O tym, jak na chwilę zostałam maszerką

To uczucie, gdy ciągnięty przez sześć psów zaprzęg sunie po miękkim śniegu, a ja stoję na płozach sań i nimi kieruję, trudno porównać do czegokolwiek, i to nawet mimo świadomości, że psy są tu mądrzejsze niż ja, więc to chyba one bardziej kontrolują zaprzęg, podążając za pierwszymi saniami, prowadzonymi przez naszego przewodnika Tima. Jestem dumna i zadowolona, że udaje mi się utrzymać tempo, a po chwili relaksuję się na tyle, że mogę zacząć cieszyć oczy wspaniałymi zimowymi krajobrazami dookoła. A przynajmniej do momentu pierwszej wywrotki…

Psi zaprzęg

Choć główną atrakcją naszej wycieczki ma być jazda psim zaprzęgiem, to do bazy i obozowiska Villmarkssenter na wyspie Kvaløya przyjeżdżamy razem z moją towarzyszką Evi, prowadzącą blog Kto podróżuje, ten żyje dwa razy, już uprzedniego dnia, by spędzić noc w tradycyjnym saamskim namiocie lávvu. Namiot okazuje się drewnianą konstrukcją, ale chłód w środku utwierdza mnie w przekonaniu, że to w zasadzie nie ma znaczenia, z czego wykonane są ściany, bo i tak będzie zimno. Zostawiamy nasze tobołki przy legowiskach i spotykamy się nieopodal ogniska.

Zorza polarna

Tego wieczoru mamy ogromne szczęście, bo po kilku pochmurnych dniach nad Tromsø wreszcie króluje bezchmurne niebo. Wychodzimy spomiędzy zabudowań kempingu na niewielkie odsłonięte zbocze, z którego rozciąga się widok na sąsiednią wyspę Tromsøya. Przewodnik wskazuje bladą wstążkę, łukowatą poświatę nad horyzontem i mówi, że to właśnie zorza polarna. Szukamy najdogodniejszego miejsca do fotografowania, rozstawiamy statywy i obserwujemy wspaniały spektakl na niebie.

Zorza polarna

Widok delikatnej aurory borealis nie rozczarowuje mnie, bo wiem, czego się po niej spodziewać. Faktem jest, że rzadko kiedy jej kolory widać tak intensywnie, jak na oszałamiających zdjęciach. To kwestia budowy naszego oka, bo te kolory tam są, tylko my ich w ciemności nie widzimy. Dlatego nie zaskakuje mnie bladość zielonkawej wstęgi nad sąsiednią wyspą. Zastanawia mnie tylko jej falowanie, a raczej jego brak, bo to, co widzimy, praktycznie nie porusza się wcale. Do czasu! W pewnej chwili nasz opiekun wskazuje na prawo i oznajmia, że właśnie zaczyna się zabawa. Przekręcam głowę i obracam aparat, by zobaczyć, jak po prawej stronie wstążka rzeczywiście zaczyna się zwijać. Więc to tak tańczy zorza!

Zorza polarna

Okazuje się jednak, że to dopiero początek pokazu. Poświata powiększa się, zwija i rozwija, i faluje przed naszymi oczami. Testuję różne ustawienia aparatu, by zobaczyć, jak najlepiej wychodzą zdjęcia. Skracam i wydłużam czas naświetlania, podwyższam i zmniejszam czułość, a aurora borealis tańczy nad horyzontem. Naciskając spust migawki, jednocześnie wpatruję się w niebo jak zahipnotyzowana.

Zorza polarna

Zupełnie nie zwracam uwagi na zimno, nie zauważam upływu czasu, dlatego niespodzianką jest dla mnie, gdy po dwóch godzinach nasz przewodnik woła nas na kolację. Jest już dobrze po dwudziestej pierwszej. Myślę sobie, że szkoda mi opuścić takie przedstawienie, ale zorza — jakby wyczuwając moje wahanie — zmniejsza swoją aktywność i na chwilę blednie. W końcu pakuję statyw, aparat i idę z powrotem na kemping, by się posilić, a potem ułożyć do snu.

