Herbata z widokiem na niedokończony minaret

Z przestronnego tarasu na dachu restauracji rozpościera się tak ładny widok, że dziwię się, czemu w porze obiadowej nie jest on pełen. Oprócz mnie i Kami, zajmujących jeden stolik w rogu, po sąsiedzku siedzi troje Hiszpanów, a w międzyczasie pojawia się tylko na chwilę grupa Rosjan. Z drugiej strony nie ma co narzekać, przynajmniej jest cisza i spokój. Zamawiamy dzbanek herbaty i coś lokalnego na obiad. Czas oczekiwania wykorzystuję na rozejrzenie się po okolicy. Za moimi plecami rozciąga się stara część miasta, pełna zabytkowych domów, w których nadal mieszkają ludzie. Po lewej widzę jedną z miejscowych medres imienia Chana Muhammada Rachima, a w tle wyróżniają się dwa piękne minarety. Po prawej w krajobrazie dominuje sylwetka fortecy Kunja Ark. Z kolei na wprost mnie stoi pękaty, misternie zdobiony niedokończony minaret Kalta Minor, moja ulubiona budowla w Chiwie.

Chiwa

Zaledwie trzy godziny wcześniej wysiadamy na stacji kolejowej w Urgenczu po nocnej podróży pociągiem z Taszkentu. Podróż była zaskakująco wygodna, dlatego czuję się wypoczęta i gotowa na odkrywanie zabytków Chiwy. Dojazd do miasta zajmuje taksówkarzowi pół godziny. Sprawnie meldujemy się w położonym na obrzeżach starego miasta Iczan Kala hotelu.
– Zaznaczyłyście przy rezerwacji, że chcecie pokój z ładnym widokiem. Ten pokój ma okna wychodzące na stare miasto – uśmiecha się recepcjonista, wręczając nam klucz. Idziemy na piętro, by odświeżyć się po przyjeździe. Od razu wyglądam przez chronione drewnianą, ozdobną kratą okno by zobaczyć dominujący nad miastem minaret i turkusowe kopuły. Jest cudownie!

Chiwa

Zamieszkana przez około dziewięćdziesięciu tysięcy mieszkańców Chiwa jest pierwszym miastem Uzbekistanu, którego stare miasto zostało w 1990 roku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Leży nad rzeką Amu-darią w wilajecie (prowincji) chorezmijskim. Według legendy, jeden z synów Noego, Szem, po biblijnym potopie wybrał się na samotną wędrówkę po pustyni. Pewnej nocy przyśniło mu się trzysta płonących pochodni. Uznając to za dobry omen, postanowił założyć w tym miejscu miasto, nadając mu kształt wyznaczony przez pochodnie ze snu. W centrum miasta wykopał studnię, zaopatrującą miasto w wodę o doskonałym smaku.

Chiwa

Legenda legendą, a archeolodzy twierdzą, że początki Chiwy sięgają co najmniej VI wieku naszej ery, a niektórzy przypuszczają, że pierwsi ludzie osiedlali się tu już dwa tysiące lat temu. Pierwsze pisane wzmianki o mieście pojawiają się w dziesięciowiecznych relacjach muzułmańskich podróżników. W tamtych czasach mieszkali tu powiązani z Persami, zdominowani w X wieku przez ludy tureckojęzyczne. Uważa się, że z tego okresu pochodzą fundamenty murów obronnych otaczających Chiwę.

Chiwa

Być może nasz spacer po mieście powinnyśmy zacząć właśnie od murów, jednakże zostawiamy je sobie dopiero na drugi dzień. Odświeżywszy się w pokoju hotelowym, idziemy na miasto, zaczynając od najważniejszych rzeczy, takich jak herbata i obiad, wymiana pieniędzy, a także kupno wspólnego biletu obejmującego wstęp do piętnastu atrakcji – medres, meczetów, pałaców i muzeów. Z perspektywy czasu wiem, że był to niepotrzebny wydatek, bo większość z tych miejsc ciekawie wygląda wyłącznie z zewnątrz, a muzea z zaledwie kilkoma zakurzonymi eksponatami rzadko nas porywają. W każdej atrakcji można kupić oddzielny bilet, decydując się tym samym na zwiedzenie tylko tego, co nas interesuje. Jednak mając już wspólny bilet, przez dwa dni odwiedzam każde miejsce z listy, dlatego na koniec stwierdzam, że tylko niektóre były tego warte.

