Na niewolniczym szlaku

Kościół jakich wiele. W środku panuje przyjemny chłód, dający odpocząć od upału na zewnątrz. W ławkach siedzi tylko kilka osób. Przewodnik wskazuje na posadzkę przed ołtarzem wyłożoną czerwonej barwy marmurem. W samym środku marmurowej płyty wyróżnia się kamienne koło. Jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu znajdował się tu przestronny plac. Koło upamiętnia miejsce, w którym stał wysoki drewniany pal. Ziemia dookoła niego codziennie przesiąkała krwią biczowanych niewolników przykutych do pala. O tym właśnie przypomina czerwony marmur. Anglikańska katedra w Stone Town na Zanzibarze stoi dokładnie w miejscu, gdzie dawniej działał największy targ niewolników.

Anglikańska katedra w Stone Town

Płacimy po pięć dolarów od osoby by wejść na ten historyczny teren. Niewielki plac zastawiony jest samochodami. Cienia jak na lekarstwo, a z nieba leje się żar. Staję jak najbliżej budynku, chowając się w wąskim pasku cienia i słucham, jak przewodnik w kilku słowach przybliża nam historię handlu niewolnikami. Ciężko mówić o jego początkach i mogłoby się wydawać, że proceder ten jest stary jak świat. XVIII wiek przynosi skokowy wzrost zapotrzebowania na siłę roboczą, a która jest tańsza niż praca niewolnicza?

Widząc nasze zmęczenie słońcem przewodnik prowadzi nas do budynku po przeciwnej stronie ulicy. Mijamy kilka osób odpoczywających na nierównych stopniach prowadzących do wejścia. Wewnątrz, w niewielkim holu na ziemi stoją małe, wyblakłe tablice obrazujące historię niewolnictwa. Krótkie teksty, kilka rycin i zdjęć a ja patrząc na nie łapię się na tym, że z trudem powstrzymuję łzy.

Zanzibar stał się w XVIII wieku centrum handlu niewolnikami w basenie Oceanu Indyjskiego za sprawą rządzących wyspą Arabów z Omanu. Jednak nie można przypisywać im całej winy za to, co działo się tutaj do początków XX wieku. Za uszami mają swoje także ludzie Suahili zamieszkujący wybrzeże wschodniej Afryki i Zanzibar, którzy także chętnie rozwijali ten intratny interes. Biali, którzy kupowali niewolników do pracy w koloniach. Sami Afrykańczycy, którzy sprzedawali wziętych do niewoli wrogów, a czasem i współplemieńców za kilka koralików i błyskotek. Skądś przecież ten ludzki towar trzeba było brać.

Arabskie wyprawy wyruszały w głąb lądu, docierając przez Tanzanię, Kenię i Ugandę aż do Kongo. Handlarze podsycali konflikty plemienne, by przejmować jeńców wziętych przez zwycięską stronę do niewoli. W zamian za koraliki, materiały i ziarna wykupywali mieszkańców wsi od ich przywódców. Czasem obiecywali pracę, a młodzi ludzie zgłaszali się do niej w dobrej wierze tylko po to, by za chwilę zostać zakutym w kajdany. W ostateczności po prostu porywali ludzi.

Przyglądam się obrazkom przedstawiającym ten proceder. Kiedy handlarze zebrali odpowiednio liczną grupę niewolników – kilkaset osób – rozpoczynał się marsz ku wybrzeżu. Nierzadko handel ludźmi powiązany był ze sprzedażą kości słoniowej, którą niewolnicy musieli nieść setki kilometrów. Jeżeli kobieta niosąca na plecach w chuście dziecko opadała z sił i była zbyt słaba by nieść jednocześnie na głowie drogocenny towar, odbierano jej i zabijano dziecko. Jeśli ktokolwiek dawał oznaki słabości i nie był w stanie kontynuować morderczego marszu pozostawiano go po drodze na pastwę drapieżników. Miłosierdziem było zastrzelenie nieszczęśnika zanim rozszarpią go sępy.