Zorza polarna

Na kolację dostajemy pożywną, gorącą i piekielnie ostrą potrawkę z dorsza. Ledwo jestem w stanie ją przełknąć, ale teraz dopiero czuję, że muszę się rozgrzać. Ból w rozmarzających palcach u stóp przypomina mi, jak długo przebywałam na zimnie. W namiocie panuje za to przyjemne ciepło i choć w planie po kolacji jest sen, to rozgrzana jeszcze raz wyglądam na chwilę poza kemping, by sprawdzić, czy na niebie nic już nie tańczy. Przy ognisku spotykam samotnego mężczyznę w czerwonej, puchowej kurtce.
Spóźniłem się — mówi. — Godzinę temu była zorza, a teraz już jej nie widać. Szkoda — podsumowuje z rezygnacją.
Faktycznie, była piękna — przyznaję — ale może jeszcze coś się pokaże? — próbuję go pocieszyć, choć sama nie do końca w to wierzę.

Zorza polarna

Mimo to odsuwam się trochę od ogniska, by przyzwyczaić ponownie oczy do ciemności. Choć chwilę temu wydawało mi się to niemożliwe, to widzę ją znowu! Zorza powoli zaczyna tańczyć na niebie. Tym razem dostrzec można nawet pionowe promienie, układające zieloną poświatę w charakterystyczną firankę na firmamencie. W dodatku przesuwa się ona coraz bliżej nas, aż wreszcie dostrzegam smugi tuż nad nami. Zadzieram głowę do góry. Zorza jest wszędzie, choć kolory ma niezbyt intensywne.

Zorza polarna

Gdy światła zaczynają coraz bardziej przygasać, uznajemy, że przyszedł czas na sen. W sercu cieszę się z tego, co zobaczyłam na niebie. To tak piękny fenomen, że aż trudno momentami uwierzyć, iż dzieje się to naprawdę. Z tymi myślami, uśmiechając się do siebie, idę do namiotu, na którego środku radośnie skwierczy ogień w palenisku. Tej nocy śpi nas tu pięcioro i mamy za zadanie podtrzymywać ogień przez całą noc, choć mam wrażenie, że niewiele ciepła on daje. Zdejmuję ośnieżone buty i przemarznięte jeansy, zostają tylko w ciepłej bieliźnie termoaktywnej i bluzie. Na stopy naciągam świeże wełniane skarpetki, do tego spodnie dresowe i wskakuję do puchowego śpiwora rozłożonego na ziemi na skórach reniferów. Jedna z nich zwinięta jest w rulon i służy za poduszkę. By było jeszcze cieplej, przykrywam się kolejną skórą i zasypiam spokojnie. Tylko nos wystawiony ze śpiwora na zewnątrz marznie mi niemiłosiernie.

Villmarkssenter

Rankiem budzę się po ósmej i wręcz zmuszam się, by wyjść z rozgrzanego śpiwora na zimne powietrze w namiocie. Gdy wstawałam po trzeciej nad ranem do toalety, dorzuciłam drewna do ognia, ale teraz widzę, że ognisko w międzyczasie zgasło. W nocy temperatura na zewnątrz spadła do minus dwunastu stopni Celsjusza. W środku jest chyba niewiele cieplej. Wstaję jednak zmotywowana słowami Evi, która chwilę wcześniej wydostała się ze swojego śpiwora, a teraz twierdzi, że na dworze jest bajecznie. Pierwsze, co robię, to wkładam buty i kurtkę, a zaraz potem biorę statyw i aparat. Cóż, mycie zębów dzisiaj może chwilę poczekać.

Wschód słońca

Trzy dni wcześniej, 21 stycznia, świętowano w Tromsø pierwszy wschód słońca po nocy polarnej. Z tej okazji mieszkańcy zajadali się solboller — pączkami z żółtym nadzieniem, w które wygryza się, tak by wypłynęło ono i rozlało się po twarzy, niczym promienie słońca po raz pierwszy rozbłyskują nad miastem po dwóch miesiącach ciemności. Tyle że słońca tego dnia nie było widać, bo niebo zasnuwały chmury. Dopiero dziś tak naprawdę widzimy pierwsze promienie, chociaż sama tarcza rankiem jest jeszcze schowana pod horyzontem. Światło maluje krajobraz na piękne różowo-pomarańczowe kolory.

Wschód słońca

O dziewiątej mamy śniadanie, a potem chwilę czasu wolnego. Wykorzystuję go, by przespacerować się poza obozowisko, trochę w dół zbocza, gdzie pasie się kilka reniferów. Większość naszej niewielkiej grupki idzie w tym czasie do psów, które są pełne energii i radośnie czekają na wypełniony biegami dzień. Ja boję się psów, a one niestety potrafią to wyczuć. Wracając ze spaceru, zastanawiam się, czy to w ogóle był dobry pomysł. A co jeśli nad nimi nie zapanuję? Albo nad sobą? Albo jeśli będą szczekać? Jeśli mnie pogryzą?

