Tam, gdzie Pierzasty Wąż schodzi na ziemię

Pod Piramidą Kukulkana kłębi się mały tłumek turystów. Poruszają się z reguły w mniejszych lub większych grupach, często z przewodnikiem, który pokazuje im najciekawsze zabytki. Niektórzy przystają pod budowlą i klaszczą – podobno echo przypomina wówczas dźwięk wydawany przez świętego ptaka, kwezala herbowego. Kawałek dalej, w cieniu drzew przy alejkach rozstawiły się liczne stragany z pamiątkami. Królują drewniane i ceramiczne rzeźby, maski, kolorowe trupie czaszki, biżuteria, magnesy na lodówkę czy wyroby z tkanin. Można też kupić mniej lub bardziej kiczowate bibeloty. Choć nie ma jeszcze południa, bo dopiero co wybiła jedenasta, z nieba leje się już żar. Omijam kilka grupek, by rzucić okiem na Zamek. Ostatni raz, bo kiedy większość dopiero robi sobie pierwsze zdjęcia na tle słynnej piramidy, ja kieruję się już do wyjścia.

Chichén Itzá - Piramida Kukulkana

Kiedy tylko kupiłam bilety do Meksyku, wiedziałam od razu, że będę musiała zwiedzić jedną z największych atrakcji Jukatanu – prekolumbijskie miasto Chichén Itzá. Między dziesiątym a jedenastym stuleciem naszej ery znane było pod nazwą Uukil Abnal i kontrolowało cały półwysep, będąc niejako stolicą ówczesnego imperium. Pod jego rządami znajdował się przybrzeżny handel, siła militarna nie miała sobie równych, a do Świętego Cenote, zlokalizowanego na jego obszarze, pielgrzymowali ludzie nawet z bardzo odległych terenów. Rządzący nim Toltekowie opuścili okolicę w trzynastym wieku, a kolejnymi mieszkańcami zostali Majowie Itzá, od których miasto wzięło swą ostateczną nazwę. Słowo chichén oznacza źródła i odnosi się do znajdujących w pobliżu centów. Zatem Chichén Itzá to Źródła Ludu Itzá. Niestety już w drugiej połowie trzynastego wieku zostało ono podbite przez konkurencyjne miasto Mayapán. Mimo upadku, Chichén Itzá prawdopodobnie jednak nigdy nie zostało zupełnie opuszczone, gdyż konkwistadorzy, którzy przybyli w okolice w szesnastym wieku, napotkali żyjące w okolicy majańskie społeczności.

Chichén Itzá - Osario

Budzę się tuż przed siódmą. W ciągu pół godziny biorę szybki prysznic, przekąszam lekkie śniadanie, pakuję aparat i wyruszam z Piste, gdzie znajduje się mój hotel, do bramy kompleksu Chichén Itzá. Spacer trwa zaledwie piętnaście minut. Kwadrans przed ósmą stoję jako piąta w kolejce do kas, które otwierają się punktualnie o ósmej. W tym czasie za mną ustawia się jeszcze kilka osób. Kupiwszy bilet, ruszam przed siebie, by zobaczyć jeden z siedmiu nowych cudów świata – wspaniałą Piramida Kukulkana, zwaną też Zamkiem. Jestem jedną z pierwszych osób stojących tego dnia u jej stóp.

Chichén Itzá - Piramida Kukulkana

Schodkowa piramida, przed którą stoję, będąca sercem Chichén Itzá, powstała w miejscu dawniejszej budowli. Składa się z dziewięciu platform, na szczycie których znajduje się prostokątna świątynia. Całość ma wysokość trzydziestu metrów, a długość podstawy piramidy wynosi pięćdziesiąt pięć metrów. Z każdej strony do świątyni prowadzi dziewięćdziesiąt jeden stopni, co wraz z ostatnim stopniem świątyni daje w sumie trzysta sześćdziesiąt pięć schodów, czyli tyle ile jest dni w roku. To nie jedyny astronomiczny aspekt budowli. Przesilenie wiosenne i jesienne przyciągają tłumy pod piramidę, gdyż tego dnia jej narożnik rzuca charakterystyczny cień na balustradę na północnej ścianie, który przypomina powoli zsuwającego się z góry węża. Efekt jest spotęgowany przez kamienne głowy Pierzastych Węży, którymi zakończone są balustrady.

