Stojąc u wrót Arktyki

O czym myślisz, gdy słyszysz słowo Arktyka? Czy pojawiają ci się w głowie obrazy gór lodowych, niedźwiedzi polarnych i bezkresnych śnieżnobiałych przestrzeni? To są moje skojarzenia. Słysząc o Arktyce, myślę o zimie, śniegu i lodzie. Arktyka fascynuje i jej eksploracja jeszcze przede mną. Póki co stanęłam tylko u jej bram.

Tromsø

Tromsø, siódme największe pod względem liczby ludności miasto Norwegii, leży trzysta pięćdziesiąt kilometrów na północ od koła podbiegunowego. Jednakże to nie owo koło wyznacza Arktykę, bo gdyby tak było, to na jej obszarze znalazłyby się też skandynawskie tereny leżące w strefie północnego klimatu umiarkowanego. Przyjmuje się, że Arktykę ogranicza lipcowa izoterma dziesięć stopni Celsjusza, czyli linia łącząca na mapie punkty o tej samej temperaturze. Plus dziesięć stopni w lipcu? To jak zimno musi być w Tromsø zimą?

Tromsø

Jest zimno. Lądujemy w śnieżycy, która dokucza nam też po wyjściu z terminala lotniskowego, gdy czekamy na autobus. Wieje mroźny wiatr. Tak, jest zimno, ale nie ekstremalnie zimno, czyli da się wytrzymać. Okazuje się, że średnia styczniowa temperatura w Tromsø to około minus cztery stopnie Celsjusza. Czemu tak… ciepło? Przecież jak Arktyka, to powinno być minus czterdzieści, prawda? Miasto leży na wybrzeżu. Ciepły Prąd Zatokowy ma łagodzący wpływ na jego klimat. Więc Arktyka w wersji dla początkujących!

Tromsø

Tromsø nazywa się Wrotami Arktyki, gdyż właśnie stąd w XIX wieku wyruszały ekspedycje polarne. To tutaj odkrywcy przygotowywali się do zdobycia biegunów, testowali dostępne rozwiązania i wymyślali nowe. Wiele informacji o tych śmiałkach można znaleźć w fantastycznym Muzeum Polarnym, które prezentuje historię miasta jako centrum arktycznych wypraw, a także trudne warunki życia w strefie podbiegunowej. I tak jak nie przepadam za zwiedzaniem muzeów, to tutaj chciałabym obejrzeć każdy eksponat: pamiątki po Roaldzie Amundsenie, dawne urządzenia używane do polowań czy zdjęcia i makiety statków.

Tromsø

Muzeum zlokalizowane jest w nadbrzeżnym budynku pochodzącym z 1837 roku. Naprzeciwko stoi Skansen — najstarszy drewniany dom w Tromsø, wybudowany w 1789 roku. Miasto słynie z resztą z dobrze zachowanych domów z drewna, które znajdują się w jego centrum. Wiele z nich można zobaczyć przy głównej ulicy Tromsø — Storgata.

Tromsø

Z przewodniczką Silke z Budget Tours umówione jesteśmy o szesnastej. W styczniu o tej porze dawno już zapadł zmrok, ale nie przeszkadza to w zwiedzaniu miasta. Przeciwnie, możemy zobaczyć nieco inną twarz Tromsø. Zalane jest ono światłem. Podświetlone budynki rzucają się w oczy, a pełen lamp port sprawia urokliwe wrażenie, gdy woda migocze, lekko falując na wietrze. Gdy zbiera się cała grupka, idziemy na spacer pełen ciekawostek.

Tromsø

Oglądamy dawne domy najbogatszych mieszkańców miasta, zabudowania portowe i główną ulicę Tromsø. Silke zwraca naszą uwagę na fakt, że wiele budynków przy Storgata ma ścięte narożniki. Jest to pokłosie pożarów, które niszczyły dawniej drewniane zabudowania. W przypadku wybuchu paniki, spowodowanej rozprzestrzeniającym się ogniem, ścięte narożniki budynków miały sprawiać, że uciekający przed niszczycielskim żywiołem ludzie rzadziej na siebie wpadali, bo widzieli co dzieje się za rogiem. Także z powodu pożarów domy mają nie więcej niż dwa piętra, bo tylko dotąd sięgały drabiny strażackie. W 1904 roku zakazano w ogóle budowy drewnianych domów, gdyż zbyt łatwo ulegały one zniszczeniu w pożarze.

Tromsø

Chwilę dłużej zatrzymujemy się przy nabrzeżu. Wieczorem to najładniejsza część Tromsø. Na wodzie kołyszą się mniejsze i większe łodzie, oświetlone ciepłym, żółtym światłem latarni. Ludzie niespiesznie przechadzają się wzdłuż brzegu, zatrzymując się, by sfotografować okolice. Pomalowane na bordowo, pomarańczowo i brązowo budynki portowe zamykają krajobraz od strony lądu. Jest tu naprawdę pięknie!

