Skąd masz pieniądze na podróże?

Ta to ma życie. Jeździ sobie w kółko po świecie. Ciekawe, skąd ma na to wszystko pieniądze? Zdarza mi się spotkać z takimi pytaniami – bezpośrednio skierowanymi do mnie lub rzuconymi tak gdzieś po prostu jako komentarz. Do tej pory omijałam tę kwestię, zarówno w dyskusjach, jak i tu na blogu. Ale przyszedł czas, żeby zabrać głos. Moja odpowiedź na to pytanie brzmi…

Skąd bierzesz pieniądze?
Dlaczego chcesz zaglądać mi do portfela?

Czy ja pytam się blogerów technologicznych, skąd mają pieniądze na kolejne gadżety? Albo motoryzacyjnych jak finansują bujanie się coraz to bardziej wypasionymi furami? Albo tych piszących o aranżacji wnętrz w jaki sposób stać ich na co raz to nowsze dizajnerskie akcesoria? Pytam szafiarek skąd mają kasę na tony nowych ciuchów, butów i dodatków? Nie. I nie zauważyłam dotychczas, by ktoś to robił. Czemu więc blogerzy podróżniczy mieliby się tłumaczyć, skąd mają pieniądze na podróże?

Zdarza się i poza Internetem usłyszeć coś w stylu: Zazdroszczę ci tych podróży, ty to masz kasę! Staram się ugryźć w język, by nie odpowiedzieć: ty to masz kasę, zazdroszczę ci… I tutaj do wyboru, do koloru:

  • 300-metrowego domu z ogrodem pod Warszawą
  • nowego audi
  • chodzenia na koncert czy do kina co drugi dzień
  • coweekendowych imprez i szaleństw do białego rana
  • najnowszego Ipada, Iphone’a, Ipoda i kto wie, czego I-jeszcze
  • stołowania się codziennie w modnych lanczowniach…

I mogłabym tak dalej i dalej. Ale nie powiem tego, bo… nie zazdroszczę. Dlaczego?

To, na co wydajemy pieniądze, jest kwestią priorytetów. Ja przeznaczam moje na podróże i jest to moja decyzja. Ktoś inny na gadżety albo ciuchy. Nie mam samochodu, nowego komputera, nie imprezuję ostro co weekend w modnych klubach, bo wolę przeznaczyć kasę na coś innego. A ty, pytaczu, masz po prostu inne priorytety. Jeśli chcesz więcej podróżować, to je zmień. Kropka. Nie można mieć w życiu wszystkiego.

Tym, którzy nadal chcą wiedzieć, skąd biorę pieniądze, odpowiadam – nie kradnę, nie wymuszam, nie wyłudzam. Nie jestem darmozjadem, nie wyciągam od rodziców, nie mam bogatego wujka w Ameryce, nie mam chłopaka, który napada na banki. Nie przejadam pieniędzy podatników. Zwyczajnie – pracuję i oszczędzam. Tylko tyle i aż tyle. Żadnej magii, szara rzeczywistość.

Zupełnie dodatkowo, realizując swoje marzenia, znalazłam pracę, która pozwala mi mieszkać tam, gdzie inni wypoczywają. Dzięki temu mogę podróżować jeszcze więcej. Ale zanim zaczęłam pracować jako rezydentka biura podróży też miałam pracę w Polsce, a podróże finansowałam z własnej pensji. Da się? Pewnie, że się da – kwestia priorytetów wraca jak bumerang.

Jeżeli kogoś nadal interesują portfele podróżników, to wielu moich znajomych z podróżniczej blogosfery pisało już o tym, jak finansują podróże. Zajrzyjcie na przykład do:

Inna rzecz, że niektórym wydaje się, że na podróżowanie trzeba wydać majątek, bo inaczej się nie da. Nieprawda, można podróżować tanio, bardzo tanio i ekstremalnie tanio. Ale to już temat na zupełnie inny wpis.

Na koniec mam dwa pytania. Czy naprawdę uważacie, że podróżowanie to taka wyjątkowa (i droga) pasja, że trzeba mieć bogatych rodziców lub spadek po dziadku, by ją realizować? I drugie – skąd bierzecie pieniądze na realizację waszych własnych pasji…? ;)

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

110 komentarzy

  1. Kasia pisze:

    Podpisuję się obiema rękami!!! Też niejednokrotnie słyszę takie teksty i krew mnie zalewa!
    Zarabiam może w porywach średnią krajową i oszczędzam – to jeżdżę, bo to moja pasja! A często wydaję na zagraniczne wojaże tyle samo co 2-tygodniowe “wczasy” w Kołobrzegu pytacza !

  2. Krystyna pisze:

    Świetny wpis, masz rację :-)
    Wybór należy do nas, co chcemy mieć.

  3. Karina pisze:

    nie ściemniaj.. ciężko pracujesz opylając turystom banany na drogach :D

  4. Adri pisze:

    Dla mnie podrozowanie to zadna droga pasja, majac stala prace i wydatki zwiazane z normalnym zyciem wydawalam prawie dwa razy tyle, co teraz podrozujac od roku! Zamienilam kupowanie nowych kosmetykow, ciuchow i innych pierdolow na bilety wstepow do atrakcji turystycznych i noclegi w hostelach. W kazdym razie podrozujac stwierdzilam, ile pieniedzy wydaje sie na niepotrzebne rzeczy prowadzac “normalne” zycie! Jak wroce, bede miala jeszcze wiecej pieniedzy na podroze :-) Pozdrawiam z Chile

  5. Ewa pisze:

    A żebyś wiedziała! W 35-stopniowym upale, w pełnym słońcu, w spalinach, a do bananów się osy zlatują! Taka harówa, żeby na weekend do Zakopanego wyskoczyć! :)

  6. Karina pisze:

    burżujka.. weekend w Zakopanem!!

  7. Ewa pisze:

    Och no! Weekendem w Mombasie nie chciałam nikogo dołować :P

  8. monika pisze:

    Hm.. temat jeszcze można podzielić dalej: na blogerów, którzy już pracują i zarabiają i na tych, których nadal są na utrzymaniu rodziców. Należę do drugich, studiuję prawo i nie pracuję. Dostaję jakąś tam stałą sumę X od rodziców, co miesiąc.. i gwarantuję, że nie są to kokosy i w ubiegłym roku sfinansowałam sobie 2/3 kosztów wyjazdów (7 zagranicznych, wszystkie w Europie) z odłożonych pieniędzy.. zamiast lecieć do sklepu po najnowszy model sukienki czy butów, odkładałam je na podróże. A to, że rodzice mi dorzucili to też niespecjalnie uważam za powód do wstydu, zawsze stawiali na wyjazdy, od małego ciągali mnie po Polsce i Europie i wiedzą, że to ma wartość. Nie podejdę do taty i nie powiem.. że pojawił się nowy model telefonu, chcę samochód itd. bo wiem, że na to będę musiała sobie sama zarobić, ale akurat na moje szczęście na podróże mu nie szkoda i zawsze mi pomoże. I zmierzam do tego, że nie rozumiem jak ktoś może, nie wiem.. nabijać się z tego, że rodzice mnie współfinansują, jeśli ich na to stać i mają taki sam pogląd jak ja, że w to warto inwestować, bo podróże się “zwracają”.. to czemu nie? Zdarza się, że słyszę od moich znajomych.. o skąd Cie stać na tyle wyjazdów, ale ciągniesz od rodziców.. i mówią to po powrocie z dwutygodniowych wakacji AI w Egipcie czy Turcji (które też były sfinansowane z kieszeni rodziców), które kosztowały dużo więcej niż kilka moich wyjazdów razem wziętych.

