Veve do żucia czyli gorzka prawda o czuwaliczce

Żuję od dłuższego czasu tak, że boli mnie już szczęka. Substancja, którą mam w ustach wcale nie jest smaczna, a słodka guma do żucia niewiele pomaga. Najgorsze, że całe to poświęcenie na nic bo… niczego nie czuję. Gdzie obiecana euforia i przypływ energii? Nie spodziewałam się, że będę widzieć tęczowe jednorożce i śpiewające elfy, ale miałam nadzieję poczuć cokolwiek. A tu nic. Kompletnie. Bo to zupełnie nie tak, a w ogóle źle to robisz – podsumowuje mnie Biko, mój przewodnik po świecie czuwaliczki.

Pęczek miraa
Czuwaliczka jadalna. Tak nazywa się ta roślinka, która obiecuje odlot. Na świecie używa się powszechnie nazwy khat, w Kenii znana jest ona pod nazwą miraa, a w mowie potocznej veve. W Polsce traktowana jako narkotyk i zakazana. W Kenii powszechnie żuta. Spotykasz się ze znajomymi, ktoś z pewnością przyniesie paczkę veve. Impreza? Gałązki już tam są. Niektóre kluby i bary zakazały nawet żucia, ponieważ było ono tak powszechne, że podłogi pokrywały obskubane listki, patyczki i przeżute pozostałości miraa. Podobno nawet kierowcy matatu żują na potęgę, by nie zasnąć za kierownicą, chociaż akurat ja jeszcze żadnego nie widziałam z gałązkami między zębami. Nie oczekuj zbyt wiele. Po prostu będziesz się czuła dobrze, przyjemnie – tłumaczy mi Biko.

Nieodłączny zestaw - veve i guma do żucia

Swoje właściwości stymulujące zawdzięcza miraa amfetaminopodobnemu alkaloidowi zwanemu katyton. Poza uczuciem pobudzenia ma on także powodować utratę apetytu i wywoływać euforię. Niektórzy porównują jego działanie do efektów wywołanych wypiciem bardzo mocnej kawy. Jednym ze skutków ubocznych nadużywania veve jest spadek potencji. Światowa Organizacja Zdrowia uznała ten narkotyk za mniej uzależniający od alkoholu czy papierosów.

Impreza w veve

Są różne rodzaje veve. Możemy kupić taki, po którym mężczyzna nie będzie w stanie już nic zrobić. Zero seksu. Albo wręcz przeciwnie – taki, po którym nie myśli się zupełnie o czym innym – wyjaśnia Biko. Decydujemy się na jedną paczkę, w końcu spotykamy się w jedynie sześć osób, ale dwójka od początku deklaruje, że nie mają ochoty na żucie miraa. Pęczek gałązek mieszczący się w dwóch dłoniach, taki jak na zdjęciu wyżej, kosztuje 800 szylingów. Do tego trzeba dokupić jeszcze kilka paczek owocowej gumy do żucia za mniej więcej 200 szylingów. Czyli cała przyjemność to wydatek około 10 euro. Po co guma owocowa? Bo sok veve jest tak gorzki i niesmaczny, że mało kto ma ochotę żuć ją bez dodatków. A przedtem musimy się jeszcze najeść, bo później zupełnie nie będzie ci się chciało, a w ogóle to w czasie żucia veve wcale się nie je – to kolejne wskazówki od znajomego.

Najpierw trzeba oskubać listki

Czas na trochę praktyki, czyli jak to się robi w Kenii. Najpierw do buzi wędruje guma do żucia. Potem bierzesz z pęczka jedną gałązkę. Obrywasz i wyrzucasz listki. Miękką, giętką końcówkę gałązki odgryzasz i zaczynasz żuć, wysysając gorzki sok i mieszając rozgryzioną gałązkę z gumą. Potem zdejmujesz i żujesz skórkę z twardszej części gałązki. Nie mając doświadczenia możesz robić to palcami (a dokładniej – paznokciami), albo od razu zębami. Przeżuwanie skórki znowu uwalnia sok. Ważne jest, żeby połykać tylko to, co płynne. Przeżute gałązki dołączają do gumy. Z biegiem czasu przestajesz zupełnie czuć słodki smak gumy, więc bierzesz kolejną jej porcję. Gumowata masa w ustach rośnie coraz bardziej, a kiedy już nie masz miejsca, dzielisz ją na pół i połowę wyrzucasz. I żujesz dalej. I robi ci się przyjemnie. Podobno.

Skórkę z gałązki można zdzierać zębami

To dlaczego za pierwszym razem nic nie czuję? Bo za mało żujesz i za wolno – Biko pokazuje mi swoją kupkę obranych gałązek, która jest ponad dwukrotnie większa od mojej. Faktycznie, on sprawnymi ruchami obdziera je ze skórki, mi zajmuje to trochę więcej czasu. A poza tym nie oczekuj, że poczujesz coś nagle. To przychodzi stopniowo. Nic na siłę. Po prostu ciesz się tym, co robisz. No to się cieszę. I żuję. Aż w końcu zaczyna mnie boleć szczęka. Wtedy stwierdzam, że wolę wino. Wino jest smaczniejsze, działa szybciej i nie trzeba go mozolnie przeżuwać!

Przewodnik po KeniiPrzewodnik po Kenii
O kenijskich używkach, a także o wielu innych ciekawostkach poczytasz w moim przewodniku po Kenii! Kliknij tutaj i kup :)

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

10 komentarzy

  1. Monika pisze:

    żułam. I też nic nie czułam:)

  2. Misza pisze:

    Przecież złamała Pani Polskie prawo, pewnie prokuratura już się szykuje.

  3. Hanna pisze:

    pożułabym, ale odkąd usunęłam ósemkę żuchwa mi strzela w zawiasach i już nie lubię żuć czegokolwiek :D więc chyba jest dobry moment na lampkę wina :)

  4. Marek pisze:

    Trzeba być “pustakiem” by takie gałązki obgryzać. Jaką ilość trzeba mieć w głowie siana, by skłaniać się do poznania działania narkotycznego w taki sposób?

  5. PanKot pisze:

    Chciałam spróbować i owszem ale gorzkie jak cholera… Nie dałam rady w związku z czym sączę Tuskera w Bidi Badu z kenijskimi przyjaciółmi i dziękuję za świetny tekst, świetny jak cały blog :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!