Tromsø

Centrum Tromsø leży na wyspie Tromsøya, jednakże z nadbrzeża rozciąga się fenomenalny widok na stały ląd, z którym wyspę łączy długi most. Tam, po drugiej stronie w miejskim pejzażu wyróżnia się sylwetka Ishavskatedralen, czyli Katedry Arktycznej, która tak naprawdę nie ma statusu katedry. To zwykły kościół, lecz jeśli spojrzy się na jego kształt, to widać, że jest on niezwykły. Powstał on w 1965 roku, a jego bryła przypomina spiętrzoną krę. W 1972 roku dodano mozaikę ze szkła od wschodniej strony kościoła. Dziś odbywają się w nim nie tylko msze, ale też słynne w całej Norwegii koncerty. Ishavskatedralen stała się jednym z symboli Tromsø.

Tromsø

Prawdziwa katedra, jedyna w Norwegii zbudowana z drewna, znajduje się w samym sercu Tromsø. Powstała w 1861 roku i zbudowano ją w stylu neogotyckim. Świątynia wydaje się dość niewielka, ale nie da się jej nie zauważyć, a na pewno wpasowuje się stylem w okolicę.

Tromsø

Nieopodal katedry kończy się nasz spacer z Silke, a dokładnie to kawałeczek dalej, w Øllhalen — jednym z najstarszych pubów w mieście. Można się tu napić piwa z browaru, który do 2015 roku nosił miano położonego najdalej na północ i, patrząc niedźwiedziowi polarnemu w oczy, poczuć się jak za czasów, gdy odważni poszukiwacze przygód wyruszali na podbój Arktyki.

Tromsø

Kiedy nasza mała grupa dopija piwo, my zbieramy się na spotkanie z Sylwią, Polką od kilku lat mieszkającą w Tromsø. Sylwia częstuje nas pączkami solboller, którymi tradycyjnie objadają się mieszkańcy Tromsø co roku 21 stycznia. Celebrują w ten sposób powrót słońca po trwającej ponad półtora miesiąca nocy polarnej. W leżącym za kołem podbiegunowym Tromsø słońce zachodzi pod koniec listopada, by wzejść ponownie 19 stycznia. Tarcza wznosi się jednak dość nisko ponad horyzont, więc promieniom w dotarciu do miasta przeszkadzają otaczające je wysokie góry. Dopiero dwa dni później słońce pojawia się wystarczająco wysoko, by oświetlić Tromsø. Teoretycznie, bo praktycznie tego dnia duże zachmurzenie sprawia, że i tak słońca nie widać. Ciekawostką niech będzie też fakt, że nawet podczas nocy polarnej w Tromsø zawsze jest kilka godzin, w czasie których nie jest zupełnie ciemno. To dlatego, że tarcza słoneczna znajduje się tuż pod horyzontem. Coś jak świt, tylko wschód słońca nie następuje tego dnia, a kilka tygodni lub dni później.

Tromsø

Oprócz położenia w przedsionku Arktyki, za kołem podbiegunowym, umiejscowienie Tromsø ma jeszcze jedną charakterystyczną cechę. Otóż miasto znajduje się w samym środku pasa wyznaczającego strefę występowania zorzy polarnej, dlatego jest mekką dla tych, którzy chcą obejrzeć to magiczne zjawisko. Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o zorzy, zaglądamy do Polarii, która okazuje się jedynym rozczarowaniem naszej wizyty w Tromsø. Wyświetlany tu film o aurora borealis ma słabą jakość, a oprócz tego można obejrzeć tylko trochę rybek, morskich żyjątek i pokaz ćwiczeń fok, których trochę mi szkoda, bo pewnie lepiej byłoby im w morzu niż w basenie.

Tromsø

Pomijając to jedno nieciekawe miejsce, Tromsø sprawia naprawdę miłe wrażenie. Myślę, że fanom skandynawskich klimatów na pewno się tu spodoba.

Na zwiedzanie Tromsø wybrałam się na zaproszenie firmy Tromsø Budget Tours, która ma w swojej ofercie nie tylko spacer po mieście, ale też takie atrakcje, jak safari piwne czy lot samolotem w poszukiwaniu zorzy polarnej.

Jeśli wybieracie się do Tromsø, zajrzyjcie też do wpisu, gdzie zebrane są ważne i przydatne informacje praktyczne, między innymi o tym, jak poruszać się po mieście, jak upolować zorzę oraz co jeszcze można robić w okolicy.

Lubicie zimowe klimaty? Mielibyście ochotę odwiedzić Arktykę?