  9. Marlena pisze:

    Zgadzam się z przedmówcami w 100%. Ja również sporo podróżuję i nie mam bogatego wujka w USA, bogatego męża, rodziców, którzy mnie finansują. Mimo że mam przeciętną pensję, jestem w stanie odłożyć pieniądze na wymarzoną podróż – czasami jak w przypadku Kuby, na którą wytrwale zbieram, przydaje się tzw. skarbonka – kubanka(w tym wypadku), bez możliwości wyjęcia pieniędzy zanim nie wypełni się sama:) Nie mam najnowszych ubrań, gadżetów, nowego komputera (mimo że stary cały czas się “wiesza”), mieszkania urządzonego na “wysoki połysk”, ale jak napisała Ewa, to kwestia priorytetów i prawdą jest, że wcale nie potrzeba “aż takich” pieniędzy żeby podróżować. Czasami zamiast ciągle marudzić, zazdrościć innym trzeba się wziąć w garść i wytrwale realizować swoje marzenia. Buenos viajes! :)

  10. Asia pisze:

    Ewa, dzięki za ten wpis i za zalinkowanie nas. Potrzeba takich głosów w sieci i to nie tylko dla inspirowania innych, ale także do obrony własnej. My też dostajemy komentarze w sieci i w realu: ale Wam dobrze, wy to macie życie, z taką pracą to nie dziwne… Powiedz komuś kto ma własne mieszkanie, że jest szczęściarzem – stwierdzi, że to standard. A dla nas takim standardem są podróże, a mieszkanie bywa luksusem…
    Druga kwestia to sposoby na wygospodarowanie czasu na wyjazdy – przymierzam się do takiego wpisu teraz, ale tymczasem czekam na Twoje patenty oszczędnościowe ;)

    • Ewa pisze:

      Wiesz co, sęk w tym, że ja też specjalnych patentów nie mam. Nie jestem jakoś strategicznie nastawiona na najtańsze podróżowanie. Pewnie, jak się uda upolowac okazyjnie bilet na samolot czy wykombinować jakąś zniżkę na pociąg czy znaleźć tani hostel to korzystam, ale nie staram się za wszelką cenę robić wszystkiemu po taniości, nie prowadzę bilansu w excelu i nie odmawiam sobie totalnie wszystkich przyjemności. Hej, życie ma być przyjemnie :)

      • Asia pisze:

        No wiadomo, że przyjemność, ale w naszym przypadku jak się nie zaplanuje, to nie wystarczy kasy/czasu… Dlatego profilaktycznie oszczędzamy cały czas ;)

        • Ewa pisze:

          Pewnie, ze zaplanować czasem trzeba! Ja niestety nie umiem oszczędzać tak typowo metodycznie. Wiem, że pewnie mogłabym czasem odłożyć trochę więcej ale też nie mam do nikogo pretensji i nie zazdroszczę, że ktoś umie i jest w stanie więcej zaoszczędzić, niż ja, albo, że jest lepiej zorganizowany czy bardziej zdyscyplinowany :) Więcej, jestem pełna szacunku!

  11. Kamila pisze:

    Nie pytam i nie będę. Czy zazdroszczę? Kiedyś tak. Od kiedy do Ciebie trafiłam, zwyczajnie cieszy mnie każdy kolejny wpis i Twoja otwartość. Tak jak wszystkie książki o podróżach, które było mi dane czytać.
    Być może dzięki przewartościowaniu, a może nie tylko, bo i dorosłam do tego, żeby w końcu przestać się wykręcać od podróży i wciąż tylko o nich marzyć, zmieniłam plan działania. Zaczynam swoja przygodę. W najbliższych dwóch miesiącach Polska, a później ruszam trochę dalej. Mam apetyt na podróże, na odkrywanie, przeżywanie i poznawanie. A pieniądze… pieniądze to rzecz nabyta.

    • Ewa pisze:

      Kamila, dzięki Ci za ten komentarz! Takie słowa dodają mega pozytywnej energii chyba każdemu piszącemu, mnie na pewno :)

      Życzę Ci szerokiej drogi!

      • Kamila pisze:

        Bardzo się cieszę, że mogłam tym wpisem dodać Ci pozytywnej energii, choć trudno mi uwierzyć, że cierpisz na jej brak. ;-)

        Ewo, życzę Ci jeszcze więcej wspaniałych podróży i poznawania inspirujących ludzi na swojej drodze. :-)

  12. Marta pisze:

    Ewo, Zgadzam się w 100% z tym co napisałaś.
    Ja również (mimo, że nie uważam, żebym podróżowała jakoś często czy daleko…) słyszę teksty w stylu, że nam to się powodzi, bo znów gdzieś jedziemy, a w dodatku zaledwie na weekend i na przykład znów do Skandynawii (którą akurat uwielbiamy), a przecież tam jest tak drogo…
    Niestety nie każdy rozumie, że to jest nasz wybór, sposób na życie i to nam daje szczęście, a wyjazdy finansujemy tylko i wyłącznie z własnych pensji. Nowe, podróżnicze doświadczenia i osobisty rozwój jest dla nas ważniejszy od kupowania samochodu, nowych mebli do mieszkania czy na przykład stołowania się na mieście. Zamiast tego wolimy spać pod namiotem i jeść konserwy w Norwegii, włoczyć się po szlakach i poznawać nowych ludzi. Owszem, na miejscu jest drogo, ale przecież na to też są sposoby. A bilety lotnicze jak wiadomo można często znaleźć za grosze (dosłownie) – przynajmniej jeśli chodzi o Europę – jeśli się wie, jak i gdzie szukać…

  13. Kasia pisze:

    Ja jestem biedną studentką, mój chłopak biednym studentem a pierwsze wczasy nad morzem zafundowaliśmy sobie oszczędzając pieniądze za które mieliśmy kupować kawę w automacie. Dlatego masz absolutną rację, nawet będąc tak biednym jak student można się skoncentrować na calu i go zrealizować! My dzięki powszednim oszczędnością jesteśmy tam, gdzie tylko możemy :D Pozdrawiam!!!

