Garść informacji praktycznych o Zanzibarze

Mieszkając przez pół roku na Zanzibarze mam możliwość poznać tę wyspę od podszewki. Tak naprawdę Zanzibar to nie tylko znana nam wszystkim rajska wyspa, to cały archipelag, a wyspę, którą odwiedza coraz więcej turystów z Polski, nazywa się Unguja. Na północ leży nieco mniejsza Pemba, a poza nimi w okolicy znajduje się jeszcze kilka innych wysepek. Unguja ma około dziewięćdziesięciu kilometrów długości i około czterdziestu szerokości. Oto zbiór informacji praktycznych o Unguja, zwanej dalej – dla ułatwienia – Zanzibarem.

Zanzibar praktycznie

Transport
Są dwa sposoby dostania się na Zanzibar – drogą lotniczą i morską. Po pierwsze funkcjonuje tu międzynarodowe lotnisko. Z Europy na wyspę przylecieć można liniami Condor (obecnie z Frankfurtu i Monachium), Ethiopian Airlines (z przesiadką w Addis Abeba), Oman Air (z przesiadką w Muskacie) oraz Qatar Airways (z przesiadką w Dubaju). W sezonie zimowym od zeszłego roku lata także czarter biura podróży Itaka. Z Kenii na Zanzibar można dolecieć m.in. Kenya Airways i Fly540. Z Tanzanii – m.in. Precision Air oraz małymi samolotami lokalnych linii, takich jak Coastal Aviation.

Wizę tanzańską można wykupić zaraz po przylocie bezpośrednio na lotnisku. Jej koszt to 50 dolarów. Czasem urzędnicy imigracyjni wymagają zapłaty kartą kredytową, ale zgodnie z prawem mają obowiązek przyjąć też gotówkę.

Z Dar es Salaam w Tanzanii codziennie kursuje też prom Kilimanjaro (Azam Marine) w cenie 35 dolarów. Każdego dnia odbywają się cztery kursy pomiędzy 7:00 i 15:30.

Poruszanie się po wyspie nie jest skomplikowane. Do wyboru mamy taksówki, publiczne busy zwane dala-dala lub ewentualnie wypożyczenie samochodu.

Taksówki są najbezpieczniejszym, najpewniejszym i najszybszym, ale też najdroższym środkiem transportu po Zanzibarze. Rozpoznać je można po czerwonych tablicach rejestracyjnych. Koszt przejazdu warto negocjować z kierowcą, przybliżone ceny kształtują się przykładowo:

  • z lotniska do Kiwengwa: 50 dolarów
  • z lotniska do Nungwi: 60 dolarów
  • z Kiwengwa do Stone Town i z powrotem: 80 dolarów
  • z Nungwi do Stone Town i z powrotem: 100 dolarów
  • z Nungwi do Kiwengwa i z powrotem: 70 dolarów
  • z Kiwengwa do Pingwe i z powrotem: 90 dolarów

Dala-dala to lokalne busy wożące mieszkańców po całej wyspie. Można spotkać dwa ich rodzaje – starsze, tradycyjne to półciężarówki z ławkami na pace, podczas gdy nowsze to po prostu niewielkie autobusy (około 18 miejsc). Każda dala-dala ma z przodu na szybie numer i nazwę miejscowości, do której kursuje. Nie ma żadnych rozkładów jazdy. Poza nielicznymi wyjątkami w zasadzie nie ma też przystanków, zatrzymuje się na żądanie pasażerów. W Stone Town główny przystanek dala-dala znajduje się niedaleko dużego targu Darajani. Za przejazd płaci się u konduktora. Przykładowe ceny:

  • ze Stone Town do Nungwi: 2000 szylingów
  • ze Stone Town do Kiwengwa lub Matemwe: 1500 szylingów
  • dodatkowy duży bagaż: 2000 szylingów

Ostatnią opcją jest wynajęcie samochodu. Koszt to około 35 dolarów za dzień (auto typu suzuki escudo lub toyota rav4, nie najnowsze oczywiście, z automatyczną skrzynią biegów, ubezpieczenie w cenie, wkład własny około 100 dolarów). Dodatkowo należy przeznaczyć 10 dolarów na lokalne zezwolenie na prowadzenie pojazdów, wydawane na podstawie zwykłego, polskiego prawa jazdy (międzynarodowe nie jest konieczne). Wypożyczalnia pośredniczy w procesie uzyskania takiego zezwolenia i trwa to około 2 godziny. Wynajmując auto należy pamiętać o kilku bardzo ważnych rzeczach:

  • na Zanzibarze obowiązuje ruch lewostronny, samochody mają kierownice po prawej stronie
  • litr benzyny kosztuje około 1950 szylingów, najlepiej tankować na stacjach z zielonym logo UP lub United Petroleum. Na stacjach z czerwonym logo Gapco często trafia się chrzczone paliwo, po zatankowaniu którego auto może mieć problemy z odpaleniem. Tankujemy zawsze kiedy wskazówka pokazuje połowę baku gdyż zdarzają się problemy z zaopatrzeniem, kiedy na stacjach brakuje paliwa
  • lokalne zezwolenie na prowadzenie samochodu należy mieć zawsze przy sobie, ale jest ono ważne tylko z krajowym prawem jazdy, więc i jego nie wolno zapomnieć
  • w mieście obowiązuje ograniczenie prędkości do 40 km/h. Poza miastem robi się to już bardziej skomplikowane – nie ma znaków, a tabelka z listą limitów ma kilkanaście stron. znaków oczywiście brak, co daje lokalnej policji pole do nadużyć. Ogólnie można przyjąć, że poza miastem jeździ się nie szybciej niż 60 km/h, z pewnymi wyjątkami – na przykład droga do Nungwi to 40 lub 50 km/h
  • policja jest skorumpowana i męcząca, na drogach spotkać można częste kontrole, podczas których policjant sprawdzi ważność ubezpieczenia, zezwolenie i prawo jazdy albo po prostu będzie chciał pogadać chwilę. Nierzadko zdarzają się mniej lub bardziej bezpośrednie prośby o pieniądze, najlepiej udawać, że się nie wie, o co chodzi
  • na Zanzibarze są co najmniej dwa radary, złapanie na przekroczonej prędkości oficjalnie oznacza wizytę w lokalnym sądzie i spory mandat, a może nawet więzienie. Można tego uniknąć, płacąc niewielką łapówkę (co oczywiście jest nielegalne) – normalnie nie więcej niż 10 dolarów. Miejscowi oczywiście płacą mniej, a policjant będzie chciał od turysty wyciągnąć jeszcze więcej, więc trzeba dobrze wyczuć sytuację. Dyskusja nie ma sensu, chyba że jesteśmy pewni, że nie przekroczyliśmy dozwolonej prędkości. Wtedy może pomóc telefon do wypożyczalni
  • kiedy zatrzymuje policja, należy włączyć lewy kierunkowskaz, bez tego mogą chcieć wlepić dodatkowy mandat
  • zasady ruchu są teoretycznie podobne do polskich, w praktyce często nie są stosowane – kierowcy nie włączają kierunkowskazów przy wyprzedzaniu, za to włączają je kiedy z naprzeciwka jedzie inny samochód, wyprzedzają na trzeciego i zatrzymują się bez ostrzeżenia. Trzeba jeździć ostrożnie i zachować rozsądek
  • należy zwracać uwagę na to, że w każdej chwili na drodze może pojawić się dziecko, kot, kurczak, koza lub krowa
  • prowadząc w nocy trzeba uważać na nieoświetlonych rowerzystów i pieszych.

Zezwolenie na prowadzenie pojazdów

Zakwaterowanie
Zanzibar pełen jest hoteli, hotelików i guesthouse’ów w najprzeróżniejszych cenach. Główne miejscowości wypoczynkowe to Nungwi i Kendwa na północnym-zachodzie, Matemwe i Kiwengwa na północnym-wschodzie, Pingwe, Paje i Jambiani na południowych-wschodzie oraz Kizimkazi na południu. Wybierając miejscowość do wypoczynku warto wziąć pod uwagę to, że na wschodnich wybrzeżach wyspy widoczne są bardzo duże różnice pomiędzy przypływem a odpływem, do tego stopnia, że w czasie przypływów w niektórych miejscach plaża jest bardzo wąska, albo znika w ogóle, a w czasie odpływów woda odsuwa się bardzo daleko, nawet kilkaset metrów. Może to pogarszać możliwości pływania w wodzie, natomiast moim zdaniem widoki na tych plażach są ładniejsze. Z kolei w zachodniej części wyspy różnice te są mniej widoczne i komfort kąpieli w oceanie jest tam większy. Stolicą jest Zanzibar Town z przepiękną starówką zwaną Stone Town. Ja sama mieszkam w hotelu z ofertą All Inclusive, jest ich na wyspie sporo, ale oprócz nich mogę polecić kilka niedrogich miejscówek, które przetestowałam sama lub w których nocowali znajomi:

