18 listopada 2009
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Z podróży | Tematy: Bangkok, bazar, buddyzm, China Town, Damnoen Saduak, świątynia, targ, zwierzęta
Wstajemy z rana, przed wschodem słońca. Przespałam całą noc jak kamień, więc jestem wyspana. Szybko się zbieramy i ruszamy na poszukiwania ambasady Omanu. Nie, żebyśmy planowali wypad w kraje arabskie. Chociaż, może kiedyś… Tym razem pod ambasadą Omanu jesteśmy umówieni z kierowcą busika, który ma nas zabrać na pływający targ Damnoen Saduak. Nie jest łatwo znaleźć tę ambasadę, ale w końcu się udaje. Na busik trzeba poczekać, bo chociaż to jedyne miejsce w okolicy, które kierowca mógł skojarzyć na mapie, to sam ma problemy ze znalezieniem.

Ładujemy się do busika i jedziemy ponad półtorej godziny. Na miejscu przesiadamy się w długą łódkę koloru żółtego i płyniemy jakimiś kanałami. Nie są ciasne, ale też nie ma zbyt wielu łódek. Mijamy po prawej jakiegoś wielkiego jaszczura siedzącego na brzegu. A potem wpływamy na wodostradę, taką jakby kanałową dwupasmówkę. Płyniemy dość szybko. Po prawej mijamy płynącą do góry brzuchem, nieżywą jaszczurkę wyglądającą jak mały aligator. Dobrze, że nie chce nas ugryźć.
Po tej przejażdżce płyniemy do „przystani”, gdzie wskakujemy na jeszcze mniejszą łódkę bez silnika. Pan z wiosełkiem obwozi nas po pływającym targu. Targ polega na tym, że po kanałach pływają małe łódeczki, z których sprzedawcy handlują najprzeróżniejszymi różnościami: od pamiątek, przez kapelusze, świeże owoce po gotowane jedzenie. Gotowane na łódce!

Przepływamy przez kilka kanałów, a potem wysiadamy. Umawiamy się za jakiś czas i buszujemy po targu, który rozkwitł nad kanałami. Kupuję sobie śliczną maskę Buddy z drzewa tamaryndowca za jedyne 200 bahtów. Będzie wisiała nad łóżkiem. I trochę innych pamiątek. Próbuję też miejscowych lodów kokosowych. Smakują jak zamrożone mleczko kokosowe.
Po powrocie z pływającego targu odpoczywamy chwilę, a potem jedziemy w pięć osób na farmę węży. Aga w tym czasie jedzie z Paulą do China Town. Trochę zajmuje nam znalezienie miejsca, ale w końcu się udaje. Pokaz węży prawie się już kończy, ale kiedy prowadzący proponuje, że można zrobić sobie zdjęcie z wężem, Maja zgłasza się bez wahania. Wąż chyba się stresuje, bo Maja czuje, że wąż jest mokry. Czyżby się zsikał? Potem Tomek bierze na siebie węża i też czuje coś mokrego. Ja jestem trzecia w kolejce i nie czuję nic mokrego. Wąż jest przyjemny w dotyku. Potem oglądamy inne węże, już w klatkach i wystawę o wężach czyli co robić, jak wąż ukąsi, jak wygląda wąż w środku i ogólnie wężowisko.
Po wężach ruszamy do China Town metrem. Metro jest drogie i szału nie robi. Takie zwykłe metro. Plastikowe żetony przykłada się do czytnika przy wejściu. Do bramki wrzuca się je na wyjściu. A na stacji są drzwi przy peronie, które otwierają się dopiero, jak podjedzie pociąg.
W China Town idziemy do świątyni, gdzie jest statuetka Buddy wykonana w całości ze złota o wysokości 3,5 metra. Wielkie roz-cza-ro-wa-nie. To znaczy Budda rzeczywiście tam jest i co z tego? Jakiś taki malutki się wydaje :) Potem spotykamy się z Agą i idziemy na spacer po China Town w poszukiwaniu knajpki, bo jesteśmy głodni. A na ulicach wielki wybór lokalnych przysmaków. Na przykład żaby.

Nie napiszę, co jedliśmy :) Ale za to upolowaliśmy suszone duriany i trochę innych ciekawych miejscowych przysmaków. A na wieczór plan, żeby iść na tajski masaż i na targ, gdzie sprzedają prawdziwe podróbki dóbr luksusowych.
Podobne wpisy:
-
Jedna noc w Bangkoku Jesteśmy w Bangkoku. Miasto jest ogromne! Póki co chłonę je wszystkimi zmysłami: wzrokiem, zapachem, smakiem, dotykiem, słuchem… Jest wspaniale! Z...
Kolekcjonerzy szczęścia Bangkok targami i bazarami stoi. Większe, pełne turystów i mniejsze, wypełnione głównie mieszkańcami stolicy. Wszędzie tak samo ciasno, tłoczno, gwarno....
Ciągle pada w Kuala Lumpur Po dwóch dniach spędzonych w stolicy Malezji ja ciągle nie wiem, czy mi się ona podoba, czy nie. Wiem jedno...
Damnoen Saduak Można je zobaczyć chyba w każdym sklepie z pamiątkami w Bangkoku. Pojedyncze lub serie, do powieszenia na ścianie. Zdjęcia z...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)