Jedna z rycin przedstawia twarz zamożnego mężczyzny o rysach bardziej afrykańskich niż arabskich, choć w arabskim stroju. To Hamad bin Muḥammad bin Jum’ah bin Rajab bin Muḥammad bin Sa‘īd al-Murjabī, syn Arabki z Muskatu i mężczyzny Suahili, potomka ludu Bantu, znany bardziej jako Tippu Tip. Otrzymał on ten przydomek ze względu na dźwięk, jaki wydawały strzelby jego ludzi łowiących niewolników na afrykańskim kontynencie. To najpotężniejszy z handlarzy żywym towarem i dla mnie niejako twarz całego procederu. Na starówce w Stone Town znajduje się jego dawny dom – dzisiaj ruina sprawiająca wrażenie, jakby miała się zaraz zawalić. Do środka prowadziły kiedyś przepięknie zdobione drzwi, w tej chwili zaniedbane, zakurzone i zamknięte. O dawnym właścicielu budynku przypomina niewielka tabliczka wmurowana w odrapaną ścianę. Fasada obudowana została drewnianym rusztowaniem. Plotka głosi, że ktoś kupił ten dom by stworzyć tu luksusowy hotel.

Dom Tippu Tipa

Moje myśli ulatują ku Shimoni, niewielkiego portu na kenijskim wybrzeżu, z którego wypływają łodzie pełne turystów chcących zobaczyć delfiny i popływać z maską i rurką w morskim parku narodowym Kisite nieopodal wyspy Wasini. Po takim dniu na słońcu są najczęściej zbyt zmęczeni by zatrzymać się w drodze powrotnej tylko kawałek od pomostu i zwiedzić naturalnie wyrzeźbione koralowe jaskinie. Ja sama będąc w Kisite kilka razy zaglądam do jaskini tylko raz. W jej wnętrzu panuje nieznośna wilgotność i zaduch, ledwo da się oddychać a powietrze śmierdzi stęchlizną. W przeciwieństwie do innych znanych mi jaskiń temperatura tu jest dość wysoka, więc momentalnie czuję, jak pot ciurkiem spływa mi po skroniach i plecach. Tu, w Shimoni i w podobnych jaskiniach na wybrzeżu przechowywano tych nieszczęśników, którzy przeżyli kilkusetkilometrowy marsz z głębi lądu zanim drewniane łodzie dau zabrały ich dalej, na Zanzibar. Główny port wysyłki znajdował się bardziej na południe, w tanzańskim miasteczku Bagamoyo.

Jaskinia w Shimoni

Niewolników pakowano następnie do niewielkich drewnianych statków w liczbie kilkuset. Pakowano – dosłownie. Upychano jak sardynki pod pokładem. Czasem też na pokładzie, w pełnym słońcu. Ludzie coraz bardziej opadali z sił, choć nie umiem sobie wyobrazić, że jeszcze jakieś mieli po tym, co przeszli do tej pory. Niedożywieni, poranieni, wycieńczeni, nierzadko cierpieli na chorobę morską. Ponieważ za każdego przywożonego na Zanzibar niewolnika handlarze musieli płacić cło, każdy który sprawiał wrażenie, że już dużo dłużej nie pociągnie, był po prostu wyrzucany za burtę przed zawinięciem do portu.

Drewniana łódź dau

Plac na samym końcu Stone town, tuż przy plaży, gdzie stoją dzisiaj najdroższe hotele w mieście, nosi nazwę Kelele Square. Kelele w suahili oznacza hałas, wrzask. Nazwa upamiętnia dźwięki, jakie wydawali z siebie umęczeni niewolnicy po wyładowaniu ze statku. A to ciągle jeszcze nie był koniec. Z placu Kelele musieli przejść około kilometra, do miejsca, w którym działał główny targ. Wyczerpani po długiej i zabójczej podróży szli ostatkiem sił, zakuci w ciężkie łańcuchy i kajdany. Mimo wstępnej selekcji na morzu niekiedy umierali na tym krótkim odcinku. Ale nawet dla tych, którzy dotarli na miejsce, koszmar jeszcze się nie kończył.

Łańcuchy niewolników

Odrywam wzrok od tablic obrazujących transport niewolników kiedy przewodnik prowadzi nas dalej. Odwracamy się, za naszymi plecami ciasne schody prowadzą w dół, do piwnicy. Wąski korytarz rozwidla się. Wchodzę do ciemnego, ciasnego pomieszczenia wylanego betonem, do którego przykuto ciężkie metalowe kajdany i łańcuchy. Ciężko się tu oddycha. Jest nas tylko sześć osób a mam wrażenie, że to o co najmniej połowę za dużo. Po przeciwnej stronie podobna salka, nieco mniejsza. Sto pięćdziesiąt lat temu w tym większym pomieszczeniu mieściło się siedemdziesiąt pięć kobiet i dzieci, w mniejszym – pięćdziesięciu mężczyzn. Podobnych piwnic było tu piętnaście. Niewolników przetrzymywano w nich przez trzy dni zanim zostali wystawieni na aukcji. Trzy dni w ciasnocie. Bez świeżego powietrza. Bez światła. Bez pożywienia. Bez wody. Bez dostępu do toalety. W okropnym smrodzie ekskrementów i gnijących ciał. W towarzystwie zwłok tych, którzy nie wytrzymali i wyzionęli ducha.

