29 listopada 2009
Wpis w kategoriach: Kambodża, Tajlandia, Ze świata | Tematy: Bangkok, Siem Reap, transport, tuk-tuk
Jeszcze przed podróżą, kupujemy bilety na samolot do Bangkoku. Przeszukując internet w poszukiwaniu dobrych okazji trafiamy na super ofertę w Bangkoku. Tuk-tuk experience czyli Doświadcz tuk-tuka – przejażdżka za coś ponad 1000 bahtów. Czyli 100 zł. Od osoby! No dobrze, tuk-tuki w stolicy Tajlandii są drogie, ale żeby aż tak…? Do tej pory nie wiem, do kogo jest skierowana ta oferta :)

Tuk-tuk to rodzaj pojazdu niezwykle popularny w Azji Południowo-Wschodniej. Oryginalnie, tuk-tuk wygląda jak mały samochodzik na trzech kółkach, z miejscem dla kierowcy z przodu i miękką ławeczką z tyłu, gdzie jest miejsce dla pasażerów. Całość oczywiście przykryta daszkiem, ale za to bez drzwi. Tak wyglądają tuk-tuki w Indiach. I w Bangkoku. Jednak podróżując po Tajlandii i Kambodży mam okazję przekonać się, że słowo tuk-tuk ma wiele znaczeń.

Tak, tuk-tuki w Bangkoku są drogie. A w dodatku taksówki są tanie. Relatywnie wychodzi zdecydowanie na korzyść taksówek, pod warunkiem, że taksówkarz włączy taksometr. Odległość, za którą według licznika zapłacilibyśmy około 75 bahtów, tuk-tukowiec przejedzie za 100. Od osoby. Raczej nie warto, chyba, że jest duży korek, a nam zależy na czasie. Wtedy mniejszy, zwinniejszy tuk-tuk lepiej może sobie poradzić.

Tuk-tuki w Bangkoku wyglądają tak, jak powinny. Jednak już na południe od stolicy na hasło tuk-tuk podjedzie do nas mały samochodzik z otwartą paką, z dwiema podłużnymi ławeczkami wzdłuż jej boków. W przeciwieństwie do tuk-tuka w Bangkoku, gdzie standardowo mieści się 2-3 osoby, a jak się upchnie, to da radę wcisnąć 6, tuk-tuki na południu zabierają na luzaku 8-10 ludzi. A jak się uprzeć, to wejdzie więcej. Tylko ci, którzy siedzą na końcu ławeczek muszą uważać, żeby nie wypaść w czasie jazdy. Bo nie ma zabezpieczeń. I trzeba uważać przy wsiadaniu i wysiadaniu, żeby nie zaliczyć uderzenia w głowę.
A w Kambodży tuk-tuk składa się z małego motorku i przyczepionej do niego dwukółki. Dorożki takiej. Ewentualnie normalnej przyczepy na dwóch kółkach z ławeczkami dla pasażerów. Często kambodżańscy tuk-tukowcy pomykają w kaskach. Mam wrażenie, że te kambodżańskie pojazdy są zwinniejsze, a jednocześnie stabilniejsze od tych z Tajlandii. No i niestraszna im żadna droga!
Kambodżańscy tuk-tukowcy, jak z resztą większość mieszkańców tego kraju, to ludzie życzliwi i uśmiechnięci. Mimo, że na dzień dobry podają niesamowicie wysokie ceny przejazdów, to całkiem miło się z nimi negocjuje. I jak już dogada się cenę, to podróż jest bardzo przyjemna. Przynajmniej takie są moje doświadczenia. Pierwszego tuk-tukowca w Kambodży spotykamy w Siem Reap. Taksówka od granicy w Poi Pet nie dowozi nas do samego hostelu, tylko wysadza nas na przedmieściach, gdzie przejmuje nas właśnie młody, świetnie mówiący po angielsku tuk-tukowiec.
Według umowy z “mafią taksówkarską” z Poi Pet, dowozi nas za darmo do naszego guesthouse’u, chociaż mamy obawy, że może chcieć nas zabrać gdzieś, gdzie dostanie prowizję, jeśli zgodzimy się tam zostać. Ale nie, nie ma kombinatoryki. Chłopak pracuje w ten sposób, bo chce zdobyć “zlecenie” na następny dzień. I nawet chcemy wziąć z Agą jego numer telefonu, żeby się umówić, ale on chce już, teraz. Nie ma opcji, bo jeszcze nie mamy konkretnych planów. W ten sposób mamy możliwość poznania Luckiego.