  14. Jagoda pisze:

    hehe, w takich dyskusjach zawsze mi się przypomina kumpel, który od kilku lat chce wyjechać do Gruzji. zapytałam go czemu tego nie zrobił, przecież zarabia tyle, że by odłożył. odpowiedz: “musiałem sobie najpierw kupić obiektyw…” prioprytety, wiadomo :D

  15. Anita pisze:

    Swietne uwagi, ktore wezne sobie na pewno do serca! Dziekuje!

  16. Andrzej pisze:

    z wycieczek fakultatywnych, a skąd? ;-)

  17. Mateusz pisze:

    Głos rozsądku :) Niechże każdy wydaje na co chce. Pozdrowienia!

  18. Jestem darmozjadem. A tak na marginesie – śmieszny zbieg okoliczności, właśnie tworzę długi wpis na ten temat :)

  19. Urszula pisze:

    Święta racja. Męczą mnie komentarze, “tak ty masz dobrze, masz tyle kasy to podróżujesz”. Spotykam się również (w pracy) z zianiem nienawiścią, zazdrością, wytykaniem – ale ludzie, myślę sobie – ja nie kupuję entej torebki i setnych butów, ciuchów, które zapewne nie mieszczą się w szafach, nie dorobiłam się samochodu, mam piece zamiast gazowego centralnego. I jakoś się żyje i planuje, podróżuje… Czasami chyba powinno się opuścić głowę, uderzyć w piersi i powiedzieć – mea culpa. Bo winni jesteśmy my, ci chcący poznawać świat… Smutne to.

  20. Chyba wszystkich pewien wpis pewnego bloggera zdenerwował bo nagle wszyscy chcą pisać o kasie :) Mnie tak rodzice wychowali, że się o pieniądze nie pytałam, bo nie wypada :)

  21. Ewa pisze:

    Jagoda, trochę rozumiem go, no bo pojechać i zdjęć nie robić? :P
    Aga, żeby sie pytał jak to zrobić, by podróżować i mieścić się w budżecie to bym rozumiała, zawsze jakieś wskazówki można dać. Ale skąd masz pieniądze to Twoja sprawa. Najczęściej z ciężkiej pracy ;)

  22. Jagoda pisze:

    Ewa, no coś Ty, podróżnicy i turyści to lenie patentowane!

  23. Andrzej pisze:

    Jagoda, może Ty, wiesz… :P

  24. Jagoda pisze:

    ja nie jestem podróżnikiem, a jestem inżynierem co jeździ na wczasy, więc mam wymówkę ;-P

  25. Alicja pisze:

    A ja już mam dosyć tego tematu i nie mam już więcej zamiaru tłumaczyć się skąd mam pieniądze na podróżowanie. Ja kurde ludzi nie pytam skąd mają kasę na “nowe gacie od Armaniego.”

  26. Andrzej pisze:

    fakt, kto nas nie spotka po powrocie to oto pyta i rzygać już się chce. najlepsza odpowiedź to: zarobiłem – ucina wszelką dyskusję.

  27. Jagoda pisze:

    a “ukradłem” nie ucina? :D

  28. Ania pisze:

    Dzięki Ewa za ten post. Dobrze napisane i podpisuję się obiema rękami. Chociaż post tamtego gościa, który wywołał ten temat, jest tak płytki i obraźliwy, że w ogóle powinnismy go pominąć milczeniem. Pod nim jeden z naszych kolegów podróżników napisał, że “Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają”, na co autor odpowiedział mu: “Dżentelmeni to może są w brytyjskim parlamencie, choć i tego nie byłbym taki pewien. Ja nie aspiruję do tego miana, jest ono obojętne”. Poziom jego odpowiedzi na komentarze jest podobny jak poziom samego artykułu…

  29. Andrzej pisze:

    Jagoda, nie każdy ma poczucie humoru niestety…

  30. Magda pisze:

    Bardzo ciekawa odpowiedź na wiecznie pojawiające się nudne pytania o pieniądze i sposób ich wydawania. No i jeszcze o zazdrość, co jest dla mnie najbardziej kuriozalne ze wszystkich możliwych aspektów ‘skomentowania’ czyichś podróży. Życzę następnych wspaniałych podróży i wpisów!

  31. 1beam pisze:

    Jest takie stare powiedzenie”Co komu do domu,jak chałupa nie jego”
    Łatwo jest komuś do ogródka zaglądać,a nie widzieć swojego.
    Dobry tekst.
    Pozdrawiam.

  32. Łukasz pisze:

    Hej Ewa! Po wczorajszej lekturze twojego wpisu nastąpił długi proces myślowy i narodziło się trochę refleksji (mam nadzieję, że nie obrazisz się za odnośnik):
    http://www.lukaszsupergan.com/dwa-lata-w-azji-cz-5-jak-zarobic-na-podroz-i-przejechac-swiat-za-grosze/

    Pozdrawiam,
    Ł.

  33. Agnieszka pisze:

    Zgadzma sie!

    Bardzo denerwujace sa tez takie swoiste pytanio-stwierdzenia o finansowanie moich podrozy. Pytaja sie a i tak mam wrazenie, ze cobym nie odpowiedziala, wiedza swoje….

  34. Marta pisze:

    Czytając swój post miałam wrażenie, jakbym słuchała siebie… Zgadzam się że to kwestia priorytetów i podróżować może każdy, więc nie zazdrośćmy innym tylko sami działajmy… Podróże są jedną z moich najważniejszych pasji i priorytetów:) Gdzie by tu ruszyć w tym roku ? Czas zaplanować kolejną podróż:)

  35. Wydaje mi sie pisze:

    Wydaje mi sie, ze to nie jest zazdrosc typu zawisc, tylko po prostu, no fajnie, podrozujecie. Ja mam tak samo, zazdroszcze podrozy, ale sam mam inne priorytety i tyle. Pytania biora sie pewnie stad, ze ludzie w Polsce zazwyczaj ledwo maja co do gara wlozyc pod koniec miesiaca, oszczedzaja na wszystkim, a Was jednak na to stac. Nie wiem czemu taka dziwna mentalnosc, ze jak chodzi o kase to trzeba siedziec cicho. Nie mozna odpowiedziec po prostu pracuje? Wg mnie to wy jestescie dziwni w swym zachowaniu, bo to tak jakby to byla wielka tajemnica. Jak ktos sie mnie pyta skad mam nowy sprzet to odpowiadam, ze albo oszczedzalem na lokacie czy gdzies albo po prostu wzialem kredyt czy cokolwiek innego zgodnego z prawda. I tyle, nie obruszam sie, bo to jest normalne, ze ludzie nie wiedza, a tez moze by chcieli. I wtedy moga zobaczyc np. ze ja oszczedzam i zamiast kawy wplacam na lokate i dobre 5zl miesiecznie odlozyc to juz jest postep. Mozna sie wiele nauczyc od drugiego czlowieka i to co mnie nurtuje nie boje sie zapytac. Wy pewnie tez pytacie o droge przechodniow. A nie mozna sobie mapy kupic? Mozna, ale nikt sie o droge zapytany nie obrusza, bo po co. To normalne, ze ludzie pytaja. A temat kasy jak kazdy inny, co juz myslicie, ze jestescie bogaci jak politycy? Bez przesady. Chyba byscie chcieli byc w ten sposob postrzegani dlatego sie wstydzicie mowic o oszczednosciach itd.

