Rafting w malowniczej scenerii kanionu Tary

Kiedy pierwszy raz dość niepewnie wślizguję się do wody o temperaturze dziesięciu stopni, czuję na skórze jakby miliony ukłuć mikroskopijnych igiełek. Biorę głęboki oddech, próbując przyzwyczaić się do zimna, ale niewiele to pomaga. Nogi nie cierpią zbytnio, chronione przez piankę, ale ramiona w pierwszej chwili niemalże zamarzają. Delikatny nurt powoli odciąga mnie od pontonu, więc zaczynam płynąć z nadzieją, że ruchy rąk pomogą mi się trochę rozgrzać. O naiwności! Nasza przewodniczka Jelena postanawia na moim przykładzie pokazać, jak wciąga się do pontonu osobę, która z niego wypadła. Obracam się tyłem, ale idzie nam tak nieporadnie, że zamiast mnie uratować dostajemy obie szalonego ataku śmiechu. Kiedy wreszcie ląduję z powrotem w pontonie, obiecuję sobie, że nigdy więcej do tej lodowatej wody nie wejdę. Do następnego razu…

Rafting na Tarze

Odkąd przyjechałam do Czarnogóry, idea raftingu na rzece Tara przewija się co jakiś czas w moich planach. Od wielu ludzi słyszę, że to świetna zabawa, ale ciągle przekładam ją na później, aż przychodzi sierpień i zdaję sobie sprawę, że już niedługo kończy się sezon, zatem nie ma co dalej czekać. Decyduję się na rafting organizowany przez sprawdzoną wcześniej agencję 360monte, z którą byłam już raz na północy Czarnogóry, między innymi w Durmitorze. Wycieczka była dobrze zaplanowana i zorganizowana, a przewodnik fajny. Jeśli chodzi o rafting, to w cenie jest też ubezpieczenie, co nie jest oczywiste przy rezerwowaniu takich atrakcji w małych punktach przy promenadzie chociażby w Budvie. O siódmej rano stawiam się więc w Kotorze, skąd ruszamy nad rzekę Tara z krótkim postojem w punktach widokowych w Peraście i nad Zalewem Risańskim.

Rafting na Tarze

Będąc na moście Djurdjevica nad rzeką Tara, nieopodal gór Durmitor, widziałam dwa pontony płynące z nurtem rzeki. Okazuje się jednak, że najlepszy odcinek do organizacji spływów znajduje się dalej w dół rzeki, tuż przed miejscem, gdzie Tara łączy się z Pivą, na granicy z Bośnią. By tam dotrzeć, musimy przejechać wzdłuż kanionu rzeki Piva i jeziora Pivsko, powstałego po wybudowaniu w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku tamy. Jezioro ma podobno czterdzieści dwa kilometry długości, a droga nad nim pełna jest ręcznie wydrążonych tuneli w skałach. Zatrzymujemy się na chwilę w punkcie widokowym, by spojrzeć na okoliczny krajobraz. Z płonących nieopodal lasów unosi się gęsty dym, zasnuwając całą okolicę i nadając jej nieco groźnej, tajemniczej atmosfery.

Jezioro Pivsko

Do raftingowego obozu na granicy z Bośnią i Hercegowiną docieramy po dziesiątej. Zostajemy przywitani kieliszkiem rakii na rozgrzewkę i odwagę. Gospodarze zapraszają nas do stołu na śniadanie, byśmy nabrali sił przed nadchodzącą przygodą. Jest nas dziesięcioro – siedmioro Amerykanów, Niemiec, Brytyjka i ja. Oraz oczywiście nasza przewodniczka Jelena. Zjadłszy pożywne śniadanie, idziemy po pianki, buty z neoprenu, kamizelki i kaski, a potem wskakujemy do busika, który krętą drogą wzdłuż kanionu Tary wiezie nas do punktu startowego.

Rafting na Tarze

Na miejscu zaskakuje mnie tłum ludzi! Głowa obok głowy, wiosło obok wiosła, ponton obok pontonu. Jest ich kilkanaście, gotowych lub przygotowywanych do wyruszenia na osiemnastokilometrowy spływ rzeką. Jelena przekonuje jednak, że nie ma się czego obawiać, jak będziemy na rzece to zrobi się luźniej. Rzeczywiście, później okaże się, że na niektórych odcinkach jesteśmy zupełnie sami, a ani przed, ani za nami nie widać żadnego innego pontonu. Będą jednak też miejsca, wąskie gardła, w których trzeba będzie poczekać ma swoją kolejkę, żeby je przepłynąć. Dzielimy się na dwie mniejsze grupy. Ląduję w pontonie z Jeleną, parą z Florydy, Niemcem i Brytyjką. Oprócz nas jest jeszcze doświadczony szyper, który kieruje pontonem i wydaje nam polecenia, kiedy mamy wiosłować, a kiedy przestać.

