Małpa w hotelu czyli o naczelnych z wybrzeża słów kilka

Pawian pojawia się niepostrzeżenie, jakby znikąd. Podchodzi do stolika w hotelowym lobby, na którym stoi szklanka soku z marakui i podnosi ją. Rozmowa cichnie, wszyscy patrzymy jak małpa wypija sok. W ciszy słuchać brzęk odłożonej obok stolika pustej szklanki, która toczy się po podłodze. Pawian jeszcze rozgląda się na boki by upewnić się, czy nic więcej nie dałoby się zjeść lub wypić i nie znalazłszy kolejnych łupów odwraca się i znika w ogrodzie.

Pawian

Spędzając wakacje na kenijskim wybrzeżu trudno nie stanąć ani razu twarzą w twarz z naszymi dalekimi kuzynami, małpami. Żyje ich tutaj pięć rodzajów. Są to gerezy angolańskie (w suahili: mbega), koczkodany czarnosiwe (kima), werwety (tumbili), pawiany (nyani) i galago senegalskie (komba).

Moje ulubione małpy to czarno-białe gerezy. Są przepiękne, mają czarne futro z białymi włosami otaczającymi twarz i porastającymi ramiona. Charakteryzuje je bardzo długi ogon i… brak kciuka. ich ulubionym siedliskiem są lasy, prowadzą bowiem nadrzewny tryb życia, ale od czasu do czasu pojawiają się w hotelowych ogrodach.

Gereza angolańska

Gereza zjada dziennie około 2-3 kilogramy liści. Nie interesuje jej ludzkie jedzenie, wystarczy to, co znajdzie na drzewach. I to właśnie w koronach drzew najczęściej mam okazję je obserwować.

Gereza angolańska

Na terenie hotelu najłatwiej spotkać koczkodany czarnosiwe. To wredne, niezbyt duże małpy które kradną wszystko, co mogą zjeść lub wypić. Zakradają się do restauracji próbując podwędzić owoce lub kawałek chleba czy ciasta. Bezczelnie wbiegają do pokoju jeśli tylko mają taką możliwość, bo zobaczyły w środku torebkę cukru. Potrafią sobie nawet otworzyć torbę plażowicza jeśli poczują, że w środku może kryć się coś smakowitego.

Koczkodan czarnosiwy

Bezczelność koczkodanów to w dużej mierze wina turystów, którzy mimo wszechobecnych zakazów dokarmiają małpki, bo co to szkodzi, bo są takie słodkie, bo tak fajnie pozują do zdjęć. Trzeba jednak powiedzieć głośno, karmienie małp wyrządza więcej szkód, niż pożytku. Owszem – będziemy mieć fajne zdjęcia ale każdy kolejny turysta szukający małpiej modelki będzie je uczył, że człowiek to ten, który dostarcza im jedzenie. Trzeba uświadomić sobie, że w stadzie małp jedzeniem rozporządza jego przywódca. Dlatego odstępowanie im smakołyków uczy je, że człowiek jest im podległy, a przez to robią się jeszcze bardziej zuchwałe i nie cofną się przed ugryzieniem delikwenta, który nie odda kawałka chleba czy banana po dobroci.

Koczkodan czarnosiwy

W dodatku takie uczenie koczkodanów, iż człowiek jest ich żywicielem, sprawia, że stają się one prawdziwymi szkodnikami. Buszują po wioskowych śmietnikach w poszukiwaniu spożywczych resztek zamiast zrywać liście jak matka natura przykazała. Zaglądają ludziom do domów by kraść. Czasem niszczą uprawy. Lokalne społeczności odpowiadają agresją na agresję – rozkładają wnyki w lasach, polewają małpy farbą chcąc je odstraszyć, rzucają kamieniami.

Koczkodan czarnosiwy

Z nie lepszym traktowaniem spotykają się werwety, mniejsze kuzynki koczkodanów czarnosiwych, które można rozpoznać po charakterystycznych błękitnych genitaliach u samców. Małe, ale niemalże wszystkożerne, jeszcze bezczelniej niszczą uprawy i agresywniej podkradają jedzenie. Nawet sympatyczny wygląd nie jest w stanie sprawić, by mieszkańcy wybrzeża je polubili.