    • Ewa pisze:

      Nie zgadzam się z Tobą. O zarobki moim zdaniem po prostu nie wypada pytać. To jest moja prywatna sprawa, skąd biorę pieniądze. Są sprawy, o których mogę porozmawiać z kimś bliskim, ale na forum – uważam – tłumaczyć się nie muszę. A to często tak wygląda, chociażby ostatni komentarz, który w sumie skłonił mnie do napisania tego wpisu, można streścić tak: “ha, podróżują, a nie przyznają się, że ich mama ginekolog zarabia na skrobankach, a chłopak jest mafiozem”. No proszę, bez przesady.

      I nie, nie czuję się bogata. Nie – jeśli chodzi o pieniądze. Ale czuję się całkiem bogata jeśli chodzi o doświadczenia i to się dla mnie dużo bardziej liczy, niż kasa :)

  36. Marek pisze:

    Gdy ktoś mnie pyta skąd biorę pieniądze na podróże, zawsze odpowiadam: z konta w banku.

  37. tola pisze:

    może to też jest kwestia tego, że niektórzy nie potrafią gospodarować swoimi pieniędzmi, a dziwią się, że inni potrafią i oszczędzać, a potem wydawać na konkretne rzeczy (np. podróże).

  38. Justyna pisze:

    To faktycznie kwestia priorytetów i wewnętrznej potrzeby. Mi szkoda kasy na nowe ciuchy, a nie żałuję złotówki na bilet lotniczy…
    Ogólnie u mnie wydatki na podróże są o wiele wyżej w hierarchii niż inne wydatki. :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Justyna

  39. Magdus pisze:

    No wreszcie ktoś o tym “GŁOŚNO” napisał. Podpisuję się nie tylko obiema rękami, ale i obiema nogami i całym ciałem!;) Ja już przestałam nawet odpowiadać na te pytania i kasuję złośliwe komentarze pod moimi podróżniczymi statusami, bo podobnie jak Kasię (z pierwszego wpisu) – krew mnie zalewa!! Ja podobnie – zarabiam ok.średniej krajowej z budżetowej podstawy, w dodatku w służbie zdrowia i po to, żeby mieć za co i kiedy podróżować, tyram w weekendy i w tzw.”Święta Państwowe”, kiedy cała reszta narodu się opiernicza nie biorąc nawet pod uwagę, że wtedy ktoś może pracować… I potem tacy ludzie nie dostrzegają, że to może STĄD (a NIE “z nieba”;) biorą się fundusze na podróż i dni urlopowe (zaoszczędzone/odpracowane przez dyżury w święta…bo mam tych “wolnych dni” -tak do wiadomości pytaczy – tyle samo w roku, co przeciętny polski pracownik! I tak – DA SIĘ podróżować po całym świecie!!:D)

  40. Magda pisze:

    Wyjezdzalam 3 lata temu na kilka miesiecy do Indii, znajoma zapytala mnie wtedy “po co Ty tam jedziesz?”. Wtedy porwalam sie na dyskusje nt. marzen, poznawania kultur, zdobywania doswiadczen ble ble ble. Kilka lat pozniej odlozylismy z mezem pieniazki na dluzsza podroz. Rownowartosc samochodu sredniej klasy. Ta sama znajoma zaskoczona nasza decyzja o wyjezdzie pyta ” nie szkoda Wam wywalic (sic!) tyle pieniedzy?! No i rok macie w plecy!”. Odpowiedzialam wtedy krotko NIE. Juz nie chcialo mi sie tlumaczyc tego wszystkiego raz jeszcze. Groch o sciane. Wydaje mi sie ze ludzie z podobna mentalnoscia wciaz pytaja skad biezemy kase na podroze. Dla wielu podroznik wydaje na podroz to co mu zbywa! A to oznacza ze ma mnostwo pieniedzy bo przeciez najpierw “trzeba” kupic mieszkanie, samochod, iphona itd a dopiero jak zostanie to sie jedzie “na wczasy”. Niektorzy tez patrza na nas jak na nieodpowiedzialne osoby bez przyszlosci: “nie ma nawet auta pozadnego a jezdzi sobie po swiecie i kase rozpiep…”. Dyskutowac czy nie dyskutowac oto jest pytanie.

  41. monika jall pisze:

    Madry wpis, ale tych nieprzekonanych nikt i pewnie nic nie przekona, oni i tak swoje wiedza. pozdrawiam serdecznie. Monika

  42. Kasia pisze:

    Sama trochę podróżuję i zazwyczaj mnie na to stać, ale i tak zawsze mnie zastanawia skąd inni biorą na to pieniądze. Nie z zawiści, tylko z ciekawości. Może dzięki takiej wiedzy i ja mogłabym podróżować więcej. Sama odpowiadam szczerze skąd biorę pieniądze i ile moje podróże kosztują. Mam wrażenie, że ludzie, którzy zadają takie pytania nigdy nie pojechali w Świat dalej niż do Egiptu z AI i zwyczajnie nie wiedzą, że można inaczej i że to nie pochłania majątku. Mnie natomiast zastanawia inna kwestia. Skąd ludzie mają czas na podróżowanie!? I tu pytam nie z zawiści, tylko po prostu szukam inspiracji:)

    • Ewa pisze:

      Moim zdaniem z czasem jest dokładnie tak samo, jak z pieniędzmi – priorytety.

      Kiedy jeszcze miałam “normalną” pracę, to przede wszystkim starałam się maksymalnie wykorzystać swój urlop. Do tego dochodziły wypady weekendowe, czasem w jeden weekend pracowałam i za to mogłam odebrać dzień wolny, czasem uzbierało się tyle nadgodzin, że dostawałam dodatkowe wolne. I wtedy hulaj dusza, bliżej lub dalej, byle w świat!

      Teraz jest trochę inaczej, praca sezonowa, więc wyjazd w czasie pracy to jedno, a podróże między sezonami to drugie.

