Z Ko Muk wydostajemy się bez trudu. Najpierw wrzucamy bagaże na przyczepkę motorka, a potem sami zostajemy podrzuceni skuterkami na molo. Ci miejscowi to mistrzowie jazdy na skuterkach: kałuże im niestraszne, zakręty, nierówności, błoto. Dojeżdżamy bez jednego zachlapania! Dojeżdżają też nasze bagaże. Pakujemy się na długą łódkę. Po drodze z innego resortu zgarniamy jeszcze jakiegoś Niemca. Wkrótce docieramy na stały ląd.
Komu w drogę, temu… różne środki transportu
17 listopada 2009 | Komentarze: 2
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Z podróży | Tematy: Ao Phang Nga, buddyzm, jaskinia, Ko Yao Noi, park narodowy, Phetchaburi, Phuket, plaża, pociąg, świątynia, transport, wyspa, zamek
Ko Muk
12 listopada 2009 | Komentarze: 3
Dziś dotarliśmy na kolejną wyspę. Też rajską. Chyba cała Tajlandia się z takich składa… Ko Muk różni się od Ko Lipe, bo zbudowana jest z bardziej strzelistych skał. W ogóle wszystko dookoła wygląda, jakby ktoś wrzucił do morza wielkie kawałki kamienia. I te kawałki kamienia są teraz porośnięte ogromnymi drzewami. Naprawdę uroczo. Ale najpierw trzeba tu dotrzeć. A dotarcie to atrakcja sama w sobie…
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Z podróży | Tematy: Ko Lipe, Ko Muk, natura, owoce, plaża, przyroda, transport, wyspa
Niebiańska plaża
11 listopada 2009 | Komentarze: 7
Plan był taki. Napiszę tylko jedno zdanie: Na wyspie Ko Lipe jest tak rajsko, że słowa są zbędne. Wystarczy kilka fotografii. I wgram kilka zdjęć z wczoraj i dziś. Ale z planu wyszły nici, bo zdjęć nie da się tu wgrać. Wiec skrótowo o tym, jak to jest w raju na ziemi.
Mieszkamy w bambusowych chatkach z wiatrakami. Ok, są karaluchy, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami. Tyko w nocy wyobraźnia podsuwa wizje karaluchów-gigantów skrobiących w drzwi. A Tomek nie zapiął plecaka i musiał eksmitować z niego całą kolonię karaluszków. Ale uczymy się żyć obok siebie. One nie wchodzą pod moskitierę (na ogół), my staramy się ich nie dostrzegać.
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Z podróży | Tematy: Ko Lipe, plaża, wschód słońca, wyspa
Dostać się na Ko Lipe…
10 listopada 2009 | Komentarze: 4
Jak to ujął Tomek, Hat Yai jest jak czarna dziura. Prawie nie sposób stamtąd wyjechać! A my chcemy się dostać do naszego małego raju na Ko Lipe.
Z hotelu w Hat Yai łapiemy tuk-tuka na dworzec. Po wyjściu z tuk-tuka dopada nas jakiś koleś z lokalnego biura podróży i krzyczy, że na dworcu nie dostaniemy biletów do Pak Bara, skąd chcemy złapać prom na Ko Lipe. Możemy je kupić u niego. Delikatnie mówimy mu, że dziękujemy i dziarskim krokiem ruszamy na dworzec. A na dworcu zonk. W jednym okienku odsyłają nas do drugiego. W drugim mówią, że autobusów do Pak Bara nie ma. W trzecim pani zaczyna miauczeć. Dopiero po chwili orientujemy się, że woła swoją koleżankę sprzedającą miejsca w vanach. Odsyła nas do niej. Ale Tomek czytał, że można do Pak Bara dojechać normalnym autobusem…
Wpis w kategoriach: Tajlandia, Z podróży | Tematy: Hat Yai, Ko Lipe, natura, plaża, przyroda, transport, wyspa