Lucky wcale nie nazywa się Lucky, ale ma taki napis na kasku, który czasem zakłada, więc tak na niego mówimy. To ten kierowca, który obwozi nas i nasze rowery po Angkorze. Lucky nie mieszka w Siem Reap, ale pracuje tu i tu zarabia. Pierwszego dnia opowiada nam bardzo łamaną angielszczyzną o tym, że jego syn jest w szpitalu. Drugiego dnia mamy okazję usłyszeć historię, że żona pojechała do syna do szpitala, a on w międzyczasie z niego wyszedł. Z Luckym da się negocjować. Za 10 dolarów od osoby bierze nas do pływających wiosek. Łódka oczywiście wliczona w cenę. Po drodze zatrzymuje się i pokazuje nam świątynie należące do kompleksu Angkor, ale nie leżące w jego sercu. A w ogóle, to moim zdaniem jest mistrzem kierownicy! Przejeżdża tym swoim pojazdem przez takie dziury i błoto, że aż trudno uwierzyć!

Jazda tuk-tukiem to sama przyjemność! Zawieszenie twarde jak w wozie sportowym powoduje, że tyłek obity zostaje dość szybko a wnętrzności elegancko układają się w jamie brzusznej. Trzeba uważać, bo można sobie przygryźć język, kiedy tuk-tuk podskoczy na jakiejś nierówności albo wpadnie w dziurę, której nie da się ominąć. Ale najfajniejszy jest ten powiew wiatru. Tuk-tuki pomykają szybciej, niż by się wydawało, że dadzą radę. Szczególnie, kiedy po całym dniu odwożą do hostelu, dostają wtedy jakiegoś nieziemskiego przyspieszenia. Wydaje się, że wzniosą się ponad te podziurawione drogi. Fajnie poznawać świat z tuk-tuka. Szczególnie w Kambodży :)
Podobne wpisy:
-
Pływające wioski Drugiego dnia w Siem Reap jest ciepło i słonecznie, a my postanawiamy zobaczyć słynne pływające wioski. A w zasadzie to...
Uważaj, co bierzesz czyli taksówkarska ruletka Niespodzianką w Bangkoku jest to, że taksówki to na ogół zadbane, czyste, klimatyzowane toyoty corolle. Samochodów w intensywnych kolorach (najczęściej...
Siem Reap Wstajemy o 3:15 bo chcemy z Bangkoku do Siem Reap dojechać drogą lądową. Obsługa z apartamentowca Florka wzywa nam taksówkę....
Po drugiej stronie rzeki Wstajemy w środku nocy, czyli o 10:00 (4:00 rano czasu polskiego). Wstawanie idzie nam na tyle długo, że z domu...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)








:) ubawiłam się po pachy :) Fajny masz sposób pisania, a dzięki temu pochłaniam Twoją opowieść z przyjemnością!:)
Napisz do mnie bardzo proszę. Wybieramy się do BKK i Kambodży w styczniu, mam kilka konkretnych pytań, może znajdziesz wolną chwilkę na korespondencję?
Z pewnością my również “wylądujemy” na tej pięknej wieży widokowej z dobrymi drinkami;)
pozdrawiam
Dzięki!
Wysłałam Ci maila :)
Jestem wielką fanką tuk-tuków po wyprawie do Indii i widzę że wszędzie sie swietnie sprawdzają ale nie wszedzie tak samo wygladaja ;) powiew wiatru w upal jest bardzo wskazany plus dobra wynegocjowana wczesniej cena i przyjemna podróż zagwarantowana z widokami i atrakcjami – bo nie wiem jak w Tajlandii ale w Indiach jeżdżą jak wariaci ;)
Oj tam od razu wariaci – jeżdżą szybko i efektywnie (efektownie też! :)
Fajny blog. Mam tylko jeden komentarz dla osob wybierajacych sie do Kambodzy – nie negocjujcie tego dolara, czy dwoch. Dla nas te 3 zl nie robia roznicy a dla nich to stawka dzienna na wyzywienie. Pozdrawiam. A.
Cześć Aga, cieszę się, że Ci się tu podoba.
Jeśli chodzi o negocjacje to nie do końca się zgadzam – po pierwsze jako turyści i tak płacimy dużo wyższą stawkę, niż miejscowi. A po drugie przy jednorazowym przejeździe dolar czy dwa nie robią różnicy, ale jak policzymy, że codziennie skorzystamy z tuk-tuka dwukrotnie, a potem jeszcze wydamy o dolara-dwa więcej w hostelu, a potem zapłacimy o dolara-dwa więcej za jedzenie to już się z tego dziennie robi kilka dolarów. Przy trzech tygodniach w Azji zbiera się całkiem sporo pieniędzy – które dla nas też już niestety czasem robią różnicę.
Pozdrawiam również!