17 grudnia 2010
Wpis w kategoriach: Dominikana, Z podróży | Tematy: El Cortecito, guagua, Las Terrenas, plaża, Punta Cana, Samaná, transport
Pierwsza przygoda z guagua już za mną. I to na całego. Guagua to popularny środek transportu na Dominikanie. Minibusik taki. Jak to zwykle bywa, wchodzi do niego ze dwa razy więcej ludzi, niż podpowiada wyobraźnia czy przewiduje producent pojazdu. Plus bagaże. Ale wesoły to busik. W środku gwar, próby dogadania się po hiszpańsku, a w tle bachata. I nawet nie przeszkadza brak miejsca siedzącego. Już lubię podróże guagua :)

Wstajemy rano bez trudu, w końcu kiedy na Dominikanie jest 8:00 rano, to według polskiego czasu dawno minęło południe. Po śniadaniu, które szału nie robi, idziemy na chwilę na plażę. W końcu wymeldować się z hotelu trzeba o 12:00. Pogoda trochę lepsza niż wczoraj, ale ciągle chmury. Plaża w El Cortecito jest bardzo przyjemna. Mięciutki jak mąka i równie biały piasek, czysta woda, palmy kokosowe… Taki malutki raj.

Już na początku spaceru zaczepia nas młody chłopak, zapraszając do swojego sklepu z pamiątkami. W przypływie braku asertywności odpowiadam mu, że zajrzymy w drodze powrotnej. To chyba ta sielskość-anielskość okolicy mnie tak nastawiła, że od razu nie mówię mu, żeby się zwyczajnie odczepił. I dobrze. Bo wracając chcemy dotrzymać słowa, ale mówimy, że i tak nic nie zamierzamy kupić oprócz karty sim. Ni stąd ni zowąd pojawia się jego kolega, Michel. Nie dość, że załatwia nam migiem nową kartę (co wcale nie jest łatwe, bo karty sim można kupić tylko w sklepach operatorów, a tych nie ma zbyt wiele – do tej pory nie spotkałam żadnego), to jeszcze tłumaczy nam, jak dojechać do Las Terrenas.
Droga jest zupełnie na około i kompletnie nie tak, jak planowałam według przewodnika, ale coś podpowiada, żeby zaufać Michelowi. I bardzo dobrze, bo dzięki temu spędzamy dzisiaj cudowny wieczór na półwyspie Samaná. Ale po kolei. Z El Cortecito trzeba jechać na dworzec autobusowy w Bávaro. Michel tłumaczy nam, że taki przejazd jest darmowy. Tam mamy szczęście, bo dosłownie za trzy minuty odchodzi autobus do Higüey. Ten kosztuje 120 pesos (w dużym przybliżeniu 12 złotych). Z kolei z Higüey musimy złapać autobus do Boca Chica i poprosić kierowcę, żeby wysadził nas tam, skąd odjeżdżają busy do Las Terrenas.

Wszystko układa się jak puzzle. Do Higüey dojeżdżamy idealnie w momencie, kiedy rusza bus do Santo Domingo. Mówimy kierowcy, gdzie chcemy wysiąść. Po dwóch godzinach jazdy i zapłaceniu 240 pesos dojeżdżamy do Boca Chica, gdzie zostajemy wysadzone na przystanku dla guagua na półwysep Samaná. Bo na Dominikanie to nie jest tak, że w mieście jest jeden dworzec czy stacja. Jest ich kilka i z każdego odchodzą busy w różne miejsca. Jeśli więc ma się przesiadkę, to warto poprosić kierowcę, żeby podwiózł na odpowiedni przystanek.
W Boca Chica czekamy pół godziny na naszą guagua. Podjeżdża już częściowo wypełniona. Na moje oko nie powinnyśmy w ogóle się zmieścić do środka, ale w jakiś magiczny dominikański sposób robi się miejsce i dla nas. Trwająca dwie i pół godziny przejażdżka kosztuje 285 pesos. Widoki są niesamowite. Niestety pozycja stojąca, ciasnota i pozamykane okna nie ułatwiają sprawy jeśli chodzi o dokumentację fotograficzną.

Dojeżdżając do Las Terrenas zaczynamy zatrzymywać się w małych i jeszcze mniejszych miejscowościach po drodze, gdzie po kolei wysiadają pasażerowie naszej guagua. Ostatnie 15 kilometrów jedziemy godzinę. El cobrador, czyli taki jakby konduktor guagua (w autobusach też są) pyta się, dokąd dokładnie chcemy jechać. Tłumaczę mu moim łamanym hiszpańskim. Okazuje się to być dalej, niż ostatni przystanek naszego pojazdu, ale to nic. El cobrador mówi kierowcy, żeby nas dowiózł prawie pod sam hotel. Bardzo miło z ich strony!
Hotelik Casa Robinson w Las Terrenas jest bardzo przyjemny. Zostawiamy bagaże i idziemy na spacer po okolicy. Podoba się. Na tyle, że zamiast dwóch nocy postanawiamy spędzić tu aż trzy, bo jest co robić. Chcemy pojechać do Parku Narodowego Los Haitises, do wodospadu El Limón, odpocząć na plaży, którą mamy dwadzieścia metrów od hotelu, potańczyć bachatę w miejscowej imprezowni… Ale póki co, trzeba się wyspać :)
Podobne wpisy:
-
Z Las Terrenas do Cabarete Po dzisiejszym dniu zdecydowanie mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o lokalny transport dominikański, to najważniejsze atrakcje mam już za sobą....
Guagua i spółka Bzdura! – skomentował Carlos kiedy wspomniałam mu o innym Dominikańczyku, który parę dni wcześniej mocno się zdziwił, że nie boimy...
Salto El Limón Jeśli chodzi o wielkość, daleko mu chociażby do Niagary. Ale wodospad El Limón jest położony tak pięknie, że wynagradza to...
Przystanek La Vega Znowu w drodze. I to cały dzień. Tym razem nie składa się nam tak idealnie, jak podczas przejazdu do Las...
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)








wszystko zapowiada się bardzo pięknie, czekamy na kolejne wpisy i zdjęcia…..
oj, zapowiada się. ja mam tylko nadzieję, że w końcu znikną te chmury, bo już wczoraj się zaczynało ładnie przejaśniać :)
Chmury, nie-chmury, ale jaka plaża…….. :)
Plaże są tutaj niesamowite! :)