  • Matemwe: Zanzibar Bandas (ok. 120-180 dolarów za pokój dwuosobowy za noc ze śniadaniem), nie najtańszy, ale świetny hotelik prowadzony przez sympatycznych Polaków, większość domków bezpośrednio przy plaży, zbudowane z ekologicznych materiałów, w lokalnym stylu, z łazienką (ciepła woda, wc i prysznic), wifi, tarasikiem, łóżko z moskitierą, wiatrak. W cenie smaczne śniadanie. Na miejscu niewielki basen, leżaki i hamaki oraz restauracja, gdzie można o każdej porze zamówić przepyszne ryby i owoce morza. Cudowna atmosfera!
  • Jambiani: Uhuru Beach Resort (30 dolarów za osobę za noc ze śniadaniem), małe domki bezpośrednio na plaży, pokoje bardzo proste, lecz czyste, bez specjalnych udogodnień, łóżko z moskitierą, wiatrak, mały stolik i lustro, własna łazienka z wc i prysznicem (zimna woda), wspaniałe wschody słońca, darmowe wifi (zasięg w okolicy recepcji i w niektórych domkach), na śniadanie jajko na wybrany sposób i owoce, możliwość zamówienia obiadów i kolacji, ale oferta dość uboga, lepiej wyjść na spacer i zjeść coś w pobliżu, w niedzielę w porze obiadowej koncerty na żywo, mały parking, niewielkie centrum nurkowe.
  • Nungwi: Union Beach Bungalows (30-35 dolarów za osobę za noc ze śniadaniem), tel. +255 777128860, wbrew nazwie są to niewielkie pawilony po kilka pokoi każdy, prawie przy plaży (oddziela je jedynie restauracja), pokoje proste, bardzo czyste, łóżko z moskitierą, wiatrak, mały stolik i lustro, własna łazienka z wc i prysznicem (zimna i gorąca woda), z restauracji piękne zachody słońca, darmowe wifi (bardzo wolne), na śniadanie jajko i owoce, restauracja serwuje tez obiady i kolacje – dobry wybór, przystępne ceny, smacznie, mały parking.
  • Kizimkazi: Mnana Lodge (25 dolarów za osobę za noc na tarasie wieloosobowym, od 30 dolarów za osobę za noc w pokoju), nie nocowałam tutaj a tylko zatrzymałam się na obiad, ale miejsce wygląda bardzo ładnie, schludnie, sympatyczna obsługa, dość daleko do plaży, cisza i spokój.
  • Stone Town: Malindi Guest House (15 dolarów za noc za osobę), sama tu nie spałam, ale słyszałam dobre opinie, położony niedaleko terminala promowego i starówki, taras z widokiem na stary port.
  • Stone Town: Sha’s House (10 dolarów za noc za osobę), tel. +255 773866766, nie spałam tu ale miałam możliwość obejrzenia pokoi, położony w samym sercu starówki, kilka prostych pokoi z wiatrakami, łóżka z moskitierą, wspólne łazienki, kuchnia do dyspozycji.

Uhuru Beach Resort

Wyżywienie
Na Zanzibarze bardzo trudno o supermarkety, jeśli ktoś chce samodzielnie przygotowywać posiłki. Są małe sklepiki z podstawowymi produktami spożywczymi. Przykładowe ceny:

  • butelka wody 1,5 litra: 1500 szylingów
  • butelka coca-coli 0,5 litra: 1000 szylingów
  • puszka kukurydzy, czerwonej fasoli lub groszku: 2000 szylingów
  • paczka makaronu: 3000 szylingów
  • jajko: 400 szylingów
  • kupka mango (ok. 3-4 sztuki): 1000 szylingów
  • mały arbuz: 2500 szylingów
  • baton mars: 1500 szylingów
  • wino (butelka): 13000 szylingów (alkohol trudno dostępny, najłatwiej znaleźć w Stone Town)
  • piwo 0,5 litra: 2000 szylingów

W każdej nadmorskiej miejscowości znaleźć można tańsze i droższe knajpki. Oto kilka z nich:

  • Nungwi: Union Beach Bungalows, przy hostelu, pyszne krewetki, niezła jak na lokalne warunki pizza, ceny około 17000-23000 szylingów za danie
  • Kendwa: Kendwa Rocks, lokalne potrawy i owoce morza, dobre makarony, ceny ok. 20000 za danie, podobno najlepsze sushi na wyspie (ale też drogie)
  • Matemwe: Villa Kiva, przepyszne kanapki (ok. 7 dolarów), bardzo smaczne owoce morza
  • Matemwe: Seles Bungalows, wspaniałe grillowane krewetki, chapati z nadzieniem, burgery, grillowana ryba, ceny od 15000 do 20000 szylingów
  • Pwani Mchangani: Waikiki, niektórzy mówią, że to najlepsza pizza na Zanzibarze, ceny około 13-14 dolarów
  • Pingwe: The Rock Restaurant, słynna knajpka położona na skale przy plaży, piękne widoki, miła atmosfera, jedzenie przeciętne (choć owoce morza były niezłe, ale makarony takie sobie, w dodatku małe porcje), bardzo drogo – od 20 dolarów za danie, 8 dolarów za drinka
  • Stone Town: Traveller’s Cafe, z widokiem na plażę, przepyszna grillowana ryba z sałatką w cenie ok. 17000 szylingów, w menu także chapati, stek, makarony
  • Stone Town: Archipelago, bez ładnego widoku, bardzo dobra, świeża ryba, spore porcje, ceny od około 15000 szylingów
  • Stone Town: Livingstone’s, przy samej plaży, ze świetnym widokiem, nieco droższa niż Archipelago, smaczne jedzenie – ryba, kurczak, dania kuchni azjatyckiej
  • Stone Town: Taperia, położona na pietrze nad główną pocztą w samym centrum, przepyszne hiszpańskie tapas w cenie od 12000 szylingów za porcję
  • Stone Town: Maru Maru, hotel z restauracją na tarasie na dachu dostępną nie tylko dla gości, fajne miejsce na romantyczna kolację, piękny widok na zachód słońca, jedzenie niezłe, ceny od 10 dolarów

Union Beach Bungalows

W Nungwi, Jambiani czy Kiwengwa można natknąć się na małe stoiska z grillowanym kurczakiem lub frytkami za niewielkie pieniądze, jednakże różnie bywa tu z higieną i świeżością. Lepiej uważać.

Będąc w Stone Town trzeba koniecznie wybrać się na nocny targ z jedzeniem w Ogrodach Forodhani naprzeciwko Domu Cudów (House of Wonders), nad samym morzem. O zachodzie słońca rozkładają się tu stoiska z jedzeniem przygotowywanym na bieżąco. Już za 3000 szylingów można zjeść tzw. zanzibar pizza, placek przypominający bardziej indyjską parathę niż pizzę z oryginalnym nadzieniem z mielonego mięsa z posiekanymi warzywami i jajkiem. Dostępne (czasem nieco drożej) są też inne nadzienia: ryba, owoce morza, same warzywa, ser, banany, nutella, miód itp. Inną niedrogą (ok. 200 szylingów za porcję) i sycącą potraw jest zupa zanzibar mix – nieokreślony jakby bulion z dodatkami do wyboru: kawałkami mięsa, ziemniakami, jajkami na twardo, maniokiem itp. Można też zjeść grillowane udka kurczaka, pieczone ziemniaki i bataty, opiekane kolby kukurydzy i wiele innych, niezidentyfikowanych przysmaków.

Zanzibar pizza

Wybrane atrakcje
Zanzibar oferuje wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia:

Dom Cudów

Dodatkowe informacje
Walutą Tanzanii, a zatem i Zanzibaru, jest szyling tanzański (TZS). Warto sprawdzić kurs przed wyjazdem, w październiku 2016 r. był następujący:

  • 1 USD = 2185 TZS (jeśli wymieniamy banknoty 50- lub 100-dolarowe) lub 1 USD = 2000 TZS (jeśli wymieniamy mniejsze nominały)
  • 1 EUR = 2400 TZS

Na całym Zanzibarze można bez problemu płacić w dolarach (kurs używany w sklepach czy knajpkach to najczęściej 1 USD = 2000 TZS). Akceptuje się tu jednak tylko banknoty nowsze niż z 2000 r. Starsze można ewentualnie wymienić w banku, jednak po bardzo niekorzystnym kursie. W Stone Town można znaleźć kilka bankomatów – najbezpieczniejszy jest Barclays Bank, ale on pobiera sporą prowizję. Gotówkę otrzymuje się w szylingach. Sporo jest też kantorów, najlepiej szukać ich przy ulicy Gizenga na tyłach Domu Cudów. Rzadko można płacić kartą, a nawet jeśli jest taka możliwość to bywają problemy z MasterCard (z Visą z reguły jest wszystko w porządku). Niektóre hotele dodają do płatności kartą prowizję. W małych sklepach trzeba płacić gotówką. Przy ulicy Kenyatta znajduje się kilka sklepów z pamiątkami, które akceptują karty kredytowe.

Na Zanzibarze najłatwiej dogadać się po angielsku, choć w mniejszych miejscowościach nie wszyscy mówią w tym języku. Oficjalnym językiem jest suahili. Kilka podstawowych zwrotów:

  • habari – dzień dobry (co słychać?)
  • nzuri – dobrze
  • jambo – cześć (typowe powitanie dla turystów, miejscowi tak do siebie nie mówią)
  • asante (sana) – dziękuję (bardzo)
  • karibu – nie ma za co / witaj (jak angielskie you’re welcome/welcome)
  • tafadhali lub naomba – poproszę
  • nataka – chcę
  • sitaki – nie chcę
  • samahani – przepraszam
  • sina pesa – nie mam pieniędzy
  • hakuna matata – nie ma problemu (dla turystów, miejscowi tak do siebie nie mówią)
  • hamna shida – nie ma problemu (tak mówią miejscowi)
  • wapi? – gdzie?
  • ngapi? – ile?

Jeśli chodzi o zdrowie, to lepiej na Zanzibarze nie chorować. W Stone Town otwarto jakiś rok temu szpital, ale leczenie w nim jest drogie, więc dobrze mieć porządne ubezpieczenie. Poza Stone Town pomoc medyczna praktycznie nie istnieje. W Nungwi i Kiwengwa funkcjonują apteki z podstawowymi lekami, ale lepiej mieć zapas swoich. Podobno zagrożenie malarią jest na wyspie znikome, ale lepiej spać pod moskitierą i używać repelentów. Wodę należy pić wyłącznie butelkowaną. Zdarzają się problemy żołądkowe i biegunka (mimo przestrzegania zasad higieny) wynikające z odmiennej flory bakteryjnej. Wchodząc do wody trzeba uważać na jeżowce. Można spotkać meduzy, lecz są one niegroźne, pozostawią najwyżej kilka czerwonych, nie swędzących punktów na skórze. Nawet przy pochmurnym niebie należy używać kremów przeciwsłonecznych.

