Magiczny Angkor

Razem z całkiem pokaźną grupą turystów wspinamy się na wzniesienie do świątyni Phnom Bakheng. Miejsce to uznaje się za najlepszy punkt widokowy do obserwacji zachodu słońca. Chwilę wcześniej nasz tuk-tuk minął skąpaną w pomarańczowych promieniach słońca słynną świątynia Angkor Wat. Teraz widzę ją z oddali, z wieżami wyraźnie odcinającymi się od ciemnozielonej dżungli.

Angkor Wat

Rozglądam się po wzgórzu pełnym ludzi. Stoją, żartują, szykują aparaty fotograficzne. Dwóch młodych mnichów w intensywnie pomarańczowych szatach bawi się telefonami. Słychać gwar rozmów w różnych językach, ale łączy nas chyba jedno — niewielkie rozczarowanie, gdy słońce, zamiast malowniczo chować się za horyzont, dość szybko skrywa się za warstwą chmur w zachodniej części nieba. Cóż, tego wieczoru mamy po prostu pecha.

Angkor

Od IX do XV wieku Angkor stanowił stolicę cywilizacji Khmerów. W szczytowym okresie żyło tu milion ludzi. Uważa się go za największe miasto na świecie z okresu przed rewolucją przemysłową. Cały kompleks angkorskich zabytków, obejmujący kamienne budowle, zbiorniki wodne i tereny leśne, rozciąga się na obszarze czterystu kilometrów kwadratowych. Większość z nich nie jest najlepiej zachowana, bo Angkor przez wieki pozostawał niemalże opuszczony i natura powoli zagarniała go dla siebie.

Angkor

Budzik dzwoni o piątej rano, a już kwadrans później, po szybkiej toalecie, wskakujemy z Agą do tuk-tuka, który wiezie nas przed Angkor Wat. Podobnie jak poprzedniego dnia nie mamy szczęścia, gdyż niebo zasnuwają ciężkie, szare chmury, z których siąpi deszcz. Nie dane jest nam obejrzeć słynnego wschodu słońca nad świątynią.

Angkor Wat

Przechodzimy zatem przez kamienny mostek, by zwiedzić ten archeologiczny skarb. Angkor Wat szczyci się pozycją największej i najważniejszej świątyni kompleksu. Powstała ona na początku XII wieku na polecenie króla Surjawarmana II ku czci hinduskiego boga Wisznu, z którymi identyfikował się władca. Jego następca, król Dżajawarman VII przekształcił ją w mauzoleum, a następnie w świątynię buddyjską. Po jego śmierci budowli przywrócono hinduistyczny charakter.

Angkor Wat

Ta ogromna świątynia została wybudowana z laterytu. Najwyższa z wież ma sześćdziesiąt pięć metrów wysokości. Ogrom ten możemy odczuć, wędrując po terenie Angkor Wat. Oprócz monumentalnego ogółu dostrzegam też szczegóły. Najbardziej podobają mi się piękne płaskorzeźby dewat, czyli pełnych wdzięku mitycznych nimf. Na ścianach w świątyni znajduje się ich ponad dwa tysiące, a żadna nie jest kopią innej. Przed wiekami płaskorzeźby były pomalowane na najprzeróżniejsze kolory.

Dewaty

Obejrzawszy Angkor Wat, ruszamy dalej ku zbudowanemu na planie idealnego kwadratu o powierzchni dziewięciu kilometrów kwadratowych Angkor Thom, którego nazwę tłumaczy się dosłownie Wielkie Miasto. To dziedzictwo króla Dżajawarmana VII, które powstało w XII wieku. Władca rozbudował wówczas stolicę, budując otoczone laterytowym murem i fosą miasto, a także kilka nowych świątyń. Do Angkor Thom prowadzi trakt z groblą, której strzegą kamienne posągi. Zauważam, że ich renowacja nie zawsze daje idealne efekty.

Grobla Angkor Thom

Kierujemy się wprost do Bajonu, czyli najważniejszej świątyni Angkor Thom, położonej w samym jego centrum. Dwieście szesnaście lekko uśmiechniętych twarzy, z których emanuje niebiański spokój, spogląda na przybyszów z kamiennych ścian budowli. Według kronik, za czasów króla wszystkie pokrywała warstwa złota. Prawdopodobnie te przedstawiające Buddę płaskorzeźby mają oblicze samego Dżajawarmana VII.