Werweta

Kiedy w środku nocy za oknem rozlega się przerażający wrzask, podobny do głośnego i rozpaczliwego płaczu dziecka, nie musi to koniecznie oznaczać, że ktoś po sąsiedzku znęca się nad niemowlęciem. Może to być po prostu wrzask aktywnego nocą galago senegalskiego, noszącego w języku angielskim niezwykle adekwatna nazwę – bushbabydziecko z buszu. Galago to niewielka małpiatka o przepięknych, dużych oczach, trudna do sfotografowania ze względu na tryb życia. Nie boi się ludzi ale raczej rzadko kradnie nam jedzenie, woli owoce, owady i niewielkie gryzonie.

Ja najbardziej nie lubię pawianów. Mają taki zły wyraz twarzy. Niesympatyczny. Są stosunkowo duże – dorosłe osobniki ważą około 15-20 kilogramów – i wzbudzają lekki niepokój kiedy pojawiają się na terenie hotelu. Ich naturalnym środowiskiem jest sawanna, ale łatwo adaptują się i przyzwyczajają do ludzkiej obecności. Nie gardzą naszym jedzeniem, chociaż ich naturalna dieta składa się z bulw, pędów, kwiatów, liści, insektów, mięczaków i skorupiaków. Nie pogardzą też małymi płazami.

Pawiany odwiedzają również domy mieszkalne. Któregoś popołudnia wybieram się ze znajomą w odwiedziny do koleżanki, która niedawno urodziła dziewczynkę. Mieszkanie jest na piętrze bloku na skraju lasu. Kiedy dochodzimy do schodów na górze rozlega się krzyk i słyszymy odgłosy szamotaniny. Zaniepokojone podbiegamy bliżej by stanąć oko w oko z pawianem. Obie stajemy jak wryte, odwracamy się na pięcie i schodzimy małpie z drogi. Kiedy znika za rogiem, wchodzimy do mieszkania. Koleżanka opowiada, że pawian wszedł do kuchni i próbował ukraść przygotowane dla nas placki chapati. Przegoniła go okładając go poduszką.

Pawian

Będąc na wakacjach w Diani, na południowym wybrzeżu Mombasy, warto zajrzeć do siedziby organizacji zajmującej się ochroną naczelnych na wybrzeżu – Colobus Conservation. Ta założona prawie dwadzieścia lat temu organizacja aktywnie działa w okolicy. Jej celem jest nie tylko ochrona środowiska, ze szczególnym naciskiem na małpy, ale także edukacją – zarówno turystów (dlaczego dokarmianie małp jest szkodliwe) jak i przedstawicieli lokalnych społeczności (jak odstraszać małpy-szkodniki nie robiąc im krzywdy). Wolontariusze organizacji opiekują się także chorymi i rannymi osobnikami oraz osieroconymi małpiątkami. prowadzone są tu też różnorakie badania.

Colobus Conservation

Z całego serca polecam wizytę w tym miejscu, która polega na około godzinnym edukacyjnym spacerze po terenie ośrodka i przylegającym do niego lesie. Można podejrzeć małpy na wolności oraz te, które w klatkach przygotowywane są do powrotu do ich naturalnego środowiska. Colobus Conservation to nie jest cyrk dla turystów, a małpy nie są trzymane tutaj dla naszej uciechy. To miejsce, gdzie pracuje się nad uczeniem naczelnych jak mają żyć naturalnie, a następnie wypuszcza na wolność. W czasie takiego spaceru można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy nie tylko o zamieszkujących wybrzeże małpach ale także o innych zwierzętach czy roślinach spotykanych w okolicy. Wstęp kosztuje 750 szylingów (około 7,5 euro) a pieniądze przeznaczane są na wsparcie ośrodka. Jeśli ktoś chce wesprzeć organizację na odległość, można to zrobić poprzez donacje.

Colobus conservation

Jak widać nie trzeba jechać na safari by spotkać w Kenii dzikie zwierzęta. Ważne jest jednak uświadomienie sobie, że każdy z nas jako turysta odpowiedzialny jest za dobro tych zwierząt. Nie dokarmiajmy, nie zaczepiajmy, zostawmy naturze co naturalne!