Chiwa

Środek dnia to czas, kiedy na głównych ulicach Chiwy i pomiędzy zabytkami kręcą się turyści. Chciałoby się powiedzieć, że jest ich wielu, jednak obiektywnie rzecz biorąc byłoby to kłamstwo. Być może inaczej ma się sytuacja w szczycie sezonu, latem, ale my docieramy do Uzbekistanu na jesieni, kiedy podobno ludzi jest już mniej. Nie znaczy to, że nie spotykamy kilku rosyjskich i niemieckich wycieczek, niemniej jednak nigdy nie musimy się przepychać przez tłum turystów.

Chiwa - Kalta Minor

Miasto przypomina mi nieco nieformalne targowisko. W obrębie starówki zamieszkuje około trzystu rodzin, których członkowie najczęściej trudnią się rzemiosłem i handlem, innymi słowy wytwarzają i sprzedają pamiątki. Może to być wszystko, od przepięknie zdobionej ceramiki, poprzez dywany, obrazy czy wełniane swetry i czapki, aż po szczotki do końskiej sierści. Prowizoryczne stoiska z rękodziełem, ale także przenośnymi lodówkami wypełnionymi butelkami z wodą i napojami czy – niestety – także bibelotami made in China okupują place i uliczki przy najważniejszych zabytkach miasta. Sprzedawcy nie są jednak nachalni, choć od czasu do czasu zdarza się, że ktoś nas zaczepi z uśmiechem.

Chiwa

Tym, co trochę mnie zaskakuje, są stoiska z rękodziełem i pamiątkami wewnątrz zabytków. Wchodzimy do jednej czy drugiej medresy, gdzie w dodatku potrzebny jest bilet, a tam, we wnękach i zagłębieniach siedzą na niskich stołeczkach najczęściej kobiety oferujące swoje wyroby. Z jednej strony trochę mi to przeszkadza i psuje odbiór zabytków, z drugiej – sprawia, że miejsce to cały czas żyje.

Chiwa

Wypiwszy herbatę z widokiem na niedokończony minaret, ruszamy w kierunku dziewiętnastowiecznego mauzoleum muzułmańskiego poety, filozofa i świętego męża, Pahlawona Mahmuda, będącego patronem Chiwy. Charakterystyczne turkusowe kopuły budowli rzucają się w oczy już z daleka. Na wewnętrznym dziedzińcu znajduje się studnia i drzwi do kilku mniejszych izb, a także wejście do głównej części kompleksu,gdzie zobaczyć można grobowce. Ściany sal misternie udekorowano niewielkimi ceramicznymi płytkami pomalowanymi w perskim stylu, widnieją też na nich maksymy i powiedzenia z twórczości filozofa. Przyglądam się z zachwytem tym kunsztownym ozdobom, próbując wyobrazić sobie ogrom pracy, jaki musiał być włożony w wystrojenie mauzoleum.

Chiwa - mauzoleum Pahlawana Mahmuda

Opuszczamy mauzoleum i skręcamy w kierunku najwyższego tutejszego minaretu, towarzyszącemu kompleksowi Islam Chodża. Wybudowana w XIX wieku wieża ma prawie pięćdziesiąt siedem metrów wysokości, a na górę prowadzą wąskie, strome i kręte schody. O tym, jak są strome, przekonujemy się drugiego dnia, gdy postanawiamy wspiąć się na górę. Pierwsze kilka metrów pokonuję w ciemności, wspierając się rękoma, dopiero później do wnętrza wpada trochę światła przez wąskie okienka. Wdrapywanie się po wysokich stopniach nie jest łatwe dla osoby o dość krótkich nogach, jednak widok z góry wart jest każdego wysiłku.