Nie ma żadnych szczepień obowiązkowych na Zanzibarze, chyba że przylatuje się z któregoś z krajów afrykańskich. Wówczas wymagany jest żółty certyfikat potwierdzający szczepienie na żółtą gorączkę. Zdarza się, że pogranicznicy wymagają certyfikatu także od osób przylatujących bezpośrednio z Europy, choć nie powinni. Szczepienia zalecane obejmują m.in. żółtaczkę typu A i B, polio, tężec, dur brzuszny czy błonicę.

Pamiątki najlepiej kupować w Stone Town. Przy ulicy Gizenga znajduje się mnóstwo małych sklepików, w których trzeba się targować. Alternatywą jest kilka sklepów ze stałymi cenami przy prostopadłej do niej ulicy Kenyatty. Najbardziej typowe pamiątki z Zanzibaru to przyprawy. Można tu też kupić biżuterię z tanzanitem (kamień pochodzący z Tanzanii, wydobywany w okolicach Aruszy), drewniane figurki, tradycyjne chusty, kosmetyki z algami, kawę i herbatę. Kupując pocztówki najlepiej od razu zaopatrzyć się w znaczki. Znaczek do Europy ma wartość 1400 szylingów, ale sklepy życzą sobie za niego 1 dolara. Cena pocztówki to także około 1 dolara. Kartki do Europy idą od dwóch do czterech tygodni i ie ma pewności, czy dotrą.

Słońce wschodzi o 6:30 rano i zachodzi o 18:30 wieczorem.

Ulica Gizenga

Artykuły
Poniżej lista artykułów na blogu Daleko niedaleko dotyczących Zanzibaru:

Informacje są aktualne na październik 2016 r. Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości dodatkowe informacje albo wiesz, że coś już jest nieaktualne, daj mi o tym znać w komentarzu poniżej. Dziękuję!

Wybieracie się na Zanzibar? Planujecie wakacje na własną rękę czy wyjazd zorganizowany? Macie jakieś dodatkowe pytania lub wątpliwości, na które nie odpowiedziałam w tekście? Piszcie w komentarzu, chętnie odpowiem!

Ewa

Cieszę się, że tu jesteś! Mam nadzieję, że spodobał Ci się i zaciekawił ten wpis. Jeśli tak, to będzie mi niezmiernie miło, gdy klikniesz Lubię to, dodasz +1 i podzielisz się wpisem ze znajomymi albo dołączysz do dyskusji! To dla mnie ważne, bo pokazuje, że warto dalej pisać. Masz uwagi, komentarze, pytania? Nie wahaj się, napisz! Cieszę się z każdego sygnału od Ciebie! Dziękuję :)

- Ewa a



Przeczytaj też...

112 komentarzy

  1. Łukasz Kędzierski napisał(a):

    Pewnie predzej czy pozniej przyda sie

  2. Po kolejnym wypadzie do Azji za parę miesięcy później w końcu chcemy wybrać się do Afryki. Może właśnie na Zanzibar też zawitamy ;-) i na pewno będzie to po części za sprawą Twoich zdjęć ;-)

  3. Bartłomiej Sembol napisał(a):

    Marzenie podróżnicze 2017, będę często wracał ;)

  4. Romantic Vagabonds napisał(a):

    Uwielbiam Twoje praktyczne informacje, zawsze są bardzo przydatne i najlepsze w sieci! Zazdrościmy tego Zanzibaru bardzo! Bardzo chętnie wybralibyśmy się tam zimą z Islandii :D. A tanzanit bym baaaardzo chciała, kiedyś na studiach napisałam cały artykuł o historii tanzanitu :).

  5. Kardamon napisał(a):

    Świetny zbiór praktycznych informacji :) Sam nie miałbym odwagi tam pojechać.

  6. Dee napisał(a):

    Nigdy nie myślałam o wyprawie na Zanzibar, ale po twojej opowieści i zdjęciach zdecydowanie biorę to pod uwagę. Jak juz będę planować wrócę tu, po te praktyczne wskazówki

  7. Marcin napisał(a):

    To jest dopiero prawdziwa i porządna paczka informacji, dla tych, którzy ich szukają! Well done! A i ja dołączam się do marzenia, by odwiedzić to miejsce kiedyś w przyszłości!

  8. Kinga napisał(a):

    „należy zwracać uwagę na to, że w każdej chwili na drodze może pojawić się dziecko, kot, kurczak, koza lub krowa” – to mi się chyba najbardziej spodobało. :D swoją drogą, lekkie zazdro, że możesz mieszkać w tak fascynującym miejscu. :)

  9. Detektyw napisał(a):

    Super post ;) Bardzo fajne jest to , że nawet udostępniłaś wszelkie możliwości transportów i super , że też pomyślałaś o najpotrzebniejszych zwrotach , które z pewnością bardzo ułatwią podróż ;) Dziękuję i pozdrawiam

  10. Kamila | spiekua.pl napisał(a):

    Pół roku na Zanzibarze… eh… ależ Ci zazdroszczę :) My się zakochaliśmy w tej wyspie, choć byliśmy tam tylko dwa tygodnie. Jambiani jest świetnym miejscem na pobyt rzeczywiście (dla mniej wymagających ;) ) – my mieliśmto to szczęście, że poza sezonem poza nami w wynajętym domku (trzypokojowym) nie było nikogo poza nami (nie było też ciepłej wody, ale nie był to dla nas problem). To świetne uczucie, zwłaszcza gdy zapada zmrok i jedynymi towarzyszami są gwiazdy na niebie.
    Twoje informacje na pewno przydadzą się tym, którzy wyjeżdzają na Zanzibar po raz pierwszy – niesamowite miejsce i wyjątkowo przyjaźni ludzie. Warto tam się wybrać chociaż raz…

  11. Justyna napisał(a):

    Witam
    Mam pytanko,a mianowicie dotyczace komunikacji na wyspie,a konkretnie interesuje mnie przemieszczanie sie dala dala lub busikami. Planujemy zatrzymac sie w wiosce Kiwengwa. Czy takie dala dala jezdza z Kiwengwa do Stone Town jesli tak to jak czesto? Ile kosztuje przejazd ? Jaka pogoda tam jest w marcu? Za info z gory dziekuje. Pozdrawiam

    • Ewa napisał(a):

      Dala dala jeżdżą do Stone Town, nieregularnie dość. Tak jak pisałam we wpisie powyżej – 1500 szylingów. W marcu raczej ciepło i słonecznie. Pozdrawiam!

  12. Laura napisał(a):

    Hej :)
    Mam pytanie odnośnie szczepień jak to wygląda gdyż wybieram się z chłopakiem do zanzibaru …?? Z góry dziękuję za odpowiedź:)

    • Ewa napisał(a):

      Teoretycznie żadne nie są obowiązkowe (żółta gorączka tylko przy wjeździe z innych krajów afrykańskich, ale z urzędnikami nigdy nic nie wiadomo i czasem mogą chcieć zobaczyć żółtą książeczkę). Ja uważam, że warto się zaszczepić na żółtą gorączkę, żółtaczkę A+B, tężec, błonicę, polio, dur brzuszny – te szczepienia wystarczają potem na kolejne podróże w różne zakątki świata :)

  13. Arti napisał(a):

    Czytam ten tekst siedzac w hotelu na Zanzi :)) potwierdzam wszystko co napisałaś. Polecam wszystkim przyjazd tutaj.

  14. Goga napisał(a):

    Super, jestem właśnie 1raz i pierwszy dzień na Zanzibarze i już wiem, że to są solidne informacje :-)dziękuje

  15. Zbych napisał(a):

    Czy jest potrzebna zdjecie do wizy tanzanijskiej?

  16. Zbych napisał(a):

    Sorrki za blad, oczywiscie „potrzebne” :)

  17. Beth napisał(a):

    A jak wygląda sprawa wywozu alkoholu w bagażu rejsowym. To przecież muzułmański kraj. Warto czy raczej bez sensu?

    • Ewa napisał(a):

      Są konkretne limity wwozu i wywozu (nie pamiętam jakie w tej chwili), wwozić można bez problemu w ramach limitów, wywozić też. Nie zawsze łatwo jest kupić alkohol tzn w wielu sklepach nie mają koncesji na sprzedaż, ale w większości knajpek i hoteli można bez problemu dostać piwo czy wino.

  18. Ada napisał(a):

    Super pomocny artykuł:) Bardzo się cieszę że na Ciebie trafiłam, ponieważ na dniach wybieram się do tego raju lecz z biurem podróży… mam w zasadzie 2 pytania :
    1. Gdzie jest ładniej według Ciebie Uroa, Kiwengwa czy Pingwe (mam na myśli plażę)
    2. Chciałabym popróbować jedzenia w lokalnych miejscówkach więc w którym miejscu będzie ich najwięcej, bo nie mam zamiaru wybierać oferty all incluzive ;)
    Pozdrawiam serdecznie, Ada.