  43. W dzisiejszych czasach ciężko mieć pieniądze na jakiś super wyjazd. Bardzo fajna stronka. Pozdrawiam

  44. Do Pacanowa pisze:

    @podrozeblog

    Nie zgadzam sie z Toba.
    Nie sa potrzebne wielkie pieniadze, aby podrozowac.
    Wlasnie za dwa dni wylatuje do Pekinu, za … 107 euro :)
    Czy to sa duze pieniadze? Mam nadzieje sie zmiescic kosztowo w cenie pobytu tygodniowego nad polskim morzem w sezonie wakacyjnym.

  45. Pimpolak pisze:

    A ja mam swoje lata przepracowane, kasę jakąś odłożoną, chciałbym gdzieś wyjechać (w sensie: podróżować) i czuję się zagubiony. Co robić droga redakcjo?

  46. Do Pacanowa pisze:

    Nie jestem redakcja, ale Ci odpowiem :) zaczac … zdecydowac, to pierwszy krok. Potem poszperac w internecie, wyszukac tani przelot. Nastepnie zapoznac sie z danym meijscem, okolica, charakterem i zarezerwowac pierwszy (lub i nastepne) nocleg. Ruszyc :)

    • Ewa pisze:

      Ja też nie jestem redakcją, tylko skromną autorką tego bloga, ale zgadzam się z przedpiszcą :)

      A jeśli nadal nie czujesz się na siłach to zacznij od wyjazdu z biurem podróży. Zobaczysz, poczujesz, może następnym razem odważysz się samodzielnie coś zorganizować.

  47. Ewa pisze:

    W sumie racja. Też się często spotykam ze stwierdzenia, ze muszę mieć górę kasy, że w ogóle gdziekolwiek wyjeżdżam. A ja właściwie po Polsce gównie i zwykle przy okazji :). I tez tak sobie myślę, że co to kogo obchodzi i po co te komentarze?

  48. Marcin pisze:

    Jaki dobry i prawdziwy wpis. Pamiętam czasy, jak za jakieś totalne grosze jechało się na dwa tygodnie gdziekolwiek pod namiot i było rewelacyjnie. Inna rzecz, że ludziska myśląc o “zagranicy” często wyobrażają sobie pięciogwiazdkowy hotel nad brzegiem morza i ręczniki w kształcie łabędzi na łóżku. Tylko to jest g… warte wszystko. Prawdziwa wartość podróży to doświadczenia, poznawanie innej kultury, branie udziału w zwyczajowych świętach i … siedemset stron innych rzeczy.
    I wszystko jest kwestią priorytetów. Jeśli ktoś mówi, nie stać mnie na wyjazd, a wydał w ciągu ostatniego półrocza 5.000 zł na ulepszanie mieszkania, które jest dobre, na zakup najnowszego telefonu, albo na inne duperele, to go stać, tylko sobie tego nie uświadamia.

  49. valdi pisze:

    Skąd masz pieniądze na podróże?

    Na tak zadane pytanie odpowiedział bym że z kradzieży banku szwajcarskiego.

    Póki się tej kradzieży nie udowodni to występuje tutaj domniemanie niewinności.

    Pa.

  50. Agnieszka pisze:

    Ja mam pytanie z innej beczki…nie chodzi o pieniadze, bo to chyba juz zostalo skomentowane powyzej. Jak ktos chce to mozna…i i luksusowo i w budzecie…mnie zastanawia jedno bo nie znalazlam odpowiedzi w sekcji “O mnie”…czy ty podrozujesz sama? Ja b lubie podroze i marzy mi sie RDW, ale z kim? Nie ma z kim :( Po Europie, okej mozna samemu, bo to w miare cywilizacja, ale Azja i Am Pld, nie wiem czy bym sie odwazyla sama…a zoorganizowane wyjazdy, nawet typu Adventure sa za drogie…

    • Ewa pisze:

      U mnie bywa różnie, ale najczęściej podróżuję z kimś – szczególnie, jeśli są to dłuższe wyjazdy w stylu włóczenie się z plecakiem. Najczęściej z kumpelą, czasem grupa nam się powiększa. Z kumpelą mamy taki system, że jeśli chcemy robić coś innego danego dnia to nie ma problemu, możemy się na chwilę rozdzielić, ale ogólnie przyjemniej nam razem.

      Przy krótszych wyjazdach albo jadę z kimś, albo jadę do kogoś, więc zawsze towarzystwo jest. Jakoś lepiej mi się podróżuje w towarzystwie – bezpieczniej się czuję, logistycznie czasem bywa łatwiej (jedna osoba leci do toalety, druga pilnuje plecaków), raźniej, przyjemniej dzielić się z kimś doświadczeniami. No i co dwie głowy to nie jedna.

      Znam za to super dziewczynę, która przejechała świat w półtora roku samodzielnie. Ale tez nie do końca, bo co chwila ktoś ze znajomych dołączał do niej na jakimś odcinku podróży. No i wtedy też poznaje się chyba dużo więcej osób na trasie. Są więc i plusy samotnego podróżowania.

  51. Kasia pisze:

    a ja aktualnie nie mam pracy, ale to co zostało z poprzedniej i wszelkie oszednosci zyciowe odkladam chocby i na najmniejsza podroz :) ciezko wyjsc z tego uzaleznienia:)

  52. Damian pisze:

    Myślę, że podróżne nie zawsze muszą dużo kosztować. Prawdziwi wycieczkowicze bardzo często korzystają ze specjalnych ofert promocyjnych, których jest bardzo dużo, trzeba tylko je znaleźć. Dzięki temu koszty wyprawy mogą znacznie spaść i to chyba jest jeden z sekretów podróżników;) Poza tym zdarza się również, że za wyjazd płaci sponsor, ale to chyba już rzadziej.

  53. Aga pisze:

    A może ludzie po prostu nie wiedzą jak zacząć podróżować i że można to zrobić inaczej niż z kosmicznie drogim biurem podróży. W wielu tkwi przekonanie, że podróże są tylko dla ludzi zamożnych, posiadających “górę pieniędzy” i że na podróż do załóżmy Paryża trzeba wydać półroczne zarobki. Więc jeżeli słyszą, że ktoś “podróżuje” czy też wybiera się w podróż to pierwsze pytanie jakie się rodzi to: skąd on ma pieniądze na takie “podróżowanie”.
    Sama często zadawałam to pytanie podróżującym koleżankom i kolegom. Przy czy okazało się, jak zaczęli mi opowiadać, że wcale nie chodzi o to że mają dużo pieniędzy tylko w inaczej planują wyjazd. Wtedy dowiedziałam się o couchsurfingu czy serwisach, które wyszukują tanie loty i przejazdy autobusami. Usłyszałam, że śpią w namiotach, albo pracują dorywczo w czasie podróży. Jedna z koleżanek opowiedziała mi, że prowadząc bloga znalazła sponsorów, a inna że wyjechała za pieniądze z konkursu fotograficznego.
    Czy naprawdę nie warto pomęczyć się i wyjaśnić 100 osobom, że to właśnie kwestia priorytetów, odpowiedniej pracy, np. w Twoim przypadku Ewa, czy odpowiedniego planowania podróży, jeżeli być może 99 osób nie da się przekonać, ale ta setna złapie bakcyla i zacznie jeździć? Nie jest to piękne? I czy naprawdę nie warte cierpliwości?