Chiwa - Islam Chodża

Ze szczytu minaretu doskonale widać układ starego miasta zwanego Iczan Kala, dla odróżnienia od znajdującego się poza grubymi murami nowego miasta – Diczan Kala. Starówka ma niecałe czterdzieści hektarów powierzchni i nieco wydłużony na osi północ-południe kształt. Jest na tyle niewielka, że przejście jej wszerz od bramy do bramy zajmuje zaledwie kilkanaście minut. Ze wschodu na zachód miasto przecina główny deptak, od którego odchodzą w bok mniejsze uliczki. Główne zabytki zlokalizowane są w pobliżu deptaka, ale zagłębiając się dalej w labirynt uliczek, można pospacerować pomiędzy starymi, aczkolwiek nadal zamieszkanymi domami, z których część pochodzi nawet z XVIII wieku.

Chiwa

Złote czasy dla Chiwy nastały na początku XVI wieku, kiedy miasto zostało podbite przez sturkizowaną dynastię mongolską Szejbanidów. Wykorzystali oni strategiczne położenie miasta na odnodze Jedwabnego Szlaku prowadzącej w kierunku brzegów Wołgi i Morza Kaspijskiego by rozwinąć handel, także żywym towarem. Chiwa została stolicą chanatu, jednakże mimo doskonałej lokalizacji, pozostawał on stosunkowo izolowany i zacofany. W 1873 roku miasto podbili Rosjanie i chociaż oficjalnie przejęli władzę, to Chiwa w pewnym stopniu nadal cieszyła się swobodą. Dopiero po rewolucji październikowej na krótko utworzono tu Chorezmijską Ludową Republikę Radziecką, którą następnie w 1924 roku włączono do ZSRR jako część Uzbeckiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

Chiwa

Zaglądamy do najważniejszego meczetu w Chiwie. Pierwszy meczet Dżuma, czy też Piątkowy, powstał w X wieku, budowlę jednak rozbudowano pod koniec osiemnastego stulecia. To spora budowla o długości pięćdziesiąt pięć na czterdzieści sześć metrów z halą hypostylową, której sklepienie podpiera ponad dwieście drewnianych kolumn. Sto dwanaście z nich pochodzi z oryginalnej, dziesięciowiecznej budowli. W meczecie panuje przejmująca cisza, kiedy wędrujemy pomiędzy filarami niczym po lesie. Jednakże nawet dawna świątynia nie uniknęła zajęcia przez sprzedawczynię rękodzieła, która rozłożyła swoje towary nieopodal wejścia.

Chiwa

Dzięki mało zróżnicowanej architekturze, Chiwa uznawana jest dzisiaj za jedno z najlepiej zachowanych feudalnych miast w Azji Centralnej. Na tle prostych domów w kolorze piaskowym, wyróżniają się bogato zdobione fasady licznych medres, czyli szkół koranicznych. Zwiedzamy ich kilka, za każdym razem wzdychając z zachwytem, gdy przyglądamy się zdobieniom elewacji. Choć z jednej strony podobne do siebie, każda z nich ma w sobie coś wyjątkowego.

Chiwa

Spacer prowadzi nas wreszcie do jednej z piękniejszych budowli Chiwy. Zaglądamy do wybudowanego pod koniec XIX wieku pałacu Tasz Chauli, składającego się ze stu pięćdziesięciu komnat, które wyróżniają pokryte misternymi stiukami sklepienia. Na głównym dziedzińcu znajduje się miejsce, w którym rozbijano wielką jurtę, gdy władca życzył sobie przywołać koczowniczy styl życia jego przodków. Większość pomieszczeń zamknięta jest dla zwiedzających, ale do niektórych można zajrzeć. Zdobienia są naprawdę najwyższej próby!

Chiwa - Tasz Chauli

Klucząc pomiędzy kolejnymi zabytkami, wracamy w okolice leżącej w zachodniej części miasta Bramy Ojca i mojej ulubionej tutejszej budowli – pękatego minaretu Kalta Minor. To pamiątka po jednym z władców Chiwy, chana Muhammada Amina, który postanowił wybudować minaret tak potężny, że – według podań – można byłoby z niego dostrzec Bucharę. Według różnych źródeł, wysokość budowli miała wynosić od siedemdziesięciu do stu dziesięciu metrów, dlatego potrzebna była solidna podstawa o średnicy czternastu metrów. Niestety cztery lata po zleceniu budowy, w 1855 roku, chan zginął, a konstrukcję przerwano gdy wieżą osiągnęła wysokość dwudziestu pięciu metrów. Dzisiaj przypomina ozdobioną turkusową ceramiką pasiastą beczułkę.