    • Ewa napisał(a):

      Cześć!
      wszystkie z tych trzech miejscowości leżą na wschodnim wybrzeżu, więc wszędzie będzie duża różnica między przypływem a odpływem – czasem prawie zero plaży, a czasem kilkaset metrów do wody. Mi się to podoba, niektórym nie. Plaże są w zasadzie podobne, choć jakbym miała decydować to chyba Kiwengwa lub Pingwe. Nungwi na zachodnim wybrzeżu nie ma takiej różnicy pływów.
      Co do lokalnego jedzenia to na Zanzibarze jest z tym trochę problem. Niewiele jest takich knajpek typowo lokalnych. Prawie wcale. Są mniej lub bardziej turystyczne lokale. I tak myślę, że z tych trzech miejscowości to w Pingwe ich będzie najwięcej. Choć tak zupełnie najwięcej to widziałam w Nungwi ;)
      Zgaduję natomiast, że wybierasz pomiędzy hotelami Kiwengwa Beach Resort, Uroa Bay i Karafuu – to taka uwaga – w Karafuu nie wolno wnosić z zewnątrz własnego picia czy jedzenia więc jeśli nie masz AI tam to będziesz słono płacić za napoje. Hotelu Uroa osobiście nie polecam, słyszałam, że sporo było na niego reklamacji. Hotel Kiwengwa Beach Resort otworzył się całkiem niedawno po długiej renowacji (wrzesień/październik) i może mieć jeszcze małe problemy tzw „wieku dziecięcego”, ale ogólnie jest całkiem przyjemny. Udanych wakacji! :)

  19. Ada napisał(a):

    Dzięki wielkie za odpowiedź:) wybiorę pewnie Kiwengwe:)

  20. Paweł napisał(a):

    Hej, wybieramy się ze znajomymi w styczniu na Zanzibar. Czy mogłabyś podpowiedzieć czy da radę dostać się o 21 z lotniska autobusem do Jambiani? Udało nam się kupić super tani lot i robimy takabackpakerska wyprawę;) będę wdzięczny za każdą radę jak w miarę przystępnie zwiedzić ten kawałek raju! ;)

    • Ewa napisał(a):

      Transportem publicznym o 21:00 z lotniska do Jambiani może być bardzo ciężko. W ogóle z lotniska raczej dostaniecie się tylko do Stone Town, nawet w dzień, i potem dalej ze Stone Town trzeba jechać. Proponuję zostać na pierwszą noc (lub nawet dwie noce i wtedy zwiedzicie Stone Town) zostać w mieście, a potem jechać do Jambiani. Ewentualnie taksówka. Udanej podróży!

  21. Krzysztof napisał(a):

    Cześć, bardzo fajny opis. Wybieramy się w lutym do Jambiani, jednak jedziemy z dwójką małych dzieci. Czy Twoim zdaniem powinniśmy na coś uważać? Prawdopodobnie będziemy chcieli wynająć samochód, aby uniknąć kłopotów transportowych, z maluchami jest to naprawdę problem. Zastanawia mnie tylko, czy wypożyczalnie dysponują fotelikami dziecięcymi? Z lokalnym jedzeniem to na pewno trzeba uważać, zwłaszcza w przypadku dzieci. Pewnie musimy zaopatrzyć się w jakieś leki na wszelki wypadek, ale to chyba pogadam z lekarzem :) Lot będziemy mieli do Der as Salaam, a później awionetką do Zazibar Town, a może lepiej promem? Pozdrawiam serdecznie.

    • Ewa napisał(a):

      Cześć, nie mam doświadczenia w podróżowaniu z dziećmi, ale na pewno trzeba uważać, by piły dużo wody – luty to czas, kiedy temperatury będą wysokie. Dużo kremu i okrycie na głowę też oczywiście. Wynajęcie samochodu opisałam w poście, nie wydaje mi się, by foteliki dla dzieci były łatwo dostępne. Co do przemieszczenia się z Dar es Salaam na Zanzibar to awionetka jest szybsza (lot trwa tylko 18 minut), ale na pewno droższa. Prom będzie chyba też wygodniejszy w porównaniu z małą awionetką no i przy samolocikach trzeba sprawdzić, ile bagażu można wziąć (z tego, co pamiętam 15 kilo). Udanej podróży!

      • Krzysztof napisał(a):

        Dziękuje bardzo za odpowiedź. Nurtuje nas jeszcze jedna sprawa, gdyż różne źródła podają różnie. Czy wybierając się do Tanzanii / Zanzibar jakieś szczepienia są obowiązkowe, nie mam pewności co do żółtej gorączki. A jak subiektywnie w skali 1-10 oceni Pani bezpieczeństwo turystów?

        • Ewa napisał(a):

          Teoretycznie żadne nie są obowiązkowe jeśli leci się bezpośrednio z Europy. Jeśli po drodze ma się przystanek w którymś z krajów afrykańskich to wówczas wymagają żółtej gorączki potwierdzonej certyfikatem. Ale czasem, nawet w przypadku lotów bezpośrednio z Europy zachciewa im się poprosić o żółtą książeczkę na granicy. Bezpieczeństwo oceniam na 8. Standardowe zagrożenia typu kieszonkowcy w miejscach, gdzie jest tłum (ale to nie jest żadna plaga, w ciągu siedmiu miesięcy słyszałam o jednym przypadku) oraz to, że nie polecam chodzenia po plaży po zmroku sprawiają, że nie dam 10 ;)

          • Krzysztof napisał(a):

            Chyba już ostatnie pytania :) Jak się ma sprawa komarów? Znajomi mówili, że na terenie hotelu w którym byli (5*) nie było ich wcale, ale poza nim już sporo. Czy faktycznie jest tak, że w wioskach i w głębi wyspy będzie z nimi problem? Ponoć po zmierzchu jest jeszcze gorzej, również na plaży. Nie jesteśmy typami siedzącymi wyłącznie w hotelu, raczej chcemy coś zobaczyć… Wybieramy się na początku lutego, czy w pokojach bez klimy da się wytrzymać, czy raczej nie? Hotel o którym myślimy jej nie ma. Muszę wziąć pod uwagę ciężarna zonę i dwójkę małych dzieci. Dziękuję za odpowiedzi :D

            • Ewa napisał(a):

              Komarów jest trochę, ale nie jest to z reguły jakaś plaga. Według władz nie ma tam już zagrożenia malarią, więc nie trzeba się aż tak bać. Jak ktoś nie lubi tych bzyczących stworzeń to z reguły repelent wystarcza. Początek lutego to raczej gorący okres, nie wiem czy dałabym radę wytrzymać w pokoju bez klimatyzacji. To zależy, jak jest skonstruowany, jeśli byłby przewiew i bryza od morza, a do tego wiatrak to pewnie jeszcze okej, ale musicie sami pomysleć, jak znosicie upały. A gorąco jest też w nocy ;)

  22. Madzia napisał(a):

    Czy należy się zaszczepić przed wyjazdem na zanzibar i mieć wizę?

    • Ewa napisał(a):

      Wizę kupuje się za 50 dolarów bezpośrednio na lotnisku zaraz po przylocie. Nie ma żadnych obowiązkowych szczepień jeśli leci się bezpośrednio z Europy. Jeśli leci się przez któreś z państw afrykańskich (i spędza się tam więcej, niż dobę z tego, co pamiętam) to wymagana jest żółta książeczka ze szczepieniem na żółtą gorączkę. Jednak pogranicznicy czasem proszą o nią nawet tych, którzy teoretycznie nie muszą mieć. Poza tym mi się wydaje, że ogólnie szczepić się warto. Sama jestem zaszczepiona na żółtaczki A i B (nie tylko na podróż, ale ogólnie moim zdaniem warto), tężec, błonice, polio i dur brzuszny.

  23. Katarzyna Cichoń napisał(a):

    Witaj,
    Właśnie czekam na jakieś super last na Zanzibar. Zastanawiam się tylko ,czy jest sens na tydzień? Zanzibar wymyśliłam sobie już jakiś czas temu , ale mam ograniczenia czasowe ,no i finansowe. Może warto chociaż liznać niz nie być wcale? No i mąz nie ma szczepień ,więc w razie czepiania pograniczników co dalej…
    Pozdrawiam
    Katarzyna

    • Ewa napisał(a):

      Spokojnie jest sens. W tydzień można zwiedzić najważniejsze rzeczy i trochę poleżeć na plaży. W last minute da się teraz upolować Zanzibar za mniej niż 2000 zł. Ze szczepieniami to trzeba panom po prostu zdecydowanie powiedzieć, że leci się z Europy, więc nie mogą wymagać. Oni raczej w ten sposób łapówkę próbują wyciągnąć, niż naprawdę uniemożliwić wjazd :)

      • Katarzyna Cichoń napisał(a):

        Lecę! W sobotę 14 stycznia i to na 12 dni. Z biurem oczywiście ,ale udało się i termin i cenę:) Jestem strasznie podekscytowana.Czytałam ,że można zabrać dla dzieci przybory szkolne. A dla dorosłych jakieś drobnostki ?No i podobno w miejscach publicznych nie powinno się chodzić w krotkich spodenkach ? Czy jeszcze jakieś sugestie z Twojej strony ?
        Pozdrawiam

        • Ewa napisał(a):

          Super :) Jeśli chodzi o prezenty to ja jestem przeciwna rozdawnictwu przez przypadkowe osoby, szczególnie rozdawanie rzeczy dzieciom, bo to je uczy żebrania. Jeśli chcesz zabrać jakieś przybory to nie dawaj ich dzieciom, tylko nauczycielom. Ogólnie o problemie rozdawania pisałam trochę więcej: http://www.dalekoniedaleko.pl/dlugopis-cukierek-one-dollar-gdy-ktos-wyciaga-dlon-w-gescie-prosby/
          A co do miejsc publicznych (poza hotelem i plażą) to wypada zakryć ramiona i kolana – to kraj muzułmański i chociaż nikt nic nam nie zrobi, to moim zdaniem po prostu kwestia szacunku dla lokalnej kultury. Udanego wyjazdu!

  24. Sławek D napisał(a):

    Witam
    Świetna robota. Na pewno skorzystam z wielu Twoich informacji podczas kilkudniowej wizyty na Zanzibarze. Mam jeszcze dodatkowe pytanie. Potrzebuję namiary na wypożyczalnię samochodów w Dar. Chcę wziąść auto 4×4 aby pojechać na 2 dni do Mikumi i zrobić sobie własne safarii lub skorzystać z miejscowych ofert.

