Różowe kłamstewka z Río Lagartos

Pierwsza część trasy z Playa del Carmen wydaje się dość monotonna. Droga, którą jedziemy, jest szeroka i prowadzi przez dżunglę, więc nie ma co liczyć na spektakularne widoki. Dookoła gęsty las, chaszcze, zarośla. Ustawiam tempomat na dozwolone sto dziesięć kilometrów na godzinę. Dopiero po zjechaniu z autostrady droga robi się ciekawsza. Przejeżdżamy przez kilka małych miasteczek z wielkimi kościołami, aż wreszcie dojeżdżamy do miejscowości Río Lagartos, w której – jak się potem okaże – nic nie jest takie, jak się wydaje, że powinno być.

Rio Lagartos

Pierwsze, co się nie zgadza w Río Lagartos, to sama nazwa miasta, nadana ponoć przez hiszpańskich konkwistadorów, którzy wpłynęli w jeden z tutejszych kanałów w poszukiwaniu wody pitnej i zauważyli mnóstwo wielkich gadów. Río Lagartos oznacza po hiszpańsku rzekę aligatorów. Problem w tym, że zwierzęta, które zobaczyli Hiszpanie, to krokodyle, a nie aligatory. Po drugie, miasto nie leży nad rzeką, a nad pewnego rodzaju kanałem czy też laguną, którą po hiszpańsku określa się słowem ría.

Rio Lagartos

Już przy samym wjeździe do miasteczka witają nas naganiacze, poszukujący klienteli chętnej wziąć udział w największej atrakcji okolicy – rejsie łódką po lagunie Lagartos. Jest ona częścią rezerwatu naturalnego, wpisanego w 2004 roku na listę Rezerwatów Biosfery UNESCO. Okolica słynie z wyjątkowego zróżnicowania krajobrazów i ekosystemów, począwszy od lasów namorzynowych, przez niewielkie zatoczki, przybrzeżne laguny, aż po niskie lasy liściaste, wydmy, bagna, łąki i trzcinowiska. Szczególnie te ostatnie są ważnymi miejscami lęgowymi dla ptaków, więc w okolicę ściąga wielu miłośników ich obserwowania.

Rio Lagartos

Pierwszych wąsatych mężczyzn machających na nas rękoma ignorujemy, spodziewając się, że mogą nam zaoferować niezbyt konkurencyjne ceny. Zatrzymujemy się dopiero nieco głębiej i przystępujemy do negocjacji. Cena wyjściowa nie satysfakcjonuje nas, ale udaje nam się ją trochę zbić. Naganiacz zgadza się na 900 pesos za łódkę. Chcemy jednak sprawdzić, jakie oferty znajdziemy w miasteczku, więc jedziemy dalej, obiecując, że wrócimy, jeżeli nie uda się trafić na nic ciekawego. I rzeczywiście, agencja znajdująca się nad samą wodą podaje nam dużo wyższą cenę. Wracamy więc do znanego nam już pana i umawiamy się na nabrzeżu, gdzie czeka na nas niewielka łódź z silnikiem motorowym, a także ogromne stado pelikanów.

Rio Lagartos

Rejs zapowiada się przyjemnie. Mętna woda ma dość ciekawy, żółtozielony kolor. Łódź dość szybko mknie przed siebie, lecz gdy tylko nasz przewodnik dostrzega pierwsze ptactwo – natychmiast zwalnia. W okolicy żyją nie tylko pelikany, ale też ibisy, czaple śnieżne i czerwone, flamingi, a także rzadko spotykane bociany białe, sokoły wędrowne czy kaczki piżmowe. Niestety nasz przewodnik nie mówi po angielsku, a my nie znamy hiszpańskiego na tyle, by rozumieć nazwy ptactwa, musimy się więc domyślać, co widzimy.

Rio Lagartos

Wątpliwości nie mamy, kiedy naszym oczom ukazuje się cielsko wielkiego gada. To krokodyl, który niczym kłoda nieruchomo unosi się na powierzchni wody, tuż przy brzegu. Podpływamy do niego powoli, by móc przyjrzeć mu się w spokoju. Chwilę później dołącza do nas druga łódka. Krokodyl zupełnie nie zwraca na nas uwagi!