Bajon

Po wyjściu z Bajonu zaglądamy do położonej tuż obok wioski zamieszkiwanej przez buddyjskich mnichów. Tak przypuszczamy, widząc rozciągnięte na sznurach charakterystyczne pomarańczowe szaty. Niestety na tym deszczu chyba nie wyschną… Obchodzimy wioskę dookoła, przysłuchując się przyjemnej dla uszu muzyce dobiegającej z największego domu. Zauważa nas kobieta, która ruchem dłoni zaprasza do środka. Wewnątrz kilkoro dzieci uczy się gry na różnych instrumentach, kobiety gotują posiłek, a z boku stoi bogato zdobiony ołtarzyk. Gospodynie zapraszają nas na matę, gdzie siedzi najstarsza z nich. Nie mówią po angielsku, więc praktycznie się nie rozumiemy, ale uśmiech jest uniwersalny. Częstują nas małymi, pysznymi bananami, a gdy zbieramy się do wyjścia, wręczają nam jeszcze resztę kiści.

Angkor

Mimo deszczu wyruszamy na dalsze zwiedzanie, które czasem sprawia trudności, szczególnie gdy próbujemy wspinać się po śliskich od deszczu omszałych kamieniach. Gdzieniegdzie widać zresztą tabliczki mówiące, że wdrapujemy się na własne ryzyko. Nie wszystkie świątynie zachowały się w dobrym stanie. Niektóre z nich przypominają niestety kupę gruzu. Podobno kiedyś próbowano je odnowić i rozebrano część z nich, ale renowację przerwało panowanie reżimu Czerwonych Khmerów. Po jego upadku na archeologów, którzy powrócili tu do pracy, czekały ogromne kamienne puzzle.

Angkor

Kierujemy nasze kroki do świątyni Preah Khan, o której mówi się, że była niejako centrum administracyjnym miasta. W XIII wieku miało tu przebywać około stu tysięcy urzędników i służących. Dzisiaj świątynię powoli pochłania dżungla, a prace konserwatorskie polegają na usuwaniu nowych roślin.

Preah Khan

W pewnym momencie zauważamy, że przestał padać deszcz. Niestety słońce nadal nie wychodzi zza chmur. Kolejną fascynującą świątynią, którą odwiedzamy, jest Ta Som. Ta niewielka budowla, skonstruowana pod koniec XII wieku przez Dżajawarmana VII, poświęcona była jego ojcu. Podziwiam przede wszystkim przepięknie rzeźbione, pokryte mchem i porostami ściany świątyni.

Ta Som

Największą uwagę zwracam tu na samą świątynną bramę zwaną gopura w formie charakterystycznej, zwężającej się ku górze wieży. Oplata ją szczelnie figowiec pagodowy, który coraz mocniejszym uściskiem zgniata kamienie. Przechodząc tędy, czuję się trochę jak w filmie Indiana Jones albo po prostu jakbym przekraczała bramę do innego świata.

Ta Som

Natura wyraźnie zagarnia to, co człowiek tutaj pozostawił. Chodzi nie tylko o te ogromne drzewa tak silne, że miażdżą laterytowe mury. Przyroda działa też w mniejszej skali, pokrywając zabudowania mchem i porostami. W Mebonie Wschodnim przyglądamy się z bliska rzeźbom okrytym delikatną warstewką porostów, które doskonale rozwijają się w ciepłym, wilgotnym klimacie. Świątynia powstała w X wieku na sztucznej wyspie pośrodku wyschniętego już dziś zbiornika wodnego Baraj Wschodni i poświęcona była bogu Śiwie.

Mebon Wschodni

Kontynuujemy naszą eksplorację Angkoru, mijając po drodze soczyście zielone pola ryżowe oraz niewielkie grupki zabudowań. Niektóre z domów stoją na palach, inne bezpośrednio na ziemi. Trochę zaskakuje mnie fakt, że pomiędzy starymi, zabytkowymi świątyniami toczy się tu normalne życie.

Angkor

Zaglądamy do świątyni Pre Rup, pochodzącej z X wieku. Pre rup w języku khmerskim oznacza obrócić ciało. Według badaczy, podczas uroczystości pogrzebowych, które się tu odbywały, prochy zmarłych rytualnie obracano w różne kierunki świata.