Chiwa - Kalta Minor

Przez wieki wokół Kalta Minor narosło wiele legend. Jedna z nich mówi, że kiedy władca zarządził jego budowę, część mieszkańców pod przywództwem człowieka imieniem Matyakub zaczęła protestować. Chan rozkazał pojmać prowodyra niepokojów i zakopać go żywcem pomiędzy fundamentami minaretu. Według innej, budowę przerwano ze względu na ucieczkę głównego architekta, który jako jedyny wiedział, jak należy ją kontynuować. Projektant miał zostać przekupiony przez chana Buchary, który – dowiedziawszy się o planach władcy Chiwy – postanowił zlecić mu stworzenie jeszcze potężniejszej budowli.

Chiwa - Kalta Minor

Tuż obok niedokończonego minaretu stoi pałac i twierdza Kunja Ark. Oryginalną fortecę wzniesiono w XII wieku, a następnie w siedemnastym stuleciu rozbudowano. Przez długi czas była sercem Chiwy – to tutaj znajdowała się rezydencja chanów i ich harem. Kompleks służył też za arsenał i strażnicę, a na jego terenie działała mennica. Dzisiaj większość turystów wchodzi tu nie tylko po to, by podziwiać architekturę pałacu, ale też jeden z dwóch wspaniałych widoków na miasto.

Chiwa

W tym miejscu kończymy naszą przechadzkę po Iczan Kala i wracamy do hotelu, by odpocząć trochę przed kolacją. Wykorzystuję ten czas, by zajrzeć o zachodzie słońca na hotelowy taras, z którego także rozpościera się widok na miasto – na pewno nie tak spektakularny, jak z minaretu Islam Chodża czy nawet z Kunja Ark, ale nadal całkiem niezły, szczególnie gdy niebo przybiera różowo-fioletową barwę. Na jego tle pięknie wyróżniają się turkusowe kopuły mauzoleum i najwyższy tutejszy minaret. Wraz ze znikającym słońcem bardzo spada jednak temperatura powietrza, więc chłód dość szybko wygania mnie z powrotem do pokoju.

Chiwa

Nasz dzień nie kończy się jednak o zachodzie słońca. W planie mamy spacer po Chiwie po zmroku i oczywiście kolację. Zaskakuje mnie prawie zupełna pustka na ulicach. Miejscowi poskładali kramy, a turyści z tych nielicznych zorganizowanych wycieczek zapewne wrócili do hoteli na kolację, bo z parkingu nieopodal głównej bramy zniknęło większość z kilku stojących tu wcześniej autokarów. Liczę na to, że nocą główne zabytki miasta będą pięknie oświetlone, niestety muszę przyznać, że trochę się rozczarowuję. Jedynie kilka najważniejszych budowli podświetlonych jest bladym światłem z reflektorów, które w żaden sposób nie wydobywa ich piękna. Po przepysznej kolacji spacerujemy chwilę po opustoszałym mieście, jednak dość szybko stwierdzamy, że pora wracać na wieczorny odpoczynek.

Chiwa

Chciałabym powiedzieć, że następnego dnia zrywamy się na wschód słońca, tak się jednak nie dzieje. Mimo to wstajemy dość wcześnie – na tyle, że gdy po sycącym śniadaniu wychodzimy na spacer – ulice Chiwy nadal świecą pustkami. Tego dnia mamy ogromne szczęście do pogody, bo chociaż nadal jest chłodno, to na błękitnym niebie widać jedynie trochę delikatnych chmurek. W oczekiwaniu na otwarcie drzwi minaretu Islam Chodża, na który zamierzamy wejść, eksplorujemy okolice Bramy Wschodniej. Obserwujemy też miejscowych, głównie kobiety, które zaczynają pojawiać się na starówce z pękami kluczy. Co chwilę otwierają się drzwi kolejnego zabytku. Wreszcie pojawia się też opiekunka minaretu i wpuszcza nas na górę.

