6 grudnia 2009
Wpis w kategoriach: Kambodża, Ze świata | Tematy: Bon Om Tuk, jezioro, rzeka, Siem Reap, święto, Tonle Sap
Jest na świecie jedna taka rzeka, która na wiosnę zawraca i zaczyna płynąć w odwrotnym kierunku niż normalnie. To rzeka Tonle Sap w Kambodży, zazwyczaj wypływająca z jeziora o tej samej nazwie. Zazwyczaj, bo na wiosnę właśnie zaczyna do niego wpływać, co w połączeniu z występowaniem pory deszczowej przyczynia się do powiększenia powierzchni jeziora z ok. 3000 km² do (wg. różnych źródeł) ok. 16 000-30 000 km².

Rzeka Tonle Sap łączy jezioro z Mekongiem. Na wiosnę, gdy poziom wody w Mekongu rośnie zasilany przez wiosenne roztopy, jej nadmiar, który nie może dostać się do ujścia, zostaje wtłoczony na siłę do Tonle Sap. Wraz ze zmianą kierunku biegu rzeki, do jeziora dostają się przeogromne ilości ryb i osady użyźniające glebę. A jesienią rzeka znowu zaczyna płynąć normalnie i poziom wody w jeziorze gwałtownie opada. I wtedy zaczyna się świętowanie!
Początek pory suchej i odwrócenie biegu rzeki – to wszystko jest okazją do hucznego celebrowania. Bon Om Tuk, zwane także po prostu Festiwalem Wody, jest jednym z najważniejszych świąt khmerskich. Obchody święta trwają zazwyczaj kilka dni, a ich kulminacją są regaty długich łódek odbywające się na rzece. Tłumy widzów przyglądają się i kibicują z brzegu, podczas gdy po wodzie mkną zastępy barwnych łodzi. Największe, najciekawsze i najbardziej kolorowe festiwale odbywają się w Siem Reap i Phnom Penh.
Będąc w Siem Reap niestety spóźniam się na regaty, bo wieczór spędzam oglądając zachód słońca w Angkorze. Jednak już po zachodzie słońca teren nad rzeką nadal tętni życiem. Barki stojące przy brzegu oświetlone zostają kolorowymi lampkami, a nad głowami mamy pokaz sztucznych ogni. Gra muzyka, która miesza się z gwarem rozmów i nawoływaniami sprzedawców.

Po obu stronach rzeki porozstawiane są przeróżne kramy. Najwięcej jest takich, gdzie można kupić coś, co przypomina może wianki puszczane na wodę w noc świętojańską. Małe, kolorowe, ozdobione kwiatami i kadzidełkami przyczepionymi do kawałka styropianu wiankopodobne rzeczy puszczane są na oświetloną tysiącami światełek powierzchnię Tonle Sap. Jest też mnóstwo straganów z jedzeniem. Nie łatwo się dogadać, co jest co, więc wystarczy pokazać palcem i spróbować. Potrawy przygotowywane są na naszych oczach.

Następnego dnia, kiedy wyruszamy przed świtem, żeby zobaczyć wschód słońca nad Angkor Wat, w bladym świetle latarni widzimy kilka osób, które sprzątają pełne kolorowych śmieci ulice. Deszcz nie ułatwia im zadania. Barki, które w nocy oświetlały taflę wody, teraz są rozmontowywane. Nad brzegiem rzeki stoi kilka namiotów, śpią w nich ludzie, którzy przyjechali tu świętować. Za rok pewnie przyjadą znowu.
Podobne wpisy:
-
Tam dom mój, gdzie woda O niesamowitym jeziorze Tonle Sap wspominałam już przy opisie jednego z ważniejszych, o ile nie najważniejszego święta w Kambodży, czyli...
Varanasi – nad świętą rzeką Ganges jest nie tylko święty, ale i niesamowicie brudny. Nie przeszkadza to wyznawcom hinduizmu zanurzać się w jego wodach o...
Pływające wioski Drugiego dnia w Siem Reap jest ciepło i słonecznie, a my postanawiamy zobaczyć słynne pływające wioski. A w zasadzie to...
A dołem Tag płynie Lizbona, o czym chyba wszyscy wiedzą, położona jest nad rzeką Tag (po portugalsku Tejo), a dokładniej na jego prawym brzegu....
Spodobał Ci się wpis? Polub, dodaj +1, skomentuj, podyskutuj! Dziękuję :)






powinnas zobaczyc festiwal loy krathong w tajlandii,spodobalby ci sie :o)