Rio Lagartos

Po chwili odpływamy, dając gadowi święty spokój. Łódź z warkotem tnie wodę, gdy płyniemy dalej, do momentu, aż nasz przewodnik znowu coś zauważa. Wskazuje nam palcem, gdzie mamy się patrzeć, ale niczego nie widzę. Podpływamy nieco bliżej mangrowców, porastających tutejsze wybrzeże, a ja nadal nie wiem, czego mam wypatrywać. – Krokodyl! – mówi wreszcie przewodnik, lecz nie ułatwia to zupełnie sprawy. Dopiero towarzysząca mi Martyna zauważa malutkiego krokodylka przycupniętego na jednym z namorzynów. Do tej pory nie mam pojęcia, jak udało się go wypatrzyć naszemu przewodnikowi z dużej odległości!

Rio Lagartos

Dopływamy do miejsca, gdzie kanał zaczyna się mocno rozszerzać. Nad wodą krąży niewielkie stadko pelikanów. Przewodnik wyciąga nie wiadomo skąd małe rybki i zaczyna rzucać je ptakom, które zrywają się jak jeden mąż i podlatują w naszym kierunku, skuszone przynętą. Pelikany są naprawdę niesamowite!

Rio Lagartos

Po naszej lewej stronie las namorzynowy ustępuje miejsca białym kupkom soli. Okolica słynie z tego, że zlokalizowano tu wielkie saliny, w których produkuje się sól morską poprzez odparowywanie wilgoci z wody morskiej. Saliny mają postać regularnych, płytkich zbiorników, oddzielonych od morza niewysokimi groblami. Ze względu na rozwijające się w nich mikroorganizmy, niektóre z salin mają osobliwe kolory – tak jak cel naszej dzisiejszej wycieczki, czyli Laguna Rosa – Różowa Laguna, która, jak można się domyślić, wcale nie jest laguną.

Rio Lagartos

Fabryka soli to oczywiście teren prywatny, ale zarówno właściciele, jak i strażnicy nic sobie chyba nie robią z odwiedzających to miejsce turystów, przyciągniętych sławą różowej jak landrynka wody. Nasza łódź przybija do brzegu nie niepokojona przez nikogo. Wysiadamy i ruszamy w kierunku zbiornika wodnego, wypełnionego kolorową cieczą. Nie jest ona tak zupełnie różowa, raczej różowo-pomarańczowa, ale tak naprawdę widziany kolor zależy od wielu czynników – pory dnia i roku, zachmurzenia, wiatru, kąta padania promieni słonecznych czy poziomu wody w salinie. Przewodnik przestrzega nas natomiast przed wchodzeniem do wody – podobno kiedyś było to możliwe, jednak teraz obowiązuje surowy zakaz. Nie mamy z tym problemu, wystarczy nam krótki spacer nad brzegiem saliny, bo widok jest dość ciekawy!

Rio Lagartos

Jeszcze ciekawsze są natomiast najbardziej różowe flamingi, jakie kiedykolwiek w życiu widziałam! Całe ich stado stoi w salinie, żywiąc się żyjącym w wodzie różowym planktonem, który nadaje ich piórom żywą, cyklamenową barwę. Miasto Río Lagartos chwali się rzekomo największym zagęszczeniem flamingów w Meksyku – ponoć na jednego żyjącego tu Meksykanina przypadają mniej więcej aż dwa różowe ptaki!

Rio Lagartos

W drodze powrotnej nasz przewodnik proponuje nam przystanek w prowizorycznym spa. Jest to po prostu kawałek wybrzeża, na którym można utytłać się w białym błotku pełnym minerałów. Obie z Martyną postanawiamy jednak odpuścić sobie tę atrakcję, nie chcąc mieć potem całego samochodu ufajdanego słoną glinką. Wyciągamy nogi w kierunku dzioba i delektujemy się słońcem, podczas gdy łódź szybko mknie po wodzie w kierunku miasteczka.