Chichén Itzá - Piramida Kukulkana

Przyglądam się z bliska potężnej, kamiennej głowie Pierzastego Węża u stóp piramidy. Symbolizuje ona Kukulkana, czyli stworzyciela świata i ojca cywilizacji. Bóg ten w kulturze Majów był władcą czterech żywiołów. Natomiast w tolteckim systemie wierzeń Kukulkan uważany był za przywódcę podniesionego do rangi bóstwa. Toltekowie wierzyli, że dał on podstawy pod utworzenie ich imperium. To właśnie jemu była poświęcona świątynia na szczycie budowli, stąd jej nazwa. Alternatywnie określa się ją mianem Zamek (El Castillo), które zostało nadane przez hiszpańskich konkwistadorów w szesnastym wieku. Nie wiem, jak to możliwe, ale piramida przypominała im właśnie kamienne zamki znane z Europy.

Chichén Itzá - Piramida Kukulkana

Piramidę Kukulkana otacza niewysokie ogrodzenie, nie pozwalając na dojście do samego zabytku. Do 2006 roku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej – można się wówczas było wspiąć na sam szczyt schodami z dwóch stron piramidy. Pozostałe dwie strony nie zostały odrestaurowane. Jednakże po tym, jak ze stopni spadła kobieta, która w wypadku poniosła śmierć, dostępu do piramidy zabroniono. Od kogoś na miejscu słyszę z kolei, że do takiej decyzji przyczynił się również wybryk młodzieńca, który ukrył się w świątyni, by móc przenocować na szczycie piramidy. Żałuję trochę, że nie mam możliwości wejścia na górę, by zobaczyć znajdujący się w środku, pomalowany na czerwono tron w kształcie jaguara oraz posągi Chac Mool, czyli prawdopodobnie ołtarze do składania ofiar, mające kształt ludzkiej sylwetki w pozycji półleżącej, z głową obróconą na bok i rękami na brzuchu. Z pewnością też panorama ze szczytu jest fenomenalna. Ja jednak muszę zadowolić się widokiem z ziemi.

Chichén Itzá - Piramida Kukulkana

Chichén Itzá to jednak nie tylko Zamek. Zwiedzanie zaczynam od północnej części kompleksu, pochodzącej z czasów, gdy okolicę zamieszkiwali Toltekowie, którzy osiedlili się tu po 900 roku i doprowadzili do rozkwitu miasta. Południowa i zachodnia część pochodzą natomiast z czasów Majów. W całym kompleksie widoczne są też wpływy innych kultur, chociażby na tzompantli, czyli platformie czaszek, która jest inspirowana podobnymi konstrukcjami znanymi z cywilizacji Azteków.

Chichén Itzá - Platforma Czaszek

Za tzompantli znajduje się tlachtli – boisko do gry w ullamalitzli. To największa tego typu konstrukcja na Jukatanie. Trawiasty plac otoczony jest murami. W tych na dłuższym boku, na wysokości kilku metrów, umieszczono kamienne obręcze. Ściany pokrywają ciekawe, choć często słabo widoczne płaskorzeźby. Można też dostrzec wężowe głowy na zakończeniach murów.

Chichén Itzá - Boisko

Ullamalitzli było rytualną grą, która polegała na podbijaniu ciężkiej, gumowej piłki udem lub biodrem, tak aby przerzucić ją przez niewielką, zawieszoną dość wysoko obręcz. Nie są znane dokładne zasady tej dawnej gry, chociaż dzisiaj na Jukatanie nadal grywa się w jej nowoczesną odmianę. Obecnie to rozrywka, dawniej był to swego rodzaju rytuał, w którym stawką mogło być nawet życie graczy.

