Asia i Edi Pyrek: Światy równoległe

Książka o tym, jak rodzice z dzieckiem przez pół roku objechali świat prawie dookoła. W dodatku wydana przez National Geographic, które to wydawnictwo – jeśli chodzi o książki – jest mi dość podpadnięte za recenzowane już tu książeczki Beaty Pawlikowskiej czy Piotra Kraśko i nierecenzowane (jeszcze :) ) podobnego formatu dzieła Martyny Wojciechowskiej czy małżeństwa Kobusów. Ta ostatnia zresztą o podróżowaniu z dzieckiem, czego lektura skutecznie mnie do tego typu literatury zniechęciła. Ale nie o tych miało być, a o Światach równoległych, a tu okazuje się, że to proszę państwa zupełnie inna historia!

Asia i Edi Pyrek: Światy równoległe
Zanim zachwyty – bo będą – to pogrożę wydawcy palcem. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale tutaj ktoś jednak dał trochę plamę. Bo podsumowanie brzmiące to opis sześciomiesięcznej podróży prawie dookoła świata jest kompletnie mylące. Ta książka to w żadnym wypadku nie opis podróży! I nie chodzi tu o to, że ja coś przeciwko takim opisom mam. Skądże, w wykonaniu Marty i Bartka na przykład wyszło super. Cały czas polecam ich Byle Dalej.

W dalszej części opisu okładkowego stoi jak byk. Ta podróż to przede wszystkim ludzie – Polacy, których historie zbieraliśmy (…). I to o nich jest ta książka. Byś może po części tak. Ale nie do końca. Tym, co najlepiej oddaje zawartość jest sam tytuł. Światy równoległe. Książka o powiązaniach, analogiach, porównaniach, przyczynach i skutkach, rzeczywistości i fantazji, wierzeniach i pewnikach. I w tym całym galimatiasie są też Polacy. I autorzy z synkiem. I miejsca, które odwiedzili. I to się składa w niesamowitą całość.

O tych dzieciach trochę. Bałam się na początku, że trafię na niezbyt wciągający dla osoby niezainteresowanej dziećmi opis przygód małego szkraba. Że będzie o tym, jak nie chciał w podróży siedzieć cicho w samolocie albo jak trzeba go było przekupywać cukierkami, żeby móc w spokoju zwiedzić Machu Picchu. Albo rodzicielskie triki jak skłonić kilkulatka do bycia grzecznym na kempingu. Albo o tym, że rodzinka poszła na lody na nadmorską promenadę zamiast udać się na rekonesans po faveli. Albo… Ach, dość. Być może są osoby, które lubią tego typu książki, ale to zupełnie nie moja bajka.

Mateusz, syn, jest obecny na kartach książki. Ale nie jako bohater pierwszoplanowy. Jest raczej – że tak to ujmę – elementem podkreślającym wymowę niektórych rozdziałów czy fragmentów. Wstawki, opisy jego zachowań nie tylko nie drażnią, ale dają dodatkową perspektywę przy opisywaniu różnych zdarzeń. To czasem jakby najczystsze spojrzenie na świat, oczami dziecka, najniewinniejsze, pozbawione bawełny, w którą często owijają dorośli. Najprostsze. I za taką obecność dziecka na kartach książki niniejszym serdecznie autorom dziękuję.

Nie będę wdawać się w szczegóły tego, o czym dokładnie piszą Asia i Edi Pyrek. Jestem pewna, że jakby nauczycielka polskiego kazała mi napisać streszczenie książki, to dostałabym dwóję. Można napisać sucho, że będzie o Australii, USA, Brazylii, Argentynie, Chile i Peru ale to zupełnie nie oddaje ducha tego, co się czyta. Bo książka jest, jak już wspomniałam wcześniej, o światach. Równoległych?

No chyba nie do końca. Opisywane w książce światy właśnie nie są równoległe. Bo jeśli byłyby równoległe, jak linie, to zgodnie z geometrią rzutową przecinałyby się, owszem, ale dopiero gdzieś w nieskończoności. Zgodnie z geometrią euklidesową jest nawet prościej – nie przecinają się one nigdy. A tutejsze światy stale się ze sobą przeplatają. Prosty odcinek za chwilę wygina się jak parabola, oplata kawałek innego, ten drugi się zawija, zakręca i w rezultacie te światy zamiast być proste i równoległe są skomplikowane i poplątane jak kabelki od słuchawek empetrójki niedbale wrzucone do kieszeni w czasie przerwy od słuchania muzyki. Rozplątanie ich jest zadaniem niemalże niewykonalnym.