    • Ewa pisze:

      Wiesz, ja miałam mnóstwo pytań o podróżowanie, zanim zaczęłam sama podróżować. Akurat nie o pieniądze a o inne rzeczy typu bezpieczeństwo, organizacja, sama czy w towarzystwie itp. Zawsze dostawałam odpowiedzi. Teraz też dostaję pytania – czy to w komentarzach, czy to w mailach, o podróże i zawsze staram się odpowiedzieć najlepiej, jak umiem. Ale “skąd mieć pieniądze” to zawsze wiedziałam. Musiałam sobie zarobić. To jest dla mnie tak oczywiste. Niektórzy dostają spadek, innym fundują rodzice (mi też fundowali jak jeszcze się uczyłam, za co jestem im niezmiernie wdzięczna cały czas!), różnie bywa. To nie jest kwestia skąd się ma pieniądze tylko tego, jak się je wydaje, a ludzie często mylą moim zdaniem te pojęcia.

      No a przecież ten post dokładnie jest odpowiedzią. Bo nie skończył się na “Dlaczego chcesz zaglądać mi do portfela?”, tylko po tym zdaniu jest jeszcze całkiem sporo wyjaśnienia ;)

  54. Olga pisze:

    Ewa, ostatnie zdanie posta mnie rozwaliło. Najpierw narzekasz, że ludzie się Ciebie pytają o finanse i zaglądają Ci do portfela a na końcu tego samego posta robisz dokładnie to co twierdzisz, że doprowadza Cię do szału…

  55. Aneta pisze:

    O tak! Jak ja Ciebie rozumiem. Zawsze to samo pytanie i zawsze próbuję ugryźć się w język. Kiedy szykuje się kumulacja w totka wszyscy mówią jakich to samochodów i domów by nie kupili, ja myślę gdzie bym pojechała. Samochód mogę rozbić, dom może spłonąć albo zostać okradziony – tego co zobaczyłam i czego nauczyłam się w czasie podróży już nikt i nic mi nie zabierze. Jeśli ktoś mi (czy Tobie) zazdrości to niech zbiera tyłek i zastanowi się ile pieniędzy wydaje na niepotrzebne pierdoły. Ja przy każdej złotówce myślę o podróżniczych marzeniach. I nagle wiem, że zamiast batonika wolę pod koniec roku karmić tygrysy w Tajlandii czy pływać z delfinami w Wenezueli.

    A poza tematem to jest jeszcze druga rzecz, która doprowadza mnie do szału. Ludzie, którzy dopytują gdzie byłaś, co widziałaś, jak tam było, a potem za plecami mówią jak to się nie “chwalę” podróżami ;) To po cholerę pytają.

  56. iksinska pisze:

    Zaglądanie do portfela jest bezczelne, ale ja jako osoba jeszcze “przedpodróżowa” próbuję znaleźć źródło dochodu. Ułatwiają mi to wpisy innych oraz informacje. Wpisy typu “oszczędzaj” nic nie dadzą osobie, która zarabia najniższą, z czego 1000 idzie na opłaty by przeżyć. Nie chodzi tutaj o żalenie się ;) zawsze można dorobić: sprzątając biurowce po godzinach, dając korepetycje, itd. itp. Dlatego ja np. jestem ciekawa jak ludzie finansują podróż = jakie mają pomysły na zdobycie pieniędzy. I widzę, że wciąć trudno znaleźć blog z konkretami: “wyjechałem do Holandii/UK na 4 miesiące, zarobiłem, odłożyłem X i wyjechałam na Xmc do Tajlandii”. Być może takie informacje są zbyt prywatne? Hmm… pozdrawiam ;)

    • Ewa pisze:

      Sęk w tym, że żadnych “cudownych” źródeł finansowania nie ma. Z reguły jest to praca i oszczędzanie. Jaka praca? Zależy od predyspozycji, umiejętności, wykształcenia. Jeden będzie brał nadgodziny, inny wyjedzie na saksy, jeszcze inny dorobi dając korepetycje. Ale nie chcę o tym pisać, bo to blog o podróżach, a nie o zarabianiu ;)

  57. Lea pisze:

    Faktycznie dziwna sprawa z tymi finansami na podróże ;) Wiadomo, że chcąc kupić sobie nowe spodnie, samochód czy jakiś gadżet, trzeba na to zarobić. A podróże? skąd się bierze na nie pieniądze? Sponsorzy, mega bogaty wujek czy wygrana w totolotka? A kasę bierze się stąd, co i na spodnie czy komórkę.Trzeba sobie zarobić, odłożyć i kupić- tyle że w tym wypadku bilet, jedzenie czy nocleg w innym kraju.
    A ile satysfakcji. Właśnie przerabiam- zarabianie na realizację marzenia.
    ;)

  58. Dobre podejście do tematu. Ludzie nie wiedzą co tracą kupując nowe audi :) też kiedyś miałem takie “pasje” dopóki nie odkryłem, że tak naprawdę jest to marność nad marnościami. Życzę aby każdy mógł odkryć w sobie bakcyla podróżnika. Pozdrawiam.

  59. Greg pisze:

    Podoba mi się odpowiedź na to pytanie – to kwestia priorytetów. Dokładnie tak ! na przykład ktoś wydaje 200 zł na miesiąc na papierosy – a ja nie palę i wydaję te pieniądze na coś zupełnie innego – coś, co ma dla mnie wyższy priorytet. To nie oznacza oczywiście, że jestem od niego bogatszy, po prostu inaczej zarządzam finansami :)

  60. Łukasz pisze:

    Hej,
    Dzięki za podrzucenie kilku pomysłów. Twój blog jest zdecydowanie źródłem inspiracji w planowaniu podróży.
    Pozdrawiam (-:

  61. Obieżyświat pisze:

    Znam również ludzi, którzy przemierzają cały świat , czasem trafią na wymarzone warunki. Czasem dowiadują się, że najtańszy samolot odlatuje za dwie godziny i biegną na złamanie karku by zdążyć. Zdarza się, że z powodu nieznajomości terenu i braku kasy muszą spać pod gołym niebem w parku. Jednak nigdy nie żałują tego, że wyjechali. Podziwiam zarówno Ciebie jak i tych ludzi. A skąd na to wszystko brać pieniądze? cytując pewien film “pieniądze zawsze dają się jakoś skombinować”. Ważne, że robisz dokładnie to, o czym marzyłaś