Chichén Itzá - Boisko

Opuściwszy teren ogromnego boiska, kieruję kroki na północ, gdzie prowadzi mnie ścieżka. Wzdłuż niej pierwsi sprzedawcy pamiątek dopiero zaczynają rozkładać swoje kramy, wynosząc towar gdzieś zza krzaków. Idę do Świętego Cenote, jednej z kilku naturalnych studni krasowych w okolicy. Uważa się, że to ich obecność przesądziła o założeniu tu przez Majów miasta gdzieś w połowie ósmego wieku. W tamtym czasie było ono jednym z wielu miast-państw o niezbyt dużym znaczeniu. Dopiero za czasów Tolteków Uukil Abnal stało się potęgą na regionalną skalę, a świadczyło o tym również znaczenie Świętego Cenote, poświęconego bogowi deszczu Chacowi. Przybywali tu pielgrzymi z całego obszaru Ameryki Środkowej, czego dowodem są znalezione na dnie tej naturalnej studni ofiary z takich materiałów, jak jadeit czy miedź, które nie występują w okolicy. Dzisiaj wypełnione mętną ciemnozieloną wodą cenote, choć ma ogromną wartość historyczną i kulturową, niestety nie prezentuje się najładniej.

Chichén Itzá - Święte Cenote

Szybko wracam w okolice północnej części kompleksu dawnych ruin. Nieopodal Piramidy Kukulkana widać potężną budowlę z ogromną kolumnadą. To toltecka Świątynia Wojowników (Templo de los Guerros), której nazwa pochodzi właśnie od wizerunków uzbrojonych Tolteków, umieszczonych na filarach. Na szczycie piramidy znajduje się Chac Mool i dwa Pierzaste Węże.

Chichén Itzá - Świątynia Wojowników

Po południowej stronie świątyni znajduje się jeszcze więcej filarów. Ta część kompleksu zwana jest zresztą Grupą Tysiąca Kolumn. Uważa się, że dawniej wspierały one zadaszenie otaczające spory plac, na obrzeżach którego znajdują się kolejne ruiny. Przez moment jestem tu zupełnie sama. To niesamowite uczucie – tylko ja i kilka wieków historii.

Chichén Itzá - toltecki wojownik

Ciekawość pcha mnie dalej na południe, w kierunku kolejnej schodkowej piramidy na terenie Chichén Itzá. Po paru chwilach stoję już naprzeciwko Osario, wyglądającej trochę jak miniaturka Piramidy Kukulkana. Niektórzy badacze twierdzą, że jest to grobowiec ważnego duchowego przywódcy, podpierając się tym, że wewnątrz znaleziono szkielety i cenne przedmioty, ale są też tacy, którzy nie zgadzają się z tą tezą.

Chichén Itzá - Osario

Jakkolwiek by nie było, choć mniejsza od Zamku, piramida Osario prezentuje się bardzo ciekawie. Można do niej podejść bardzo blisko, ale – jak w przypadku innych ruin na terenie kompleksu – wspinaczka na trzydziestometrową budowlę jest zakazana, choć na górę prowadzą schody po każdej z czterech jej stron. Balustrady kończą się na dole głowami Pierzastego Węża. Podobno w środku piramidy znajduje się otwór, prowadzący do jaskini o głębokości dwunastu metrów.

Chichén Itzá - Osario

Mijając kolejne, mniejsze ruiny, dochodzę do jednego z najlepiej zachowanych budynków Chichén Itzá, czyli Czerwonego Domu (Casa Colorada), który powstał prawdopodobnie w pierwszej połowie dziewiątego stulecia. Mimo sędziwego wieku wewnątrz zachowały się w niezłym stanie różne inskrypcje, w tym data 869 roku, imiona władców Chichén Itzá i miasta Ek’ Balam czy opisy upuszczania krwi i innych ceremonii. W momencie odkrycia fragmenty domu pomalowane były na czerwono, stąd jego nazwa. W ogóle uważa się, że w dawnych czasach budynki były kolorowe: czerwone, zielone, niebieskie i fioletowe. Wędrując pomiędzy kamiennymi pozostałościami trudno jest mi to sobie wyobrazić!