    • Ewa napisał(a):

      Niestety nie pomogę. Nie byłam w Dar :(

    • Mirek napisał(a):

      Chiałem zrobić to samo ale uwazaj… wiekszosc wypozyczalni ma limit 120 km na dzien a do tego kaucja za wypozyczenie 3000 $. Je lece 25.02 i do Mikumi na safari jade z biura. Np. hotel Tan Swiss Logdy chciał za transport z Dar i z powrotem 600$…

  25. Magda napisał(a):

    Witaj, jedziemy za tydzień na Zanzibar, wielka to nasza radość i ogromna ciekawość :) szukamy dobrych repelentów- czy Mugga 20% wystarczy czy może lepiej kupić cos na miejscu ? obiła mi się o uszy nazwa jakiegoś preparatu na S, ale nie pamiętam co bylo daje :)

  26. Dawid napisał(a):

    Witaj, wraz z dziewczyną stoimy przed podjęciem ostatecznej decyzji aby w tym roku udać się na Zanzibar :) Interesuje nas zwiedzanie na własną rękę… w wielu regionach świata staramy się to robić za pomocą skutera. Czy na Zanzibarze istnieje możliwość wypożyczenia skutera? I czy może orientujesz się ile kosztuje wypożyczenia? Z góry wielkie dzięki za odpowiedź :) :) :) Pozdrawiam

  27. Piotr napisał(a):

    Ewo, dziękuje za ciekawe wskazówki. Mam pytania:
    Na Zanzibar przylatuje za kilka dni i mieszkał bede w Pongwe. Czy stamtąd rowniez można złapać dala dala zeby pojeździć po wyspie? Wskazałaś tylko przejazdy ze Stone town. Jesli tak, to czy wiesz może skąd odjeżdżają w Pongwe? Wiem, to mała mieścina ;) chciałbym pozwiedzać atrakcje o których mówisz nie płacąc krocie za wycieczki. Dziękuje!

    • Ewa napisał(a):

      Dala dala jeżdżą po całej wyspie, choć może być tak, że z Pongwe musisz dojechać przykładowo do Stone Town i stamtąd dalej. Albo przynajmniej do Kinyasini (jeśli na północ) lub chyba Uroa/Chwaka (jeśli na południe chcesz jechać). Dala dala zatrzymują się przy głównej ulicy zawsze, Pongwe to tak mała wioseczka, że na pewno znajdziesz ;)

  28. Aga napisał(a):

    Witam, za kilka dni lecimy na Zanzibar. Wyjazd samodzielny z dwójką dzieci (6 i 4 lata). Mam wielką prośbę o wskazówki, takie pod kątem małych dzieci.

    Mamy zarezerwowany hotel w Uroa (Moonshine) na 2 tyg., chcemy zrobić kilka krótkich 1dniowych wypadów. Co polecasz? Co najciekawsze dla dzieci?

    Jaki ruch na drogach? Czy jeżdżą jak wariaci? Nastawiać się na wypożyczanie auta, czy lepiej taxi z kierowcą? Mogę zabrać podstawki dla dzieci, które później zostawię (już tak robiłam).

    Bardzo obawiam się cen jedzenia, mamy tylko śniadania, a dzieciaki jedzą 4-5x dziennie. Czy kupię w Uroa chleb, mleko, masło, jajka, makaron, coś typu ser żółty? Jakie ceny? Bo obawiam się, ze jadając tylko po restauracjach, zbankrutujemy.

    Czy aż tak kiepsko z higieną w miejscowych jadłodajniach? Wszyscy jesteśmy szczepieni na żółtaczkę pokarmową, dużo podróżujemy i zazwyczaj jemy w lokalnych knajpach… obficie zalewając posiłki coca colą.

    Jaka tam kuchnia? Ostra? Czy serwują takie podstawy jak makaron, ryż (czysty lub z warzywami) i jakieś zupy?

    Co z dostawami prądu? Częste wyłączenia?

    Z góry bardzo dziękuję, bo podróż z dziećmi jest zawsze większym wyzwaniem organizacyjnym.

    • Ewa napisał(a):

      Wszystkie ciekawe atrakcje wpisałam wyżej, niestety na Zanzibarze nie ma atrakcji specjalnie dla dzieci, a w dodatku w niektórych nie moga brac udziału (na przykład odpowiedzialni organizatorzy nie biorą dzieci do lat około 6 na wycieczki łódką bo nie są w stanie zapewnić im bezpieczeństwa i nie mają najczęściej ubezpieczenia na takie wypadki). O jeżdżeniu po Zanzibarze też pisałam wyżej, podobnie jak o cenach. W Uroa pewnie znajdzie się jakiś mały sklepik, ale dużego wyboru się nie spodziewaj. Z higieną jest przeciętnie, ani ja ani nikt z moich znajomych się nie pochorował, ale polski Sanepid pewnie miałby się do czego przyczepić. Zresztą takich zupełnie lokalnych knajpek jest mało bo ludzie po prostu gotują sobie sami. Kuchnia bywa ostra, ryż i makaron można dostać bez problemu, zupy raczej też. Prąd wyłączają często, dlatego dobrze, jeśli hotel ma generator (najczęściej mają). Pozdrawiam i udanej podróży!

  29. Aga napisał(a):

    Dziękuję za odpowiedź:) Czyli z głodu nie padniemy:)

    A czy słyszałaś coś o opłacie turystycznej (klimatycznej) 8$/dzień od osoby. Widziałam już 2 opinie zaskoczonych gości hotelowych na booking, którym taką opłatę doliczyli do rachunku i zastanawiam się czy to jakaś próba wyłudzenia kasy od turystów? Zaś na stronie msz piszą, że do wizy potrzebne zdjęcie paszportowe… ups! Nikt inny o tym nie pisze i coś mi się wierzyć nie chce.

    • Ewa napisał(a):

      Pewnie chodzi o podatek infrastrukturalny, który każdy turysta musi zapłacić bezpośrednio w hotelu na recepcji. Wynosi on 1 USD za każdą osobę za każdą noc. Zdjęcie robią bezpośrednio na lotnisku przy wystawianiu wizy.

  30. Aga napisał(a):

    Dziękuję:-*
    Jutro ruszamy, juupi!

  31. Mirek napisał(a):

    Jest jakiś błąd w linku do: Park Narodowy Jozani… Przy okazji super dzięki za wszystkie informacje. Będę na Zanzibarze za 3 tyg. (od 28.02) i dzięki tym informacjom będzie mi chyba łatwiej (sam organizuję sobie wyjazd). Tylko trochę przeraziłem się tą policją. Będę miał wynajęty samochód i chciałem zjeździć całą wyspę ale przy takich kontrolach to aż strach się bać…

    • Ewa napisał(a):

      Dzięki za info, rzeczywiście było coś nie tak z linkiem, poprawiłam już :) Policji nie wolno się bać, tylko trzeba naprawdę przestrzegać przepisów, no a jak już nie będą chcieli odpuścić to (oczywiście nie namawiam do złego ;) ewentualnie możesz mieć gdzieś przygotowane 5-10 dolarów „napiwku”. Wiem, że trochę osób tak robi, choć ja starałam się nie dawać, bo we mnie to wywołuje wewnętrzny sprzeciw :D

    • Małgosia napisał(a):

      My z kolei wylądujemy 25.02 również sami organizujemy sobie wyjazd. Chcemy wynająć samochód i również zjeżdzić całą wyspę z kolei przeraza ruch lewostronny ..

      • Ewa napisał(a):

        Też się go bałam za pierwszym razem, ale okazało się, że jak kierownica jest po drugiej stronie to jakoś automatycznie się przestawiłam. Pomogło to, że samochody są z automatyczną skrzynia biegów. Jedyne, co mi się czasem zdarzało, to włączanie wycieraczek zamiast kierunkowskazu :)

  32. Baha napisał(a):

    Wybieram sie na tydzien od 3go marca zeby posmakowac ten raj😉.Jaka jest w tym czasie pogoda

  33. Olga napisał(a):

    Witam serdecznie, a jak wygląda sprawa paszportu? Znalazłam dwie sprzeczne informacje, że musi być ważny minimum 3 miesiące od pobytu albo 6.
    I jeszcze jedno pytanie: w czerwcu można lecieć śmiało czy zdarza się jeszcze pora deszczowa w tym czasie?

    • Ewa napisał(a):

      Musi być ważny minimum sześć miesięcy. W czerwcu pora deszczowa teoretycznie się kończy. Teoretycznie, bo w zeszłym roku ciągle popadywało, choć niewiele, czasem godzinę, czasem pół godziny dziennie ;)

  34. Olga napisał(a):

    Cześć,
    bardzo fajny i przydatny artykuł :). Za tydzień jedziemy właśnie do Tanzanii a później na Zanzibar. Mam pytanie, mimo że wyżej piszesz trochę o plażach, to które plaże i miejscówki polecasz? Nie do końca chyba chcemy jechać na samą północ gdzie są hotele (tak słyszałam). Wolimy bardziej w domkach mieszkać ale w dobrym standardzie. Mam problem z wybraniem miejscowości gdzie byłoby najlepiej – chcemy pewnie w jakiś dwóch być, żeby nie w jednej cały czas.
    Jakbyś mogła nam coś podpowiedzieć to byłoby super.

    • Ewa napisał(a):

      Na pewno mogę polecić i Matemwe i Nungwi, choć Nungwi jest akurat na samej północy. Albo Jambiani – też jest ładnie :)

  35. Magda napisał(a):

    Dzięki właśnie przyjechałam i planuje , co tu zrobić! Artykol bardzo pomocny !

  36. Ania napisał(a):

    Witam serdecznie,
    chcemy sie wybrać do Zanzibaru za tydzień z półtorarocznym dzieckiem. Jedziemy z biura , lecz chcielibyśmy zwiedzać wyspę na własną rękę. Chciałabym zapytać do kogo udać się aby na przykład zamówić taksówkę? Wiem, że przy zamawianiu w hotelu wychodzi znacznie drożej. Czy jest jakis ogólnodostepny numer na który można zadzwonić samodzielnie?
    Czy w miejscowości Uroa są przystanki busików aby samemu się dostać do innej miejscowości czy raczej należy poczekać na takiego busika przy drodze? Czy podróżowanie samemu jest bezpieczne? (zwłaszcza z takim małym dzieckiem)?
    W jaki sposób moglibyśmy dostać się na plantację przypraw? Czy są na miejscu biura, które organizują takie wycieczki?
    Generalnie zależy nam aby poznać wyspę od strony mniej turystycznej , poczuc prawdziwy klimat wyspy , a nie przeleżeć tydzień na plaży :)
    Aha, chciałabym zapytac jeszcze o pogodę w tym okresie. Czy dużo pada, czy są to tylko przelotne opady?
    Z góry dziękuję za odpowiedzi
    POzdrawiam!