I to właśnie czyni dla mnie książkę tak fascynującą. To, że nie ma w niej zapierających dech w piersach krajobrazów, suchych faktów, dat i monumentalnych pomników martwych dowódców wojsk, które zwyciężyły w ważnych dla ludzkości bitwach. Są za to porównania, odniesienia, czasem dość zaskakujące. Są ciekawostki, ciągi przyczynowo-skutkowe, dziwne przypadki, przemyślenia i pytania. Do tego narracja prowadzona tak, że ciekawość tego, co będzie za chwilę, ani na moment nie znika. Kilkukrotnie musiałam użyć bardzo stanowczych argumentów w walce z sobą samą o to, czy odłożyć i zająć się innymi rzeczami, czy czytać dalej. Przy czym nie zawsze rozsądek wygrywał.

Na koniec dodam jeden smaczek. Język. A dokładniej wstawki, które czasem dosłownie rozkładają mnie na łopatki. Tak jak rozdział o Burning Manie rozpoczynający się zdaniem sztuczna szczęka uśmiechała się. Albo krótki opis hotelu na Wyspie Wielkanocnej: Małe pokoje o ścianach z fakturą koralowej rafy. Jeśli byłbym misiem, tobym się codziennie czochrał. albo fakty totalnie od czapy. Wiedzieliście na przykład, że żeglarze Magellana byli też pierwszymi białymi, którzy zjedli pingwina? Niby nic, a jednak jakaś bomba. Takie poczucie humoru bardzo mi odpowiada.

Nie czytałam jeszcze takiej książki. Niby o podróży, a jednak nie. Niby o dziecku, a jednak nie. Niby o kilku krajach świata, a też jednak nie. Niby o Polakach na emigracji – też nie do końca. Taka mieszanka, światy poplątane. Pomieszane. Szalone. Ale w tym szaleństwie jest metoda. Z całego serca polecam, bierzecie do ręki i czytajcie!

Książkę można kupić w sklepie Merlin.pl, który udostępnił mi egzemplarz do recenzji.

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

18 komentarzy

  1. Krystyna pisze:

    I napisałaś bardzo dobrą recenzję książki.
    Zachęcająca do przeczytania.
    I masz rację o dziecku.

  2. Jagoda pisze:

    dobrze, że podsumowujesz w ostatnim akapicie :D

  3. Ewa pisze:

    a co, całej recenzji czytać Ci się nie chce? ;)

  4. Jagoda pisze:

    no, jest to trochę ponad moje siły :D czytam poczatek i koniec :D

  5. Ewa pisze:

    jak masz książkę to też tylko wstęp i zakończenie? :P

  6. Jagoda pisze:

    najpierw wstep, potem zakonczenie, a jak mnie zacheca to reszte :D ksiazki sa na papierze to łatwiej.

  7. Ewa pisze:

    buuu czyli moje zakończenie nie zachęciło Cię do przeczytania całej recenzji ;( będę płakac, zamknę się w sobie i nigdy więcej już nic nie napiszę :P

  8. Jagoda pisze:

    zachęciło do przeczytania ksiażki, starczy. nie mozna miec wszystkiego.

  9. Ewa pisze:

    hahaha, uff :D to nawet lepiej!

  10. san pisze:

    świetna recenzja, przeczytałem całą ;)

  11. Marta pisze:

    Wydawnictwo National Geographic też jest u mnie podnięte – z uwagi na kilka niewiele moim zdaniem wnoszących książek, jak i całe “masowe” wydawanie i wznawianie tytułów, które są często moim zdaniem mało wartościowe.
    Podobnie jak Ty również niechętnie podchodzę do książek mających związek z podóżowaniem z dziećmi, gdyż ten temat po prostu jest mi kompletnie obcy, a ostatnio się trochę takiej literatury namnożyło (widać zapewne jest zapotrzebowanie…).
    Bardzo zachęciłaś mnie jednak swoją recenzją, więc być może przekonam się jednak do tej lektury.

  12. alElla pisze:

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Szczęścia, zdrowia, pomyślności!

  13. Dorota pisze:

    Bardzo interesująca recenzja. Blog jest świetny. Pozdrawiam serdecznie.

  14. Andzia pisze:

    Opis książki bardzo ciekawy i myślę, że całą fajnie przeczytać. Szczególnie jeśli jest się typem osoby kochającej podróże.

  15. Kamila pisze:

    Wreszcie książka dla mnie :) Bardzo udana pozycja, ja też polecam !

Skomentuj san Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!