Chichén Itzá - Czerwony Dom

Kolejną fascynującą budowlą jest Obserwatorium. Wyróżnia je umieszczony na potężnej, kamiennej platformie okrągły budynek z kręconymi schodami w środku, od których pochodzi jego druga nazwa – Ślimak (Caracol). Badacze przypuszczają, że w tym miejscu majańscy mędrcy badali ruchy słońca i innych ciał niebieskich, próbując przewidzieć pogodę i zmiany pór roku zarówno dla celów rytualnych, jak i ze względu na rolnictwo.

Chichén Itzá - Obserwatorium

Obserwatorium jest jednym z budynków tak zwanej Grupy Centralnej, której główną budowlą jest Żeński Klasztor (Las Monjas). Nazwa ta również została nadana przez Hiszpanów, gdyż konstrukcja przypominała im monaster. Jednakże budynek był najprawdopodobniej świecki, używany przez administrację miasta. Do tej potężnej konstrukcji przylega Kościół (La Iglesia), bogato zdobiona budowla, jak dla mnie jedna z najpiękniejszych w całym kompleksie. Na jej fasadzie można dostrzec między innymi wizerunki boga deszczu Chaca. Jest to też jeden z najstarszych zabytków w Chichén Itzá, który powstał prawdopodobnie już w siódmym wieku.

Chichén Itzá - Kościół

Dalej na południe leżą kolejne ruiny. Obszar ten, zwany Starym Chichén, obejmuje najstarsze budowle kompleksu i niestety obecnie dostępny jest wyłącznie dla naukowców. Być może kiedyś możliwe będzie ich zwiedzanie. Póki co można podziwiać i tak spory fragment tego imponującego miasta o wielowiekowej historii, wpisanego w 1988 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Chichén Itzá

Doszedłszy do końca strefy otwartej dla turystów, zaczynam powoli czuć lekkie zmęczenie, więc siadam w cieniu drzewa naprzeciwko Obserwatorium i, popijając wodę z butelki, obserwuję okolicę. Zafascynowana kolejnymi ruinami, nie zwróciłam dotychczas uwagi na to, że wokół kręci się coraz więcej ludzi. Spoglądam na zegarek. Dochodzi jedenasta. To czas, gdy w kompleksie pojawiają się zorganizowane wycieczki z Cancún i Playa del Carmen. Obejrzawszy to, co chciałam zobaczyć, uznaję, że czas wracać do hotelu, brać plecak i ruszać dalej, do Méridy!