    • Ewa napisał(a):

      Dzień dobry!
      Nie ma ogólnodostępnego numeru do zamawiania taksówek. Można zamówić z hotelu i negocjować cenę z taksówkarzem, ewentualnie jeśli chce się zrobić więcej kursów to zawsze z tym samym, wtedy powinien dać zniżkę. Niestety nie ma też możliwości łapania taksówek na drodze. W Uroa nie ma przystanków, trzeba stać przy drodze i machać na przejeżdżające dala-dala. W ciagu dnia nie obawiałabym się o bezpieczeństwo, w nocy odradzam jazdę transportem publicznym. Na plantację przypraw można jechać taksówką albo zarezerwować wycieczkę u rezydenta, nie kojarzę miejscowych biur w Uroa. Korzystanie z usług beachboysów jest ryzykowne, poza tym oni organizują wycieczki najczęściej nielegalnie. W tej chwili na Zanzibarze raczej nie powinno padać.
      Udanej podróży!

  37. Ania napisał(a):

    Jeszcze jedno pytanko. Bardzo chcielibyśmy zobaczyć Jambiani. Czy z Uroa do Jambiani kursują jakieś busiki? Jeśli tak, to jaka by była orientacyjna cena?
    POzdrawiam

    • Ewa napisał(a):

      Nie wiem, czy są jakies bezpośrednie. Być może trzeba jechac z Uroa do Stone Town i stamtąd do Jambiani. Ale na busikach z reguły pisze, dokąd jadą, więc proszę popatrzeć, bo być może coś jeździ (choć nie jestem pewna)…

  38. Aga napisał(a):

    Witam!
    Właśnie wróciliśmy z Uroa na Zanzibarze. Jeszcze raz dziękuję za przydatne informacje.
    Ponieważ byliśmy z dwójką małych dzieci (samodzielnie), a dużo osób tutaj pyta o wyjazdy z dziećmi, pozwolę sobie kilka uwag zamieścić.
    Lotnisko (de facto szopa, ale obok budują nowy terminal) to ciężkie warunki z dzieciakami, zero taryfy ulgowej, polecam magiczne 5$ i wszystko stanie się łatwiejsze. Przy powrocie nie wyrzucać wody, bo na hasło, że to dla dzieci przeniosłam w sumie 5 L przez kontrolę bezpieczeństwa (dzieci 6 i 4 lata).
    W Uroa mam namiar na fajnego kierowcę, jeśli ktoś potrzebuje mogę podać nr tel. Jest to kierowca z naszego hotelu, z którym umówiliśmy się na boku. Kierowca z łapanki był tragiczny.
    Komarów brak, jedynie w Jozani kilka ugryzło moją córę. Wystarczy dobry repelent na wycieczkę. Osobiście odradzam faszerowanie dziecka Malarone, bo biegunki i te sprawy.
    Na wybrzeżu duży wiatr – dla dziecka na wieczór lekki długi rękaw. Sprawdzi się też ręcznik z kapturkiem po wyjściu z basenu.
    Na pływanie polecam koszulki UV+ jakieś czapki z daszkiem (miałam w rodzinie przypadek udaru dziecka podczas pływania), dla dziecka filtr UV 50, dla dorosłego starczy 30.
    Co do sklepów – to takie raczej otwarte boksy z minimalnym asortymentem, ale jak zechcesz zamówić coś extra (np. chleb), to przywozili nam ze stone town.

    Wycieczki fajne dla dzieciaka to Jozani i ganianie za małpami, blisko jest farma żółwi olbrzymich (popytać przewodnika w parku), są też duże żółwie wodne, które dzieci mogą karmić i węże. Chłopiec był zachwycony.
    Spice tour – wąchanie różnych przypraw, degustacja owoców, wyplatanie ozdób z traw – tu znowu dziewczynka wpadła w zachwyt.
    Byliśmy też kilka razy w Stone town, ale to atrakcja bardziej dla nas, niż dla dzieci.

    No i niestety obowiązkowe klapki i buty do wody, również dla dorosłych. Tylko częściowo z powodu jeżowców. I tu moja wielka konsternacja, bo nikt nigdzie nie pisze, że plaże są do bani. Że ocean jest do popatrzenia, a nie korzystania. Że w morzu jest dużo meduz, na plaży mnóstwo śmiecia (tak, tak) od zagrzebanych w piachu szmat, rozbitego szkła i porcelany, plastikowych butelek, po cuda w stylu tradycyjnej żyletki. Że pływy są ogromne i niosą ze sobą glony, trawy morskie, meduzy i pływanie w czymś takim raczej do przyjemności nie należy. Piach jest zawsze mokry, nagabują tubylcy i po prostu nie da się plażować poza hotelem i nikt tego nie robi.
    Nie mam zielonego pojęcia skąd się wziął mit rajskich plaży, bo one rajskie nie są. Dlaczego nikt nie pisze o tym na forach? No i dlaczego nikt tego nie posprząta???

    • Ewa napisał(a):

      Dziękuję za super komentarz z przydatnymi informacjami, szczególnie dla rodziców z dziećmi!

      Kilka uwag ode mnie: ciekawostka – nowy terminal na lotnisku jest już praktycznie wybudowany, zresztą chyba od dwóch lat już stoi, ale z powodu przepychanek, ktoś się z kimś nie dogadał o pieniądze, plus niedoróbki, okazało się, że jeśli chcieliby z niego zacząć korzystać, to już musiałby przejść gruntowny remont. To chyba przypadek podobny do nowego lotniska w Berlinie :)

      Co do plaż, to nie wszędzie są do bani. Tak naprawdę to zaskoczyło mnie, że w Uroa jest aż tak źle. W Kiwengwa, gdzie mieszkałam, czy w Nungwi, gdzie byłam często i Jambiani, gdzie spędziłam dwie noce, plaże nie były aż tak brudne. Tam, gdzie jest więcej hoteli (pas plaży między Kiwengwa a Matemwe) jest o wiele czyściej, niż tam, gdzie jest jeden czy dwa hotele w wiosce. Dlaczego? Cóż, taka mentalność miejscowych – oni myślą, że jak płaca podatki to rząd powinien posprzątać. Niestety nie widzą nic złego w wyrzucaniu śmieci ot tak, na ulicę, na plażę, za okno :( W Matemwe raz w roku organizuje się sprzątanie plaży, ale to wszystko.

      Co do pływów masz rację, byłam przekonana i dałabym sobie rękę uciąć, że napisałam o tym w poście – całe wschodnie wybrzeże ma dużą róznicę między przypływem a odpływem, na zachodnim te różnice są mniej widoczne. Zaraz poprawię. Glony, trawy morskie to zjawisko niestety okresowe. Były tygodnie, że plaże były zupełnie od nich wolne i czyściutkie, a były i takie, że ciemne wodorosty pokrywały cały piasek. Meduzy to również rzecz okresowa, na szczęście są to małe meduzy, niegroźne dla zdrowia, czasem nawet się ich nie zauważa, tylko po wyjsciu z wody widać na ciele czerwone kropki, które szczególnie nie doskwierają. Ale samo spotkanie z nimi oczywiście nie należy do komfortowych.

      No i beachboysi – to jest niestety trochę wina nas, turystów. Bo wiele osób daje im się naciągać, ba! Wiele osób daje im prezenty, pieniądze, bo „przecież są biedni” (co nie zawsze jest prawdą), więc ich to nauczyło, że łatwiej stać na plaży i nagabywać, niż iść do normalnej pracy (a tej w hotelach chociażby nie brakuje, przecież powstają nowe hotele, a w istniejących muszą zatrudniać personel na przykład z Kenii czy z Tanganiki, bo na Zanzibarze nie ma chętnych – bo tylko po co pracować sześć dni w tygodniu, kiedy można łazić po plaży i nagabywać?). Niestety wielu turystów daje się na to nabrać :(

  39. Aga napisał(a):

    Pani Ewo, o pływach wiedziałam i w Pani artykułach na pewno jest o nich uwaga, ale nie do końca zdawałam sobie sprawę z czym to się wiąże. Dzieci lubią piasek i morze. Gdybyśmy mogli realnie korzystać z plaży, to w zasadzie dzieci nie ma, a dla mnie 100% relaksu.

    W Uroa nie jest tragicznie, ale ja jestem bacznym obserwatorem i oceniam miejsce bardziej krytycznie, pod kątem bezpieczeństwa moich dzieci. Po to też biorę dzieci na urlop, żeby posiedziały w piasku. A co do piasku i oceanu mam wielki niedosyt.
    I szczerze mówiąc, nie potrafię zrozumieć, jak można tak nie szanować plaży, która daje chleb.
    W Jambiani byliśmy i nie widzę jakiejś kolosalnej różnicy w urodzie plaży, czystości tak nie badałam, bo byliśmy przelotem.

