, czyli walka młodzieńców z równie młodymi byczkami. Rozważam nawet zostanie i obejrzenie walki, ale okazuje się, że jest dopiero o 22:00, więc zanim bym wróciła do domu, byłoby już naprawdę późno (albo wcześnie, zależy, jak na to spojrzeć), więc zostawiam corridę na wrzesień.

Czas na spacer nad Gwadalkiwirem. Idziemy przez most, o którym krążyła plotka, że został zaprojektowany przez Gustawa Eiffel’a, do dzielnicy Triana. Tam chwila przerwy na sok pomarańczowy lub kawę. Zatrzymujemy się w kafejce, gdzie Ania wyjaśnia mi różnicę w świńskich kopytkach. A dokładnie to dlaczego szynka ze świnek o czarnych kopytach jest lepsza o tej ze świnek z białymi kopytkami. Bo nad barem wiszą wędzone świńskie nogi. Otóż te czarne karmione są wyłącznie żołędziami i stąd bierze się ich kolor, ale też jakość mięsa i ponoć nawet posmak żołędziowy.
Z Triany jest świetny widok na drugi brzeg Gwadalkiwiru z Giraldą, areną walki byków i złotą wieżą. Złota wieża wcale nie jest złota, tylko kamienna, ale istnieją dwa wytłumaczenia, czemu nazywa się ona tak, a nie inaczej. Według pierwszego z nich, w wieży przechowywano złoto zwożone z morskich wypraw. Według drugiego, wieża była dawniej pokryta złotymi płytkami. Chociaż w sumie jedno nie wyklucza drugiego :)

Wracamy do centrum Sewilli. W planie jest wejście do katedry, ale najpierw chcemy się znowu czegoś napić. Tym razem Ania zabiera mnie do niesamowitego baru w dzielnicy Santa Cruz. Wyobraźcie sobie, że popijacie piwo albo sherry (nawiasem mówiąc przepyszne!), a ze wszystkich stron patrzą na was twarze Jezusa lub płaczącej Matki Boskiej. Tak właśnie jest w Taberna La Fresquita, czyli tzw. bar cofrade – w stylu nawiązującym do Wielkiego Tygodnia. A barman polewa piwo z kija, na którym stoi święty obrazek z Chrystusem w koronie cierniowej.

Po tej natchnionej wizycie czas na katedrę. Z zewnątrz widziałam już w czasie poprzedniej wycieczki do Sewilli. Tym razem zaglądam do środka (bilet 8 euro), a Ania czeka na zewnątrz. W świątyni od razu uderza mnie zapach… pasty do czyszczenia podłóg! Katedra rzeczywiście ogromna, ale na samym środku stoi chór, więc chyba przez to trochę trudniej poczuć ten ogrom przestrzeni. No i jak to ja – zawsze muszę wleźć gdzieś, gdzie jest wysoko. Toteż wspinam się na Giraldę, czyli wieżę katedralną.
Dawniej w tym miejscu stał meczet, a Giralda była minaretem. Po zburzeniu świątyni muzułmańskiej minaret przerobiono na dzwonnicę. Pozostałością architektury islamskiej są jednak nie tylko zdobienia wieży, ale też rampa zamiast schodów, prowadząca na górę. To po tej rampie w dawnych czasach muezin wjeżdżał konno na szczyt, żeby przywołać wiernych na modlitwę. Widok z Giraldy na Sewillę jest oczywiście przepiękny – można na przykład obejrzeć z góry pałac Alcazar (bo na obejrzenie go z dołu brakuje czasu – kolejny punkt następnej wizyty w stolicy Andaluzji ;)

Po katedrze ruszamy dalej, tym razem super hiper nowoczesnym tramwajem, pasującym do starego centrum miasta jako pięść do oka. Ale z drugiej strony to atrakcja, bo to chyba najkrótsza linia tramwajowa świata – ma aż 4 przystanki. Jedziemy zobaczyć Plac Hiszpański z przepięknym pawilonem wystawy Expo z 1929 r.

Ostatni punkt spaceru to wizyta w ogrodach Marii Luizy, gdzie na próżno wypatrujemy papug. W końcu, w drodze kompromisu, uznajemy, że białe gołębie są dość papugopodobne, więc można je ostatecznie wziąć za papugi. Tu w ogrodzie bierzemy też popołudniowy prysznic w fontannie – jest sporo goręcej, niż było rano, więc chłodna woda przynosi naprawdę przyjemną ulgę!
Z ogrodów wracamy do centrum miasta. Idziemy do kafejki, w której można kupić hiszpańskie przysmaki zwane churros. Niestety – zamknięte. To też zostaje na przyszły raz. Czas już na nas więc odnajdujemy przegrzany samochód i jedziemy do domu. Ania jest świetną towarzyszką spaceru, a Sewilla – niesamowicie przyjemnym miastem, więc jeszcze w tym sezonie na pewno wrócę do stolicy Andaluzji :)
Podobne wpisy:
-
Sewilla Stolica Andaluzji ma coś wspólnego z Kairem – jest w niej niesamowicie gorąco. Dzisiaj było ponad 40 stopni w cieniu....
Plaza de Toros de la Maestranza Najstarsza hiszpańska arena, na której przeprowadza się walki byków znajduje się w Sewilli. Jej pełna nazwa to Plaza de Toros...
Santo Domingo Po wczorajszym wieczornym spacerze po Zona Colonial nawet mi się to miasto spodobało. Dzisiaj, gdybym jeszcze miała jakiś cień wątpliwości,...
Viva la Virgen del Carmen! Siedzę sobie któregoś dnia i przeglądam mój segregator informacyjny z jednego z hiszpańskich hoteli. I czytam, że 16 lipca w...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)






czyli pierwsze spotkanie blogerek za nami:) mam nadzieję, że będą następne:)
ano pewnie:)
jeśli policzyć Isla Cristina to były już nawet dwa spotkania :) Kasia, przyjeżdżaj szybko na południe! :)
Jesli policzyc, ze z Kasia sie minelam gdzies na ulicy Diagonal w Barcelonie to nawet i niepelne trzy, heheh:)
A tak na serio, Kasia, pakuj walizke i…AL SUR!!!
prysznic w fontannie, tak publicznie?? ;)
W ubraniach! :)))
SUUUUUUUUUUUUUUUUUper miejsce!!!!! Poleeeeeeeecaaaaaaam:):):)
Justyna, zgadzam się całkowicie! :)