Rio Lagartos

Wysiadłszy w łódki, postanawiamy przespacerować się po samym Río Lagartos. Okazuje się ono być niezwykle senną miejscowością, na której ulicach nie spotykamy prawie nikogo. Odnoszę wrażenie, że na nabrzeżu siedzi więcej pelikanów, niż ludzi. Niewiele się tu dzieje. Wracamy do przystani i ruszamy w drogę powrotną do Playa del Carmen.

Rio Lagartos

W połowie drogi znajduje się przepiękne miasteczko Valladolid, które ominęłyśmy jadąc w kierunku północnym. Teraz stwierdzamy, że warto się tu zatrzymać na spacer. Zostawiamy auto w jednej z bocznych uliczek i idziemy w kierunku głównego placu. Miasto zostało założone w 1545 roku przez hiszpańskich kolonizatorów. Do dzisiaj można tu zatem podziwiać stare budynki z czasów kolonialnych, a także piękne kościoły. Spacerujemy bez żadnego planu, chłonąc atmosferę miasta, do momentu, aż przychodzi deszcz i wygania nas z powrotem do samochodu.

Rio Lagartos

Informacje praktyczne (zebrane w lutym 2018 roku)

  • Walutą Meksyku jest peso (MXN). Kurs wynosi 1 USD = 17,30 MXN, 1 EUR = 22,00 MXN.
  • Dojazd z Playa del Carmen do Río Lagartos trwa około 3 godzin. Część trasy pomiędzy Playa del Carmen a Valladolid prowadzi płatną autostradą. Koszt przejazdu to 254 pesos w jedną stronę.
  • W Río Lagartos można bezpłatnie zaparkować przy samej przystani.
  • Rejs łódką po lagunie Ría Lagartos, wraz z dopłynięciem do różowej saliny, to wydatek około 450 pesos od osoby, zależny od umiejętności targowania się.
  • Do różowej saliny można dojechać samochodem – trzeba kierować się na miasteczko Las Coloradas.
  • Wizytę w Río Lagartos można bez problemu zorganizować w postaci jednodniowej wycieczki z Cancun czy Playa del Carmen. Jeśli jednak chcesz zatrzymać się tu na noc, kliknij tu, by obejrzeć oferty noclegów.
  • Jeśli szukasz bardziej szczegółowych wskazówek dotyczących Jukatanu, kliknij tutaj, by przeczytać zbiór informacji praktycznych!


Mieliście kiedykolwiek okazję zobaczyć różowe jezioro – naturalne bądź sztuczne? Lubicie obserwować ptaki? Byliście już w Meksyku?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

24 komentarze

  1. Paulina napisał(a):

    Wlasnie jestem swiezo po Meksyku. Rio lagartos odwiedzone dokladnie dwa tygodnie temu 🙂

    • Ewa napisał(a):

      i jak wrażenia? 😊

    • Paulina napisał(a):

      Meksykanie sa bardzo fajni, ale w ladzie. Ci z Playa del Carmen to naciagacze. Wrocilabym do Meridy albo Campeche. Nasze top atrakcje to xcaret, rio lagartos, chichen itza, isla mujeres i tulum. Meksyk nauczyl mnie czytac reviewsow wszystkich i wszystkiego. Dzieki temu ominelam oplaty za okropnie drogi parking, a znalazlam piekna, niekomercyjna plaze w tulum. Niektorych miejsc nie odwiedzilam ze wzgledu na komerche albo odkrylam cudne i spokojne miejsca. Polecam meksyk bardzo, ale jak wszedzie trzeba uwazac na scamy nawet na stacji benzynowej czy przy wymienianiu waluty. Piekne plaze, palmy, iguany wieksze niz europejskie koty to tylko w meksyku. Na moim fanpage biore sie wlasnie za meksyk. Zapraszam, bede pisac o moich przezyciach. Zdjeciowa relacja z isla mujeres juz jutro :)

    • Ewa napisał(a):

      cudnie, zajrzę chętnie bo tam nie byłam :)