Rafting na Tarze

Zaczynamy łagodnie. Odcinek, którym płyniemy, jest dość spokojny. W jednym tylko miejscu nurt trochę przyspiesza. Pod koniec sierpnia poziom wody jest już bardzo niski, co sprawia, że rafting nie należy do trudnych. W międzynarodowej skali trudności Tara plasuje się pomiędzy 2 a 4+. Skala ta definiuje, jak niebezpieczny jest spływ rzeką i jakich umiejętności wymaga się od uczestników. Najłatwiejszy jest poziom 1, gdzie w zasadzie nie wymaga się żadnych umiejętności, bo rzeka ma niewiele bystrzy i są one łagodne. Przy poziomie 2 oczekuje się od uczestników umiejętności wiosłowania, a woda jest nadal stosunkowo spokojna, choć występują nieliczne przeszkody. Poziom 3 wymaga już pewnego doświadczenia, możliwe jest napotkanie takich przeszkód jak spadki czy fale, ale brak poważniejszych niebezpieczeństw.

Rafting na Tarze

Poziom 4 oznacza, że na rzece występują spienione bystrza, kamienie, spadki, co wymaga od uczestników posiadania dużego doświadczenia. Przy niebezpiecznym poziomie 5 uczestnicy muszą być profesjonalistami, a poziom 6 określa się w raftingowym żargonie jako samobójstwo. Sezon na spływy Tarą rozpoczyna się w kwietniu i wówczas rzeka ma poziom 4, więc do maja w raftingu mogą uczestniczyć tylko profesjonaliści. Od czerwca poziom wody stopniowo opada, a nurt uspokaja się. Jeśli zależy nam na większej adrenalinie, najlepiej pojawić się tu w czerwcu czy lipcu. W sierpniu, pod koniec sezonu, Tara jest już dość spokojną rzeką, choć nadal przepłynięcie niektórych bystrzy podnosi poziom adrenaliny!

Rafting na Tarze

Szyper wydaje nam polecenia, kiedy mamy wiosłować, a kiedy przestać. Gdy mamy przerwę, mogę rozejrzeć się po okolicy, a widoki są fenomenalne. Kanion Tary to najgłębszy wąwóz w Europie, ze zboczami pokrytymi w dużej mierze soczyście zielonym lasem. Jak okiem sięgnąć, nie widać żadnych budynków ani innych konstrukcji powstałych za sprawą ludzkiej ręki. Tylko my i nieskazitelna, dziewicza przyroda. Sceneria jest tak malownicza, że nie mogę przestać robić zdjęć…

Rafting na Tarze

Rafting urozmaicają nam też wygłupy naszej przewodniczki Jeleny. Ma ona niezwykły dar rozbawiania ludzi nawet w miejscach, gdzie wiosłowanie mogłoby wydawać się trochę nudne. Ochlapujemy się więc lodowatą wodą, podskakujemy na pontonie i próbujemy wepchnąć się nawzajem do wody. Szyper delikatnym uśmieszkiem kwituje nasze dziecinne przepychanki, ale my się nie przejmujemy. Zabawa to zabawa!

Rafting na Tarze

Wreszcie przychodzi czas, że Jelena zachęca nas do wskoczenia do rzeki. Mimo pianki, z początku jestem dość niechętna i wskakuję do wody jako ostatnia. Czuję przejmujące zimno na skórze i nawet intensywne ruchy ramion i nóg niewiele pomagają. Kiedy wreszcie wracam do pontonu, obiecuję sobie, że już więcej do wody nie wskoczę. Jednak słońce grzeje tak przyjemnie, że wysycham dość szybko, a chwile później robi się naprawdę ciepło, więc zanurzenie ramion w chłodnej wodzie za drugim razem okazuje się nie być już takim szokiem.

Rafting na Tarze

Jeśli chce nam się pić w trakcie spływu, dookoła mamy jedno wielkie źródło wody pitnej. Tara jest tak czysta, że jej woda nadaje się do picia na całej długości. Z tego względu nazywana jest łzą Europy. Przejrzysta błękitna, zielona i turkusowa woda pozwala także na dostrzeżenie wcześniej każdego kamienia i przeszkody.