Pre Rup

Imponująco prezentuje się świątynia Banteay Kdei z przełomu XII i XIII wieku. Pomiędzy omszałymi ruinami dominuje sylwetka ogromnego figowca. Jego korzenie wiją się niczym węże pośród zwalonych kamieni. W tym miejscu wygląda on dość złowieszczo.

Banteay Kdei

Podobno do skali zniszczeń przyczynił się materiał, z którego wykonano budowlę. Miękki piaskowiec nie opiera się mocno działaniu natury. Mówi się, że inskrypcje w Banteay Kdei zostały zniszczone tak bardzo, że współcześni badacze nie są w stanie odczytać, komu była ona poświęcona. W niektórych miejscach widać natomiast płaskorzeźby przedstawiające apsary, które ukazane w dynamicznym, przepełnionych erotyzmem i akrobatycznym wręcz tańcu, symbolizują ideał kobiecości.

Apsary

Wisienką na torcie zwiedzania Angkoru okazuje się wspaniała świątynia zwana kiedyś Rajavihara, a dziś znana pod nazwą Ta Prohm. Wybudował ją oczywiście król Dżajawarman na przełomie XII i XIII wieku. To podobno jedyne sanktuarium kompleksu, które postanowiono pozostawić w praktycznie takim stanie, w jakim zostało odkryte.

Ta Prohm

Świątynia częściowo legła w gruzach, ale natura stworzyła tu swoiste arcydzieło. Dzięki tej unikalnej atmosferze Ta Prohm została uznana za świetny plan zdjęciowy do filmu Tomb Raider. Dla mnie spacer po jej terenie jest wręcz mistyczny. Na tyle, że po chwilowym rozdzieleniu się z Agą gubię drogę i spóźniam się na nasze spotkanie przy tuk-tuku. W dodatku znowu zaczyna lać deszcz. Okazuje się jednak, że Aga też trochę pobłądziła. W tym miejscu kompletnie przemoczone kończymy naszą wycieczkę po Angkorze.

Ta Prohm

Historia potężnego Angkoru dobiega końca wraz ze śmiercią króla Dżajawarmana VII. Kiedy państwo coraz bardziej słabnie, a w 1432 roku po tajskim najeździe stolica zostaje przeniesiona w okolice Phnom Penh, Angkor zostaje niemalże opuszczony. W niektórych okresach zamieszkuje go jedynie garstka mnichów. Przyroda powoli przejmuje we władanie pozostawione budowle. I choć przez wieki docierają tu ludzie, między innymi portugalscy misjonarze, to dla świata Angkor ponownie zostaje odkryty w XIX wieku przed Henriego Mouhota.

Ta Prohm

Jego sensacyjna relacja zaciekawia ludzi, szczególnie — niestety — poszukiwaczy skarbów. Wiele zabytków zostaje rozkradzionych i zniszczonych bezpowrotnie. Później dzieła zniszczenia dokonuje reżim Czerwonych Khmerów. Dzisiaj archeolodzy walczą o to, by zachować dziedzictwo Angkoru dla następnych pokoleń.

Jesteście zdania, że tego typu kompleks należy zostawić dalszemu działaniu natury czy zupełnie odrestaurować? Chcielibyście zobaczyć świątynie Angkoru na własne oczy? A może już mieliście okazję tam być i macie swoje przemyślenia na temat tego miejsca? Podoba się Wam?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

33 komentarze

  1. Jola pisze:

    Moje drogie panie, tam gdzie jesteście, to jeszcze jest pora deszczowa.Ale poczekajcie tak ok. 2 miesięcy i będziecie miały słoneczna pogodę.Tymczasem podążajcie dalej w swoich płaszczykach za pół dolara. Proszę Was nie rozdzielajcie się w dużych obiektach….Pozdrowienia z mroźnych Beskidów,Jola

  2. ania ch pisze:

    też tam byłam i też w pelerynce deszczowej ;-) co ja bym dała za taki ciepły deszczyk. a tu zimno, brr, i pewnie niedługo śnieg :-/

  3. gosiak pisze:

    niezla ta rekonstrukcja glowy. artysci :o)

  4. piotr pisze:

    Hej, dobre zdjęcia.
    BTW. to miejsce było planem zdjęciowym nie tylko do TR, ale miliona innych filmów akcji- szczególnie popularnymi w latach 90`tych. Kick Boxer, Mortal Kombat, Księga Dżunglii… Przepiękne i niezwykle magiczne miejsce- można pozazdrościć i zapłakać, nad tym że pewnie 90% z nas nigdy nie zobaczy tego na żywo.