  2. Paulina napisał(a):

    Cześć, właśnie jestem świeżo po Meksyku i muszę Ci powiedzieć, że kąpiel błotna to świetna zabawa. Kapitan potem bierze was na plażę, na której się można zmyć błotko, a w przystani jest i prysznic i przebieralnia więc jest spoko. Z tymi ich cenami… nam mówili 1400 pesos za 2.5h, 1000 pesos za 1,5h (obie ceny za parę). Jako, że łodki są na 6 osób powiedzieliśmy panu, że poczekamy na jakąś parę albo dwie. Szybko znalazł nam 2 Meksykanki, zapłaciliśmy 800 pesos za 2,5h.
    Valladolid strasznie mi się podobał, te budynki, fajni ludzie i najlepsze meksykańskie jedzenie w kolonialnej knajpce.
    Czy też odniosłaś wrażenie, że te miasta w centrum Jukatanu były fajniejsze, ale ludzie milsi?
    Do Playa del Carmen bym nie wróciła :(

    • Ewa napisał(a):

      Ja nie mogę narzekać na Playa del Carmen bo nie spotkałam się z niesympatycznymi ludźmi. Może to fakt, że cały czas próbowałam mówić tylko po hiszpańsku, ale chyba każdy był naprawdę miły. Oczywiście męczyły mnie tłumy na tej ulicy równoległej do plaży, ale na plaży słuchawki w uszy i się wyłączałam. W głębi lądu na pewno było mniej turystów, ale miejscowi równie sympatyczni. Jeśli chodzi o lokalnych to mam same dobre wspomnienia :)
      Aha, w PdC mieszkałam daleko poza strefą turystyczną, tutaj też chodziłam coś zjeść (bo było o wiele taniej też).

  3. Iza napisał(a):

    Różowa woda robi wrażenie, na żywo z pewnością jeszcze większe niż na zdjęciach :)

  4. Piękne miejsce :) Świetnie je opisałaś

  5. Patrycja Czubak napisał(a):

    Niesamowita podróż! Miejsce jak najbardziej warte odwiedzenia.

  6. Mayka.ok napisał(a):

    Zobaczyłam właśnie listę Twoich następnych podróży… wiem, że to bardzo źle, ale cholernie Ci zazdroszczę :D

  7. blogierka napisał(a):

    Nigdy wMeksyku nie byłam, także dziękuję za tą wycieczkę :).

  8. Paulina napisał(a):

    WOOOO, chcee!!!!
    Ej, ale krokodyli to ja się nie spodziewałam… Swoją drogą, skoro tam były krokodyle to misie nie mogły na Tobie zrobić wrażenia. Phi, zimne kłamstewka z Kanady.

    • Ewa napisał(a):

      To już wiesz, czemu byłam taka odważna, jak Kacper trząsł portkami przed niedźwiedziami :D
      Ej, ja widzę Twoje zdjęcia znad tej laguny różowej, lekko pochmurne niebo i Kacper na brzegu :)))

  9. Kurczę, mimo wszystko genialne miejsce. W ogóle chyba w Meksykyku sporo do zobaczenia miejsc jest. Moze juz czas zaplanowac wyprawę? :)

  10. Hamak Life napisał(a):

    Do dziś nie mogę sobie darować, że ospuściłam Różową Lagunę, choć miałam przygody z samochodem. Będę wracać do Meksyku, to na pewno zajrzę!

    • Ewa napisał(a):

      Koniecznie – choć słyszałam o takich, co się rozczarowali, bo akurat trafili na porę czy dzień, kiedy woda nie była aż tak różowa. Jak ja tam byłam to też miała lekko pomarańczowy odcień :)

  11. Kasia napisał(a):

    Różowa woda i flamingi (w oddali, but still) wyglądają pięknie. Ciekawa jestem, czy są tam, bo chcą, bo im się tak podoba i faktycznie nie przeszkadzają im wizytujący ludzie, czy np. mają podcięte skrzydła, aby nie odleciały, tak jak ma to miejsce na Arubie.

  12. Martyna napisał(a):

    Ewa, piszesz tak, że mam poczucie jakbym tam była :) HAHAHA
    A tak szczerze, to dzięki temu wpisowi przypomniał mi się nasz road trip i jak fajnie się bawiłyśmy. M.in. robiąc piknik w samochodzie lub w parku w Valladolid.
    Jezioro…no cóż… oszukane przez photoshopa. To różowe w Senegalu zrobiło na mnie większe wrażenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!