Rafting na Tarze

O klifie słyszymy już na początku wycieczki, ale kiedy zaczynamy się do niego zbliżać, Jelena znowu nam o nim przypomina. Przed nami miejsce, gdzie można wspiąć się na ścianę kanionu i z wysokości sześciu metrów wskoczyć do wody. Jeden głos w mojej głowie każe mi wychodzić z pontonu, ale wolę posłuchać się tego drugiego, który twierdzi, że jeśli nie spróbuję, to potem będę żałowała. Wspinam się więc na stromą ściankę, co już samo w sobie jest przeżyciem, bo mokre skały są bardzo śliskie. Staję na krawędzi i patrzę w dół. To nie był dobry pomysł. Ale skoro już tu jestem… przy aplauzie publiczności z innych pontonów – skaczę.

Rafting na Tarze

Lot jest krótszy, niż myślałam. Lądowanie – trochę twarde, ale do przeżycia. Woda, być może ze względu na adrenalinę, wydaje się całkiem ciepła. Wynurzam się na powierzchnię i rozglądam za swoim pontonem. Za mną na krawędzi skalnej ściany ustawia się już kolejna osoba chętna do skoku, więc muszę dość szybko odpłynąć. Znajduję mój ponton, wychodzę na brzeg. Nie żałuję!

Rafting na Tarze

Skoki powoli mają się ku końcowi, kiedy ruszamy w dalszy spływ. Przed nami znowu kilka bystrzy i kilka miejsc, gdzie nurt jest o wiele spokojniejszy. Kolejnym czekającym nas urozmaiceniem jest wskoczenie do wody przed bystrzem i przepłynięcie go wpław, zamiast na pontonie. Dostajemy instrukcję, jak to robić. Ze względów bezpieczeństwa płyniemy na plecach, z nogami do przodu, tak żeby w przypadku napotkania przeszkód to one zamortyzowały zderzenie. Po raz kolejny wskakuję do wody, która przestaje mi się już wydawać zimna.

Rafting na Tarze

Płynę! Szybki nurt od razu porywa mnie ze sobą. Czuję się jak szmaciana zabawka, wydaje mi się, że zupełnie nie mam kontroli nad tym, co się dzieje z moim ciałem. Jedyne, o czym myślę, to żeby utrzymać nogi prosto przed sobą, a głowę nad powierzchnią wody. W pewnym momencie uderzam tyłkiem o jakiś podwodny kamień. Potem jeszcze biodrem o coś innego. Wreszcie wypływam z bystrza, woda uspokaja się, a ja mogę wrócić na ponton. Znowu było fajnie!

Rafting na Tarze

Po tych wszystkich atrakcjach przychodzi czas na chwilę relaksu. Płyniemy znowu dość spokojnym odcinkiem, gdzie nawet bystrza nie są już tak ekscytujące, jak na początku. Nasza ostatnia atrakcja tego spływu to wizyta w Bośni i Hercegowinie. Tara stanowi bowiem naturalną granice pomiędzy Czarnogórą a Bośnią. Dopływamy więc do bośniackiego brzegu, gdzie wyskakujemy na ląd, by napić się chłodzonej wodą z wodospadu rakii.

Rafting na Tarze

Chętni wrażeń mogą tez wziąć prysznic w niewielkim wodospadzie Skakavica, w którym temperatura wody nie przekracza 4 stopni Celsjusza. Ponieważ kolejka jest dosyć długa, odpuszczam sobie tę atrakcję na rzecz ponownego zanurzenia się w samej Tarze. Na tym etapie woda w rzece wydaje się już być przyjemnie ciepła!

Rafting na Tarze

Odwiedziwszy Bośnię bez paszportów, wskakujemy do pontonów. Stad już niedaleko do końca naszego spływu. Przepływamy pod mostem prowadzącym do przejścia granicznego i zatrzymujemy się przy czarnogórskim brzegu. To już koniec przygody. Wychodzimy, a panowie, którzy byli z nami w pontonie, na własnych barkach wnoszą go pod górę. Tam możemy się przebrać, wysuszyć, a za chwilę czeka na nas przepyszny obiad! Do wyboru wołowina albo pstrąg. Bez wahania decyduję się na rybę.

Rafting na Tarze

Po obiedzie wyruszamy w drogę powrotną do Kotoru. Trasa wiedzie wzdłuż kanionu Pivy, gdzie zatrzymujemy się na chwilę na tamie, której budowa przyczyniła się do powstania jeziora Pivskiego. Po jednej stronie wysoki poziom wody, po drugiej rzeka wygląda jak wąziutka, niebieska wstążeczka. U dołu widac też pozostałosci dawnej drogi, która była używana, zanim powstało jezioro.