Czy również uważacie, że każdy turysta odpowiedzialny jest za ochronę środowiska w kraju, który odwiedza? Czy zdarza się Wam korzystać z atrakcji turystycznych, w których zwierzęta wykorzystywane są dla ludzkiej rozrywki? A może nie widzicie w dokarmianiu małpek nic złego i jesteście zdania, że przesadzam?

Przewodnik po KeniiPrzewodnik po Kenii
Wybierasz się na wakacje do Kenii? W przewodniku, który napisałam, znajdziesz jeszcze więcej ciekawych informacji o kenijskiej faunie i florze, oraz o tym jak spędzić tu czas. Kliknij tutaj i kup :)

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

39 komentarzy

  1. Hanna pisze:

    Ja nie uważam ze przesadzasz i zawsze sie wsciekam jak ktos je dokarmiaja tuż obok mnie… Zwykle nawet lokalni sie nie zbliżają do malp, a niektórzy przyjezdni jakby mózgu nie mieli…

  2. Barbara pisze:

    Zgadzam się z Tobą w 100% – podróżując po świecie często spotykaliśmy się z agresywnymi małpami, niestety, kiedy w grę wchodzi zrobienie selfie, ludzie nie zawracają sobie głowy potencjalnymi konsekwencjami. Brakiem świadomości bym tego nie nazwała, szczególnie, kiedy obok stoi tabliczka „nie karmić małp”;-).

  3. Monika pisze:

    Spotykam, ale nie dokarmiam.

  4. Piotr pisze:

    Człowiek lubi na urlopie wyłączyć mózg, i są tego efekty tego typu. Dodatkowo jazda na słoniach, tygrysy etc…

    • Ewa pisze:

      Raz w życiu pojechałam na słoniu, ale od razu chciałam zejść jak zobaczyłam okładanie pałką po uszach. Stwierdziłam,, że nigdy więcej! To takie smutne…

  5. Oliwia pisze:

    Nie dokramiam, ale podziwiam jak spotkam, są rewelacyjne :) A Gerezy mają świetny image ;)

  6. Agata pisze:

    Nie dokarmiam zdecydowanie. A małp to się wręcz boję ;p

  7. Ania pisze:

    Po paru niebezpiecznych incydentach z małpami bardzo ich nielubimy i unikamy jak się da… Niestety dwa razy nas atakowały, bo oczywiście chciały jeść. A czemu chciały jeść? Bo przyzwyczaiły się, że od turystów dostają jakieś smakołyki, a my jak na złość nic nie mieliśmy… Serce podchodzi mi do gardła, gdy przypomnę sobie, jak w Indiach Michał w naszej obronie walczył swoim plecakiem z małpą a ona nic się nie bała i odpierała atak…

  8. Karolina pisze:

    Ale wrednie wygląda na tym pierwszym zdjęciu!

  9. TuJarek pisze:

    Nie wiedziałem, że małpy to aż takie rozrabiaki. Ale faktycznie, tak jak piszesz. Najwięcej winy w tym ponosi człowiek. Niszczy ich naturalne środowisko, a z drugiej strony przyjezdni pokazują im jak można iść na łatwiznę. Pawianów też nie lubię, strasznie groźne ;)

  10. Ania pisze:

    Przerażają mnie małpy. Ostatnio na Mauritiusie widziałam jak zaatakowały turystę bo miał bułkę w ręku. Trzymam się od nich zawsze z daleka :D A co do Twojego pytania to jak byliśmy w Tajlandii to wybraliśmy się do królestwa tygrysów. Wiem, że wielu osobom to się nie podoba ale chcieliśmy zobaczyć to na własne oczy. Byliśmy pod wrażeniem jak dobrze te zwierzęta są tam traktowane. Nie żałujemy :)

    • Ewa pisze:

      Ja tygrysów nie widziałam, ale słyszałam na temat takich ośrodków wiele złego, przede wszystkim to, że zwierzęta są stale pod wpływem narkotyków. No bo jak inaczej sprawić, by tygrys – co by nie mówić wielki dziki kot – leżał cały dzień spokojnie i dawał się głaskać kolejnym ludziom (których w naturze pewnie najchętniej by zjadł)?