Renifer

Przed rzędem bud, które są schronieniem dla tutejszych psów, spotykam rozentuzjazmowaną Evi. Ona uwielbia te zwierzęta i zdążyła się z niektórymi zaprzyjaźnić. Prowadzi mnie pomiędzy psiaki i radzi, jak się zachowywać. Nie czuję już panicznego strachu, a tylko niepewność, lecz tutejsze psy okazują się bardzo sympatyczne. Owszem — skaczą, przymilają się, ocierają się i merdają ogonami, ale nie szczekają na nas szaleńczo i nie próbują gryźć. W ogóle nie wydają się groźne.

Alaskan husky

W Villmarkssenter znajduje się około trzystu psów zaprzęgowych alaskan husky. To rasa nieuznawana przez organizacje kynologiczne. Alaskan husky są silnymi psami wysportowanymi, o okrągłych, brązowych lub jasnoniebieskich oczach. Mają spiczaste uszy i duże, czarne, urocze nosy. Z charakteru są ufne, ale i dominujące. Mają bardzo silny instynkt stadny oraz dużą potrzebę ruchu, dlatego świetnie nadają się do ciągnięcia sań i biegania w zaprzęgach. Zaprzęgi to tradycyjny sposób poruszania się na większe odległości na terenach arktycznych. Sprawdzają się one najlepiej właśnie ze względu na psy, które odporne są na surowe warunki klimatyczne, zdyscyplinowane i stosunkowo niezbyt wymagające.

Alaskan husky

Tutejsze psy od rana tryskają energią, którą po kolei będą zużywać tego dnia. By zapewnić wystarczającą ilość ruchu każdemu zwierzęciu, opiekunowie zaprzęgają je do przejażdżek z turystami rotacyjnie, a dodatkowo zabierają na nieturystyczne przebieżki i treningi. Każdy pies, gdy nie biega, ma do dyspozycji swój ciepły kojec, aczkolwiek przyzwyczajone do zimna husky często wylegują się na nim zamiast w środku. Możemy łatwo dowiedzieć się, jak który się wabi, bo nad każdą budą przyczepione są tabliczki z imionami i rokiem urodzenia. Każdy pies przywiązany jest do swojego kojca długim łańcuchem, dającym mu dużo swobody w poruszaniu się.
Choć to możliwe, że dla niektórych ludzi łańcuchy wyglądają niepokojąco, to każdy, kto nas odwiedzi, może zauważyć, jak szczęśliwe są nasze psy — tłumaczy mi pracujący w tym miejscu Øystein. — Ważne jest, by uświadomić sobie, że nie są to zwierzęta domowe, lecz pracujące, więc ich życie wygląda inaczej niż to, do czego większość z nas jest przyzwyczajona.

Alaskan husky

O tym, jak poważnie traktowane jest tu dobro psów, przekonuję się na krótkim szkoleniu przed prowadzeniem psiego zaprzęgu. Tim, miejscowy profesjonalny maszer, tłumaczy nam, jak to powinno wyglądać.
Stoicie na płozach, a pomiędzy nimi znajduje się hamulec. Czasem wystarczy nacisnąć go stopą, innym razem trzeba na nim stanąć całym ciałem. Chcąc skręcić w prawo, przenosicie ciężar ciała na prawą nogę, a w lewo — na lewą. I choćby nie wiem co, nie wolno wam puścić sań, bo psy wam uciekną. W trakcie podjazdu być może będziecie musieli zejść z płóz, aby ulżyć psom i biec za saniami albo chociaż odpychać się nogami jak na hulajnodze — tłumaczy nam zasady. — Natomiast w czasie zjazdu musicie hamować zawsze! Inaczej psy rozpędzą się do granic możliwości, a to grozi uszkodzeniem czy nawet zerwaniem mięśni i jest dla nich bardzo niebezpieczne — mówi dalej i ostrzega bardzo poważnie — Jeśli zobaczę, że ktoś z was, zjeżdżając z górki, nie hamuje, zatrzymam zaprzęg i dla tej osoby będzie to koniec wycieczki.