Informacje praktyczne

  • Walutą Meksyku jest peso (MXN). Kurs wynosi 1 USD = 17,30 MXN, 1 EUR = 22,00 MXN.
  • Wstęp kosztuje 254 pesos. Można płacić kartą, jednak wówczas opłata rozbijana jest na dwa razy (część opłaty idzie bowiem na konto władz lokalnych, a część – centralnych)
  • Chichén Itzá otwarte jest od 8:00 do 16:00 zimą i do 17:00 latem. Chcąc zobaczyć wszystkie ruiny warto przeznaczyć sobie na zwiedzanie około trzech godzin.
  • Niedziele są z reguły mocniej zatłoczone, gdyż wtedy mieszkańcy Meksyku mają do kompleksu wstęp za darmo i chętnie z tego przywileju korzystają.
  • Uważam, że najlepiej jest zjawić się w kompleksie o ósmej rano, kiedy nie ma jeszcze tłumów ludzi i nie jest gorąco. W takim wypadku, spędzając wakacje na wybrzeżu, trzeba wyjechać z hotelu wcześnie rano. Warto pamiętać, że między stanem Quintana Roo, gdzie znajdują się hotele, a stanem Jukatan, gdzie leży Chichén Itzá, jest godzina różnicy czasu. 8:00 rano w Chichén Itzá to 9:00 na wybrzeżu. Alternatywnie, można przyjechać do położonej obok kompleksu miejscowości Piste dzień wcześniej, spędzić tu noc i następnego dnia wybrać się na zwiedzanie.
  • Do Chichén Itzá kursują autobusy ADO z Playa del Carmen codziennie o 8:00 rano, które na miejsce dojeżdżają około godziny 10:30 i wracają tego samego dnia o 16:30. Koszt biletu to 332 pesos. Z Cancún również można dostać się na miejsce autobusem. Z Méridy można dojechać autobusem Oriente za 90 pesos.
  • Dojazd z wybrzeża samochodem wiąże się z dodatkowymi opłatami za przejazd autostradą w kierunku Valladolid – przykładowo z Playa del Carmen płaci się 254 pesos w jedną stronę. Z kolei parking kosztuje 30 pesos.
  • Jeśli nie chcemy jechać na własną rękę, można zdecydować się na wycieczkę zorganizowaną, jednakże ich uczestnicy pojawiają się na miejscu zazwyczaj w środku dnia, czyli w największy upał. Wycieczki można rezerwować u swojego rezydenta, w jednej z agencji działających w kurortach wypoczynkowych lub przez internet. Kliknij tutaj, by zobaczyć dostępne wycieczki!
  • Choć w kompleksie znajduje się kilka kiosków, gdzie można kupić napoje i przekąski, warto zabrać ze sobą duża butelkę wody. Zwiedzając w środku dnia dobrze też mieć nakrycie głowy chroniące przed słońcem.
  • Ja zdecydowałam się przyjechać od Piste dzień wcześniej i spędzić tam noc, by być w Chichén Itzá jak najwcześniej. Noc spędziłam w hotelu Stardust Inn, z którego do ruin było piętnaście minut spaceru. Duży pokój z dwoma dwuosobowymi łóżkami, głośną klimatyzacją i łazienką z ciepłą wodą kosztował 450 pesos za noc. W obiekcie znajduje się basen, jednak gdy ja tam byłam, nie był on wyczyszczony i nie dało się pływać. Kliknij, by sprawdzić dostępność noclegów!
  • Zajrzałam też do polecanego przez Lonely Planet, leżącego po sąsiedzku hotelu Piramide, jednak za taką samą jakość trzeba było zapłacić 600 pesos za noc, więc nie zdecydowałam się. Jeśli chcesz poszukać innych opcji noclegu w okolicy Chichén Itzá, kliknij tutaj.
  • Piste jest przyjemną mieściną, częściowo nastawioną na turystów. Zakupy można zrobić w niedrogim sklepie Oxxo znajdującym się przy tej samej ulicy co Stardust Inn. Jest też kilka małych sklepików warzywnych – dwa banany i cztery pomarańcze kosztowały 10 pesos. Przy niej znaleźć też można turystyczne restauracje oraz kilka mniejszych punktów gastronomicznych. W jednym z nich za grillowanego kurczaka z ryżem, sosem fasolowym, tortillą, surówką i butelką coli zapłaciłam 60 pesos.
  • Jeśli szukasz bardziej szczegółowych wskazówek dotyczących Jukatanu, kliknij tutaj, by przeczytać zbiór informacji praktycznych!


Lubcie zwiedzać ruiny dawnych miast? Czy Meksyk znajduje się na Waszej liście marzeń? A może byliście już w Chichén Itzá?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

36 komentarzy

  1. Te budowle robią na mnie prawdziwe wrażenie!

  2. Danka pisze:

    Miejsce interesujące, fajnie, ze dałas tyle praktycznych wskazówek.