  62. Whatthef pisze:

    Nie pytać? A dlaczego? Cwaniaki! Jak się chwalić podróżami, to pierwsi… ale prawda jest taka, że w tym kraju jest wielkie gówno i jak blogerzy ciągle mają super ciuchy, podróżują nie wiadomo gdzie, jakaś Kuba, Ameryka Południowa, itd. a potem we wpisach piszą jak to wystarczy “wstać i robić to, co się kocha” to COME ON WTF bez jaj… cwany ten, kto ma w rodzinie polityka albo złodzieja, ale przestańcie pier…ć ludziom takie kacapoły. Jak się chwalisz jeden z drugim podróżami, to nie pisz, że to jest dla ludzi, że “wy też możecie”… prawda jest taka, że ludzie gówno zarabiają i nawet bookowanie pół roku wcześniej nic nie da, bo co najwyżej można sobie pojechać do Alicante na tydzień pod namiot. STĄD ludzie pytają – bo po prostu to jest niesamowite, to, co robią główni blogerzy w branży jest niesamowite, w takim sensie, że mają pewnie grubo kasy i nie mają co robić – i to nagle tacy wielcy blogerzy są. A skoro nie chcesz mówić skąd masz kasę, to nie udawaj jedna z drugim, że jesteście normalnymi ludźmi. BO NIE JESTEŚCIE. I nie jest to zazdrość czy zawiść, jest to po prostu krytyczne myślenie o tym całym pier… niu, a nie – blogowaniu.

    • Ajka pisze:

      Jestem pod wrażeniem tej jakże merytorycznej wypowiedzi. Nie wiem jakie kwoty masz na myśli mówiąc “gówniane” pieniądze. Wiadomo, że zdarzają się sytuacje, gdy ludzie muszą za 2tys utrzymać rodzinę i nikt nie będzie przekonywał społeczeństwa że mogą za to jeszcze podróżować. Większość moich znajomych, nie mając rodzin ani kredytów, zarabiając w miarę przyzwoite pieniądze nie jeździ nigdzie bo mówią, że ich nie stać a w tym samym czasie pakują pieniądze w nowe meble, sprzęt rtv/agd, gadżety typu tablety, ciuchy, papierosy, imprezy. I raczej takie osoby Autorka miała na myśli.

      • Ewa pisze:

        Ajka, z ust mi to wyjęłaś.
        Ale są ludzie, którzy nigdy tego nie zrozumieją i jak mantrę będą powtarzać, że żeby robić niesamowite rzeczy trzeba być obrzydliwie bogatym albo mieć wujka złodzieja.

        • Marta pisze:

          Dokładnie. Niestety, są ludzie, którzy nie biorą pod uwagę tego, że niektórzy na swoje sukcesy, marzenia czy osiągnięcia zwyczajnie ciężko pracowali…

    • Seb pisze:

      Bredzisz! Polska to rozwinięty kraj Zachodu, gdzie się dobrze zarabia, dlatego jest dużo kasy na różne pasje, dlatego też w Polsce nie ma jakieś wyraźnej zawiści.

  63. word pisze:

    Zarabiam 2 tys zł na miesiąc. Nie mam wypaśnych ciuchów, torebek, butów, mieszkania, samochodu itp…Nie pale, nie pije ale na zagraniczną podróż zawsze znajdę pieniążki:)

  64. Iwona pisze:

    hej
    dlaczego Cypr jest w Azji?
    nie mogę nie zapytać :-)
    pozdrawiam

  65. Aga pisze:

    Jak zwykle rady dla rozpieszczonych dzieciaków, które mają darmowe mieszkanie od rodziców.

    Jak ktoś dostał darmowe mieszkanie to nawet za średnią krajową może zwiedzić cały świat bo dzięki hojnemu prezentowi od rodziców dostał na tacy 12.000 złotych rocznie – gdyby musiał wynająć choćby najskromniejszą kawalerkę to sam wynajem pochłonąłby co najmniej 1.000 zł miesięcznie więc 12.000 złotych rocznie.

    Znam mnóstwo takich “globtroterów” ze średnią krajową, ale mając darmowe mieszkanie to każdy głupi byłby w stanie podróżować nawet zarabiając jakieś śmieszne grosze. Bohaterzy dzięki mieszkaniu od rodziców.

    • Ewa pisze:

      Skąd tyle złości? Przede wszystkim w tekście nie ma żadnych rad. Po drugie, znam wiele osób podróżujących, które spłacają kredyt na mieszkanie i jakoś sobie radzą. Po raz kolejny powiem, że to kwestia priorytetów. Ale taka oczywista oczywistość chyba nie do wszystkich dociera.

  66. koko pisze:

    Trochę niemiły ten komentarz. Ja zajrzałam tutaj, bo naprawdę jestem ciekawa jak odłożyć. Jak przedstawiam swoją sytuację, to kilka razy usłyszałam,że chcę się użalać nad sobą, a ja po prostu szukam porady. Nie każdy kto nie ma na podróże ma na ipady, może w dużych miastach tak jest, ale w mniejszych już nie. Gdyby tak było to Polska byłaby krajem bogaczy ;) Moja sytuacja wygląda tak: zarabiam 1300zł na rękę, za pokój, który wynajmuję płacę 650zł (Gdańsk). Nie mam możliwości mieszkania z rodzicami, z resztą w mieście, z kótego pochodzę nie miałabym pracy. Zostaje mi kolejne 650zł, z czego ok 400spłacam kredyt studencki, za resztę kupuję jedzenie i inne niezbędne rzeczy. Czasami dorabiam dając korepetycje, mam więc ok 100-150zł dodatkowych w miesiącu. Zastanawiam się jak odłożyć, albo może co zrobić. Ipada nie mam, samochodu też nie, po knajpach nie chodzę. Marzy mi się wycieczka po Ameryce Południowej. Myślę, że ok 3tysięcy dolarów powinnam mieć, to chyba minimum.

    • Ewa pisze:

      A czy miłe jest jak mi ktoś zagląda do portfela? Nie lubię tego. Jeśli chodzi o Twoją sytuację to nie umiem Ci pomóc. Nie jestem z tych, które jeżdżą ekstremalnie tanio, chociaż są osoby w internecie, które tak robią – warto poszukać. Autostop, couchsurfing, namiot – to się da zrobić. W Ameryce Południowej nigdy nie byłam więc nie wiem dokładnie, słyszałam, że to dość drogi kontynent ale oczywiście kwota zależy też od długości pobytu. A może warto zacząć od Azji Południowo-Wschodniej, gdzie jest dużo taniej? Myślę, że 3 tysiące, ale złotych, nie dolarów, powinny Ci wystarczyć. I jak nabierzesz doświadczenia, może znajdziesz własne triki na oszczędzanie w podróży, to wtedy jechać do Ameryki?

      • jaks pisze:

        ciekawe dlaczego nie lubisz jak ktos ci zaglada do portfela? co masz do ukrycia? masz kase z zachecania ludzi do podrozowania i menelowania po calym swiecie na dworcach?