    • Ewa pisze:

      Życzę każdemu, by mógł to zobaczyć na własne oczy :) ale jeśli ktoś nie może, to staram się pokazać te piękne miejsca na zdjęciach :)

  5. KONRAD pisze:

    Dałbym bardzo dużo aby tam jeszcze raz pojechać i zobaczyć..Spacer w ulewnym bardzo ciepłym deszczy jest niespotykanym przezyciem.Budowle po deszczu jeszcze wspanialsze niż w upalne i suche dni. Byliśmy tylko we dwoje i przewodnik,który nam tylko asystował i w wolnych chwilach opowiadał. Trzeba to zobaczyć bo opisać się tego nie da.POLECAM

    • Ewa pisze:

      Ja też nie miałabym nic przeciwko odwiedzeniu Angkoru jeszcze raz!

      Na początku, jak padał deszcz to byłam trochę zawiedziona pogodą, al potem doceniłam, że nie muszę wszystkiego oglądać w piekielnym upale! A rzeczywiście deszczowa pogoda nadawała świątyniom pewien urok :)

  6. Jacek K pisze:

    Angkor to cudowne miejsce. Mógłbym całymi godzinami włóczyć się po tych świątyniach, szczególnie tych mniejszych i bardziej oddalonych i wszystkich ich zarośniętych dżunglą zakamarkach. pozdrawiam

  7. Angkor odwiedziliśmy w ubiegłym roku przy okazji ponownej wizyty w Tajlandii. Miejsce urzeka a takie świątynie jak Preah Khan w szczególności. Cisza, spokój i mało ludzi, a może mieliśmy szczęście mając to miejsce dla siebie na chwilę

    • Chyba większość osób skupia się na Angkor Wat i może Bajonie. W niektórych dalszych świątyniach, jak pamiętam, byłyśmy same lub prawie same. No ale tego dnia też padał deszcz, więc może i to zniechęciło niektórych :)

  8. Feniksowy pisze:

    Wow! Wyglada fantastycznie. Ciekawe miejsce. Bardzo klimatyczne. Może kiedyś uda mi ske je zobaczyć :)

  9. Angkor mamy jeszcze na liście “do zobaczenia”. Byliśmy w 2016 roku relatywnie blisko – lecz uznaliśmy, że pojedziemy tam za rok lub dwa, jak gnomidło trochę podrośnie

  10. Urzekło mnie to miejsce mimo, że byłam chora i mocno odwodniona. Cieszę się, że spędziliśmy tam aż 3 dni :)

    • Super, ja tylko jeden dzień bo spieszyłyśmy się do Phnom Penh, a potem obie z koleżanką stwierdziłyśmy, ze lepiej było zostać na co najmniej dwa dni, a dzień krócej w stolicy…

  11. Za miesiąc sprawdzę ;)

  12. Zdzisław Krupa pisze:

    Byłem, widziałem. I to niedawno. Mam podobne zdjęcia. Setki zdjęć. Opisałaś fajnie. Pozdrawiam.

  13. Marysia pisze:

    Przepiękne miejsce, raczej skłaniałabym się ku pozostawieniu miejsca dla natury. Konary, drzewa dodają tajemniczości. Można poczuć się jak odkrywca nowych, niedkrytych skarbów przeszłości. Świetnie napisana relacja :)

  14. Rewelacyjne miejsce! Chciałabym zobaczyć na własne oczy :)

  15. Anna pisze:

    Zdjęcia są niesamowite! Największe wrażenie zrobiło na mnie drzewo “zjadające” gopurę, moim zdaniem jest ono bardzo symboliczne. Można by pomyśleć o przerobieniu części zdjęć na obrazy lub grafiki… Pewnie niejeden byłby chętny zawiesić sobie taką wspaniałość na ścianie (w tym ja :-))

    • Ewa pisze:

      Ne mnie też, to były moje najulubieńsze ujęcia, pokazujące dominację natury nad kamiennymi budowlami. Hmm… dzięki piękne za propozycję, ale chyba za słabe jakościowo te zdjęcia są na obrazy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!