  11. Eva pisze:

    Jejku, jak ja nie lubię małp! Niestety przerażają mnie i obrzydzają. Trzymam się od nich z daleka. Na Bali, w małpim lesie czułam się naprawdę nieswojo. Turyści atakowani przez małpy zmuszeni są im oddać jedzenie i napoje, w przeciwnym razie, zostaną pogryzieni. Nie dla mnie. A co do karmienia zwierząt w naturze, mam dokładnie takie samo zdanie. Więcej szkody niż pożytku.

  12. Z ciekawości – jadłaś już małpę? ;)

    • Ewa pisze:

      Nieeee… nie trafiłam jeszcze do miejsca, w którym by się małpy jadało… Musiałabym się zastanowić, jakbym miała taką okazję :)

  13. Nadia pisze:

    Cudne te gerezy. Wyglądają jak dostojni myśliciele ;).

  14. Asia/ Lisy w drodze pisze:

    Ja również mam dystans do małp. Mimo, że – jak się ostatnio okazało – jestem zodiakalną małpą (w chińskim horoskopie:)

  15. Szymon pisze:

    Mnie strasznie wkurza traktowanie zwierząt jako atrakcji turystycznej… (w sensie robimy 1000 zdjęć i uciekamy do następnej klatki), tak samo jak dokarmianie. Moim zdaniem najlepiej zostawić te stworzenia, niech żyją, a nie jeszcze będziemy im szkodzić ludzkim jedzeniem ;)

  16. Ja też nie uważam, że przesadzasz. Krew mnie zalewała, jak widziałam na Gibraltarze turystów próbujących zwabić do zdjęć magoty… I nie pomagały znaki „nie karmić”, „nie zaczepiać”. A potem się dziwią, że jedna czy druga ugryzie, albo podrapie…

  17. Michał pisze:

    Oczywiście dokarmianie małp i innych zwierząt jest złe. Co do wykorzystywania zwierząt dla ludzkiej rozrywki jestem 50/50. Bardzo wiele z takich miejsc jak Colobus Conservation również pomaga zwierzakom. Idą na to ogromne sumy pieniędzy. Dlatego, jeżeli zwierzaki są trzymane w odpowiednich warunkach i dzięki temu mogą żyć, to dlaczego nie mają na siebie zarabiać? Przecież nie wszędzie są pieniądze na pomoc dla zwierzaków, a turyści te pieniądze mają i chętnie je wydają ;)

    • Ewa pisze:

      Z tym, że głównym celem miejsc takich jak Colobus Conservation nie jest dostarczanie rozrywki turystom a ochrona zwierząt. Ba, w czasie spaceru są takie zasady, żeby małpom nie przeszkadzać – nie podchodzić zbyt blisko, nie zaczepiać, absolutnie nie karmić. Mi chodzi o miejsca takie jak ogród zoologiczny, gdzie zwierzęta trzyma się wyłącznie dla rozrywki ludzkiej w klatkach.

  18. Marta pisze:

    Lubię małpy, ale zawsze jednak traktuję je jak dzikie zwierzęta… Nigdy nie wiadomo co zrobią. Wyglądają pięknie, ale mogą być niebezpieczne.

  19. Konopia pisze:

    Małpki, kurcze genialne zdjęcia :)

  20. Karina pisze:

    Świetne zdjęcia !

  21. BeataRS pisze:

    Mam wrażenie, że jadąc w egzotyczne miejsca (np. takie jak Kenia) nie ustrzeżemy się od obecności wszędobylskich małp. Taki urok tych miejsc. Ja miałam niesamowitą frajdę obserwując je bo to było dla mnie „częścią programu”. Natomiast wszelkie moje wyobrażenie przeszło, gdy pewna Angielka specjalnie pobiegła po ciasteczko żeby dać je małpce w barze przy basenie hotelowym…nasi Rodacy też to podchwycili…efekt był taki, że stado małp wparowało na stoliki, przy których jedli ludzie, robiąc przy tym niezłą demolkę…
    Korzystaliśmy z Twojego przewodnika – bardzo się przydał :)

    • Ewa pisze:

      Super, cieszę się!
      Z małpami jest tak, że dopóki to jest obserwacja to w porządku, ale kiedy ludzie starają się je nakarmić to wtedy pojawia się problem i może skończyć się właśnie tak, jak Pani pisze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!