Po co? Po to, by zobaczyć, którzy niewolnicy są najsilniejsi. Jak gdyby morderczy marsz i przeprawa przez morze nie dawała jeszcze dostatecznej odpowiedzi. A wiadomo, że im silniejszy i odporniejszy człowiek tym wyższa jego cena. Na ścianie prowadzącej do piwnicy ktoś napisał markerem po angielsku: People did this to people… Ludzie uczynili to ludziom.

Piwnica do przechowywania żywego towaru

Nic nie mówię, gdy przewodnik nakreśla ówczesną sytuację. Jak znaleźć słowa? Widzę, że inni też chłoną opowieść ale nie zadają pytań. Zamyślona podążam za przewodnikiem, gdy wychodzimy z piwnicy i idziemy do kościoła obok. Wpatruję się w białe koło, w miejsce, gdzie kiedyś biczowano nieszczęśników. W czerwony marmur. Tych, którzy przetrwali gehennę wyciągano z piwnicy i myto, a następnie odziewano w skrawki materiału. Ciała mężczyzn i chłopców smarowano olejem by podkreślić rzeźbę ich mięśni. Kobiety i dziewczynki czesano i malowano, by uwydatnić ich urodę. Małe grupki ustawiano od najniższej do najwyższej osoby i wysyłano na plac. Tutaj oglądano ich, niczym zwierzęta, oceniając ich stan. Zaglądano w zęby, przyglądano się skórze i włosom. Nieszczęśników przywiązywano do pala i biczowano. Ci, którzy nie krzyczeli i nie płakali stanowili najlepszy towar. Najwyższej jakości. Następnie odbywała się aukcja. Kupiec, który zaproponował najwyższą cenę, nabywał człowieka.

Dalszy los niewolników mógł potoczyć się dwojako. Niektórzy zostawali na wyspie by pracować na plantacjach przypraw, między innymi tak słynnych goździków z Zanzibaru. Innych transportowano dalej, do Arabii, Azji i na wyspy Oceanu Indyjskiego. Ci, którzy zostawali na miejscu mogli uważać się za szczęściarzy, gdyż traktowano ich tu stosunkowo dobrze. Karmiono ich, odziewano, dawano dach nad głową. Dzieci nie oddzielano od matek. Wielu niewolników dostawało kawałek ziemi, którą mogli uprawiać na własny rachunek w czasie wolnym od pracy, bo i taki mieli. Najlepszym po kilku latach zwracano wolność i mogli oni podjąć płatną pracę – najczęściej u dawnego pana. Niektórzy angażowali się w… organizację handlu niewolnikami.

Plantacja przypraw na Zanzibarze

Rok 1822 przyniósł podpisanie Traktatu Moresby’ego przez sułtana Sayyida Saida i Fairfaksa Moresby’ego występującego w imieniu Wielkiej Brytanii. Na jego mocy zakazano sprzedaży niewolników chrześcijanom niezależnie od narodowości. Była to pierwsza próba ograniczenia handlu żywym towarem, ten jednak kwitł nadal bo popyt ze strony krajów arabskich cały czas utrzymywał się na wysokim poziomie. Dopiero w 1873 roku sułtan Bargash wydał edykt delegalizujący niewolnictwo. Nie zrobił jednak tego dobrowolnie, a pod groźbą bombardowania ze strony brytyjskiej marynarki wojennej. Tym samym zamknięto główny targ w Stone Town, a na jego miejscu rozpoczęła się budowa anglikańskiej katedry. Stoi ona tam, gdzie sprzedano kilkaset tysięcy ludzi.