Psi zaprzęg

Gdy przygotowujemy się do przejażdżki, psy rwą się do biegu i wyją radośnie, a w mojej głowie zaczynają znowu kłębić się wątpliwości. Czy dam radę? Tłumaczę sobie jednak, że tacy amatorzy, jak ja, radzą sobie tutaj codziennie, więc czemu ja miałabym nie umieć? Stresująca jest tylko ta odpowiedzialność: za siebie, sanie i siedzącą w nich Evi oraz za psy. Hamować z górki, hamować z górki — powtarzam sobie w myślach, gdy niezbyt szybko ruszamy za przewodnikiem. Przede mną jedzie zaprzęg Tima, a za mną jeszcze trzy kolejne. Początkowa niepewność zmienia się po chwili w ekscytację i radość oraz zaufanie do psów, bo zdaję sobie sprawę, że one są do takich biegów stworzone i póki trzymam się sań, to nie uciekną, tylko będą podążać za Timem i jego psami.

Psie zaprzęgi

Oddalamy się od obozu, sunąc po śladach wyślizganych przez przejeżdżające tędy wcześniej zaprzęgi. Nie zapominam o hamowaniu przy zjazdach, a przy podjazdach zeskakuję z płóz i staram się chwilę biec lub pomagam sobie nogą. Bycie maszerem, czyli osobą prowadzącą psi zaprzęg, wymaga dobrej kondycji. Na szlaku jest to jeszcze łatwe, trudniej robi się, gdy wjeżdżamy na świeży, głęboki śnieg, w który zapadam się po pas. Ciężko tutaj utrzymać tempo i biec za saniami. Powoli wydostajemy się ze śniegu i gdy już jesteśmy blisko kolejnej wyślizganej trasy, psy skręcają nieco ostrzej niż zaprzęg Tima. Sanie tracą równowagę, a ja z Evi lądujemy w głębokim śniegu, leżąc na boku. Nie puszczam jednak zaprzęgu, choć nie wyobrażam sobie, by psy mogły pociągnąć przewrócony pojazd. Tim podbiega do nas, by pomóc nam się wydostać z zaspy. Otrzepuję się i możemy ruszać dalej.

Psie zaprzęgi

W pewnym momencie na zakręcie sanie po raz kolejny zaczynają się niebezpiecznie przechylać w prawo, a ja, chcąc ten przechył zrównoważyć, odchylam się instynktownie w lewo, co sprawia, że lewa płoza zjeżdża coraz bardziej ze szlaku. Zauważa to Tim i krzyczy, bym oparła się na prawej nodze, co wydaje mi się prostą drogą do kolejnej wywrotki, bo przecież stracę równowagę. Postanawiam jednak zaufać jego doświadczeniu, opieram ciężar ciała na prawej nodze i po chwili niepewności sanie wskakują na dobry tor, i prostują się. Evi w środku też pomaga, balansując ciałem. Udało się nam!

Psie zaprzęgi

Okolica, przez którą przejeżdżamy, zachwyca pierwotnym pięknem i niezmąconym spokojem. Poranna obietnica słońca pozostaje jednak niespełniona, gdyż na niebie pojawiły się delikatne chmury, co nadaje całemu pejzażowi lekko niebieskawy odcień. W tle majaczą ośnieżone szczyty gór z jednej strony i częściowo zamarznięta zatoka z drugiej. Przejażdżka po takim terenie to wielka frajda.

Psie zaprzęgi

Gdy wracamy do kempingu, dyszę ze zmęczenia i szeroko uśmiecham się z radości. Evi biegnie, by dalej bawić się z psami, a ja po chwili odpoczynku idę za nią. Dołącza do nas Ewa, doświadczona opiekunka psów i maszerka, która pokazuje nam swoich ulubionych podopiecznych. Widać, że uwielbia psy, a one uwielbiają ją. Gdy zauważam psiaka w kołnierzu, wyjaśnia mi, że mają tutaj niewielką klinikę, by leczyć chore zwierzęta. Ten akurat zranił się w łapę, więc teraz wraca do zdrowia. W centrum prowadzone są regularne inspekcje, by mieć pewność, że psy czują się dobrze i mają wystarczająco dużo ruchu, ale też nie są eksploatowane nadmiernie. Na własne oczy widzę, jaką miłością i opieką otaczają te zwierzęta tutejsi pracownicy.

Alaskan husky

Po przejażdżce przychodzi czas na obiad, więc zbieramy się w namiocie, gdzie dostajemy pożywny gorący bidos, czyli gulasz z mięsa renifera. Ta wersja przypomina bardziej zupę. Dzień wcześniej jadłyśmy bidos o wiele gęstszy. Dobrze jednak po ruchu na świeżym powietrzu zjeść coś ciepłego, a potem trzeba wracać do domu. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że wycieczka, co do której miałam najwięcej wątpliwości, okazuje się najfajniejszym punktem wyjazdu do Tromsø.