    Ale odpływy tez mają swój urok, odsłaniają połacie jakby podmorskiej łąki, mieliśmy w pobliżu piaszczystą wyspę, która wyłaniała się podczas dużego odpływu i bardzo przyjemne były spacery w to miejsce. Dużo rozgwiazd na płyciźnie, pięknie. Odsłonięte uprawy alg. Nawet sobie spróbowałam algi, bo pisała Pani, że jadalne:)))

    Na beachboysów na plaży nie reagowałam, to się szybko nudzili. Za to mój mąż codziennie chodził do wioski po zakupy spożywcze i miał już bardzo serdeczne relacje z tubylcami, nie musiał się targować, ceny spadły, pozdrawiali go, pytali co słychać.
    Miejscowi wciąż śpiewali nam piosenkę Jambo Jambo Bwana, moja córka się jej nauczyła i już dziś po powrocie do przedszkola dała popis wokalny przed całą grupą :))))

    Co do przywożenia cukierków czy innych upominków dla dzieci, ja sie z tego momentalnie wyleczyłam. Moja pierwsza wizyta w wiosce, dałam cukierka jednemu dziecku i nie wiadomo skąd pojawiło się dwadzieścioro dzieci. Cukierków momentalnie zabrakło, ale miałam balony, chciałam im pokazać, jak nadmuchać… i jeden dzieciak wyrwał mi opakowanie z balonami, dzieci zaczęły się o ten łup regularnie bić, a za chwilę przyleciała matka z taką miną, że nie wiedziałam czy chce zlać dzieci czy mnie:-/
    Rozdawnictwo wywołuje agresywne zachowanie, niemiłe, niefajne reakcje. Lepiej poprzestać na uśmiechaniu się, tylko wyjątkowo obdarować jakieś pojedyncze dziecko np. w drodze podziękowania za zdjęcie.
    Dzieci jest bardzo dużo, ponoć nawet po 15 w rodzinie. Nie mają zabawek, nie mają butów. Ale jak się nie ingeruje w ich relacje, to są wesołe, kreatywne, cieszą się z drobiazgów.
    To niesamowite zobaczyć dzieciaka jak toczy patykiem koło od roweru, albo jakie łódki tworzą z byle czego, trochę styropianu, stary klapek, sznurek i rozdarta folia lub worek jutowy i jest prawdziwy żaglowiec.
    Miejscowe dzieciaki nie bawiły się z moimi. Traktowały nas bardziej jako ciekawostkę, chodziły za nami, zagadywały, czasami któreś dotknęło córkę w rękę lub pogłaskało włosy (bo blondynka).
    Zdarzało się, że ktoś chciał sobie zrobić z nami zdjęcie:))) A czemu nie? Normalnie można sie poczuć jak gwiazda filmowa:)))

    Nachodzi mnie taka refleksja, że przy tej całej kasie jaka idzie z turystyki, wysokich cenach jak na oferowany standard i walory miejsca – nie idzie z tym w parze dobrobyt miejscowej ludności. Strasznie szkoda.

    Pamiętajcie drodzy turyści o napiwkach. Nie rozdawnictwie, ale drobnym napiwku dla tego kto sobie uczciwie na to zasłużył – przewodnik na wycieczce, kierowca (bo kasa zazwyczaj idzie dla właściciela hotelu), sprzątaczki w hotelu, kelnerce.

    • Ewa napisał(a):

      Oczywiście inaczej obserwuje otoczenie rodzic i baczniej zwraca się wtedy uwagę na bezpieczeństwo (a nawet trochę śmieci może dla dzieci stanowić większe zagrożenie, niż dla dorosłych, bo dorosły po prostu ominie stłuczoną butelkę, a dziecko może chcieć się nią pobawić) dlatego bardzo dziękuję za te uwagi, bo sa one na pewno ważne dla innych osób, które będą chciały się wybrać na urlop z dziećmi. Ja z pewnością na niektóre rzeczy po prostu nie zwracam uwagi, więc dobrze mieć dodatkową opinię!

      Jak smakowały algi? Dla mnie mają trochę dziwną konsystencję :)

      Ignorowanie beachboysów to najlepszy sposób na nich. Jak tylko ktoś próbuje się wdać w dyskusję, to koniec. Nie dadzą już spokoju…

      Co do rozdawnictwa – zgadzam się absolutnie! Z dziećmi to prawda, wiele rodzin jest wielodzietnych, i to takich naprawdę dużych. Choć teraz powoli zaczyna się to zmieniać. Zanzibarskie dzieci doskonale umieją sobie zorganizować czas. Co do chodzenia boso, to dzieciaki biegają tak odkąd tylko są w stanie w ogóle biegać, a jako dorośli przyzwyczajeni są do chodzenia na bosaka. Droga wysypana kamieniami, beton, piach, żwir, las – nic im niestraszne. Ja nie dałabym rady.

      Jeśli chodzi o dobrobyt to jest to niestety specyfika turystyki w takich miejscach. Gdzie idą te pieniądze, które płacimy za hotele? Przede wszystkim do właścicieli i do miejscowych władz (wysokie podatki, opłaty administracyjne za wszystko, co się da, niestety też łapówki), poza tym trzeba wziąć pod uwagę to, że samo wyposażenie takiego hotelu i zaopatrzenie kosztuje drożej, niż takiego samego hotelu w Europie (sprzęty, materiały – to wszystko trzeba importować, takie rzeczy nawet jak armatura czy kafelki, za tym idą wysokie cła i znowu łapówki, potem w działalności hotelu – wszystkie kosmetyki, środki czystości, to też jest importowane, a także duża część żywności, bo żaden turysta nie przetrwałby na tym tylko, co jest na Zanzibarze hodowane i uprawiane :) stąd biorą się stosunkowo wysokie ceny. Miejscowa ludność ma trochę z tego – bo turyści odwiedzają ich plantacje, rybacy sprzedają do hoteli złowione ryby, powstają inicjatywy takie jak Seaweed Center w Paje. Znam mniejsze hoteliki, które działając w jakiejś wiosce zobowiązują się zatrudniać mieszkańców tej wioski, ale tu pojawia się znowu problem mentalności Zanzibarczykow, bo oni nie są niestety przyzwyczajeni do ciężkiej, ciagłej pracy – że na przykład trzeba do hotelu przychodzić codziennie i obsługiwać gości. Zresztą jeżdżąc po Zanzibarze można zobaczyć po prostu przy drogach, na ulicach, mnóstwo ludzi, którzy nic nie robią. Bo oni wychodzą z takiego założenia, że jak mają coś teraz, co im wystarcza, to po co starać się więcej i oszczędzać, zbierać na zapas? Dlatego często nie potrafią utrzymać pracy, bo na przykład popracują trochę, zarobią trochę pieniędzy i więcej im nie potrzeba, więc odpuszczają. Zdarzają się kradzieże, znam przypadek, że gość wolał zaryzykować i ukraść 50 dolarów, za co oczywiście wyleciał z pracy, niż popracować i te 50 dolarów zebrałby wkrótce z samych napiwków, a pracę miałby na dłużej i stały dochód. Ale nie planował, nie myślał o przyszłości, żył tu i teraz. Odniosłam tez wrażenie, że zanzibarskie społeczeństwo jest sobie bliższe, w tym sensie, że jak ktoś z rodziny czy sąsiadów ma problem, to bliscy mu pomogą. Nie masz pracy i nie masz co jeść? Jakiś kuzyn cię przygarnie, podzieli się. Nie masz gdzie mieszkać? To zamieszkasz z siostrą, jej mężem i piątką dzieci, miejsce się znajdzie. Z jednej strony to dobrze, bo ludzie sobie pomagają i wspierają się nawzajem, z drugiej strony ułatwia to podejście, że „jakoś to będzie”. To zupełnie inna mentalność, niż w Europie, gdzie musimy sobie ze wszystkim radzić. Ale czy gorsza? Nie sądzę, mimo ubóstwa nie widziałam tam ludzi, którzy by jakoś bardzo narzekali na swój los. Częściej słyszałam zdania typu „mam dach nad głową, mam co jeść – czego mi więcej potrzeba?”… Uff, ale się rozpisałam :)

      I na koniec napiwki – jak najbardziej, jeśli ktoś dobrze wykonuje swoją pracę to drobne pieniądze jak najbardziej mu się przydadzą!

  40. Aga napisał(a):

    algi mogą być, takie mięsiste, przeszkadzał mi tylko posmak słonej wody. No i jednak próbowałam tak na jeden ząb, bałam się więcej, żeby sobie jakiejś biegunki nie zafundować.
    Ale dobrze się przyjrzałam, co oni tam zbierają, bo glony na brzegu były różne.

    A tak z innej beczki, jakie kraje by mi Pani poleciła, jako szczególnie ciekawe i bezpieczne (z puli Afryka, Ameryka, Azja) i ewentualnie zaznaczenie co się nadaje dla dzieci, a co solo.
    Za 2 tyg. lecimy do Iranu, ale widzę, że Pani zaliczyła Izrael, to dla nas już będzie zamknięty temat.
    Ja ze swojej strony mogę polecić Uzbekistan (ale tylko wiosną lub jesienią), trochę upierdliwości z wizą, ale naprawdę wow dla kogoś kto lubi podróżować. Coś innego.

    • Ewa napisał(a):

      Hmmm z Ameryki to niewiele umiem powiedzieć, bo byłam tylko na Kubie i Dominikanie. Oba mi się podobały, ale Kuba zdecydowanie bardziej. Jest fascynująca! Ja tam byłam na objeździe, który raczej dla dzieci moim zdaniem się nie nadawał, ale jeśli stacjonarnie to chyba nie powinno być problemu.

      Afryka – tutaj z całego serca polecam Kenię, jej południowe wybrzeże. Jeśli chodzi o atrakcje dla dzieci to nie ma takich szczególnych typu aquaparki, ale na pewno spodoba im się w Haller Parku, gdzie mogą z bliska obejrzeć i karmić żyrafy na przykład.

      Azja – Tajlandia jest piękna i myślę, że bez problemu można tam spędzić wakacje z dziećmi. Kambodżę i Birmę raczej polecam solo :) O wszystkich tych krajach poczyta Pani na blogu, zapraszam.

      Ja Izraela nie zaliczyłam. Nie wpuścili mnie ;) Ale proszę się nie martwić, znam osoby, które były w Iranie (nawet kilkukrotnie), a do Izraela wjechały.

      Zaintrygowała mnie Pani Uzbekistanem, dziękuję! Kraj musi być naprawdę fascynujący. Może mi się uda jakoś wpleść w wyjazdy. Jesienią? Może w październiku, czy to dobry termin?