Chiwa

Po wspinaczce należy nam się herbata! Zatrzymujemy się w jednej z miejscowych herbaciarni, by trochę się rozgrzać. Gdy wychodzimy z powrotem na ulicę, miasto tętni już turystycznym życiem. Drzwi wszystkich atrakcji są otwarte, turyści zaczynają kręcić się pomiędzy odsłoniętymi kramami, wielbłądami i sprzedawcami wszystkiego. Atmosfera przypomina tę, którą zastałyśmy po przyjeździe do Chiwy.

Chiwa

Przychodzi wreszcie czas na spacer poza mury miejskie. Naszym celem jest kompleks pałacowy Nurullaboy, który powstał na początku XX wieku na zlecenie chana Muhammada Rachima II na zewnątrz Iczan Kala, gdyż wewnątrz brakowało miejsca na tak ogromną budowlę. Obejmuje ona pałac o licznych dziedzińcach i komnatach, salę audiencyjną i medresy, których architektura czerpie zarówno z dawnego chorezmijskiego stylu, jak i europejskich wpływów, a wszystko otacza potężny mur. W części pokoi zorganizowano niewielkie muzea, w niektórych prezentowane są dawne zdjęcia Chiwy. Niestety całość jest w remoncie, co sprawia, że kompleks nie robi na nas zbyt wielkiego wrażenia.

Chiwa - Nurullaboy

Na starówkę wracamy przez Bramę Północną, gdzie znajduje się też dogodne wejście na mury miejskie skonstruowane w XVII wieku na bazie pozostałości dziesięciowiecznych fortyfikacji. Mają one w sumie dwa kilometry długości i cztery bramy – po jednej na każdą ze stron świata. Grubość murów dochodzi miejscami do sześciu metrów, a wysokość – do dziesięciu.

Chiwa

Idąc od północnej strony w kierunku głównego deptaka, przechodzimy przez tę część miasta, gdzie nie ma zabytków poza starymi, aczkolwiek nadal zamieszkałymi domami. Tutaj nadal toczy się zwykłe życie – zza okiennych zasłonek dochodzi kuszący zapach gotowanego jedzenia, pomiędzy domami kręcą się kaczki i psy, a na ulicach dzieciaki bawią się sfatygowaną piłką. Niektóre z domów są w całkiem niezłym stanie, inne wołają o natychmiastowy remont. Ulice to ubita ziemia, po której jeżdżą nieliczne samochody. Po krótkim spacerze przez tę część Iczan Kala docieramy do głównej ulicy miasta.

Chiwa

Spoglądam na wspólny bilet i zauważam, że jest jeszcze kilka miejsc, w które nie udało mi się zajrzeć. Postanawiam wykorzystać na to czas, jaki został nam do pociągu w kierunku Buchary. Odkrywam w ten sposób galerię ciekawych fotografii, dokumentujących dawne życie Chiwy, zanim jeszcze stała się atrakcją turystyczną. Z okien tego budynku rozciąga się tez ładny widok na mauzoleum z jego ślicznymi kopułami. Pozostałe muzea okazują się jednak mniej interesujące. Odhaczywszy wszystko, wracam do hotelu, by się spakować.

Chiwa

W Chiwie spędzamy nieco ponad dobę i – jeśli nie liczyć Taszkentu – jest to pierwsze zabytkowe miasto Uzbekistanu, które odwiedzamy. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że jest też tym, które robi na mnie największe wrażenie. Być może przyczynia się do tego piękna pogoda, stosunkowo niewielki tłum zwiedzających, sympatyczni ludzie albo fakt, że mieszkamy na samej starówce, ale jeśli miałabym wybierać jedno miejsce w Uzbekistanie, to chociaż obiektywnie rzecz biorąc zabytki Chiwy nie mogą równać się na przykład z Samarkandą, to jednak będzie to moje ulubione miejsce na historycznym szlaku przez ten kraj.

