Loulé

10 lipca 2010 | Komentarze: 3

Wróciłam właśnie z miasteczka Loulé i nadal nie mogę wyjść z podziwu. Nasłuchałam się wcześniej, że w soboty jest tam jeden z najciekawszych targów w Algarve – targ cygański. I że koniecznie trzeba to zobaczyć. Jak trzeba, to trzeba! Zatem wycieczka do Loulé. Dojeżdżamy autokarem na miejsce, przewodniczka mówi nam, że targ cygański jest na wprost, dostajemy 3 godziny wolnego czasu i wysiadamy. Idę na ten targ, aparat w gotowości, a moim oczom ukazuje się… no taki typowy bazar, jakich w Polsce niemało, z mydłem i powidłem. Z samochodów i prowizorycznych budek sprzedaje się tu ciuchy, niby-skórzane torebki, koronkową bieliznę, bibeloty, tanie zegarki, buty, obrusy itp., itd. Yyy… no, może dla kogoś z Europy Zachodniej to jest egzotyka?
Loulé czytaj dalej

Wpis w kategoriach: Portugalia, Ze świata | Tematy: ,

Kolekcjonerzy szczęścia

20 lutego 2010 | Brak komentarzy

Bangkok targami i bazarami stoi. Większe, pełne turystów i mniejsze, wypełnione głównie mieszkańcami stolicy. Wszędzie tak samo ciasno, tłoczno, gwarno. Można na nich kupić mydło i powidło, oryginalne podróbki markowych ciuchów i zegarków, słodycze, elektronikę i żywność. Ale jeden targ jest naprawdę wyjątkowy. To targ amuletów.
Targ amuletów czytaj dalej

Wpis w kategoriach: Tajlandia, Ze świata | Tematy: , ,

Damnoen Saduak

17 lutego 2010 | Komentarze: 3

Można je zobaczyć chyba w każdym sklepie z pamiątkami w Bangkoku. Pojedyncze lub serie, do powieszenia na ścianie. Zdjęcia z pływającego targu. Bo rzeczywiście widowisko to jest niezwykle malownicze. Toteż ja zrobiłam trochę swoich własnych fot z chyba najbardziej znanego tajskiego targu tego typu, Damnoen Saduak.
Damnoen Saduak czytaj dalej

Wpis w kategoriach: Tajlandia, W obiektywie, Ze świata | Tematy: , ,

Żelazna Dama

21 czerwca 2009 | Komentarze: 1

Po wyjściu z Ławry postanawiamy iść jeszcze bardziej na południe wzdłuż Dniepru do parku, w którym wystawione są różne wojskowe pojazdy i samoloty. Kiedy wychodzimy zza drzew, naszym oczom ukazuje się wielka Żelazna Dama. Jak Dima wcześniej rano opowiadał nam o pomniku z uniesionymi dłońmi, nie wyobrażałyśmy sobie czegoś tak wielkiego. Idąc pomiędzy wojskowym sprzętem i słuchając partiotyczno-patetycznych pieśni ukraińskich dochodzących z głośników dochodzimy do stóp Matki Narodu, oficjalnie zwanej Pomnikiem Obrony Ojczyzny, nieoficjalnie Żelazną Damą lub Blaszanymi Cyckami.
Żelazna Dama czytaj dalej

Wpis w kategoriach: Ukraina, Ze świata | Tematy: , ,

Nocny teatr

6 stycznia 2009 | Brak komentarzy

Maroko jest jednym z tych krajów, w którym człowiek powinien oduczyć się być uprzejmy. Normalnie jest tak, że jak ktoś mówi mi dzień dobry, to odpowiadam tak samo. Dzieje się to jakby automatycznie, w ogóle o tym nie myślę. Akcja – reakcja. Podobnie jest tutaj, jak się słyszy bonjour czy good morning, to od razu się ciśnie na usta odpowiedź. I to jest zguba, bo jak się zareaguje, to za chwilę pojawia się lawina pytań typu: where are you from? do you like Agadir? are you here for the first time? do you speak French? English? German? I tak w nieskończoność. Odpowiedzenie na jedno pytanie prowadzi do przedłużonego przesłuchania. Albo, jeśli pytającym jest sprzedawca, do gwałtownego nagabywania, żeby wejść i kupić. A oczywiście jest good price, especially for you. Ściema sprzedawana każdemu. Do tego dochodzą komplementy, że się ma piękne oczy, włosy, uszy, a może jeszcze przegrodę nosową i śledzionę. Wniosek prosty – nie odpowiadać na zaczepki, ale to właśnie jest problem, bo dzień dobry wydaje się być dość neutralne. Dwa dni w Agadirze uczą – po raz kolejny, bo przecież to samo już raz tu przeżywałam, a w Indiach było nawet jeszcze trudniej momentami – że należy nie tylko nie zwracać uwagi na zaczepki. Wydaje mi się, że jedyny sposób, to iść zdecydowanym krokiem, patrząc się przed siebie i puszczać wszelkie uwagi mimo uszu. Staram się tak robić, ale czuję się jednak trochę nieswojo.
czytaj dalej

Wpis w kategoriach: Maroko, Ze świata | Tematy: ,

Marrakesz

30 sierpnia 2008 | Brak komentarzy

Z samego rana wyjeżdżamy z Beni Mellal w kierunku Marrakeszu. Droga przez długi czas prowadzi przed ogromne, czerwone pustkowie. Na początku myślałam, że to pustynia, jednak nasz pilot tłumaczy nam, że to pola uprawne, czekające na deszcz. Rzeczywiście, jak się dobrze przyjrzeć, można dostrzec pewną regularność w ułożeniu grudek ziemi, jak po bronowaniu, więc bez problemu przyjmuję tę teorię, chociaż w ten sposób straciłam szansę, żeby pochwalić się, że widziałam pustynię :)
czytaj dalej

Wpis w kategoriach: Maroko, Ze świata | Tematy: ,

Przerwa na reklamę

Kategorie

Archiwum