Wędrówka na koniuszek Madery

Niepewnie spoglądam na niebo, po którym płyną szare chmury. Ich warstwa nie jest zbyt gruba, więc mam nadzieję, że w połowie drogi nie złapie nas deszcz. Mimo to kurtka przeciwdeszczowa zwinięta czeka w plecaku na wszelki wypadek. Po cichu marzę, by wyszło słońce, jednak szanse na to wydają się niewielkie. Wieje lekki wiaterek, na szczęście przyjemnie ciepły. Przed nami osiem kilometrów marszu – cztery na sam koniec Przylądka świętego Wawrzyńca i cztery z powrotem. Idziemy!

Przylądek świętego Wawrzyńca

Przylądek, zwany po portugalsku Ponta do São Lourenço, to najdalej na wschód wysunięty koniuszek Madery. Jego nazwa pochodzi od imienia karaweli jednego z odkrywców wyspy, João Gonçalvesa de Zarco, który zbliżając się do tej okolicy, krzyknął ponoć do swojej załogi:
– São Lourenço, wystarczy!

Przylądek świętego Wawrzyńca

Ten kawałek ziemi o długości kilku kilometrów słynie z przepięknych widoków, tak różnych od tego, co można zobaczyć w innych częściach wyspy. Zauważamy to już przy wejściu na szlak, patrząc przed siebie, w kierunku samego końca przylądka. Nie ma tu ani jednego drzewa! To skutek półpustynnego mikroklimatu, jaki panuje w tej okolicy, oraz stosunkowo silnych wiatrów.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Szlak o numerze PR8, znany jako Vereda da Ponta do São Lourenço, zaczyna się przy parkingu na końcu drogi ER109, schodząc łagodnie w dół niewielkimi schodkami. Następnie przechodzimy przez drewniany podest, jakby mostek, by za chwilę zacząć wspinać się pod górę. Zamiast desek mamy już ubitą ziemię i kamienie. I chociaż na całej długości trasy jest kilka podejść i zejść, szlak uznawany jest za łatwy.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Po lewej i prawej stronie mijamy ostre, strome klify w rudobrązowym kolorze. Przylądek ma pochodzenie wulkaniczne i zbudowany jest ze skał bazaltowych, jednak można tu też znaleźć fragmenty skał osadowych, takich jak wapień. Gdzieniegdzie u stóp klifów znajdują się niewielkie, czarne, kamieniste plaże, które wyglądają, jakby były dostępne wyłącznie od strony morza.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Wąska, kamienista ścieżka prowadzi nas do pierwszego miejsca, w którym warto zrobić nieco dłuższy przystanek. To tutaj niewielka ścieżka odchodzi od głównego szlaku w kierunku północnym i prowadzi na skraj klifu, z którego rozpościera się fantastyczny widok. U naszych stóp białe, spienione fale rozbijają się o pełną kamieni plażę i kilka skalnych ostańców wystających z ciemnoturkusowej wody. Dramatyzmu tej scenie dodają ciężkie chmury, a w dodatku zza pleców nieśmiało zaczyna prześwitywać słońce. Szybko jednak znowu chowa się za szarą zasłoną.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Idziemy dalej, podążając wydeptaną ścieżką prowadzącą po zboczach wypiętrzonych klifów to lekko w górę, to lekko w dół. Okolica jest soczyście zielona. Brak drzew nie oznacza wcale, że nie ma tu żadnej flory. Przeciwnie – Przylądek świętego Wawrzyńca porasta sto trzydzieści osiem gatunków roślin, w tym trzydzieści jeden endemitów, występujących wyłącznie na Maderze.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Żyje tu także sporo ptaków, jednak nie mamy dość szczęścia, by jakieś ciekawe okazy zaobserwować. Możemy się za to przyglądać blaszanym ptakom, przelatującym nad przylądkiem – samolotom, które podchodzą do lądowania na maderskim lotnisku. Dwa dni wcześniej nas również Madera przywitała widokami na ten skrawek ziemi.

Przylądek świętego Wawrzyńca

W miejscach, gdzie szlak robi się nieco bardziej stromy, utwardzono ścieżkę i przygotowano prowizoryczne barierki. Lepiej jednak się na nich nie opierać, choć dają one trochę większe poczucie bezpieczeństwa, kiedy po prawej stronie w dole widać przepaść. Wspinamy się na kolejny klif, z którego widać już sam koniec przylądka. To mój ulubiony widok na całej trasie.