Chiwa

Informacje praktyczne (zebrane w listopadzie 2018 roku)

  • Walutą Uzbekistanu jest sum (UZS). Oficjalny kurs to 1 USD = 8220 UZS. Obecnie nie funkcjonuje już czarny rynek (oficjalny kurs został zrównany z dawnym czarnorynkowym).
  • Do Chiwy nie dojeżdżają póki co pociągi, chociaż linia kolejowa i dworzec powstają. Pociągiem dojedzie się do Urgencza, skąd można wziąć taksówkę do Chiwy. Płacimy 40 000 sumów za 30 minut jazdy, chociaż w internecie można znaleźć informację, że za ten odcinek powinno się zapłacić nie więcej niż 10 000 sumów. Jest to jednak kwota tak śmieszna, że aż głupio nam się targować. Jeśli ktoś mimo wszystko chce zaoszczędzić, może z dworca w Urgenczu podjechać taksówką na bazar, skąd odjeżdżają trolejbusy do Chiwy za około 4000 sumów, a podróż trwa około godziny.
  • Po samej Chiwie najprościej poruszać się na piechotę.
  • Wspólny bilet na 15 atrakcji, takie jak Meczet Dżuma (Piątkowy), różne medresy, muzea i galerie kosztuje 100 000 sumów. Drugi raz nie zdecydowałabym się na jego kupno, gdyż większość miejsc, w moim odczuciu, nie była ciekawa i warta odwiedzin, a do każdego z osobna można także kupić bilet za kilka tysięcy sumów. W zasadzie najbardziej podobał mi się Meczet Piątkowy (zdecydowanie warto zajrzeć do środka!), medresa Mohammeda Rahima Chana, pałac Tasz Chauli i forteca Kunya Ark, a także galeria zdjęć X. Devonov va Xorazm. W dodatku na bilecie znajduje się tylko lista miejsc, które on obejmuje, ale brakuje mapki z zaznaczeniem, gdzie ich szukać – a znalezienie niektórych jest prawdziwym wyzwaniem.
  • Wstęp na minaret Islam Chodża: 10 000 sumów.
  • Wstęp na punkt widokowy na miasto w fortecy Kunya Ark: 10 000 sumów.
  • Wstęp do mauzoleum Pahlawana Mahmuda: 8000 sumów.
  • Wstęp do pałacu Nurullaboy: 50 000 sumów.
  • Najfajniejsza moim zdaniem knajpka w Chiwie to Terrassa Cafe, która jest pięknie położona naprzeciwko fortecy Ark z tarasem. Rozciąga się z niego świetny widok na miasto. Jedzenie bardzo smaczne. Cena lagmana to 24 000 sumów, pierożki manty z dynią – 23 000 sumów, dzbanek herbaty – 6000 sumów. W menu znajduje się informacja, które potrawy są wegetariańskie.
  • Cafe Zarafshon to położona niedaleko minaretu Islam Chodża restauracja z ładnym wystrojem i smacznym jedzeniem. Wieczorem dość szybko się zapełnia. Próbujemy tu pierożków gumma z mięsem za 20 000 sumów, sałatek (ceny od 10 000 do 15 000 sumów) i owoców (melon i arbuz za 10 000 sumów). Dzbanek herbaty kosztuje 3000 sumów.
  • Korzem Art jest podobno najstarszą restauracją na starówce w Chiwie, leży w kompleksie jednej z medres. Smaczne jedzenie, miła i szybka obsługa. Shivit oshi kosztuje 20 000 sumów, pieczony bakłażan – 7000 sumów, a dzbanek herbaty – 7000 sumów.
  • Herbaciarnia Farrukh jest częścią hostelu w samym sercu starówki, ale dostępnym także dla gości z zewnątrz. Na pierwszy rzut oka prezentuje się bardzo ładnie, jednak po wizycie stwierdzamy, że to jednak nic specjalnego, a herbata nie jest zbyt smaczna. Jej dzbanek kosztuje 5000 sumów, a plov – 10 000 sumów.
  • Na nocleg z całego serca polecam hotel Arkanchi: przekonuje nas do niego położenie wewnątrz murów starego miasta i widok z tarasu na najważniejsze zabytki Chiwy. Robiąc rezerwację prosimy o ładny widok i dostajemy pokój, z którego widać dwa główne minarety miasta. Pokój jest spory, ładnie wykończony, czysty, z klimatyzacją (ale nie musimy z niej korzystać), do dyspozycji jest minibar, łazienka z ciepłą wodą, zestawem kosmetyków i suszarką do włosów, biurko i telewizor, z którego nie korzystamy. Nieźle działa bezpłatny internet bezprzewodowy. Na śniadanie (wliczone w cenę) jest szwedzki stół z dużym wyborem. Sympatyczna obsługa. Za jedną noc płacimy 52 dolary (za pokój), do tego należy doliczyć podatek miejski w wysokości 2,5 dolara od osoby. Można płacić w sumach lub kartą kredytową.
  • Jeśli jednak szukasz innych miejsc noclegowych w Chiwie, kliknij tutaj, by zarezerwować pokój!
  • Na blogu znajdziesz też wpis zawierający zestaw informacji i wskazówek dotyczących podróżowania po Uzbekistanie.