Psie zaprzęgi

Na wycieczkę Aurora Camp & Dog Sledding wybrałam się na zaproszenie firmy Tromsø Villmarkssenter, która organizuje również krótkie przejażdżki zaprzęgami bez noclegu, jak też dłuższe, kilkudniowe wypady. Szczerze polecam ich za doskonałą organizację oraz za odpowiedzialne podejście do psów.

Jeśli wybieracie się do Tromsø, zajrzyjcie też do wpisu, gdzie zebrane są ważne i przydatne informacje praktyczne, między innymi o tym, jak poruszać się po mieście, jak upolować zorzę oraz co jeszcze można robić w okolicy.

Lubicie psy? Chcielibyście przejechać się psim zaprzęgiem? Lubicie w czasie wakacji poświęcić czas nie tylko na zwiedzanie i odpoczynek, ale też na aktywności wymagające trochę ruchu?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

61 komentarzy

  1. Magda Es napisał(a):

    Zazdroszczę i psiego zaprzęgu, i zorzy! Pięknie tańczy :)

  2. Milena Wu napisał(a):

    Jak byłam mała, to oglądałam jakiś film gdzie był psi zaprzęg i wtedy marzyłam o tym, żeby się takim przejechać. Trzeba to kiedyś zrealizować :)

  3. Evi Mielczarek napisał(a):

    Wybitną maszerką! To trzeba podkreślać i głosić :) Ja wymiękłam, że popsuje psy, a Ty 45 min zasuwałaś nie gorzej od nich!

  4. Martyna napisał(a):

    Jejku niesamowite doświadczenie! A jakie cudowne zdjęcia ja też chce! Pozdrawiam

  5. Zorza przepiękna! :) a tą ilością śniegu to wygrałyście – w Finlandii było dużo mniej i to był stary, zleżany śnieg ;)

    • Ewa napisał(a):

      Uwierzysz, że to napadało w kilka dni? Tuż przed naszym przyjazdem przez dłuższy czas w Tromso były plusowe temperatury i jak padał to deszcz ;)

  6. Zygmunt Kuba napisał(a):

    Filmiku nie próbowałaś nagrać z tego „tańca na niebie”? ;)

  7. Monika Marcinkowska napisał(a):

    Zazdroszczę bardziej niż zorzy :)

  8. Agnieszka Ptaszyńska napisał(a):

    północ Europy ostrzega: polscy blogerzy za każdym rogiem :D

  9. Natalia Malec napisał(a):

    super, nie wiem co lepsze czy pieski, czy zorza czy nocleg :)

  10. Marta napisał(a):

    Jej! Czułam się jakbym czytała jakąś książkę a zdjęcia wyglądają jak wyjęte z jakiejś bajki.

  11. Tati Belenkova napisał(a):

    kiedyś, na pewno kiedyś :)

  12. Łukasz Kędzierski napisał(a):

    Kiedyś na pewno spróbuje wraz z Nadia ;)

  13. Karolina Mos napisał(a):

    To musi być naprawdę niesamowite doświadczenie ! Mi pozostaje tylko na filmach podziwiać :)

  14. Agnieszka napisał(a):

    Z psim zaprzęgiem nieodzownie kojarzy mi się Richard Hammond, który w Top Gear ścigał się nim na biegun północny :D Zazdroszczę fenomenalnego przeżycia i przygody! Na psi zaprzęg raczej bym się nie zdecydowała ale ta zorza polarna wyszła magicznie. Będzie może post o życiu mieszkańców? Z czego głównie się utrzymują, jak żyją, czy dużo tam turystów itp? dla mnie osobiście życie w takich mrozach jest niewyobrażalne!:)

    • Ewa napisał(a):

      Tak, za jakiś czas zamierzam napisać trochę o Saamach, znanych też jako Lapończykach, którzy żyją na północy Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji. O życiu zwykłych mieszkańców Tromso chyba nie będę pisała – jest zwykłe. W Tromso są banki, sklepy, biura, więc ludzie pracują tak jak u nas. Do tego turystyka, co ciekawe – wiele osób pracujących w niej pochodzi z zagranicy. Podobno Norwegowie nie lubią pracować sezonowo i w takim trybie (jeden dzien wolny w sezonie, dłuższe godziny pracy itp.) jak wymaga turystyka. Turyści przyjeżdżają głównie zimą, gdy jest sezon na zorze. Sporo ich widać na ulicach, ale nie jest to na pewno dziki tłum ;)

