Znikające jezioro Boeng Kak

O jeziorze Boeng Kak krążyły kiedyś opowieści, że jest toksyczne, a kąpiel w nim może przyprawić o najprzeróżniejsze choroby. Może to dlatego hostele położone nad nim należą do najtańszych w Phnom Penh, a okolica jest backpackerskim zagłębiem. Z tych względów jadąc do stolicy Kambodży, wybieramy właśnie taki guesthouse znad jeziora. Już po budowie tarasu nad wodą widać, że Boeng Kak z biegiem czasu zmniejsza się, bo właściciele hostelu, chcąc utrzymać atrakcję, jaką jest niewątpliwie bujanie się w hamaku nad taflą jeziora, muszą dobudowywać kolejne platformy. Tak było w 2009 roku. Dziś, prawie dwa lata później, Boeng Kak zniknęło niemal całkowicie. Jeszcze trochę, a nie będzie możliwości relaksowania się wieczorem z butelką piwa Angkor w ręku i widokiem na zachód słońca nad jeziorem…

Jezioro Boeng Kak

Żeby wiedzieć, czemu jezioro znika, musimy cofnąć się do 2007 roku. To wtedy pojawiają się pierwsze plany zabudowania Boeng Kak, gdy władze Phnom Penh na dziewięćdziesiąt dziewięć lat wydzierżawiają sto trzydzieści trzy hektary terenu obejmujące prawie całe jezioro chińskiej firmie Shukaku Ltd. Włodarze twierdzą, że inwestor zamieni ten rejon w przyjemne handlowe i usługowe miejsce dla krajowych i międzynarodowych turystów. Oceniają także, że około sześciuset rodzin będzie musiało się przenieść w inne miejsce.

Jezioro Boeng Kak

Inwestor, mając dokumenty w ręku, rozpoczyna prace. A konkretniej układa wielkie rury, którymi przepompowywany jest piach z Mekongu, nad którym leży Phnom Penh, prosto do jeziora. I zaczyna się problem. Okazuje się, że umowę dzierżawy podpisano bez niezbędnych konsultacji z mieszkańcami. Że źle oszacowano liczbę rodzin dotkniętych przez inwestycję, bo obecnie mówi się już o czterech tysiącach dwustu rodzinach. Że inwestor nie zważa na mieszkańców i nierzadko doprowadza do bezprawnego niszczenia ich domostw. I to wszystko w imię pieniądza, bo teren w samym środku Phnom Penh już po zasypaniu będzie niezwykle atrakcyjną działką budowlaną.

Jezioro Boeng Kak

Początkowo mieszkańcy okolic Boeng Kak protestują przeciwko zasypywaniu jeziora. Jednak część ulega i poddaje się przymusowym przesiedleniom, w dodatku bez stosownej rekompensaty. Inni organizują się, by bronić swoich praw. Sia Phearum, przedstawicielka jednej z organizacji pozarządowych działających na rzecz rodzin znad Boeng Kak – Housing Rights Task Force (HRTF) – pisze mi: Ponad trzy tysiące rodzin przeniosło się bez odpowiedniego odszkodowania, bo nie mieli wyboru. Prywatny inwestor próbował zatopić ich domy, inne budynki zawaliły się pod naporem piachu. Obecnie ponad tysiąc rodzin walczy o poszanowanie ich prawa do godnego życia. Chcą zachowania dla siebie jedynie piętnastu hektarów ze stu trzydziestu trzech wydzierżawionych inwestorowi. Tak, by móc nie opuszczać swoich domów.

Jezioro Boeng Kak

Szukając świeżych informacji, wysyłam też e-mail do właściciela Happy Guest House w Phnom Penh, gdzie nocowałam, odwiedzając stolicę Kambodży, by spytać, czy nadal oferują turystom noclegi. Choć strona internetowa hostelu nadal działa, nie dostaję odpowiedzi. Sia Phearum wyjaśnia mi: Większość hosteli i restauracji, w których bywali turyści, zdecydowała się przenieść. Niektóre zostały, ale miejsce jest dużo cichsze i bardziej puste, niż było w tym roku, kiedy ty tam nocowałaś.

Jezioro Boeng Kak

W 2009 roku Boeng Kak wyglądało jeszcze jak jezioro. Krzysiek z bloga 1000 kroków dzieli się ze mną fotografią tegoroczną. Wprawdzie zdjęcie zrobione jest z innego miejsca, niż ja robiłam swoje, ale widać, że w krajobrazie dominuje piasek. Gdzieś tam za górą piachu zostały jeszcze jakieś resztki jeziora, ale już niewielkie.

Boeng Kak

Biorąc pod uwagę moje fantastyczne wspomnienia z Phnom Penh i hostelu znad Boeng Kak jest mi smutno, że takie miejsce znika. I to ze szkodą nie tylko dla podróżników, ale przede wszystkim dla miejscowych.

Byliście w Phnom Penh i widzieliście może, co zostało z jeziora Boeng Kak? Znacie inne podobne przypadki?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a

Przeczytaj też...

9 komentarzy

  1. Etnikana pisze:

    Miejsce jest klimatyczne, choć noclegi dość podłej jakości. Jednak największym minusem jest hałas do pozna w nocy dobiegający z barów zlokalizowanych przy guest house’ach.

  2. Ewa pisze:

    Za taką cenę (2 USD za noc) niewiele można się spodziewać, choć ja akurat nie narzekałam i nawet dość cicho było w pokoju, który dostałam. Na podstawie tego, co napisała Sia wygląda na to, że teraz raczej problemu z głośnymi barami nie ma…

  3. Tribudragon pisze:

    Najtańsze miejsce, gdzie nocowałem w Azji. Jakby nie to jezioro, to w tych szopach na pomostach nawet za darmo nikt by nie spał :)

  4. Tribudragon pisze:

    Klimacik to podstawa kazdej podrozy ;)

  5. Kicław pisze:

    Ech… Moje zdjęcie z 2006 roku, mniej więcej w tym samym kierunku, co pierwsze z rurą
    http://kiclaw.geoblog.pl/gallery/179/62e897bec60f.jpg

    • Ewa pisze:

      Ech… I to podrównanie doskonale pokazuje jak się okolica zmieniła w ciągu tylko 5 lat. Naprawdę szkoda. Dzięki za pokazanie foty!

  6. Beatta pisze:

    Czasami mam wrażenie, że całe piękno tego świata powoli znika…:(

    • Ewa pisze:

      Też mi się tak czasem wydaje, dlatego między innymi tak mnie ciągnie w świat, by doświadczyć jak najwięcej póki można…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!