Jak podobają się Wam zabytki Chiwy? Chcielibyście ją odwiedzić? A może mieliście już okazję pospacerować uliczkami Iczan Kala?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

24 komentarze

  1. MAGDA pisze:

    Jeśli tylko nie zbankrutuję w Australii, to na bank obieram kierunek Uzbekistan! <3 Jest po prostu zjawiskowy <3

  2. Krzysztof pisze:

    Rewelacja! Przyznam, że pierwszy raz słyszę ( w zasadzie czytam) o Chiwie. Nasz wzrok, jak do tej pory, nie sięgnął Uzbekistanu, ale Twój tekst sprawia, że na pewno warto. Jeśli będziemy się wybierać, z całą pewnością uderzę po więcej! :-)

  3. Marcin pisze:

    Ten Twój wyjazd to chyba jedna z najciekawszych relacji, jakie widziałem ostatnio w internetach. Świetnie opisany, dobrze udokumentowany zdjęciami i zdecydowanie sprawia, że nie mogę przestać o tym myśleć. Będę we wrześniu w Kazachstanie i żałuję, że nie jestem na tyle długo, aby odwiedzić także to miejsce!

  4. Danuta pisze:

    Świetny artykuł i w dodatku wzbogacony o część praktyczną. Kusi żeby tam pojechać :)

  5. łukasz pisze:

    Nie wiem czemu, ale nigdy wcześniej nie myślałem o tym kierunku. Czytając i oglądając zdjęcia w Twojej relacji przekonuje się, że muszę Uzbekistan dodać do swojej nigdy nie napisanej listy TO SEE.
    Widoki są przepiękne, a kolorowe budynki niesamowicie się prezentują. Dokładając do tego małą ilość turystów – brzmi super.
    dzięki

  6. Wojtek pisze:

    Ach, jakże w takim wydaniu – nieśpiesznym i spokojnym – chętnie bym się tam udał. Już same polichromie mnie kupiły, więc mógłbym podziwiać je długi czas. Teraz pytanie kluczowe: herbata nie jest ze startu słodka? ;) Jest dowolność i gorzkiej też można się napić? :D

  7. antek pisze:

    Uzbekistan od roku chodzi mi po głowie, gdy zobaczyłem zdjęcia kolegi. Mam tyle ciekawych kierunków do zrobienia, że serio nie wiem, kiedy to ogarnąć :)

  8. Asia pisze:

    Oj, to koniecznie wpadam na artykuł praktyczny o Uzbekistanie, bo tyle pytan się pojawiło, ze tam na pewno znajdę odpowiedz.

  9. Krzysiek pisze:

    Wow! Imponujące! Nigdy nie myślałem o odwiedzeniu Uzbekistanu, ale chyba się skusze, bo wygląda to obłędnie! I uważam, że w takich miejscach powinien być zakaz handlu chińszczyzną. Tylko oryginalne produkty i pamiątki!

  10. SevenSeas pisze:

    Świetne zdjęcia :) Naprawdę robią wrażenie

  11. mariboli pisze:

    Świetny pomysł na wakacje. Trzeba też zacząć zwiedzać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!