      • Aga napisał(a):

        Październik/listopad myślę, że byłby ok. Tam zimy są ciepłe (ok. 0C), a lata niemożebnie gorące (45-50C!) Większość kraju jest pokryta pustynią, wyniszczona sowiecką uprawą bawełny. Ale są powalające budowle w stylu baśni 1001 nocy, pokryte misterną mozaiką. Ludzie wspaniali, bardzo lubią Polaków (bo co drugi miał dziadka który za sowietów stacjonował w Polsce) z „eskimoską” urodą, specyficznym ubiorem i złotymi zębami, często u młodych (jako lokata kapitału) Kraj jest (był?) policyjny, ale nie czepiają się turystów (których jest bardzo niewielu), było bezpiecznie, bajecznie tanio, każde auto (obowiązkowo biały chevrolet lub daewoo), jeśli zamachać, stawało sie taksówką Proszę dokładnie poszperać czy coś się tam pozmieniało, bo w 2016 zmarł ich wieloletni prezydent Karimow (de facto dyktator). Mogli sie jeszcze bardziej zamknąć lub dla odmiany otworzyć.
        My byliśmy jakoś 4 lata temu, wizy były tylko na zaproszenie (ale od czego są biura pośrednictwa wizowego) Acha i bez znajomości cyrylicy ani rusz, trzeba się podszkolić.

        Dziękuję za propozycje. Tajlandię, Dominikanę i Kubę mamy na liście do zrealizowania.

        • Ewa napisał(a):

          Dziękuję, naprawdę dobra inspiracja z tym Uzbekistanem! Cyrylicę umiem rozszyfrować na szczęście.

          Udanych podróży życzę i wszystkiego dobrego na szlaku!

  41. Marlena napisał(a):

    Którą polecałaby Pani plaze nungwi- hotel doubletree by hilton czy kolo kiwenga pani machangi- hotel neptune pani beach? Dodam dla starszych łudź ok 65 lat.

    • Ewa napisał(a):

      doubletree w Nungwi i Neptune w Pwani Mchangani to dwa zupełnie różne hotele. Oba są dobre jakościowo, więc musi się Pani kierować innymi kryteriami. Trochę postaram się je opisać, by było łatwiej wybrać:

      Doubletree leży w Nungwi, na samym koniuszku wyspy. Transfer z lotniska Stone Town to jakieś półtorej godziny (może być nieco dłużej jeśli jakieś inne hotele są po drodze, a raczej są, bo w Nungwi ten jest na zupełnym końcu). Hotel leży w takim miejscu plaży, że jak pójdziemy po plaży w prawo (na wschód) to będziemy mieć plażę z dużymi różnicami między pływami, gdzie w czasie odpływu trudno popływać w oceanie, a jak pójdziemy w prawo (na zachód) to te różnice będą mniejsze. W dodatku położony jest on w samej wiosce, więc można z hotelu wyjść na spacer i pochodzić po okolicy (oczywiście doradzam skromny ubiór). Niedaleko, może pięć minut spacerkiem będzie mała apteka i stragany z pamiątkami, a także małe knajpki przy plaży. Sam hotel jest w porządku, stosunkowo nieduży, z ładnym basenem. Składa się z jednego budynku, w którym są pokoje standardowe oraz z drugiego, mniejszego bungalowu przy plaży (albo dwóch, przyznaję, że już nie pamiętam), gdzie mieszczą się te nieco droższe pokoje.

      Hotel Neptune jest większy, ale dzięki temu, że składa się z samych domków (4 lub 6 pokoi na domek) umiejscowionych w przepięknym ogrodzie, nie zauważa się tej wielkości. Są tu już dwa baseny, większe niż w Hiltonie. Oprócz głównej restauracji działają trzy dodatkowe a’la carte, w których jedzenie wliczone jest w pakiet All Inclusive (włoska, tajska i indyjska kuchnia – pyszne jedzenie!). Neptune leży na wschodnim wybrzeżu, więc będzie tutaj bardzo zauważalna różnica między pływami – w czasie przypływu wąziutka plaża, w czasie odpływu – nawet o szerokości kilkuset metrów. Trzeba wziąć pod uwagę, że najtańsze pokoje często ulokowane są na takim jakby mini wzgórzu, z dala od plaży – dzięki temu mają widok na morze (albo częściowy), ale za to trzeba za każdym razem wchodzić do nich po schodach. No i w przeciwieństwie do Doubletree, Neptune nie leży w środku miejscowości. Do najbliższej wioski, małej Pwani Mchangani, trzeba iść z dziesięć minut plażą, a do nieco większej Matwemwe to już tak ze dwadzieścia minut-pół godziny.

      Mam nadzieję, że pomogłam. Sama nie wiem, który bym doradziła. Ja chętniej zamieszkałabym w Neptunie, bo mam do niego sentyment, ale Doubletree też jest fajnym hotelem :) Jakby miała Pani jeszcze pytania to proszę pisać!

  42. Agata napisał(a):

    Lecimy na Zanzibar do Nungwi do hotelu royal zanzibar we wrześniu 2017 na podróż poślubną na 2 tyg :) waham się trochę nad szczepieniami – lot mamy z przesiadką w Dubaju , na coś się będziemy szczepić może tą zółtą gorączkę może na dur brzuszny.. ale szczerze to nie wiem :)

    – slyszałam że nie warto brać malarone ? ciężko działa na wątrobę a nie ma potrzeby by tym się faszerować potwierdzasz?

    gorąco pozdrawiam

    Agata :D

    • Ewa napisał(a):

      Ja ogólnie szczepienia zawsze polecam. Skoro można się zabezpieczyć bez większych problemow, to czemu nie? Tym bardziej, że wystarczają one na kilka lat.

      Co do malarone to moim zdaniem nie ma konieczności faszerowania się tym na Zanzibarze. Oficjalne stanowisko władz jest takie, że wyspa jest wolna od malarii, a nawet jeśli nie jest, to myślę, że ryzyko jest minimalne. Ale oczywiście decyzja należy do Ciebie, bo ja nie jestem lekarzem ;)

      Udanej podróży!

  43. Agata napisał(a):

    no właśnie też jestem tego zdania że profilaktyka jest ważna;)

    no nic pewnie narodzi się więcej pytań bliżej wylotu :) dzięki

  44. Artur napisał(a):

    Wreszcie praktyczne, konkretne i ciekawe relacje z podróży.bardzo mi się przydadzą,ponieważ planuję następną podróż właśnie na Zanzibar popływać na kitesurfing.pozdrawiam!

  45. Małgorzata napisał(a):

    Witam.Mam pytanie odnosnie łodek.Czy są na nich kapoki?

  46. Zanziszczur napisał(a):

    Witam,jakby ktoś poszukiwał tanoego transferu ztechnologii lotniska to mpge polecić prywatna taksówkę ktora za 6-10$ zawiezie was bezpiecznie i bez ściemy do jakiegokolwiek hotelu.Oficjalna taksówka po wstepnym umówieniu miała kosztować 10$ a ostateczne słowo 20$ (za 10km trasy) :-( Na marginesie nasz prywatny do Jambiani skasował nas 25$ gdzie jest 65km. Dla zainteresowanych trzeba się umówić dzień wcześniej i warto powiedzieć ze sie jest z Polski :-) +255655865001

  47. Iza napisał(a):

    Witam, jakiej pogody mogę się spodziewać w terminie 11-22 listopada? I czy znasz hotel Dream od Zanzibar? Nawet nie wiem jak się cieszę ze trafiłam na Twojego bloga! Wcale nie jest łatwo znaleźć rzetelne informacje na temat Zanzibaru a tu wszystko co potrzeba jest opisane :)

    • Ewa napisał(a):

      Ten termin to już powinien być po porze deszczowej. Czasem może popadać, ale raczej mało, za to będzie gorąco i duża wilgotność powietrza. Hotel znam, bardzo dobry. Udanej podróży!

  48. Magda napisał(a):

    Witam
    Zainteresował mnie Zanzibar ale przeraziły wpisy Agi na temat „czystości” plaż… obawiam się, że kolejny raz jednak wybierzemy Tajlandię… ale pytanie mimo wszystko zadam: który hotel przy najładniejszej i najczystszej plaży polecasz? generalnie fajnie by było gdyby nie było aż tak dużych odpływów .. wybieramy się w lutym mniej więcej 10-24.. jakie wyżywienie najlepiej brać? czy lepiej hotelowe all czy raczej tylko śniadania… lubimy lokalne kuchnie i nie obawiamy się ich – chodzi mi tylko o dostępność knajpek przy hotelu co by nie było problemu ze znalezieniem jadłodalni po wyjściu z hotelu – w Tajlandii nie ma takiego problemu :)
    Będę wdzięczna za wszelkie informacje..
    pozdrawiam Magda

    • Ewa napisał(a):

      W takim wypadku polecam Nungwi, bo tam są mniejsze różnice między przypływem a odpływem – hotel albo Royal Zanzibar, albo trochę jeszcze lepszy Diamonds La Gemma. Polecam jednak brać opcję All Inclusive bo ani przy Royal ani przy La Gemma nie ma zbyt wielu knajpek :)

  49. Magdalena Duch napisał(a):

    Dużo ciekawych informacji! A jak wygląda sprawa bezpieczeństwa na wyspie? Faktycznie lepiej rezerwować hotel w którym jest ochrona??

  50. Bartek Wudniak napisał(a):

    Bardzo bym kiedyś chciał się wybrać :) Inaczej, kiedyś się wybiorę, więc info się przyda :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*Pola wymagane. Adres e-mail nie zostanie opublikowany.
Ostatnio pojawia się bardzo dużo spamu i mój filtr czasem się gubi. Jeśli nie jesteś spamerem, a Twój komentarz nie ukazał się, daj mi o tym znać mailowo. Kontakt znajdziesz tu. Dziękuję!