Katedra anglikańska w Stone Town

Jeżeli jednak ktoś pomyśli, że to koniec historii niewolnictwa na Zanzibarze to bardzo się pomyli. Niedługo po wizycie na targu niewolników w Stone Town zaglądam do niewielkiej wioski Mangapwani, leżącej około dwudziestu kilometrów na północ od miasta. Pierwszy przystanek to koralowa jaskinia, podobna do tej z Shimoni, która jeszcze dobrych kilka lat po zakazaniu handlu niewolnikami służyła do przemytu i przechowywania ludzi. Schodzę w dół trzymając w jednym ręku latarkę wręczoną mi przez strażnika tego miejsca. Za mną mój kolega Peter przyświeca sobie telefonem. Razem z nami do jaskini zaglądają jeszcze trzej miejscowi z butelkami, którzy przyszli nabrać wody z podziemnego źródełka. Strażnik pokazuje nam dwa tunele. Jeden prowadzi w kierunku wsi, drugi – w stronę plaży. Ten drugi kończy się niewielką dziurą w sklepieniu, przez którą niewolnicy schodzili do wnętrza jaskini. Przetrzymywano ich tu tylko w nocy, w dzień musieli pracować na pobliskich polach, do czasu aż sprzedawano ich dalej.

Jaskinia koralowa w Mangapwani

Dwa kolejne kilometry dalej na północ znaleźć można piwnicę sztucznie wykutą w skale koralowej, podobną do tych ze Stone Town. Skonstruował ją tu handlarz Mohamed bin Nasoor Al-Awi jeszcze w czasach, gdy handel ludźmi był legalny. Przechowywał tu własnych niewolników przeznaczonych na sprzedaż. Jednak po zdelegalizowaniu niewolnictwa to tutaj właśnie zlokalizowano centrum przemytu. Łodzie z Bagamoyo pod osłoną nocy wyładowywały towar na niewielkiej, ukrytej pomiędzy skałami plaży. Nielegalny handel kwitł tu, według słów miejscowego strażnika, do 1907 roku.

Piwnica niewolników w Mangapwani

Zielony, bujny trawnik otacza niewielkie, wybetonowane zagłębienie w ziemi. W jego wnętrzu dostrzec można pięć postaci: dwie kobiety i trzech mężczyzn. Czwórka z nich dźwiga na szyi ciężkie, żelazne łańcuchy połączone w jeden ciąg. Piaty przygląda się stojąc nieco z boku z opuszczoną głową. Twarze nie wyrażają żadnych uczuć ani emocji, jakby niewolnicy pogodzili się z własnym losem. Ludzkie postacie nie są prawdziwe – to betonowe statuetki. Prawdziwe są za to żelazne, zardzewiałe łańcuchy. Lata temu krepowały prawdziwych niewolników. Całość to pomnik mający upamiętniać czarne karty historii Zanzibaru, bo choć to przeszłość, to nie należy o niej zapominać. Pomnik ustawiono na tyłach anglikańskiej katedry w Stone Town.

Pomnik niewolników w Stone Town

Przewodnik po Zanzibarze
Przewodnik po ZanzibarzeW kwietniu 2018 roku nakładem wydawnictwa Bezdroża, w serii Travelbook, ukazał się przewodnik po Zanzibarze mojego autorstwa. Znajdziecie w nim jeszcze więcej praktycznych informacji dotyczących podróżowania po wyspie i archipelagu, a także opisy tamtejszych atrakcji turystycznych, plaż i zabytków, a także miejsc leżących nieco na uboczu turystycznych szlaków. Dostaniecie namiary na polecane hotele i hostele, agencje turystyczne, centra nurkowe i wiele więcej. Spędziłam nad jego przygotowaniem i napisaniem bardzo dużo czasu, więc myślę, że wybierając się na Zanzibar, warto po niego sięgnąć. Kliknij tutaj i kup :)

Jeśli planujesz wyjazd na Zanzibar, zajrzyj też do wpisu zawierającego przydatne informacje praktyczne!

Czy chętnie odwiedzacie w czasie podróży miejsca związane z trudną historią danego kraju? Czy raczej staracie się unikać ciężkich tematów będąc na wakacjach?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

39 komentarzy

  1. Straszna ta historia, a może wręcz nawet wstrząsająca. Z drugiej jednak strony dająca do myślenia, refleksyjna. Zawsze mnie to zastanawia – zarówno w związku z wydarzeniami z przeszłości jak i teraźniejszości – jak człowiek drugiemu człowiekowi może zgotować taki los ?! Nie wiem, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, po prostu tego nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem. Czy odwiedzam “trudne miejsca” ? Raczej tak, w każdym razie nie unikam ich z premedytacją. Jednak jak można się domyślić, nie zawsze są one… miłe i przyjemne.

    • Ewa pisze:

      Ja też nie umiem tego pojąć, jak ludzie mogą krzywdzić innych ludzi w tak okrutny sposób. I masz rację, to się nigdy nie kończy… Co do trudnych miejsc to chyba o to chodzi, by nie były miłe i przyjemne, a raczej dawały do myślenia.