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

44 komentarze

  1. Karolajn napisał(a):

    nie jestem jakoś wielką fanką zimy, ale na jakiś urlop chętnie wybrałabym się w tamtejsze rejony. Krajobraz oraz klimat jest naprawdę uroczy. Chętnie zobaczyłabym to z bliska :)

  2. Sbundowani napisał(a):

    Bardzo ciekawy wpis. Chętnie zobaczyłabym to wszystko na żywo. Zakładam, że wybraliście się tam na własną rękę. Czy można prosić o jakieś podpowiedzi odnośnie podróży? Od razu rozejrzałam się za połączeniem lotniczym, ale znalazłam dość drogie i z 2 przesiadkami, czas podróży od 7h-17h. A jak rzecz się ma z hotelami? Z góry dziękuję za odpowiedź! Pozdrawiam

  3. Rykoszetka napisał(a):

    Ale ciekawy ten budynek Polarii! Wygląda jak jeszcze nie do końca oszlifowana opera w Sydney :D

  4. Asia / Homoturisticus napisał(a):

    W pierwszej kolejności urzekła mnie ta niesamowita drewniana zabudowa. Później ten przepiekny kościół w kształcie kry. Nastepnie wspaniałe śnieżne krajobrazy.
    Potem przypomniałam sobie, że siedzę zawinięta w kocowe burrito i pomyślałam „gdzie mnie do Arktyki? Tam jest zimno!”. I to by było na tyle :D

  5. Rafał Elżanowski napisał(a):

    Bardzo interesujący kierunek

  6. Karola | Życie Me napisał(a):

    Jako, że niezbyt lubię się z latem i upałami, to myślę, że z Wrotami Arktyki mogłabym się zaprzyjaźnić. No i ta bajecznie fotogeniczna zabudowa <3 Zwiedzałabym i fociłabym jak szalona.

  7. Rafał Zubowicz napisał(a):

    Zimno w Norwegii i Szwecji zawsze było przereklamowane. Zimno jest za Kołem podbiegunowym.

  8. Evi Mielczarek napisał(a):

    U mnie nie ma półśrodków: albo Arktyka na minusie albo tropiki na plusie

  9. Evi Mielczarek napisał(a):

    Ach Tromso 😍 Musimy jeszcze wrócić na kolejkę :)

  10. Zołza z kitką napisał(a):

    Uwielbiam Norwegię! Chciałabym kiedyś odwiedzić to państwo zimą – letnią wersję mam już „zaliczoną” :)

  11. Agnieszka | Australove napisał(a):

    Ciekawa sprawa z tymi ściętymi narożnikami budynków! W Australii właśnie skończyło się lato i po tych ciągłych falach upałów marzą mi się teraz chłodniejsze klimaty. Arktyka byłaby idealna :)

  12. Krystian napisał(a):

    Bardzo ciekawa informacja z tym ściętymi narożnikami domów. Z tego zo pamiętam z Norwegii to, to że jest mega rozświetlone! Światło pali się tam przez całą noc i wszędzie. Nie mają nawyków oszczędzania prądu tak jak my. I stwierdzę jeszcze, że jest to ekologiczne w ich wypadku. Około 95% energii pozyskiwanej w Norwegii pochodzi z odnawialnych źródeł energii, głównie z elektrowni wodnych :) Ale chyba takich mrozów nie zniósłbym na dłuższą metę. Zdecydowanie jestem ciepłolubny!

    • Ewa napisał(a):

      Tak, to prawda z tym światłem. A wiesz, że to pozostałość po czasach, kiedy Norwegia wcale nie była bezpiecznym krajem? Jeszcze sprzed odkrycia ropy naftowej. Zapalano wtedy światła w domach, by w ten sposób odstraszyć potencjalnych włamywaczy. I tak już im zostało :)

  13. Emilia Wójcik napisał(a):

    A wiesz, że czasem zamieniłabym australijskie lato na -4°C?

  14. Zima, ale taka prawdziwa, mroźna z białą kołdrą na ziemi, to moja ulubiona pora roku, zimowa sceneria zawsze mnie urzekała swoim pięknem i poczuciem, jakbym była w innym świecie. :)

  15. ICEDREAM napisał(a):

    O czym myślę, gdy słyszę słowo Arktyka? W zasadzie to o domu :D. Bardzo dobrze byśmy się tam czuli. Patrząc na zdjęcia, ciągle miałem wrażenie że wszystko bardzo przypomina Reykjavik. Jak zwykle świetny przewodnik po regionie! Dzięki!

  16. No, no… piwo w Norwegii? Ktoś tutaj szaleje. Ewidentnie blogerom się przelewa w dzisiejszych czasach. (-:,

    • Ewa napisał(a):

      Poza blogowaniem mam też zwykłą pracę, więc jeśli miałabym ochotę na piwo, to czemu miałabym go nie kupić? Poza tym nigdzie nie piszę, że kupiłam – bo nie lubię piwa… ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!