  67. Seb pisze:

    Właśnie ludzie nie zadają takich pytań i ludzie w Polsce nie są zawistni, nie słyną z niej, bo Polacy to bogate społeczeństwo Zachodu, gdzie nigdy nie było komunizmu i zacofania.

  68. adamidlo pisze:

    Chamstwo i buractwo…jak można kogoś pytać o to skąd ma pieniądze ?

    Podróże nie sa dla każdego. Oczywiście nie dotyczy to osob samotnych bez zobowiązań, bo wtedy faktycznie jest więcej opcji. Ale jak nie zarabiasz sporo lub nie masz bogatych rodziców to zostaje ci co najwyżej city break w Europie. Taka prawda.

    • Ewa pisze:

      Wiesz, ale znam osoby, które nie zarabiają sporo, a mimo to oszczędzają i kupują… nowy telefon co rok, ogromny płaski telewizor na ścianę, tablet itp. Nie mówię, że wszyscy, ale znam takich i te osoby jak mi narzekają, że nie mają na podróże to pokazuję wtedy, że na przykład za cenę nowego telefonu można wybrać się do Gruzji. Kwestia priorytetów. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są osoby niezamożne, które na niewiele stać i dla nich najważniejsze jest kupić jedzenie czy zapłacić czynsz, ale ja mówię o czymś innym tutaj.

      • adamidlo pisze:

        Wiem o czym Pani mówi, ale wydaje mi się, że jednak podróżowanie nie jest dla większości ludzi, choć oczywiście część narzekaczy po ustawieniu priorytetów dałaby radę – z tym się zgadzam.

    • qeqeq pisze:

      a co w tym zlego? moze chce po prostu wiedziec bo szuka inspiracji i tez chcialby wiecej zarabiac? sa kraje na tym swiecie, w ktroych pytania o zarobki nie sa niczym niewłasciwym

  69. Ania pisze:

    Zgadzam się z Tobą Ewo, świetnie napisane, pozdrawiam.

  70. janek pisze:

    Tu nie chodzi o zazdrość czy zawiść. Chodzi o to że większość z nas nie może pozwolić sobie na takie wyjazdy bo po prostu pracujemy i mamy zaledwie 26 dni wolnego w roku tzn urlop. Ktoś kto jeździ tak często zapewne nie ma stałej i regularnej pracy albo dostaje kasę od rodziców. I teraz pytanie czy kobieta której celem są podróże, fotki Vlogi, nadaje się na stateczną żonę? Każdy na to pytanie musi sobie sam odpowiedzieć. Stała praca uczy odpowiedzialności a życie nie składa się z wycieczek i robienia co tydzień nowego filmu. Moim zdaniem sprawa ma dużo głębsze znaczenie. Może taka postawa wynikać z chęci zwrócenia na siebie uwagi i braku sensu w życiu. Nie neguję że wycieczki są ekscytujące ale podróżowanie to nie sposób na życie. Będąc bez bogatych rodziców nie da się tak żyć. Wmawianie ludziom jak fajne jest takie życie, to zwyczajne kłamstwo. Ono jest fajne ale kłamstwem jest że to takie proste. Bez kasy się nie da. Gratuluję podróżnikom, cieszę się razem z wami i jeszcze raz gratuluje waszego stylu życia. Ja wyjeżdżam raz do roku bo na to pracuje. A kobietki w stylu Jessa mają zapewne bogatych rodziców i to dzięki temu wyjeżdżają. Nie zazdroszczę. Proszę o odrobinę szczerości. Swoją drogą. Jeśli dla kogoś celem życia jest podróż i zabawa- w mojej ocenie takie życie jest po prostu bezcelowe, nastawione na wieczną zabawę. Aha-temat kasy jest tutaj kluczowy. Oszczędzi młodym zaniżonego poczucia własnej wartości że oni nie mogą a chcieliby. Powiedzcie po prostu że kasę dostajecie za darmo i sprawa otwarta. taki styl życia jest przyjemny ale…

    • adamidlo pisze:

      Trochę Pan przesadza. Są ludzie (studenci) którzy dorabiają w czasie studiów i przeznaczają tę kasę na wyjazdy.

      Jak wspomniałem wyżej, to wszystko o czym mowa w artykule jest skierowane do osób bez zobowiązań finansowych albo ludzi z kasą. Zgadzam się, z tym że wiele osób ma wymówki ale jednocześnie wiele po prostu ma inne wydatki.

      Poza tym autorka i inni podróżnicy podają zupełnie oderwaną od rzeczywistości alternatywę tj.

      ” Nie wyjeżdża na wycieczki i zazdrości innym a co roku ma nowy telefon, chodzi po modnych klubach, ma super ciuchy itp”

      Prawda jest znacznie bardziej brutalna. Jak się zarabia 2000 złotych to sobie można co najwyżej raz na jakiś czas zorganizować jakiś city break w Europie. Tyle.

    • Ewa pisze:

      Teraz pytanie – czy kobieta, której celem są podróże, musi w ogóle chcieć być stateczną żoną? Co to ma wspólnego z tematem posta? Podróżowanie to nie sposób na Twoje życie, ale sposób na życie wielu osób, które znam. I da się tak żyć bez bogatych rodziców, po raz kolejny do znudzenia powiem, że to kwestia priorytetów. Nie jest prosto, czasem jest trudno, jak zawsze w życiu, ale się da. A pieniędzy nie dostaję ani ja, ani wielu moich znajomych, za darmo, tylko za pracę.

      • qewewew pisze:

        podrozownie to nie jest sposob na zycie tylko ucieczka od zycia, brak sensu i celu w zyciu, brak umiejetnosci, brak odwagi zeby byc za cos odpowiedzialnym, zeby cos stworzyc, utryzmywac to. mącicie ludziom w glowach bo z tego macie kase. ale zobaczycie na starosc, juz wam tak dobrze nie bedize

        • Evi pisze:

          Mądry i odważny komentarz kogoś, kto się sam pod swoimi słowami wstydzi podpisać :) Też bym się wstydziła… To pewnie brat tego Pana wyżej, co to uważa, że celem każdej kobiety jest bucie czyjaś żoną i nie powinna podróżować :)
          Umarłam ze śmiechu :)

  71. eleka pisze:

    Ostatno potrzebowalam szybko kase na wyjzad ze znajomymi, wzielam pare stówek z kredyt1000 – tam się wnioskuje o pożyczkę przez neta, więc szybko dają kasę. potem spłaciłam z korepetycji :)

  1. 18 kwietnia 2016

    […] – jakoszczedzacpieniadze.pl/101-sposobow-na-oszczedzanie-i-zarabianie – dalekoniedaleko.pl – jakoszczedzacpieniadze.pl/107-porad-oszczedzanie-pieniedzy – […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!