W poszukiwaniu antylopy szablorogiej

Przez trzynaście miesięcy w Kenii odwiedzam między innymi dalekie (od Diani, gdzie mieszkam) miejsca, takie jak Masai Mara, Nairobi, Nakuru czy nawet Kakamega w Prowincji Zachodniej, a nie udaje mi się wybrać do położonego najbliżej wybrzeża rezerwatu, w którym można zrobić sobie krótkie, jednodniowe safari, czyli do Shimba Hills. Jadę tam w końcu przedostatniego dnia pobytu w tym kraju, a najbardziej zależy mi, by zobaczyć rzadką, w Kenii występującą tylko na tym obszarze, antylopę szablorogą.

Shimba Hills
Rezerwat Narodowy Wzgórz Shimba to teren o powierzchni ponad 300 kilometrów kwadratowych, porośnięty tropikalnym lasem i oferujący przepiękne widoki. Przy dobrej pogodzie można stąd dostrzec plażę Diani. Dzięki położeniu na wysokości 500 metrów n.p.m. jest tu nieco chłodniej, niż na wybrzeżu, chociaż wilgotność powietrza nadal jest wysoka, to dodatkowe orzeźwienie przynosi morska bryza.

Shimba Hills

Atrakcją Shimba Hills jest też położony w ich obrębie wodospad Sheldrick. Można dostać się do niego podczas trwającej około dwie godziny pieszej wycieczki pod okiem uzbrojonego strażnika. My naszego zgarniamy wjeżdżając do rezerwatu. Wędrówka rozpoczyna się około 10:30. W dół idzie się jeszcze dość przyjemnie, ale niektóre osoby mające wizję wspinania się po tym samym zboczu, po którym schodzimy, w dodatku w pełnym słońcu, rezygnują. Po drodze przewodnik pokazuje nam charakterystyczną dla Kenii roślinność – palmy dum (te wysokie, na zdjęciu powyżej), drzewa kiełbasiane (z owocami przypominającymi serdelki) czy hebanowca. Sam wodospad nie zapiera dechu w piersiach, ale prysznic i kąpiel w zimnej, orzeźwiającej wodzie to sama przyjemność.

Wodospad Sheldrick

Kiedy już ledwo żywi dowlekamy się z powrotem na szczyt wzgórza, przychodzi czas na… obiad. Nasze safari busiki dowożą nas do dość słynnego w okolicy hotelu Shimba Breath of Life, znanego ogólnie jako hotel w koronach drzew. Faktycznie wygląda, jakby był tak zbudowany. Warto się tu przejść kładką zamontowaną pomiędzy pniami i pnączami. Idąc spotykam tam m.in. zieloną mambę, która niestety szybko umyka i nie udaje mi się jej sfotografować.

Hotel Shimba Breath of Life

Naprzeciwko tarasu, na którym wsuwamy nasze zupy dyniowe i grillowane kurczaki, usadawia się bielik afrykański, ogromny ptak drapieżny, który co jakiś czas zrywa się z gałęzi i wyławia z bajorka poniżej tłustą rybę. Zupełnie nie bojąc się ptaka na tym samym konarze baraszkują dwa pawiany żółte, a pod naszym tarasem dostrzegamy warana.

Bielik afrykański i pawiany żółte

Jednak największe poruszenie wywołuje odwiedzająca sąsiedni stolik, zwykła wiewiórka. Zwierzątko nie boi się ludzi i odważnie kradnie z pojemniczka masło, które natychmiast zjada, komicznie brudząc sobie pyszczek.

Wiewiórka

Po obiedzie przychodzi czas na kontynuowanie safari. Trzeba w końcu zobaczyć więcej dzikich zwierząt. Busik wyrusza na poszukiwanie, a ja, zmęczona wędrówką i rozleniwiona obiadem… zasypiam na swoim siedzeniu. Półgodzinna drzemka dobrze mi robi, a okazuje się, że nic nie straciłam, bo kierowca – mimo ciągłego wypatrywania – nie znalazł w tym czasie żadnego zwierzaka. Cóż, tak to bywa. Safari to nie wycieczka do zoo. Zwierzęta są lub ich nie ma, czasem chowają się głęboko w buszu, czasem leżą na drodze i zagradzają przejazd. W końcu kierowca dostrzega jakiś ruch w oddali. To bawolce, zwane też antylopami krowimi, jedne z największych antylop, mogące ważyć nawet do 200 kilogramów. Te trzy sztuki leniwie skubią trawę i w ogóle nie reagują na obserwujących je z daleka ludzi.

Bawolce

Jedziemy dalej. Kierowca patrzy w prawo, a z lewej… Stop! wykrzykuje jeden z uczestników safari. Minęliśmy właśnie ledwo dostrzegalnego w gęstym buszu słonia. Busik cofa, ale zwierzę odwraca się do nas zadem i znika w gąszczu. Kierowca rozgląda się na boki i cofa jeszcze trochę. Tam jest drugi słoń – mówi. Po chwili faktycznie dostrzegamy wielkie, szare ciało. Olbrzym chłodzi się, wachlując ogromnymi uszami. Przez kilka minut pozuje do zdjęć, a potem, podobnie jak jego kolega, odchodzi, chowając się wśród drzew.

Słoń afrykański

Dalej, po drodze, dostrzegamy kilka impali. Te niezbyt duże, skoczne antylopy są bardzo powszechne w Kenii. Większą radość i zaciekawienie budzą zabawne guźce, co jakiś czas pojawiające się na trawiastych łąkach. Zwierzaki te, gdy biegną, śmiesznie podnoszą do góry ogon niczym antenkę. Mówi się, że maja bardzo krótką pamięć i kiedy czują zagrożenie, i zaczynają uciekać, to po paru minutach zapominają, czemu umykają, więc się zatrzymują stanowiąc łatwy kąsek dla drapieżników.