Rzeka Piva

Ostatnim przystankiem tego dnia jest klasztor Piva, wybudowany pod koniec XVI wieku. Znajdował się on w miejscu, które dzisiaj znajduje się pod wodą ze względu na stworzenie sztucznego jeziora. Początkowo planowano pozostawienie go tam, ale po protestach mieszkańców zdecydowano się go rozebrać i przenieść wyżej. Proces rozbiórki i rekonstrukcji trwał aż dwanaście lat. Do dzisiaj na kamieniach, z których zbudowana jest cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej, dostrzec można numery, dzięki którym można było od nowa ułożyć te kamienne, klasztorne puzzle.

Monastyr Piva

Po wizycie w monasterze ruszamy w dalszą drogę do Kotoru. W mieście meldujemy się pod wieczór. To był fantastyczny dzień pełen przygód, zabawy i śmiechu. Zdecydowanie jedno z najfajniejszych doświadczeń w Czarnogórze!

Na spływ rzeką Tara wybrałam się na zaproszenie agencji 360 monte, która ma w swojej ofercie także różne wycieczki po Czarnogórze. Są one prowadzone w małych grupach przez doświadczonych przewodników. Ja byłam bardzo zadowolona!

Braliście kiedyś udział w raftingu? Gdzie i jak się Wam podobało? A może chcielibyście dopiero spróbować?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

37 komentarzy

  1. Anita napisał(a):

    Uwielbiam tego typu atrakcje!!! Ten wyrzut adrenaliny, coś niesamowitego ;-) Polecam rafting w Turcji. Tam dopiero jest jazda! 😉

  2. Olka napisał(a):

    Na Tarze nie miałam okazji wziąć udziału w raftingu, ale na Neretwie tak. I Neretwę też plecam :)

  3. Łukasz | KzP napisał(a):

    Hej, byłem tam! Jakoś ponad 10 lat temu. Już nawet zapomniałem o tej przygodzie. Ten sam wodospad i te same skoki ze skały do wody. Nic się nie zmieniło. Czy Tobie też zimna woda dostawała się przy lądowaniu do wody za kołnierz? Dzięki za przywołanie wspimnień. (-:,

  4. Ania | Petrykivka.pl napisał(a):

    Pogrzebało mnie na wieczór :( To jedzonko mi się zamarzyło :( Prosiłam przed chwilą chłopaka, żeby zamówić pizzę, powiedział, że nie, a po chwili Twoje rarytasy :( omnonom! :( i raftingu też nigdy nie doświadczyłam :D biedna ja

  5. aga f. napisał(a):

    Ależ miło mi się czytało, tym bardziej, że sama plynęlam Tarą, wlasnie na raftingu! :)
    Super przezycie, choć my bylismy we wrześniu, więc rzeka spokojna : Ale i tak bardzo mile wspominam te atrakcję :))
    Pozdarwiam :)

  6. Jaroslaw Wie napisał(a):

    Dokładnie rok temu miałem okazję wziąć udział w pierwszym moim raftingu i to właśnie na rzecze Tara. Było super! Krajobrazy piękne, fakt pogoda była naprawdę burzowa.

  7. Monia Koniewska napisał(a):

    Byliśmy z dziećmi ( 6 i 7 ) i stanęło na zip line :D Wąwóz Tary obłedny <3

  8. Mmalena napisał(a):

    Wodospad jest, rakija jest i pyszna ryba ;-) Ciekawe jak jest teraz tam na miejscu :) Raftingi to była jedna z moich ulubionych wycieczek z turystami :)

  9. Paweł Osmólski napisał(a):

    Sam kanion Tary jest widokowo znakomity. A rafting mogę nazwać jedną wielką pomyłką i emocje były mniej więcej takie, jak na grzybach.
    Chociaż na grzybach udaje się znaleźć wspaniałe okazy i człowiek sie cieszy, a po raftingu ogarnął mnie tylko wielki smutek i poczucie zmarnowania pieniędzy :/
    niestety ale 360Monte nie stanęło na wysokości zadania.