Przylądek świętego Wawrzyńca

W oczy niemal od razu rzucają się jedyne drzewa na przylądku. To grupka palm otaczających niewielki domek, zwany Domem Sardynki – Casa do Sardinha. Jest on siedzibą strażników rezerwatu przyrody, który obejmuje właśnie tę część wyspy. Strażnicy dbają nie tylko o bezpieczeństwo turystów, ale przede wszystkim o to, by nie niszczyli oni cennej szaty roślinnej. Takie przynajmniej mają zadanie, ale w czasie całego kilkugodzinnego marszu w tę i z powrotem nie zauważam ani jednego strażnika.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Mając koniuszek trasy w zasięgu wzroku, idzie się jakby łatwiej. Szlak jeszcze raz prowadzi nas trochę w dół, potem znów pod górkę i ponownie w dół. Niedaleko Domku Sardynki znajduje się niewielki kącik, gdzie można urządzić sobie piknik. Tutaj też chętni mogą zejść ku morzu i, jeżeli pogoda dopisuje, popływać dla relaksu. Można też iść kawałeczek dalej, do punktu, skąd rozciąga się widok na leżące jeszcze dalej na wschód dwie małe wysepki.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Po krótkim pikniku przychodzi czas, by wracać. Pogoda wcale się nie poprawiła, ale chmury przestały mi w zasadzie przeszkadzać. Powiem więcej, dodają krajobrazowi swoistego charakteru. Podkreślają potęgę natury, ciągnąc się szarą warstwą nad wypiętrzonymi bazaltowymi płytami, które porasta soczyście zielony dywan. Nic dziwnego, że klify przylądka określane są jako jedne z piękniejszych na Maderze.

Przylądek świętego Wawrzyńca

Wędrówka z powrotem zajmuje nam mniej czasu niż dojście na koniec przylądka. Trzeba wracać ta samą trasą, więc większość widoków jest nam już znana i obfotografowana, i nie muszę tak często się zatrzymywać, widząc kolejny ciekawy kadr. Mimo to cały czas rozglądam się na boki, by nacieszyć oczy tym surowym krajobrazem, który przypomina mi trochę wulkaniczne pejzaże Islandii. Kiedy docieramy do zaparkowanego na początku szlaku samochodu, aż żałuję, że przylądek jest taki krótki…

Przylądek świętego Wawrzyńca

Wycieczka na Przylądek świętego Wawrzyńca to jeden z obowiązkowych, moim zdaniem, punktów pobytu na Maderze. Oczywiście jak do każdej wędrówki, należy się do niej dobrze przygotować. Ważne jest wygodne obuwie oraz kurtka chroniąca przed wiatrem i ewentualnym deszczem, przekąski i woda, gdyż na trasie nie ma żadnych stoisk czy sklepików, gdzie moglibyśmy się w cokolwiek zaopatrzyć. Do tego dużo pozytywnej energii i można ruszać!

Przylądek świętego Wawrzyńca

Jeśli wybieracie się na Maderę, zajrzyjcie też do wpisu, gdzie zebrane są ważne i przydatne informacje praktyczne, między innymi o tym, jak poruszać się po wyspie, gdzie mieszkać i jak przygotować się do wędrówek po lewadach.

Czy uważacie, że szlak musi być trudny, by był zachwycający? Macie jakieś swoje ulubione szlaki, które polecilibyście miłośnikom pięknych widoków?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

59 komentarzy

  1. Sylwia Śmigiel napisał(a):

    Po Twoich wpisach Madera wskoczyła na listę wyjazdów na 2018 rok :-) Pozdrowienia ze słonecznego Tromsø

  2. Nie może być trudny :D piękne zdjęcia

  3. Aleksandra Gzyra napisał(a):

    Przepiękne zdjęcia :) Aż chce się jechać na Maderę, takie widoki! :)

  4. Marysia napisał(a):

    Madera jest na mojej liście do zobaczenia wkrótce :) Przepiękne widoki, i szlak wygląda w miarę dostępnie, większych wysokości chyba raczej nie było do zdobycia? A czy mogłabyś Ewo uchylić rąbka tajemnicy odnośnie czasu potrzebnego na przejście szlaku? P.S ja wiem że każdy ma swoje tempo ale nie ufam tym z gory wyznaczonym czasom przez przewodniki :)

    • Ewa napisał(a):

      Najniższy punkt to 5 metrów n.p.m., a najwyższy to 110 metrów n.p.m. Od wejścia na szlak do zejścia z niego upłynęło nam 3,5 godziny, ale trzeba wziąć pod uwagę milion przystanków na zdjęcia w tamtym kierunku i bardzo długi piknik – siedziałyśmy ponad pół godziny ;)

  5. Józef Idźkowski napisał(a):

    Madera to bajka o każdej porze roku , różnorodna w poszczególnych rejonach i……wszędzie blisko.