Guziec

W tej samej okolicy, co guźce, spotykamy też kilka bawołów afrykańskich. To jedne z najniebezpieczniejszych zwierząt sawanny. Są agresywne, nie boją się ludzi i potrafią zaatakować bez ostrzeżenia. Nie sądzę, żeby ktoś miał ochotę uciekać przed szarżującym bawołem. Osobniki, które podglądamy, na szczęście po prostu spokojnie skubią trawę, a na ich grzbiecie dostrzec można kilka bąkojadów żółtodziobych, wyjadających z ich skóry pasożyty takie jak kleszcze, wszy czy pchły.

Bawół afrykański

W oddali, na szczycie jednego ze wzgórz, dostrzegamy też dwie żyrafy. Spacerują powoli szczytem wzniesienia. Ich chód jest dość zabawny dla obserwującego – nie stawiają one nóg naprzemiennie, ale robiąc krok przenoszą dwie prawe, a potem dwie lewe nogi. Wygląda to pokracznie i ma się wrażenie, że wysoka żyrafa za chwilę się przewróci. Dziwnym trafem jednak jakoś zawsze udaje im się utrzymać równowagę!

Żyrafy

No a te antylopy szablorogie? Kumpel jeszcze przed safari opowiada mi – albo masz szczęście i zobaczysz całe stado, albo masz pecha, wtedy nie znajdziecie ani jednej, bo one czasem kryją się głęboko w buszu. Ja mam szczęście. Jeszcze przed wędrówką do wodospadu udaje nam się w oddali dostrzec całe stado pasące się na łagodnie opadającym zboczu. Antylopy te mają imponujące rogi, które u samców mogą dochodzić do długości półtora metra. Obserwujemy je, niestety z daleka, ale tak to bywa na safari.

Antylopy szablorogie

Później, pod koniec dnia, widzimy jeszcze raz to samo stado z towarzyszącą im żyrafą. Robię w myślach szybkie podsumowanie dnia. Antylopy szablorogie – spotkane. Słonie – były. Bawoły i guźce – zobaczone. Żyrafy – też. Do tego pawiany żółte, bielik afrykański, waran, bawolce, impale i zielona mamba. Jedyne zwierzę, które (podobno) występuje w Shimba Hills, ale dawno już go nikt nie spotkał, to lampart i my też nie mamy szczęścia. Ale i tak safari można zaliczyć do bardzo udanych!

Przewodnik po KeniiPrzewodnik po Kenii
O safari w rezerwacie Shimba Hills, a także o wielu innych atrakcjach poczytasz w moim przewodniku po Kenii! Kliknij tutaj i kup :)

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

7 komentarzy

  1. Mariola pisze:

    Witam , trafiłam właśnie na pani stronę szukając informacji o safari w Kenii . Wyjeżdżam w styczniu z mężem i dzieckiem /lat 7/ na tydzień i szkoda marnować czasu na dłuższe safari czy takie jednodniowe wystarczy ? Z góry dziękuję Mariola

    • Ewa pisze:

      Dzień dobry!

      Przede wszystkim powiem tak – wyjazd na safari to nie jest absolutnie marnowanie czasu. To wspaniała przygoda, niesamowite jest podglądanie dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisko, a nie w klatkach czy zagrodach w zoo. Szczególnie dla dziecka, które jest już dość duże, takie safari na pewno będzie niezapomnianym przeżyciem.

      Dlatego polecam nawet przy krótkim pobycie dwudniowe safari (czyli z jednym noclegiem) i tutaj w zależności od zasobności portfela – oczywiście najpiękniej i największa szansa wypatrzenia niektórych rzadszych zwierząt (lampart, nosorożec) jest w Masai Mara, dokąd trzeba polecieć samolotem, ale tu należy się liczyć z wydatkiem kilkuset dolarów od osoby. Tutaj kilka zdjęć z Masai Mara: https://www.dalekoniedaleko.pl/spotkanie-z-wielka-piatka-afryki-w-masai-mara/

      Druga opcja to safari w Tsavo, raczej w Tsavo Wschodnim, niż Zachodnim (mniej zróżnicowany krajobraz, większe płaskie i puste przestrzenie, łatwiej wypatrzyć zwierzaki, w tym słynne czerwone słonie. Te safari są już bardziej przystępne cenowo.

      Jeśli jednak faktycznie chcą się Państwo wybrać tylko na jeden dzień, bez noclegu, to jak najbardziej można polecić Shimba Hills. Jeżeli obawiają się Państwo, że dziecko nei da rady zejść (i wejść z powrotem) do wodospadu, to można zrobić sobie w tym czasie chwilę przerwy i nie schodzić na dół. W Shimba Hills żyją takie zwierzaki, jak powyżej (słonie, żyrafy, bawoły, guźce, antylopy). Na pewno jednak nie zobaczą Państwo lwa, geparda a spotkanie lamparta pamiętają chyba tylko najstarsi górale :) Jest to jednak na pewno mało męczące safari (jedzie się z hoteli na południowym wybrzeżu nie więcej, niż godzinę, z tych na północnym od Mombasy dłużej nieco, a dla porównania do Tsavo około 4 godziny).

      Cokolwiek Państwo zdecydują, życzę udanego urlopu i dużo szczęścia na safari :)

  2. Michal pisze:

    Chyba muszę przestać przeglądać blogi podróżnicze, bo zazdrość za takimi wyprawami chyba mnie kiedyś zabije!
    Czas zabrać się za podróże, bo świat czeka aby go poznawać.

  3. paul pisze:

    Slabo troche widac te antyopy. Za to zdjecie usmiechnietej swini fajne. Zazdroszcze takich przygod!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!