    • Daleko niedaleko napisał(a):

      Paweł, ale zaraz po raftingu napisałeś mi, że było ok. Teraz odnoszę wrażenie, że trochę się uwziąłeś na 360 monte za to, że zapomnieli Cię przepisać na inny dzień na północ Czarnogóry. I ok, zgadzam się, że tutaj zawiedli, ale nie powinieneś obwiniać przez to firmy za całe zło tego świata, a przynajmniej nie za to, że rafting rozminął się z Twoimi oczekiwaniami. Przecież oni piszą na stronie, jaki poziom trudności ma rzeka. Pod koniec sezonu wody nie ma wiele to i nurt jest wolniejszy. Logiczne. I to akurat nie zależy od firmy, bo firma nie naleje więcej wody do rzeki po to tylko, żeby Tobie było bardziej ekscytująco. Zupełnie nie rozumiem Twojego podejścia.

    • Paweł Osmólski napisał(a):

      Może dlatego, że z czasem przychodzi refleksja? Wraz z upływem czasu człowiek mądrzeje, nabiera dystansu, ogląda wideo na YT, słucha innych, rozmawia z nimi?
      A co ma do tego firma? Wszak to ona wszystko organizuje i decyduje kto płynie na którym pontonie i kto na którym miejscu a to też ma znaczenie na raftingu. Firma też decyduje, że dzieci mogą płynąć z dorosłymi i wpieprzają się w rytm wiosłowania po prostu przeszkadzając, że na ponton potrafią wrzucić osoby, które widać, że nie będą wiosłowały, bo po prostu są powiedzmy wprost za grube na to, że opiekun grupy zagranicznej nie zna języka angielskiego i jedyne do czego się ogranicza to „go go, stop stop”
      Zupełnie nie rozumiem Twojego podejścia.
      A czy mnie zapomnieli wziąć na drugi opłacony wyjazd nie ma nic, KOMPLETNIE nic do samej oceny raftingu.

    • Daleko niedaleko napisał(a):

      Mam wrażenie, że im więcej wody w Tarze upływa, tym bardziej Ty się nakręcasz. Przykro mi, że się rozczarowałeś, jednak rafting po Tarze pod koniec sezonu jest odpowiedni dla osób bez doświadczenia, więc dzieci też mogą pływać. Grube osoby też. Ty oczekiwałeś, z tego co zrozumiałam, rwącego nurtu i białej spienionej wody, ale Tara tak nie wygląda w sierpniu, dlatego jest bezpieczna dla wszystkich ludzi. Ba! Na jednym z pontonów innej grupy widziałam nawet psa. Pudla.

    • Paweł Osmólski napisał(a):

      Cóż, pudel nigdy nie wiosłuje. Za to za osoby, które nie mają siły lub mają wiosłowanie w dupie, ktoś musi to robić. Np. dwóch frajerów w tym ja, a reszta ogląda kwiatki i skały.
      Wiesz, to deczko demotywujące.
      I masz rację z jednym: im więcej wody w Tarze upływa, tym bardziej czuję, że po prostu zostałem hmmm wyzyskany i kosztem takich frajerów jak ja firma usadza na pontonach wszystkich i „niech się to jakoś dzieje”
      A powiedzmy sobie wprost: mniej wiosłujesz, ktoś za ciebie popyla wiosłem? Płacisz więcej”
      Albo tez dla takich osób powinny być osobne pontony z obsługą, która robi to za nich w ramach opłąty, którą wnieśli.
      I byłoby uczciwie. I sprawiedliwie.

  10. Magda Grzebyk napisał(a):

    Tara jest przepiękna!

  11. Olka Zagórska-Chabros napisał(a):

    Próbowaliśmy próbowaliśmy, ale nie na Tarze. Ta dopiero czeka na swoją kolej ;)

  12. Paulina Wierzgacz napisał(a):

    rafting piękna rzecz! w Norwegii codziennie widziałam grupy przemoczonych i uśmiechniętych od ucha do ucha „pontoniarzy” ;) i pięknie się na nich patrzyło! tak myślę, że to jedno z fajniejszych przeżyć ogólnie :) tym bardziej fajnie że w Czarnogórze woda prawdopodobnie cieplejsza niż w takiej Norwegii :D

  13. Pola Henderson napisał(a):

    Raz w Kanadzie i bylo SUPER. :)

  14. Szymon Król napisał(a):

    Tara <3 jeszcze nie próbowałem raftingu (nawet zipline nie... jakoś się wycofaliśmy) - ale ogólnie Czarnogóra jest super!

  15. SN napisał(a):

    Świetne miejsce! A atrakcje tylko do pozazdroszczenia :D Pozdrawiam!

  16. Kasia napisał(a):

    Piękne zdjęcia i fajna przygoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!