  6. Ewa Pi napisał(a):

    Moje ukochane miejsce. Bajka.

  7. Karolina Wudniak napisał(a):

    Oczywiście, że nie musi! Np. w Nowej Zelandii jest mnóstwo łatwych, ale pięknych szlaków :)

  8. Dee Dorota Lukasik napisał(a):

    Kocham takie szlaki, gdy nie muszę się zmęczyć, a mogę zobaczyć cuda i zrobić dużo pięknych zdjeć. Tak się często włóczę po Anglii lub Francji, a na Maderę na pewno pojadę

  9. Łukasz Kocewiak napisał(a):

    Nawet w pochmurny dzień jest co robić. Bajecznie!

  10. Pola Henderson napisał(a):

    Zgadzam się, nie wszystko musi być „siłowe.” :)

  11. Hanna Szczypiór napisał(a):

    Zdecydowanie wolę te mniej trudne szlaki :D <3

  12. Maria napisał(a):

    Twoje zdjęcia są fantastyczne, a Maderą jestem oczarowana /oczywiście wirtualnie/, ponieważ mam jeden dylemat.
    Kiedy patrzę na lądujące samoloty na Maderze – ciarki przechodzą mnie po plecach.
    Czy rzeczywiście podejście samolotu do lądowania wygląda aż tak koszmarnie?

    • Ewa napisał(a):

      Moim zdaniem nie, my akurat lądowanie mieliśmy spokojne, a ten koszmar to tylko w głowie człowiekowi siedzi – a przecież pilot też człowiek i chce wylądować tak, by wszystko było ok. Zresztą do końca pasa przy lądowaniu mieliśmy jeszcze spory kawałek, więc bez stresu :)

  13. Elwira Tymczyszyn napisał(a):

    Zdecydowanie przydałaby mi się taka wędrówka po świątecznym przejedzeniu :P Takie krajobrazy są warte zobaczenia i przy okazji można zrobić niesamowite zdjęcia :)

  14. Okiem Fizjoterapeutki napisał(a):

    Wspaniały widok, aż chce się tam być!

  15. Natalia Kielur napisał(a):

    Oooo, to coś dla mnie

  16. Też byłam. Tylko wtedy- a to było w lipcu- kolory były piaskowo -rude:-)

  17. Szymon Król napisał(a):

    super! szlak może być banalny, a naprawdę fajny – miałem tak w rumuńskich Karpatach, jedyna trudność polegała na tym, że było stromo ;)

  18. Barbara Frąckowiak napisał(a):

    jest tam super wiatr

  19. Fame Name napisał(a):

    Prześliczne zdjęcia i ciekawe miejsce do zobaczenia. Muszę je zobaczyć. Madera podbija pozycję w moich bucket list.

  20. Paulina napisał(a):

    Nazwa „Domek Sardynki” kładzie mnie na łopatki od razu ;-))
    Konieczny „must do” jak dla mnie jeśli kiedyś uda mi się wybrać na Maderę :-))

  21. Hotel Rigga napisał(a):

    Przylądek ten to miejsce na ziemi które trzeba koniecznie zobaczyć :) Jest niesamowite!

  22. uwielbiam takie chmury. Przylądek to jedno z piękniejszych miejsc na Maderze. Fajnie było go znowu odwiedzić dzięki Twojej relacji.

  23. Betibro napisał(a):

    Jak można tam dojechać z Funchal komunikacją miejską? Będę tam w lipcu.

  24. Basia napisał(a):

    Świetny poradnik:) Super, że opisujesz to tak szczegółowo:) Czy wiesz, jakiej pogody można się spodziewać (temperaturowo) w okolicach drugiej połowy września?

  25. Michał napisał(a):

    13 listopada ląduję na Maderze i mam 10 dni na eksplorację wyspy! Więc tę atrakcję zapisuję do must do w tym czasie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!