  2. Fajnie ze o tym piszesz

  3. Zawsze lubie wiedziec gdzie jade i znac historie tych miejsc. I musze wiedziec jakie zwierzaki tam zyja i je zobaczyc oczywiscie ;-)

  4. Aaaaaaaa! Mieszkałam w hostelu zaraz obok tego pomnika!!!

  5. Zanzibar-jest miejsce do ktorego kiedys bede chciala pojechac;). Tam sie urodzil moj krol-Freddie Mercury ♡

  6. Kasia pisze:

    To są historie z tego typu, które mi się ciężko czyta. Nienawidzę braku wrażliwości, braku ludzkiego pierwiastka. Dla mnie nigdy nie ma usprawiedliwienia dla takich tortur i zachowań i zastanawiam się tak jak TM – jak można komuś coś takiego zrobić?
    Pomnik upamiętniający również budzi wiele emocji,

  7. balkanyrudej pisze:

    Ogólnie w trakcie historycznej edukacji w Polsce dość po macoszemu traktuje się temat niewolnictwa na świecie. A dotyczył on zarówno Europy, jak i Nowego Świata. Ale z drugiej strony na lekcjach historii traktuje się tak wiele tematów. A niestety niewolnictwo było i stanowi mroczną kartę w księdze przeszłości świata. Niewątpliwie ciężko przejść obok tego tematu obojętnie, w szczególności będąc w miejscach, w których niewolnicy byli torturowani. Jednak prawda jest też taka, że wielu turystów w trakcie podróży omija trudne tematy, bo przecież wakacje mają być miłe i przyjemne i dlaczego człowiek ma się dołować…

    • Ewa pisze:

      W ogóle moja edukacja szkolna (nie wiem, jak jest teraz) była bardzo europocentryczna i tak naprawdę o historii Afryki uczę się sporo dopiero teraz, mieszkając tutaj…

  8. ej, miało być 10 najlepszych plaż na Zanzibarze!

  9. Każdy temat jest dobry do podjęcia, a i o tych cięższych trzeba pamięć bo świat nie jest tylko kolorowy. :) świetny post!

  10. Powiwm szczerze ze Zanzibar kojarzy mi sie tylko z plazami i trójkątnymi zaglami do lodeczek

  11. Bardzo dobrze, że piszesz też o trudniejszych tematach, Zanzibar to nie tylko rajskie plaże, a wiele osób nawet nie zadaje sobie trudu, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tym miejscu…

  12. Magda pisze:

    Kurcze powiem Ci, że tak rzadko mówiło się w szkole o historii niewolnictwa, że teraz jak przeczytałam Twój wpis to aż mi wstyd, że nigdy sama nie zgłębiłam tej historii bardziej….

  13. Tresvodka pisze:

    Bardzo dobry tekst. Czyta się jednym tchem pomimo trudnego tematu. I ja nie unikam w podróżach “trudnych miejsc”, czasem mam wrażeni, że ich nawet szukam, bo tak wiele nam mówią i o danym kraju i o ludzkości.

    • Ewa pisze:

      Dziękuję! Masz rację, bo historia zawiera nie tylko piękne opowieści, warto się uczyć także o tych trudnych tematach.

  14. Ola pisze:

    Bardzo ciekawa, choć smutna historia. Aż nie chce się wierzyć, że ludzie ludziom potrafią robić takie rzeczy

  15. Wolniak26 pisze:

    Bardzo ciekawa i dająca wiele do myślenia podróż. Takich miejsc, które dzisiaj stanowią świadectwo ludzkiej krzywdy jest na świecie bardzo wiele. Pozdrawiam

  16. Kamil pisze:

    Świetne zdjęcia i artykuł. Mile spędzone parę minut :)

  17. Eleni pisze:

    Jak już wspominałam wcześniej byłam w Stone Town, ale historię tego miasta i niewolnictwa dopiero teraz poznałam szczegółowo dzięki Tobie. Jak zwykle ciekawie ją przedstawiłaś dodając zdjęcia za co ci bardzo dziękuję. Zabieram się za dalsze czytanie twoich interesujących wypraw :)

    • Ewa pisze:

      Dziękuję! Staram się opisywać nie tylko własne przeżycia ale i historię, by czytelnicy coś wartościowego wynieśli z moich wpisów. Cieszę się, że się udaje :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!