  3. Milena pisze:

    Wow, wyjątkowe miejsce

  4. Magda M blog pisze:

    Cudowne zdjęcia, marzę o podróży do Meksyku, niestety ze względu na pracę męża niewiele podróżujemy :(

  5. Maria pisze:

    Byłam, zachwyciłam się i też się przymierzam do opisania, ale ciężko będzie po tak doskonałej relacji. Tyle mrocznych historii kryje się pod tym sielskim widokiem.

  6. Anonim pisze:

    Ludzie byli ale niewielu, bo to była dopiero 9 rano.

  7. K&K pisze:

    To niesamowite znajdować się w miejscu, gdzie kilka tysięcy lat temu mieszkali ludzie i było pełne życia. Takie miejsca skłaniają bardzo do przemyśleń jak szybko przemija czas. Bardzo ciekawy artykuł, zwłaszcza, że nigdy nie mieliśmy okazji być tak daleko :)

  8. Dzięki za praktyczne informacje :-) Piękne miejsce.

  9. Kinga pisze:

    Teraz trochę żałuję, że tam nie poszliśmy, ale turyści, cena i upał (i fakt, że widzieliśmy łącznie koło 10 ruin Majów) skutecznie mnie odstraszyły…

    • Ewa pisze:

      Dlatego zjawiłam się rano, by uniknąć turystów i upału, a z ruin widziałam tylko Tulum, więc dla mnie to było oczywiste, że odwiedzę Chichen Itza. Ale zazdroszczę zobaczenia tych innych, z największą chęcią kiedyś tam wrócę, by poeksplorować ich więcej :)

  10. Karola pisze:

    Pięknie wygląda. :)

  11. Marcel pisze:

    Niesamowicie intrygujące są takie budowle. Szkoda, że nie można było wejść na górę i zajrzeć do środka…ale i tak uczta pewnie nie tylko dla oka, ale i dla ducha:>

  12. Filip pisze:

    To chyba pora solidnie wziąć się za Meksyk 🤔

  13. Natalia pisze:

    Idealny przykład na potwierdzenie powiedzenia “Kto rano wstaje..” ;) piękne budowle, a ta gra Ullamalitzli od razu skojarzyła mi się z takim filmem aniowanym, w którym głównymi bohaterami byli jacyś dwaj faceci i chyba lama(?)… nie potrafię sobie przypomnieć tytułu

  14. piękne te budowle! niestety ogólnie większość tego typu miejsc jest zadeptana przez turystów – więc trzeba odwiedzać albo rano (i/lub poza sezonem), albo po prostu obrać inny, mniej znany (i dość podobny) cel!

    PS. Chichen Itza kojarzyło mi się do tej pory tylko ze składaniem ofiar z ludzi – a te piramidy jakoś mi umykały…

  15. Karolina pisze:

    Imponujące, niezwykłe i tajemnicze! Tak sobie pomyślałam, że wspaniale byłoby zobaczyć wschód albo zachód słońca w takim miejscu :)

  16. Natalia pisze:

    No pewnie, że Meksyk jest na liście! I to bardzo na górze :) Jak zwykle sprawdziła się zasada, że trzeba być wcześnie, żeby spokojnie zwiedzać zabytek, a nie fotografować tłumów :D

    • Ewa pisze:

      W całości się sprawdziła! Żeby tylko jeszcze było łatwiej wstawać rano :) Choć tu akurat super wcześnie nie musiałam, ale sa miejsca, gdzie trzeba się zrywać z łóżka w środku nocy – choć i tak warto :)

  17. Dekolo pisze:

    Ależ widoki! :) Fenomenalne miejsce, zazdroszczę!

  18. 3pytania pisze:

    Bardzo podoba mi się ten blog. Lubię taką tematykę. Postaram się tutaj częściej zaglądać.

  19. Michał Pakuła pisze:

    Koniecznie muszę się tam wybrać!

Pozostaw odpowiedź Kinga Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!