  15. Hanja napisał(a):

    Wspaniała atrakcja, koniecznie muszę spróbować, bo uwielbiam psiaki! Nocleg niesamowity, ale to zimno trochę mnie przeraża ;)

  16. Olka napisał(a):

    A mnie się ludzie dziwią, że jeżdżę zimą na Bałkany. A zima naprawdę może być piękna i oferować sporo ciekawych aktywności. Czego Twój wpis jest doskonałym przykładem. :)

    • Ewa napisał(a):

      Zima jest super! Ale przyznaję, że przekonałam się do tego tak naprawdę dopiero pod koniec zeszłego roku w Rovaniemi. Wcześniej nigdy mnie nie ciągnęło w zimowe rejony (nie licząc Islandii jakiś czas temu, ale to był maj, więc nie spodziewałam się, że będzie tak zimowo :) ), a teraz jestem zimą zachwycona. Ale taką prawdziwą, mroźną i pełną śniegu :D

  17. Kinga Bielejec napisał(a):

    Ląduje na mojej „bucket list” :) !

  18. Ola napisał(a):

    Cudowne doświadczenia!!!!!!! Achh jak zazdraszczam! Uwielbiam Twoje „północne” teksty

    • Ewa napisał(a):

      Dzięki! Dobrze słyszeć, bo ja przecież do tej pory byłam bardziej południowym typem, ale północ zaczyna mnie coraz bardziej fascynować :)

  19. Marta napisał(a):

    Wow! Trafiła Ci się chyba piękniejsza zorza niż mi podczas ostatniego wypadu do Reykjaviku! :)
    Chętnie bym spróbowała tego typu aktywności, a najchętniej na Spitsbergenie :)

  20. Autopogoń napisał(a):

    uwielbiam Norwegię. jadę niedługo do Alesund – szansa na zorzę niewielka, ale fiordy wystarczą! a wycieczkę na dalszą północ muszę ogarnąć logistycznie. na razie nie mam na nią pomysłu.

  21. Anika napisał(a):

    Wspaniala przygoda, kocham wszystkie niestandardowe podroze :))

  22. Kat Nems napisał(a):

    To wszystko wygląda jak jakieś sceny z filmu.
    Cudne miejsca i jeszcze piekniejsze zdjęcia.

  23. Rykoszetka napisał(a):

    To musiało być naprawdę niesamowite doświadczenie! A zobaczenie zorzy polarnej chociaż raz w życiu naprawdę mi się marzy…

    • Ewa napisał(a):

      Zobaczenie zorzy to coś, co naprawdę ekscytuje. Stałam tam i cieszyłam się jak mała dziewczynka, która właśnie dostała szczeniaczka pod choinkę :D

  24. Jusiaczki On Tour napisał(a):

    Niesamowite! :)

  25. Kasia Tutko napisał(a):

    Mega;) kiedyś koniecznie :)

  26. Dorota napisał(a):

    Cudowna przygoda! Zorza to moje marzenie, a i maszerką chętnie bym została :) no i przepiękne zdjęcia. Czym zorzę robiłaś?

    • Ewa napisał(a):

      Zorzę fociłam Canonem Eosem 60D z obiektywem Canon EF-S 10-18 ff/4.5-5.6 IS STM (fajny obiektyw, choć mógłby być trochę jaśniejszy :) ), oczywiście na statywie :)

  27. Marta / Podróżniczo napisał(a):

    Pamiętam takie psie zaprzęgi z wyjazdu do Austrii – też miały takie niesamowite, kolorowe oczy. Aż chciało się w nie głęboko patrzeć :) Widoki zorzy polarnej – przepiękne!

  28. Agnieszka Kuczyńska napisał(a):

    Oglądam te zdjęcia jak się zirytuję w pracy. Uspokajają :D

  29. Pogodny Piotr napisał(a):

    Tak daleko nie dotarłem i o tej porze roku też nie byłem. Ale wszystko przede mną. Czytając Twój artykuł, marzenie, by znów wybrać się do Norwegii, rozbłysło nowym blaskiem. Dziękuję :)
    Również za piękne zdjęcia. Wiem, że to nie to samo, co na żywo, ale to dobrze. Dzięki temu, kiedyś będę miał okazję zobaczyć coś, czego nie widziałem, a co zapowiedziały zdjęcia :)
    Pozdrawiam i życzę kolejnych udanych wypraw,

    Piotr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!